liisa.valo
11.02.17, 10:36
Dziewczyny kochane, jak odkryć sobie wewnętrzną zołzę?
Od zawsze mam problem z akcentowaniem swoich racji względem swojej rodziny. Matka i siostra mają mocne charaktery, ja jestem raczej uległa. Efekt jest taki, że jestem coraz bardziej sfrustrowana, zaciskam zęby, a w kluczowym momencie zamiast doprowadzić do rozstrzygnięcia, wywołuję awanturę, która efekt ma krótkotrwały i na dłuższą metę nic nie rozstrzyga.
Przykład wczorajszej rozmowy z moją matką, odnoszący się do tego, że z każdą moją przeprowadzką wiąże się to, że jeszcze pudła nie wniesione do końca, a matka tudzież siostra przyjeżdżają z wizytą. Próbowałam wczoraj wytłumaczyć, że ja tak nie chcę, że dla mnie to problem, