Dodaj do ulubionych

Lekcja asertywności

11.02.17, 10:36
Dziewczyny kochane, jak odkryć sobie wewnętrzną zołzę?

Od zawsze mam problem z akcentowaniem swoich racji względem swojej rodziny. Matka i siostra mają mocne charaktery, ja jestem raczej uległa. Efekt jest taki, że jestem coraz bardziej sfrustrowana, zaciskam zęby, a w kluczowym momencie zamiast doprowadzić do rozstrzygnięcia, wywołuję awanturę, która efekt ma krótkotrwały i na dłuższą metę nic nie rozstrzyga.

Przykład wczorajszej rozmowy z moją matką, odnoszący się do tego, że z każdą moją przeprowadzką wiąże się to, że jeszcze pudła nie wniesione do końca, a matka tudzież siostra przyjeżdżają z wizytą. Próbowałam wczoraj wytłumaczyć, że ja tak nie chcę, że dla mnie to problem, że źle się z tym czuję, że powinny poczekać, aż je zaproszę... Co słyszę w odpowiedzi?
- No, nie chciałaś, żebym przyjeżdżała? (wielkie mi odkrycie, mówiłam jej to wprost, odpowiadam więc: Nie, nie chciałam, mówiłam ci to)
- No, ale przecież ci dużo pomogłam...

I tak jest kurde za każdym razem... Mówię: nie, a jedna lub druga ładuje się w autobus lub samochód i stawia mnie przed faktem dokonanym, bo już jedzie. Matka przyjeżdża z garem swoich gołąbków, żeby nie robić problemu, siostra przyjeżdża z kolei i oczekuje zapewnienia planu dnia i atrakcji: gdzie idziemy, co robimy... Obie są nieproszonymi gośćmi, ale rozmowa nawet po czasie, żeby na chłodno, kończy się tekstami: Pomogłam ci czy Ona ci pomogła dużo, albo Ja nie przyjechałam jako gość albo Ale przecież nie musiałaś się mną zajmować, byłaś w pracy, a ja sobie spacerowałam...
Da się to w ogóle zrobić dobitnie, tak żeby oporny materiał załapał?
Obserwuj wątek
    • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 10:52
      Już pierwsze zdanie nie jest właściwe, bo asertywność nie wyraża się zołzowatością (agresją) i "co gorsza", należy przyjąć, że by zachować się asertywnie, trzeba założyć, że OBIE strony są OK. Tu - i Ty, i mama/siostra.
      A potem "wystarczy" pójść już według schematu z dowolnego podręcznika o asertywności:
      - informujesz, że nie oczekujesz ich przyjazdu
      - mówisz, dlaczego Ci to nie pasuje, jak się w związku z tym czujesz (nie wiem - przykro CI, z egnotrują Twojezdanie, czy coś)
      - informujesz, że gdy zrobią wbrew Tobie, nie otworzysz drzwi
      - jeśli mimo to przyjadą - nie otwierasz ich

      Proste, prawda? wink
      • liisa.valo Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 11:00
        W teorii proste smile
        Moja mama jest mistrzynią szantażu emocjonalnego. Z agresją to chodzi o to, że ja ustępuję, bo chcę uniknąć afery, a potem siedzę i czuję jak mnie w środku telepie i grzałka się grzeje i czajnik gwiżdże...
        • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 11:08
          Rozumiem, bo to są klasyczne zachowania. Uległość przeradzająca się we frustrację i w końcu wybuch. (A one - ojej, no o co Ci chodzi, przecież pomagamy, dlaczego krzyczysz, jesteśmy biedne, ach!).

          Może poszukaj jakiegoś warsztatu asertywności w swojej miejscowości? Można znaleźć fajne zajęcie, gdzie będzie nie tylko teoria, ale też ćwiczenia na konkretnych sytuacjach, kiedy wymawia się te trudne słowa: nie, nie chcę, czuję się z tym źle, nie potrzebuję).

          To jest trudne - zmienić zachowania, które miało się od lat.
          Tym bardziej, że zmiana miałaby polegać na Twoim zachowaniu, nie ich - ich też ale dopiero w konsekwencji Twoich działań.
        • agonyaunt Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 11:26
          Przestań się bać, a asertywność przyjdzie sama. Ustępujesz, bo boisz się kwasu, a przecież ten kwas jest, tylko w innym miejscu. Kwasisz najważniejszą osobę w swoim życiu - siebie samą.

          Nie musisz się chwalić przeprowadzką dopóki nie będzie po fakcie. Weź znajomych, firmę przeprowadzkową, rodzinie nowy adres podaj jak już się urządzisz.

          I naucz się wyłączać telefon i zamykać drzwi. Jak boisz się, że Cię sumienie pogryzie, kup sobie dobre słuchawki, zawsze potem będziesz mogła powiedzieć, że nie słyszałaś. Bo przecież kluczy matce i siostrze nie dajesz, prawda?

          Z werbalizowaniem własnych uczuć bym nie przesadzała, na niektórych takie "przykro mi, że" czy "źle mi, jak" działa jak płachta na byka. Tu trzeba twardo: nie chcę, nie mogę, nie będę. I bez "bo" po przecinku. Po prostu nie i kropka. Jak to zrobić - po prostu raz trzeba się przełamać. Potem już poleci.
          • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 13:36
            > Z werbalizowaniem własnych uczuć bym nie przesadzała, na niektórych takie "przy
            > kro mi, że" czy "źle mi, jak" działa jak płachta na byka.

            Dlatego napisałam o stopniowaniu.
            Nie widzę nic niewłaściwego w powiedzeniu - 1. mamo, nie chcę, byś przyjeżdżała we wtorek 2. przykro mi, że nie liczysz się z moim zdaniem. (Bo matka wyraźnie nie rozumie, o co córce chodzi. Ile znam przykładów, że ktoś coś tam sobie myśli, drugi myśli co innego i bez wyartykułowania tego nie ma szans na porozumienie.) I dalej twardo - 3. jeśli przyjedziesz, nie otworzę ci.
            Ale 4. naprawdę nie otworzyć.

            Z tym chwaleniem - nie w o to chodzi, by się czaić i ukrywać, bo to wciąż brak asertywności, ale móc odważnie powiedzieć - tak, przeprowadziłam się, gościom otwieram w piątek, a nie we w wtorek - i dotrzymać słowa.

            > I naucz się wyłączać telefon i zamykać drzwi.

            Jako ostatni punkt programu.
            Bo jestem pewna, że matka i siostra maja dobre intencje i nie wiedzą/nie rozumieją, że autorka wątku ma inaczej.
            Wyobraź sobie sytuacje, że w kinie ktoś kopie w twój fotel. Możesz natychmiast pójść po ochronę i zrobić awanturę, albo zacząć od poinformowania - kopie pan w mój fotel. Jest szansa, ze ktoś robił to nieświadomie i przestanie, unikasz afery. Chyba że nie, wtedy wytaczasz cięższe działa - widzisz różnicę?
            • agonyaunt Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 14:32
              >Bo jestem pewna, że matka i siostra maja dobre intencje i nie wiedzą/nie rozumieją, że autorka wątku ma inaczej.

              Zrozumiałam, że autorka im te intencje jasno wyklarowała, a one i tak swoje. Jak nie, to pewnie, najpierw rozmowa.
              • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:02
                Wiesz, one może nawet słyszą, co do nich się mówi, ale najwyraźniej nic sobie z tego nie robią. Wiedzą lepiej, a jakiś tam szacunek i liczenie się ze zdaniem autorki wątku - no, ta to może przyjdzie czas, po postawieniu przez nią granic, a może nie - wtedy relacje ustaną.
                Ale ona będzie swobodna. Gdy tych swoich granic przypilnuje i szacunku samej do siebie.
        • pade Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:30
          Ale z tego co piszesz wynika, że Ty też jesteś agresywna. Popatrz na siebie z boku, najpierw niezdarnie protestujesz a potem wybuchasz robiąc z siebie furiatkę.
          Może przed stanowczością powstrzymują Cię jakieś wątpliwości i one osłabiają Twój przekaz?
          • liisa.valo Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:32
            Właśnie wiem, że jestem - raczej bywam - agresywna i to mnie martwi. Tłumaczę, z czym mam problem, mam wrażenie, jakbym rozmawiała ze ścianą i ustępuję, chociaż we mnie buzuje. Najgorsze, że ja się później wyładowuję przez jakąś głupotę... to, że ktoś psu łap nie wytarł, urasta do rangi mega problemu, bo nie umiem powiedzieć, o co mi naprawdę chodzi.
            • pade Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:39
              Nie tłumacz tylko oznajmiaj, po prostu.
              Mama ma prawo chcieć do Ciebie przyjechać. Ty masz prawo nie chcieć wizyty mamy.
              Nie musisz ulegać "bo to mama".
              Brakuje Ci odwagi.
              Czytałaś "Stanowczo, łagodnie, bez lęku"? Widziałam w necie pdf.
              • liisa.valo Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:51
                Nie czytałam, dzięki.
            • szarsz Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:49
              > jestem - raczej bywam - agresywna i to
              > mnie martwi

              Obserwuj siebie i wyczuj, kiedy jest początek agresji. Czy to się zaczyna w gardle, żołądku, łzami w oczach. A potem próbuj reagować tuż przed, ze świadomością, że musisz, bo będzie źle. Niech to będzie chocby odlozenie telefonu z komunikatem "mamo, jestem zdenerwowana, wrócimy do tematu". Potem możesz się wyżyć na poduszce, poplakac ze złości, cokolwiek.
          • verdana Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:33
            Cokolwiek zrobisz, to i tak nic nie da. Prawda jest taka, ze nie przekonasz mamy, bo ona przecież wie, że przeszkadza. Asertywność pomogłaby w wypadku, gdyby mama o tym nie wiedziała.
            • pade Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:36
              Nie zgodzę się, asertywność pomaga w wyegzekwowaniu swoich praw i nie pozwoleniu na przekraczanie swoich granic.
              To, że ktoś wie, że przekracza czyjeś granice i nic sobie z tego nie robi, nie oznacza, że nie można mu zabronić (tak, zabronić) włażenia z butami w czyjąś przestrzeń.
              • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 13:40
                Też tak uważam. Asertywność to stawianie i bronienie własnych granic, a nie ustawianie czyichś.
                I nie jestem przekonana, czy mama wie, że przekracza - raczej jest pewna, że pomaga.
                Mamy się nie zmieni, ona może zacząć reagować inaczej tylko pod warunkiem, że się przekona, iż ekspansja przestała działać, bo córka pilnuje swoich granic działać. Przecież nie wyważy drzwi, jeśli zastanie je zamknięte.
    • danaide Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 12:49
      O asertywności musisz wiedzieć jedną rzecz. Asertywność nie zakłada skuteczności. Jak do kogoś asertywny komunikat nie trafia to nic nie zrobisz. I wtedy pozostaje uległość albo agresja. Zależy na czym Ci zależy.

      Mam taki patent na dziecko, może się przyda: dziecko swoje, ja swoje. Jeśli mam robotę na tapecie - robię swoje. Dziecko wtedy musi czekać (wyjątek: sprawy życia i śmierci typu stłukłam sobie kolano i płaczę). Kończy się tym, że dziecko wraca do swoich spraw (patent na mamę) albo zostaje włączone w moje prace, nudzi się i wraca do swoich spraw (patent na siostrę).

      "Stanowczo, łagodnie, bez lęku" też polecam. Choć nie doczytałam, ale byłam na kursie wg tej książki.
      • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 13:52
        > Jak do kogoś asertywny komunikat nie trafia to nic nie zrobisz. I wtedy pozostaje uległość albo agresja.

        A ta teoria to skąd?
        Asertywność, to asertywność i załatwiania spraw asertywnie, a nie agresywnie, ani też ulegle (co w konsekwencji też prowadzi w końcu do agresji).
    • tt-tka Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 13:45
      Polecam wypraktykowana metode faktow dokonanych ozdobiona kpina, czyli
      - wystosowujesz do nich oficjalne i ozdobne pismo tresci mnie wiecej "moje zycie moja twierdza, gdyz albowiem oddaje sie do odwolania praktykom czarnomagicznym/kultowi PSM/falszowaniu pieniedzy. Osobom niezapowiedzianym i w nieuzgodnionym terminie drzwi nie otwieram. Wyjatkow nie przewidziano"
      - na drzwiach instalujesz straszna morde z podpisem "UWAGA, zla liisa.valo", dodatkowo naklejki "pukanie zepsute", "dzwonek pod pradem" i inne takie
      - i faktycznie NIE OTWIERASZ. Trudno. Na telefony z pretensjami odpowiadasz niewinnym zdziwieniem "bylysmy umowione ???", na telefony z zadaniem, bys otworzyla stojacym pod drzwiami odpowiadasz"Wykluczone" (bez tlumaczenia sie!) i rozlaczasz sie.
      Obawiam sie, ze nic innego nie pomoze.
      • aqua48 Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 13:55
        Dodam jeszcze jedno - jak zadzwonią, że już są w drodze z garem tego czy owego lub innymi roszczeniami wobec Ciebie, to spokojnie mówisz, że przykro Ci, że się NIE UMÓWIŁY wcześniej, bo Cię nie będzie w domu przez parę dni i że będą musiały OD RAZU wsiąść w autobus/pociąg czy co tam powrotne i nie czekając na odpowiedź odkładasz słuchawkę. I nastaw się na focha, awanturę czy inny rodzaj agresji, a nawet na koczowanie pod Twoim domem. Ale jeśli postąpisz tak ze trzy razy to jest szansa, że się wreszcie nauczą, a TY będziesz miała większy szacunek do siebie i święty spokój.
    • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 14:45
      Beznadziejne te wszystkie rady pt. nie otwieraj drzwi. Ciekawym czy ktorakolwiek je dajaca kiedykolwiek je zastosowala. Nieotwieranie drzwi nie ma się nijak do asertywności tylko jest zwykłym chamstwem.
      Ok. Twoja mama z siostra nie znają dobrych manier ALE nie wygląda też ze robią ci krzywde jakas. Przyjeżdżają z własnym jedzeniem, pomagają ci. Bierz, korzystaj i rob co planowalas. Jak siostra pyta "co dzis robimy" mówisz "ja nic nie planowałam i nie planuje bo mam sprawy do załatwienia, wiec musisz się zająć sobą". TO jest asertywność a nie zamykanie drzwi przed nosem. Planowalas wyjść do urzędu, idziesz do urzędu, siostra ma sobie radzić sama. W zachowaniu twojej matki nie widzę nic złego. Ok, przyjeżdża niezaproszona ale przywozi ci obiad. Doceń to. Zjedz, podziękuj i wróć do swoich spraw.
      • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 14:58
        > Beznadziejne te wszystkie rady pt. nie otwieraj drzwi.

        Nie są beznadziejne, pod warunkiem, że nie od tego się zacznie (poczytaj moje wczeniejsze wpisy).
        Nie otwarcie drzwi jest wyłącznie konsekwencją uporczywego przekroczenia granic autorki wątku przez jej krewne. Jeśli dostaną wyraźne sygnały, komunikaty, ostrzeżenia, a nadal będą drążyć - wtedy dopiero zderzą się z drzwiami.

        Chamstwo to jest nie liczenie się ze zdaniem innych i układanie komuś planów.

        > Jak siostra pyta "co dzis robimy" mówisz "ja nic nie planowałam i nie planuje bo mam sprawy do załatwienia, wiec musisz się zająć sobą

        A jeśli autorki planem było poleżenie w domu na wersalce, będąc SAMA, bez mamuni i siostrzyczki - jak byś to rozwiązała? Ma zmienić plany i leżeć przy nich? To już nie asertywność tylko uległość.

        > ALE nie wygląda też ze robią ci krzywde jakas.

        Z moich obserwacji wynika, że takich argumentów używają chętnie osoby, które z rozkoszą urządzają komuś życie, ładując się w nie z buciorami.
        Przecież nic złego ci nie robię, chcę zawiesić niebieskie zasłony w twojej sypialni, bo są piękne, choć nie pasują do twojego czerwonego wystroju (zmień, bo masz jak w burdelu) i to dzisiaj, bo mam czas, przecież nic złego nie robię!

        Autorka wątku też nie robi przecież nic złego, informując, żeby nie przyjeżdżały, bo ma inne plany - nawet jest ostrzega, że jej nie będzie, więc podróży na darmo im oszczędza.
        • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:08
          >>>. Nie otwarcie drzwi jest wyłącznie konsekwencją uporczywego przekroczenia granic autorki wątku przez jej krewne. J

          Jak na razie to przekraczanie granic miało postać przywożenia własnego obiadu i pomaganiu w przeprowadzce. Hardly any zbrodnia w mojej skromnej opinii. Do zatrzaskiwania drzwi jeszcze daleko.

          >>>. A jeśli autorki planem było poleżenie w domu na wersalce, będąc SAMA, bez mamuni i siostrzyczki - jak byś to rozwiązała?

          Lezala na wersalce i ogladala seriale polglebkiem odpowiadając na pytania. Za którymś razem mamusi i siostrze sie znudzi ta rozrywka i przestana przyjezdzac.

          >>> Przecież nic złego ci nie robię, chcę zawiesić niebieskie zasłony w twojej sypialni, bo są piękne, choć nie pasują do twojego czerwonego wystroju

          A wieszaj co chcesz ale i tak zdejmę bo sorry nie podobaja mi sie. Jak nie szkoda ci czasu i roboty to zapraszam, knock yourself out.
          • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:20
            > pomaganiu w przeprowadzce. Hardly any zbrodnia w mojej skromnej opinii.

            W Twojej opinii. A autorka wątku ma granice gdzie indziej i jej to już nie pasuje.
            Ma prawo mieć granice tam, gdzie che, póki nie wchodzi czyjś teren.

            > Lezala na wersalce i ogladala seriale polglebkiem odpowiadając na pytania.

            Ale ona chce leżeć sama. CHCE SAMA. Nie krzywdzi tym nikogo - ma prawo do takiej fanaberii? Ma. Jej dom, jej czas, jej potrzeba, jej sprawa.

            > A wieszaj co chcesz ale i tak zdejmę bo sorry nie podobaja mi sie.

            To Ty, a ktoś inny nie chce, by mamunia mu rządziła - ma prawo?
            Zresztą przy następnej wizycie jak sądzisz - nie byłoby awantury, że "piękne zasłony zdjęte, tyle się namęczyłam, wiozłam przez pół Polski, najpierw musiałam znaleźć w sklepie i zanieść do krawcowej a ty zdjęłaś?! No co ci szkodziło, że tu wisiały? Boże, Boże, co za dziecko, takie niewdzięczne, człowiek się namęczy..." i lecimy wzbudzać poczucie winy w wyrodnej córce.

            > i tak zdejmę bo sorry nie podobaja mi sie.

            Analogiczne do: nie otworzę, bo nie oczekuję wizyty, MÓWIŁAM PIĘĆ RAZY.

            Przyznaj się, Dosia, jesteś jej siostrą czy mamą?
            • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:28
              >>>. autorka wątku ma granice gdzie indziej i jej to już nie pasuje.

              Wybacz ale jesli dla kogoś przywiezienie obiadu = nieotwieranie drzwi to chyba jednak ma jakiś problem z glowa.

              >>>. Ale ona chce leżeć sama. CHCE SAMA.

              No to następnym razem jiz będzie sama, bo reagując asertywnie za pierwszym, max drugim takim razem, jej działanie skutecznie rozwiąże problem. I obędzie sie bez zatrzaskiwania drzwi. Naprawde zatrzaskujesz drzwi przy pierwszej okazji?

              >>>. To Ty, a ktoś inny nie chce, by mamunia mu rządziła - ma prawo?

              Ależ mi mamunia nie rządzi. Raz mi wlasna mamunia chciała tak powiesic rolety w kuchni bo takie ładne, tak będą pasować, ze byla, zamowila, kupila. Wystarczyl JEDEN jasny komunikat, wieszaj ale jak tylko wyjdziesz to je zdejmuje. Wyobraź sobie poskutkowalo. I nawet nie musiałam zamykac drzwi przed nosem, takie cuda.
              • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:51
                > jednak ma jakiś problem z glowa.

                Myślę, że większy problem z głową ma ktoś, kto nie jest w stanie zaakceptować, że inni mają inaczej i nie myślą tak samo, jak oni. Czyli narzucają komuś własna wizję świata, zamiast uznać, ze ludzie są różnie i każdy ma inne potrzeby i granice w innym miejscu.
                To niebezpieczni ludzie, toksyczni, agresywni. Byle dalej od takich. Z takimi nie stopniuję, tylko zamykam drzwi jak najszybciej.

                > Naprawde zatrzaskujesz drzwi przy pierwszej okazji?

                Nie czytałaś moich wcześniejszych wpisów, choć Ci to sugerowałam - tam jest odpowiedź.

                > Ależ mi mamunia nie rządzi.

                A autorce wątku rządzi.

                > Wystarczyl JEDEN jasny komunikat,

                A mamusi i siostrze wątkodawczyni nie wystarcza nawet kilka.
                Choc wystarczyłoby wziac pod uwagę to, co do nich mówi, zanim ulega i wpuszcza je po raz kolejny.
                Bo one się nauczyły, że i tak zrobią co chcą.
                Jak dotąd - bo teraz Liisa uznała, że dosyć tego i zgłosiła się na forum po poradę, jak zatrzymać natarczywą rodzinę, a nie jak się przekonać, że jest OK i fajnie. Gdyż czuje, że nie jest jej z tym dobrze. Jej - nie siostrze i mamie, nie mnie i nie Tobie.
                • pade Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 17:11
                  Pięknesmile
                • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 21:57
                  >>>. A mamusi i siostrze wątkodawczyni nie wystarcza nawet kilka.

                  O nie, nie. Do tej pory autorka zabawiala siostrę i jadla mamine golabki bez słowa skargi. Moze TO by należało zmienić najpierw, zanim zacznie sie komuś zatrzaskieac drzwi przed nosem bo przyjechał z obiadem. Golabkiinwstawic do lodówki i zamówi pizze, i realizować swoje plany a nie zabawiać siostrę?
                  • liisa.valo Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 22:02
                    Dosiu, nie zabawiałam, bo chodziłam normalnie do pracy czy oglądalam zaplanowany serial, odmawiając wyjścia na miasto, co skutkowało tym, że siostra siedziała obrażona na kanapie i czytała książkę albo - o ludzie! - zmywała mi naczynia. Dla mnie to też jest dyskomfort.
                    • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 22:04
                      >>>. Dosiu, nie zabawiałam, bo chodziłam normalnie do pracy czy oglądalam zaplanowany serial, odmawiając wyjścia na miasto,

                      No i super. Jak siorka obrazona to wyjaśniasz ze przeciez mowilas ze nie masz dla niej czasu wiec niech fochów nie stroi.
                    • agniesia331 Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 23:56
                      Dziewczyny,a gdzie wolnoc tomku w swoim domku? To jej dom,jej zycie I MA PRAWO ODPOCZYWAC BEZ MAMY I SIOSTRY W SWOIM DOMU NAD GLOWA,nudza sie? To niech sobie znajda rozrywke a u niej nie ma przesiadywania,bo ona tez ma prawo SAMA POBYC U SIEBIE
                      • jola-kotka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 00:45
                        Pisze ze to byla sytuacja kiedy sie przeprowadzala wiec matka chciala jej pomoc.Ma do matki tez ale bo jak przychodzi to przynosi cos do jedzenia. No sory zapomina chyba ze matka to nie kolezanka i trudno zeby traktowala ja jak obca ktorej nie wypada ciasta przyniesc,dziewczyna przegina w druga strone i to ostro.
                        • agniesia331 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 12:32
                          Jola,ja raz dalam mamie klucze,jakbwrocilam z wakacji lodowka pelna byla tlustego jedzeniia,krirego nie jadamy,porowieszala mi jakies ozdoby po kuchni. Sorzatanie tego trwalo dlzzej niz rozpakowanie waluzek. Teraz siostra nieprzekraczajaca granic ma klucze I jest okNIE WYOBRAZAM SOBIE DAC WSCOBSKIEJ SIOSTRZE I MAMIE POZWOLENIA,by sobie otwieraly dom,wchidzily,jak kocham sie z mezem np.jak mam kolezanki I nie chce miecych gosci. A W ZYCIU
                • agniesia331 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 00:04
                  Zatrzymaj to,bo potem bedzie wiosna,lato I dalej latwiej im bedzie dotrzec do Ciebie,zagospodaruja ci weekendy jak noc Powtarzaj im: chcemy SAMI ZE SOBABPOBYC W DOMU,ZROBIC KOLACJE PRZY SWIECACH,to jest czas dla na.Nie jestes odpowiedzialna za rozrywki I zycie towarzyskie my I siostry,niech sobie znajda przyjaciol,ty jestes odpowiedzialna za siebie,spokojny weekend swojej rodziny.Ustal zadady typu spotkanie u aCiebie sobota wieczor 1 raz na 6 tygodni I tyle,styknie,reszta weekendow dla twojej rodziny z ktora zyjesz I konsekwentnie to realizuj
            • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 01:22
              Zgadzam się z dosia.
              Autorka na problemy, przynajmniej te które opisuje, trochę z d...-przepraszam bardzo, ale tak jest.
              Chyba, że na 15 lat, to rozumiem.
              Matka przynosiz gołąbki-olaboga, krzywda mi się dzieje big_grin
              Niech wyrzuci, wielki problem.
              Ja bym tam chciała żeby ktoś mi przywoził gołąbki, autorka , mam wrażenie zachowuje się jak 3-letnia rozpuszczona niundzia.
              Za bardzo rozpuszczona.
              Zaopiekowana przez całą rodzinę
              ,Mamunia biega z golabkami, a siostra zabiega o kontakt.
              Radzę dorosnąć i wylądować na twardym.
              Autorka chce tylko tego co ona chce, jak ona chce, i kiedy ONA chce.
              Zero refleksji ze siostra i matka mogą zareagować tak samo.

              Śmiesza mnie paplanie o "przekraczaniu granic"- ematka codziennie przekracza czyjeś granicę, a ktoś być może przekracza jej.
              Choćby na forum.
              Jakoś żadna nie wrzeszczy wtedy o "przekraczaniu granic", tylko ładuje drugiej ile wlezie.
              • koronka2012 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 16:53
                konsta-is-me napisała:

                > Matka przynosiz gołąbki-olaboga, krzywda mi się dzieje big_grin
                > Niech wyrzuci, wielki problem.

                Dociera może do ciebie, że autorka NIE CHCE ani gołąbków ani matki i siostry w swoim domu. Gołąbków można się pozbyć a matkę i siostrę tez ma wyrzucić? żaden problem? naprawdę?

                > Ja bym tam chciała żeby ktoś mi przywoził gołąbki, autorka , mam wrażenie zacho
                > wuje się jak 3-letnia rozpuszczona niundzia.

                TY BYŚ CHCIAŁA, co nie znaczy, że WSZYSCY chcą tego co ty. Prócz gołąbków, które od biedy można by uznać za jakąś wartość dodaną, wizyta nie niesie dla autorki żadnej korzyści - wręcz przeciwnie - mając roboty po sufit TO ONA musi się opiekować gośćmi, którzy oczekują stosownej atencji. Zamiast pomocy - dokładają jej obowiązków.

                > Autorka chce tylko tego co ona chce, jak ona chce, i kiedy ONA chce.
                > Zero refleksji ze siostra i matka mogą zareagować tak samo.

                Na razie to ONE notorycznie robią co chcą, WBREW woli autorki, na jej własnym terenie.

                Najwyraźniej problem jest o wiele częstszy, skoro tyle ludzi zdaje się być upośledzonymi na tyle że NIE ROZUMIE prostej informacji, że jeśli ktoś mówi NIE CHCĘ to znaczy, że NIE CHCE i ignorowanie tego komunikatu zwyczajnie jest wk..ce, i nie ma tu żadnego powodu do wdzięczności.
          • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 16:36
            d.o.s.i.a napisała:

            Za k
            > tórymś razem mamusi i siostrze sie znudzi ta rozrywka i przestana przyjezdzac.
            >


            O naiwna ty, naiwna. Mojej się nie znudziło po 25 latach ignorowania moich próśb o uprzedzenie wizyty.
      • agonyaunt Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:05
        Nie, sorry, ale nie masz racji. Ja potrafię nie otworzyć drzwi. Nie uznaję szarogęsienia się innych w moim domu, nawet ci najbliżsi są moimi gośćmi. Nie wyobrażam sobie, żeby ich wpuścić i zostawić samych sobie. Po pierwsze, to jest niegrzeczne, po drugie przeszkadza mi to. A już: posiedź sobie ja polecę do fryzjera to jest dla mnie buractwo gigantyczne. Tak samo gigantyczne jest: to ty poleć a ja sobie posiedzę. A siedź sobie u siebie. Jeszcze do przełknięcia przy gościach z bardzo daleka, ale nie z drugiego końca miasta.

        A krzywdę autorce robią - wkurza ją jej zachowanie i ma popsuty dzień. To wystarczy, żeby te drzwi przed nimi zamknąć.

        > Ok, przyjeżdża niezaproszona ale przywozi ci obiad.

        No normalnie mój ulubiony rodzaj gościa - jak rozwalać plany, to na wszystkich frontach...
        • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:13
          >>>. A już: posiedź sobie ja polecę do fryzjera to jest dla mnie buractwo gigantyczne.

          A to czemu?? Zaplanowałam fryzjera, osoba przyjezdzajaca o tym wie, asertywność polega na trzymaniu sie swojego planu a nie zmienianiu go a potem placzu ze znowu musiałam plan zmienić. Przeciez ta osoba moze pojsc ze mna do tego fryzjera. Ale ja nir mam zamiaru zmieniac planow swoich. Uważam ze to o wiele lepsza i kulturalniejsza metoda niz nieotwieranie komuś drzwi. Ale co kto lubi...
        • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:14
          >>>. No normalnie mój ulubiony rodzaj gościa - jak rozwalać plany, to na wszystkich frontach...

          Wyjasnij w jaki sposób przywiezienie obiadu jest rozwalaniem planów na wszystkich frontach???
          • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:42
            Dosia, Ty cały czas komentujesz sytuację z punktu widzenia osoby, której nie przeszkadza wtargnięcie do jej własnego domu.
            Autorka wątku szuka rozwiązań dla sytuacji, w której jest inaczej - no nie pomagasz.
            Bo ona nie chce, by jej się matka szarogęsiła, a Ty przekonujesz, że matka może robić, co chce, a ona sama ma swoje potrzeby i prywatność schować do kieszeni.
            • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 21:50
              >>>>. Bo ona nie chce, by jej się matka szarogęsiła, a Ty przekonujesz, że matka może robić, co chce,

              Nic nie zrozumialas. Szkoda. Jednak szkoda mojego czasu na potrójne tłumaczenie.
          • aqua48 Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:44
            d.o.s.i.a napisała:

            > Wyjasnij w jaki sposób przywiezienie obiadu jest rozwalaniem planów na wszystki
            > ch frontach???
            >
            Jakiekolwiek działanie nie proszone i wbrew cudzym planom, jest tych planów rozwalaniem i próbą decydowania za niego co powinien zjeść, jak się ubierać, co mieć w domu, a czego nie i w czym trzymać swoje rzeczy. Dorosły człowiek daje sobie radę sam z tymi problemami.
            Osoba której się kolejny raz mówi NIE PRZYJEŻDŻAJ, a ona nie słucha jest wyjątkowo niegrzeczna i warta tego aby jej po prostu tych drzwi nie otworzyć.
            • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 21:53
              >>>. Jakiekolwiek działanie nie proszone i wbrew cudzym planom, jest tych planów rozwalaniem

              Nieprawda. Mozna realizować swoje plany bez względu na to czy ktos chce nam je zmienić. Przywiezionych gołąbków również nie trzeba jej naprawde. I to sie właśnie nazywa asertywność.
          • agonyaunt Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 16:27
            Nieproszone przywiezienie obiadu, dokładnie.
            Rozwala, bo muszę zmienić swój plan dnia. Nie zrobię tego co chciałam, bo muszę zająć się gościem (to przy okazji wyjaśnienie kwestii buractwa z punktu wyżej - nie zostawiam gości samych). Rozwala, bo zmusza do kombinowania co zrobić z jedzeniem, które już mam. Rozwala, bo zmusza do zjedzenia czegoś, na co mogę nie mieć ochoty. Rozwala, bo zmusza do marnowania kasy (bo np. jedzenia zrobi się za dużo i coś poleci do śmieci).

            Zona_mi ma rację, każdy ma granice w innym miejscu, nie można zakładać, że to nasze są we właściwym, a inni się mylą.
            Ty z obojętnością zdejmiesz mamine rolety chwilę po jej wyjściu, ja będę wściekła, że muszę skakać po drabinie zamiast np. walnąć się gdzieś z książką. I obie będziemy mieć do tego prawo.
            • d.o.s.i.a Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 22:09
              >>>. Rozwala, bo muszę zmienić swój plan dnia. Nie zrobię tego co chciałam, bo muszę zająć się gościem

              Czyli brakuje ci asertywności. Popracuj nad tym.

              >>> bo muszę zająć się gościem

              Jakby do mnie przyjechał nieproszony gość mimo ze mowilam ze mam fryzjera, to niestety ale traci status gościa i nabywa status "martw się o siebie". Ja idę do fryzjera, sprzątam łazienkę oraz oglądam moj film, a "gość" niestety musi to robic razem ze mną, nie ma przeproś. Jak mu się nie spodoba to następnym razem sie dwa razy zastanowi czy warto przyjezdzac...

              >>>> Rozwala, bo zmusza do kombinowania co zrobić z jedzeniem, które już mam

              No cóż. Możesz je po prostu zjeść... Za trudne?

              >>>. Ty z obojętnością zdejmiesz mamine rolety chwilę po jej wyjściu

              Ależ nic nie zrozumilas. To byla jedna z pierwszych i ostatnich prób w wykonaniu mojej matki. Po takim tekście nic nigdy mi nie powiesila. Mina zbitego psa, probowala raz jeszcze z czymś tam, i nigdy więcej. Jasny przekaz wystarczyl. Naprawde.
              • agonyaunt Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 23:30
                Ty też najwidoczniej nic nie rozumiesz.
          • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:11
            Już mówię. Mąż dzwoni z pracy, że będzie wcześniej w domu i skrzostają na nieobecności dzieci. Tylko oni, świece, dobra muzyka... i mamusia z gołąbkami.
            • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:15
              *skorzystają
      • tt-tka Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 16:00
        d.o.s.i.a napisała:

        > Beznadziejne te wszystkie rady pt. nie otwieraj drzwi.

        Dlaczego tak sadzisz ?

        Ciekawym czy ktorakolwie
        > k je dajaca kiedykolwiek je zastosowala.

        Zastosowala.

        Nieotwieranie drzwi nie ma się nijak d
        > o asertywności tylko jest zwykłym chamstwem.

        Nie. Jest obrona konieczna przed natretami.


        > Ok. Twoja mama z siostra nie znają dobrych manier ALE nie wygląda też ze robią
        > ci krzywde jakas. Przyjeżdżają z własnym jedzeniem, pomagają ci.


        ALE autorka tego NIE CHCE, nie zrozumialas ? Nie chce jedzenia i nieproszonej pomocy, chce sie rozpakowac sama, rozgospodarowac sama, ugotowac sama. Sobie. Wedle wlasnego gustu i potrzeb, we wlasnym domu.
        Nie chce gosci nie w pore, ich obecnosci, ich komentarzy i ma do tego swiete prawo.
        • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 01:34

          > ALE autorka tego NIE CHCE, nie zrozumialas ? Nie chce jedzenia i nieproszone
          > j pomocy, chce sie rozpakowac sama, rozgospodarowac sama, ugotowac sama. Sobie.
          > Wedle wlasnego gustu i potrzeb, we wlasnym domu.
          > Nie chce gosci nie w pore, ich obecnosci, ich komentarzy i ma do tego swiete pr
          > awo.

          A ja nie wierzę że nie chce.
          Jakby nie chciała to już by to ukrocila.
          Chyba że matka z siostrą ja szantażuja czymś strasznym.
          Niech napisze w takim razie czym.
          Co się stanie jesli odmówi?
          Co zrobią?
          Konkretnie.
          Dopuszczam sytuację, w której ktoś jest uwięziony mentalnie, ale z postów nic takiego nie wynika.
          Bo że matce zrobi się przykro, to trochę słaby argument.
          A jeśli się obrazi, to i tym lepiej, więcej nie przyjdzie i nie będzie zawracać głowy.
          Czyli?
          • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 01:35
            > A ja nie wierzę że nie chce.

            Dobra jesteś big_grin
            • tt-tka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 11:32
              zona_mi napisała:

              > > A ja nie wierzę że nie chce.
              >
              > Dobra jesteś big_grin
              >

              Z wiara sie nie dyskutuje, prawda ? smile
              • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 11:33
                Otóż to smile
              • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 13:54
                To nie kwestia wiary , tylko rozumowania przyczynowo-skutkowego.
                • tt-tka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 14:06
                  Powaznie ? To naprawde tak trudno zrozumiec, ze mozna mame i siostre kochac nad zycie, ale niekoniecznie chciec je miec w domu akurat wtedy, gdy przyjdzie im chec ?
                  • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 14:35
                    Nikt nie żyje idealnie według swoich chęci.
                    Zwyczajnie jest to niemożliwe.
                    W każdej relacji trzeba w jakimś stopniu liczyć się z innymi.
                    Jeśli ma istotne sprawy do zalatwienie, to powinna je załatwiać, niezależnie od tego czy jest wizyta czy nie.
                    Chyba siostra nie spodziewa się że np.nie pójdzie do pracy, bo ja odwiedziła?big_grin
                    Ma się zwolnić czy wziąć urlop?
                    Jeśli chce iść do tego fryzjera , niech powie siostrze ze szla z nią.
                    Nie chcę dziś gołąbków?
                    Mówi że właśnie robi sos do makaronu, a z checia zje gołąbki jutro.
                    Zakładam że nie odwiedzaja jej codziennie.
                    A jak raz na pół roku, to można przecierpiec.

                    Wedle postów wynika że one mają dobre chęci, jest tyle rodzin żrących się, robiących piekło, tu mamy "problem" z gołąbkami big_grin

                    Jeśli wychodzisz z założenia że inni mają robić TYLKO to co ty chcesz, pogodz się z tym że oni też będą robić TYLKO co oni chcą.
                    Wtedy może okazać się ze siostra spotka się raz na rok, TYLKO o określonej godzinie i w określonym miejsçu, bo "tak chce'.
                    Nie?-To spadaj.
                    Przyjdziesz-nie otworzy drzwi albo nie odbierze telefonu.
                    Bo to "przekracza jej granice".
                    Potrzebujesz pomocy-sory, że nie odebrałam ale to "przekraczasz moje granice".
                    Zlamalas nogę i nie możesz wyjść z domu?-
                    "Przykro mi ale jestem asertywna i mam inne granice, i nie mam dziś ochoty ci pomoc"big_grin

                    I będziesz musiała to zaakceptować.
                    Będzie fajnie?-nie sądzę.

                    • tt-tka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 15:03
                      Jest cos takiego jak prywatna przestrzen. Dla kazdego inna. Nie chodzi o sprawy wazne, tylko wlasnie te codzienne.
                      Dziewczyna ma lenia i zrobila sobie wlasnie dzien brudasa i balaganiarza, a tu wkracza ktos niezapowiedziany i zaczyna marudzic "jak ty mozesz w takim bajzlu" albo, co gorsza, bierze sie za sprzatanie.
                      Dziewczyna ma w planie ekscytujaca randke.
                      Dziewczyna ma power do pracy i terminy na karku, a to najukochansi najblizsi nawiedzaja i snuja sie za plecami z mopem, pogadujac "przetre ci, wstawilam do lodowki to i tamto, cala sterta prasowania, zaraz ci to zrobie, no co sie jezysz, pracuj sobie, pracuj, przeciez wcale ci nie przeszkadzam".
                      Dziewczyna akurat tego dnia jest wybitnie atowarzyska.
                      Dziewczyne boli zab/brzuch.
                      Dziewczyna chetnie ugosci matke/siostre, ALE NIE TEGO DNIA. Co w tym niezrozumialego ?
                      "Moj dom moja twierdza" to wcale nie taka glupia maksyma. Otworze wrota i spuszcze zwodzony most, kiedy sie umowimy, ze wpadniecie. Nie wtedy, kiedy komus znianacka to przyjdzie do glowy. Nie kazdy lubi spontan, zwlaszcza cudzy.

                      Owszem, sa koszty, jak zawsze. Tylko to nie jest opcja zerojedynkowa, chce cie widziec raz na rok i nie oczekuje twojej pomocy, jesli bede jej potrzebowac. Zapytaj, czy mozesz wpasc. Pogodz sie z tym, ze odpowiedz moze brzmiec "dzis nie". Zapytam, czy mozesz pomoc i pogodze sie z tym, ze odpowiedz moze brzmiec "dzis nie". Sa inne mozliwosci.
                      Ale planowania i ustawiania mojego zycia przez innych nie zaakceptuje. Sa ludzie, ktorzy tak maja. I po to natura dala nam umiejetnosc mowienia, zeby sie dogadac. Do-ga-dac, nie jednostronnie decydowac.
                      • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:23
                        To mowi-"boli mnie ząb"-jak chcesz to siedź, tylko bądź cicho.
                        Ja idę się położyć"- i co?
                        Zostaną?
                        Pewnie same po chwili by wyszły.
                        "Mam pracę" , zamykam się w pokoju ze sluchawkami na uszach, lub zwyczajnie mowie-sory, nie mam czasu, teraz muszę skończyć prace- chyba nikt normalny jej nie każe rzucac pracy i iść na wycieczkę?
                        Jakby mi ktoś chciał prasować, to bym byla zadowolona, poprosiła bym przy okazji o umycie podłogi, kloszy, i starcie kurzu big_grin
                        • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:28
                          Ktoś, kto pracuje w biurze od 7 do 15, może nie zrozumieć mechanizmu wolnego strzelca pracującego na umowie zlecenie wieczorami.
                          Wy naprawdę nie rozumiecie, że komuś może to nie pasować?
                          Nie lubię, gdy mi ktoś pracuje ubrania. Wiesz, dlaczego? Bo jakoś ZAWSZE towarzyszyły temu komentarze dotyczące ilości ubrań, jakości i tego, dlaczego one nie są JESZCZE uprasowane.
                          Nikt ci nie karze rzucać pracy? A skąd wiesz? Wiesz co to jest wpędzanie w poczucie winy czy szantaż emocjonalny? Wiesz co to takiego i jak sobie z szantażystą radzić?
                          • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 18:04

                            A co gdybyś powiedziała, że lubisz nieuprasowane?
                            Lub "nie prasuj i nie zawracaj głowy"?
                            Obraża i zaprzestanie prasowania.
                            Skuteczne ?-Skuteczne.
                            No chyba, że matka zgłosi cię do MOPS-u, "Uwagi" bo nie prasujesz ubrań big_grin
                            Ja bym zignorowała i wzruszyła ramionami, niektórzy muszą sobie pogledzic i tyle, traktując to jako cenę za prasowanie.
                            Albo powyższe.
                            Jakby mi ktoś kazał rzucać prace to bym się popukala w czoło.
                            I zapytała czy w takim razie da mi pieniądze na utrzymanie.
                            I zapytała przy siostrze inne osoby co o tym sądzą.
                            To byłoby otrzezwiajace, jak sądzę.
                            • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 18:09
                              I skończy się dokładnie tak samo, jak zamknięcie drzwiami, które podobno jest chamskim wyjściem.
                              Tu jest pies pogrzebany.
                              Każdy sugeruje się i radzi na własnym przykładzie.

                              1. Córuś, wpadłam na chwilę. Przy okazji gołąbki ci przywiozłam. Co słuchać? Skończyłaś już tę pracę, którą ostatnio robiłaś?

                              2. Gołąbki ci przywiozłam. Zjesz coś przyzwoitego, bo ty wiecznie nic w lodówce nie masz i gotować się nie nauczyłaś. A pracę skończyłaś wreszcie, czy znów nie potrafisz do koca doprowadzić jednej rzeczy?

                              Jest różnica?
                          • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 18:51
                            > Wy naprawdę nie rozumiecie, że komuś może to nie pasować?

                            Nie rozumieją, bo same są takimi ekspansywnymi matkami/siostrami/córami/koleżankami, które uważają TAK, więc TAK JEST, a potrzeby, prawa, prywatność innych się nie liczy.
                            • tt-tka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 19:00
                              zona_mi napisała:

                              > > Wy naprawdę nie rozumiecie, że komuś może to nie pasować?
                              >
                              > Nie rozumieją, bo same są takimi ekspansywnymi matkami/siostrami/córami/koleżan
                              > kami, które uważają TAK, więc TAK JEST, a potrzeby, prawa, prywatność innych si
                              > ę nie liczy.

                              Tak wlasnie przypuszczam sad
                              Czyjas prywatnosc, potrzeby i plany to fanaberie, zarzadzanie cudzym czasem to norma. Tak wlasnie widze matke/siostre autorki. I powiedzcie, w swietle tej dyskusji, jaki jest sens, a przede wszystkim - SKUTEK tlumaczenia czegokolwiek takim osobom ? Przeciez nie dotrze. Nie zostanie uslyszane/zrozumiane/przyjete do wiadomosci.
                              Chyba jednak pozostaje Ci, autorko, nieotwieranie drzwi. Nic ponizej tego nie zadziala.
                              • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 20:47
                                Mimo to uważam, że warto zachować się przyzwoicie i pójść według punktów z mojego pierwszego wpisu w tym wątku - zamknięte drzwi na końcu.
                                Bo a nuż jednak zadziała coś wcześniej?
                                Przy założeniu, że mama/siostra są OK i ich intencje są dobre, tylko nie pomyślały.
                    • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 15:21
                      > W każdej relacji trzeba w jakimś stopniu liczyć się z innymi.

                      Dlatego nie odwiedza się kogoś w terminie, który mu nie odpowiada i on o tym uprzedza. Nie forsuje się - właśnie teraz, bo ja chcę - dokładnie z przyczyny, o której piszesz.
                      Nie rozumiem, dlaczego mama, dzwoniąc do córki, nie ustala z nią dogodnego DLA NICH OBU terminu, tylko koniecznie upiera się przy tym, który jej pasuje, a córce nie.
                      A właściwie rozumiem - bo nie liczy się ze zdaniem córki.
                      Ma prawo się z tym nie liczyć, lecz ponosząc konsekwencje swojego podejścia - zatrzymując się w pewnym momencie (po próbach porozumienia ze strony córki) przed zamkniętymi drzwiami.
                      • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:49
                        Zamykanie drzwi przed nosem to robienie dramy z niczego.
                        Jak ktoś chce zrobić drame- zrobi ja, choćby dlatego że matka założyła bluzkę w kropki a nie w kwiatki (co świadczy o nieliczeniu się z gustem estetycznym córki) .
                        Zachowanie w stylu nastolatki.
                        Niewątpliwie matka ma podstępny plan upodlenia córki za pomocą gołąbkówbig_grin
                        Starsze osoby tak mają, są czasem zbyt troskliwe, zapomniały że dziecię już dorosłe, itd.
                        Zamykanie drzwi przed nosem, robienie wielkich awantur bez powodu jest typowe dla jednostek niedojrzałych emocjonalnie.
                        • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:51
                          Będziesz wpadać do swoich dorosłych dzieci bez zapowiedzi?
                          • tt-tka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:56
                            Pewnie bedzie. Bo przeciez to "robienie dramy z niczego", a dzieci maja dojrzec wedle jej recepty, czyli godzic sie z jej pomyslami i dokonaniami az do smierci, amen.
                            • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 18:11
                              Nie wiem, bo jeszcze nie mam dzieci.
                              A jak będę miała, to pewnie raczej one będą wpadać do mnie , bo będę w podeszłym wieku.
                              Wątpię, czy będzie mi się chciało prasować albo robić gołąbki.
                              W to czy będzie mnie obchodził kolor zasłon, też wątpięwink
                              Ale nigdy nie mów nigdy wink
                              • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 18:21
                                Czyli rady w stylu "jak to jest wychowywać syna" mają córkę w domu.
                                Ja mam dziecko, które mieszka już poza domem. Gołąbków nie wożę i bez zapowiedzi nie wpadam. Nie wciskam nogi w drzwi pod pozorem prasowania ubrań.
                                Nie mam takiej potrzeby. Dzięki temu dziecko nie kombinuje, jak tu się wytłumaczyć robotą w pracy wink
                                • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 20:26
                                  Ale większość nie ma dorosłych dzieci tutaj.

                                  Moi rodzice nie wtracali się nigdy do niczego.
                                  Ma to swoją drugą stronę pt"nie obchodzi mnie to".
                                  Wychodzisz za mąż?-Twoj problem, jak ten twój mąż się nazywa w ogóle, aha ciężko wymówić ?.
                                  Rozwodzisz sie-ja się nie wtracam, twój problem.
                                  Masz zapalenie płuc i 42 stopnie gorączki?-twoj problem.
                                  Nie masz gdzie mieszkać?-Twoj problem, twoje życie.
                                  Ileż "szacunku" dla moich decyzji i jakie poszanowanie granic, prawda?
                                  Czyż nie wspaniałe?
                                  Oszczedz sobie pisania że to inny problem, jestem nieempatyczna i autorka "chce".
                                  Dalej uważam że to drobny problemik.
                                  • tt-tka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 20:34
                                    Nie wiesz, czy wiekszosc nie ma doroslych dzieci, natomiast wszystkie jestesmy lub bylysmy doroslymi dziecmi.
                                    Twoja zero-jedynkowa opcja powala - albo matka/siostra przybywa i rozpanosza sie, kiedy chce, albo nie przybywa wcale. Nie miesci sie w twoich lub znajomych doswiadczeniach cos takiego, jak spotkania umawiane, ustalane ? Moga byc rzadkie, moga czeste i serdeczne, ale NIE NARZUCANE.
                                    Nawet jezeli nie odczuwasz potrzeby prywatnosci i nie przeszkadza ci, ze ktos gospodaruje w twoim zyciu po swojemu, przyjmij do wiadomosci, ze inni maja inaczej.
                                    • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 20:44
                                      > Twoja zero-jedynkowa opcja powala - albo matka/siostra przybywa i rozpanosza sie, kiedy chce, albo nie przybywa wcale.

                                      Nie masz wrażenie, że to nie bez przyczyny, wobec powyższego jej wpisu?
                                      Trudno patrzeć inaczej, skoro samemu doświadczało się tylko skrajności.

                                      PS. Mam dorosłe dziecko.
                                    • beneficia Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 20:48
                                      No ale to co konsta napisała powyżej w jakims sensie wyjasnia jej podejście.
                                      Ma braki i żal do rodziców. Pewnie by chciała, żeby tak do niej wpadali.
                                      • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 20:57
                                        Też tak to odebrałam.
                                        I to także pokazuje, jak nieraz ludzie patrzą wyłącznie przez pryzmat własnych doświadczeń, nie biorąc pod uwagę, że inni mieli/mają inaczej i każdy ma prawo do pilnowania własnego porządku w swoim ogródku.
                                        • konsta-is-me Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 21:34
                                          Dobrze, może ja rzeczywiście nie powinnam sie wypowiadac w takich wątkach, bo moja matka zachorowała jak miałam 17 lat i w tym momencie jakby straciła swoją funkcję czy pozycję matczyna, fizycznie niby była ale jakby nie.
                                          Zmarła parę lat później.
                                          Więc ja nie wiem jak to jest mieć matkę w dorosłym wieku.
                                          Chciałam tylko powiedzieć, że -wedlug mnie, cena w postaci marudzenia odnośnie zasłon itp, jest według mnie znośna, za to , że ma się ten miękki materacyk ochronny jeszcze, kogoś kogo obchodzimy na tyle że robi specjalnie dla nas te przysłowiowe gołąbki, albo prasuje, nawet i marudzac.
                                          Tyle.
                        • zona_mi Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 18:56
                          > Zamykanie drzwi przed nosem to robienie dramy z niczego.

                          Zamykanie drzwi przed nosem, to efekt faktu, że ktoś nie uznaje prawa dorosłej córki do własnego zdania i prywatności i nie bierze na serio tego, co się do niego WCZEŚNIEJ mówiło.
                          Bo przecież wystarczyło nie eskalować konfliktu i przyjąć, że skoro mówi: nie we wtorek, tylko w piątek, to znaczy, że nie we wtorek, tylko w piątek (lub inny dzień dogodny dla OBU stron).
          • koronka2012 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 20:37
            konsta-is-me napisała:

            > A ja nie wierzę że nie chce.

            Ręce mi opadły.
            Mogłabyś sobie z rodziną autorki ręce podać. Ty i tak wiesz lepiej co ona czuje i czego potrzebuje, choć jej na oczy nie widziałaś. Na wszelkie argumenty jesteś uodporniona, ot, taki swoisty mechanizm wyparcia.

            Dzizzz, skąd się biorą tacy ludzie impregnowani na zdrowy rozsądek i komunikaty od innych....???

            Doczytałaś może, że obraza nie wchodzi w rachubę z tego prostego powodu że wbrew wszystkiemu one I TAK wsiadają w środek lokomocji i POMIMO wszystko ładują się jej na głowę?
      • pitahaya1 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 16:34
        A jeśli próbowałaś po prostu poleżeć pod kocem, bo ci głowa puchnie od roboty poprzedniego dnia?
        A mama wcale nie wpada z garnkiem jedzenia a siostra wcale nie chce pomóc?
        Co wówczas?
    • jola-kotka Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 15:29
      Nie bedzie asertywny ktos kto nie wie co to znaczy,to czego oczekujesz mow jasno i wyraznie przed nie po. Awantura nigdy sie nic nie wskura druga osoba bardziej wtedy odbiera emocje niz slowa,agresja budzi agresje wiec twoj rozmowca druga strona awantury skupia sie na obronie nie na przysfajaniu tego co w rezultacie chcesz mu przekazac.
      A ja tam uwielbiam jak ktos mnie wyrecza haha
      • liisa.valo Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 16:02
        Wiem że agresja nic nie pomaga, więc staram się ruszać temat teraz,gdy jest daleko od punktu zapalnego. Ja nie lubi tego, że one się czują u mnie jak u siebie, chce żeby przyjeżdżały jak goście, zapowiedziane i bez własnego prowiantu.
        • zuzi.1 Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 16:45
          No niestety ale musisz obie panie zacząć ustawiać. Czyli najpierw mówisz czego nie chcesz a potem konsekwentnie tego przestrzegasz, nawet gdyby to miało byc nie otwarcie im drzwi. Obie panie maja za nic Twoje zdanie, wiec czas im pokazac kto tu rządzi. Potraktuj to mimo wszystko z humorem, rzuć im kilka komentarzy, tak żeby do nich dotarlo i konsekwentnie rob swoje. Obie panie maja apodyktyczne, przemocowe charaktery a Ciebie traktują jak laleczke bez prawa głosu. Zmień to i nie pozwalaj sobą rządzić.
        • jola-kotka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 00:40
          Rozumiem,ale wiesz,ze matka robi to bo cie kocha i z dobrego serca?i teraz jest sytuacja w ktorej ty czujesz,ze ona ciebie krzywdzi a ona ze ty ja. Do mnie przyjezdza ojciec czuje sie jak u siebie nie jak gosc ale u mnie kazdy kto przyjdzie ma prawo sie tak czuc i jakos nie wyobrazam sobie sytuacji ze ja do swoich rodzicow musze sie zapowiadac,mam klucze i kody do ich domu pilota od bramy. Albo ze nie moge poszperac matce w garderobie.Kurde sprowadzasz matke do pozycji obcej.
          • koronka2012 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:03
            jola-kotka napisał(a):

            > Do mnie przyjezdza ojciec czuje sie jak u siebie nie jak gosc ale u mnie kazdy kto przyjd
            > zie ma prawo sie tak czuc i jakos nie wyobrazam sobie sytuacji ze ja do swoich
            > rodzicow musze sie zapowiadac,mam klucze i kody do ich domu pilota od bramy. Al
            > bo ze nie moge poszperac matce w garderobie.Kurde sprowadzasz matke do pozycji
            > obcej.

            A dla mnie coś takiego jest oczywiste i wynika z szacunku dla cudzego czasu i cudzej przestrzeni, nawet jeśli są to moi rodzice, siostra czy moje dorosłe dziecko. Klucze możemy mieć na wypadek nagłej awarii, ale to nie zmienia postaci rzeczy, że nie grzebię im w szufladach pomimo tego, że to mój dom rodzinny. I wice versa.
            • tt-tka Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:23

              > jola-kotka napisał(a):
              jakos nie wyobrazam sobie sytuacji ze ja do s
              > woich
              > > rodzicow musze sie zapowiadac,mam klucze i kody do ich domu pilota od bra
              > my.

              A co to ma do rzeczy ? Mialam klucze do mieszkania mamy, siostra tez i najblizsza sasiadka. Do mojego mieszkania klucze ma sasiadka, i blisko mieszkajaca przyjaciolka. Na wypadek jakiegos wypadku po prostu - zaslabniecie, kataklizm pod nieobecnosc gospodyni. Ale NIGDY danie kluczy nie bylo rownoznaczne z zaproszeniem do wpadania bez uprzedzenia o dowolnej porze.
              PS zeby bylo jasne - klucze dostaje do reki osoba, dla ktorej jest oczywiste to, co powyzej smile
              Nie dalabym ich komus, dla kogo=moge wpasc kiedy chce, ugotowac i posprzatac, pogrzebac w szufladach etc. Nie i juz.
        • lady-z-gaga Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 12:20
          >Ja nie lubi tego, że one się czują u mnie jak u siebie, chce żeby przyjeżdżały jak goście, zapowiedziane i bez własnego prowiantu.

          Musisz zrozumiec, że dla Twojej matki i siostry zaakceptowanie takich relacji jest trudne. Bardzo rzadko ludzie potrafią pogodzić się z tym, że ktoś bliski może być aż tak odmienny od nich samych. A skoro one Ciebie nie traktują jak gościa, to oczekują takiego samego traktowania. Twoje podejście to dla nich odrzucenie, w najlepszym razie - niezrozumiałe fanaberie. Musisz to dobrze przemyśleć - jak wytłumaczyć, że Twoje akcje nie są "przeciwko komuś", a w obronie własnych potrzeb. A jak juz te potrzeby zdefiniujesz i przedstawisz rodzinie, to broń ich konsekwentnie, ale spokojnie.
    • beneficia Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 16:26
      >że z każdą moją przeprowadzką< czyli było ich kilka, czyli doświadczyłas niechcianych odwiedzin kilka razy.
      Dlaczego i jakim sposobem dochodzi do sytuacji, że dajesz im swój nowy adres?
      Jesli nie będą go znały - nie przyjada, proste.
      Serio się pytam, odpowiesz?
      • liisa.valo Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 16:57
        Kurcze, no chyba rodzina zna adres rodziny... Wydaje się to naturalne. To nie jest tak, że kompletnie nie chcę utrzymywać z nimi kontaktu. Ale może faktycznie jest opcja nie podawać im go do czasu, aż faktycznie będę chciała je zaprosić.
        • zona_mi Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 18:11
          W końcu ten adres im podasz, to zaczną wpadać na "rodzinną niedzielę", czy coś tam innego wymyślą.
          Kwestia nie w ukrywaniu się przed nimi, tylko ustaleniu zasad współżycia.
          Respektuj ich prawa i egzekwuj respektowanie swoich.
          • liisa.valo Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 18:18
            Będę pracować nad sobą. Podobno nigdy za późno smile
        • beneficia Re: Lekcja asertywności 11.02.17, 19:30
          No własnie ja części rodziny dałam swój adres a części nie. Z podobnych względów jak u Ciebie (też bywam za miękka). Jak chcę pogadać to dzwonię albo umawiam się na mieście. Działa, a ja mam spokój i komfort psychiczny, że nikt do mnie nie wbije niezapowiedziany i nie wiadomo na jak długo. Czego i Tobie życzęsmile
          I powtarzaj sobie "kto ma miękkie serce, ten musi mieć twarda d..ę" big_grin
          • lady-z-gaga Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 12:29
            Nie powinnaś miec komfortu psychicznego, skoro nie potrafisz ułożyć sobie relacji z rodziną inaczej, niz przez ukrywanie miejsca zamieszkania. To jest wg mnie chore. Rodzina jest na tyle bliska, żeby wpada do Ciebie znienacka i na tyle daleka, że ich nigdy nie zaprosiłaś i nie pokazałaś, jak mieszkasz?
            • miedzymorze Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:31
              Ale czemu nie powinna ? Przecież właśnie sobie ustawiła relację - spotyka się kiedy ma ochotę, a nie stresuje się że ktoś się znienacka pojawi i będzie oczekiwał ugoszczenia.
              pozdr,
              mi
    • koronka2012 Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 17:29
      Podstawowym błędem w komunikacji z takimi osobami jest tłumaczenie. Im się nie da wytłumaczyć, bo one cię NIE SŁUCHAJĄ. Rozmydlasz tylko przekaz.

      Ten element można i należy pominąć, tylko metodą zdartej płyty powtarzać NIE, NIE PRZYJEŻDŻAJCIE w piątek, wolę żebyście przyjechały za 2 tygodnie. Bo tak. Jak najszybciej i pod byle pretekstem kończyć rozmowę (makaron mi kipi, to co? widzimy się 18tego, to pogadamy) i nie wdawać się w jałowe rozważania "pomogła/nie pomogła" czy jakiekolwiek inne.

      Ja mam o tyle lepiej, że nie mam cierpliwości do takich rozmów, i szybciutko robię się niemiła, co bardzo skutecznie ucina wszelkie zakusy, żeby mi wejść na głowę.

      One cię lekceważą na tyle, że (przynajmniej na razie, póki nie przełamiesz schematu) nie dasz rady wiele zwojować.
      Na początek warto uciec się do sposobów.

      W takiej sytuacji jak przeprowadzka i po takich doświadczeniach, w twoim przypadku zaczęłabym od tego, żeby przestać informować o szczegółach, planach itd. Już po pierwszym takim numerze o kolejnych przenosinach poinformowałabym post factum, z informacją o zaproszeniu na weekend 24 marca na przykład. Narzucanie terminów wizyt relatywnie łatwo odbić - nie, nie będzie mnie, mam inne plany. Najlepiej nie wyjaśniać jakie choć możliwości jest wiele (wykupiony wyjazd do SPA, imieniny koleżanki, kończę projekt z koleżanką z pracy u niej, itd). Ucinać dywagacje na temat dlaczego nie - proponując inny, dogodny dla ciebie termin - i rozmowę kierować wyłącznie na te tory.

      Jeśli to zignorują i postawią przed faktem dokonanym - w celach wychowawczych trzeba raz a dobrze zrobić kontrę w postaci informacji "to macie problem, bo uprzedzałam, że nikogo w domu nie będzie - nie ma mnie, i nie mam jak wrócić, będę w poniedziałek". Póki się nie sparzą, nadal będą cię olewać.

      Dokładnie tak postąpiłam kiedyś w przypadku rodziny eksa, dopiero jak postały pod drzwiami, to opanowały trudną sztukę odczytywania godziny na zegarku i porównywania jej z tą, na którą się umawialiśmy.
      • solejrolia Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 19:25
        Podpisuję się pod tym co napisała Koronka!
        W ten sposób przez jakieś 8-9lat ustawiałam granice swojego zycia
        W stosunku do mojej mamy, i starszej siostry wraz z rodziną, bo jakoś z rodziną męża kłopotów nigdy nie mieliśmy. A wszystko zaczęło się gdy...tadam, wyszłam za mąż. Jak byłam młodsza, nawet jako studentka, to miałam wolność, a jak wyszłam za mąż, to stwierdzono, że... zaczną mnie wychowywać, i za mnie decydować, bo one chcą dla mnie dobrze.
        Rzeczywiście, miałam kłopoty, czyli pod płaszczykiem troski o mnie właziły w moje życie i urządzały je PO SWOJEMU w każdej innej dziedzinie (ale nie w tej w której miałam kłopoty sad ). A odwagi dodawał im fakt, że dom jest dwurodzinny, i do mnie po prostu mozna wejść, (jakby był typowy bliźniak, to są osobne wejścia, u nas klatka schodowa jest wspólna)
        Kilka razy gdy prosiłam o REALNĄ pomoc, taki konkret ktory bardzo ułatwiłoby mi zycie, to mi odmówiły! Więc przestałam prosić o cokolwiek (do dziś tak zostało) Za to narzucały się sobą w innym czasie, i gdy ta pomoc to była juz dawno musztardą po obiedzie, oraz w innych sferach, w tych, gdzie ta pomoc była doskonale zbędna i przeszkadzająca.
        Więc co dzień, i co dzień, od nowa trzeba było ustawiać granice prywatności mojej rodziny. A dochodziło do różnych absurdów.
        (może autorki wątku te wielokrotne przeprowadzki, wyzwalają w obu paniach uczucia "opiekuńczości"?!, bidula znów się przeprowadza, trza jej pomóc?!)
        Co mi pomagało? To co napisała wyżej Koronka, nie tłumaczenie się, i w ogóle nie mówiłam o nas zbyt wiele.
        Więc za mną jakieś bez mała 10lat takiej walki i ustawiania granic, a i tak przyszedł moment, że... stawiłam się na terapii u psychoterapeuty. Byłam zmęczona tym, byłam wkurzona na rodzinkę, wkurzona na wszystko. Kilka spotkań ze specjalistą, wydawało się początkowo, że to na nic i strata pieniedzy. A teraz okazuje się że jednak pomogło!
        Na dowód:
        Wczoraj zeszłam do mamy wprost po obiedzie (michę pomidorowej wciagnęłam) i 3 razy odmawiałam herbaty, i wiecie co...zrozumiała.
        Moja mama zrozumiała, i przyjęła do wiadomości, że jestem po obiedzie i na nic do picia nie mam ochoty, po prostu zrozumiała .
        Jeszcze 3 lata temu musiałabym wypić tę cholerną herbatą, wypiłabym i byłabym wściekła, że znów mnie nie słuchają*.
        Rok temu musiałabym wyjść, zeby nie musieć jej wypić.
        A wczoraj po prostu odmówiłam, nie ważne że 3 razy, przyjęto to do wiadomości że "Nie, to znaczy nie". Mój sukces, takich sukcesów mam już trochę na tym polusmile))

        (*A może napijesz się, herbatki, herbatki z cytrynką?, a może może jednak zrobię herbatki?, wiesz postanowiłam jednak zrobić ci- napijesz się tu malutkiej herbatki i nic ci nie stanie się jak napijesz się u mnie. Zrobiłam i masz wypić)
        wrrr.nigdy więcej takich sytuacji....
    • danaide Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 18:03
      Myślę, że Twój problem polega też na tym, że Twoje życie - albo życie z Tobą - jest w jakiś sposób dla Twojej matki i siostry bardziej atrakcyjne niż ich własne albo ich bez Ciebie. Więc to nie kwestia takich czy śmakich komunikatów. Czy kiedykolwiek rozmawiałaś z którąś z nich na temat tego, że Ty wyszłaś z domu i masz swoje nowe życie, a one stoją w miejscu i dalej chcą byś była częścią ich starego, nie zmienionego życia? Spytaj, jak sobie wyobrażają swoje życie dalej. Co planują zrobić dla siebie - bo wiszenie na Tobie po prostu nie wchodzi w grę.
    • muchy_w_nosie Re: Lekcja asertywności 12.02.17, 19:47
      Nastpnym razem nie podawaj adresu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka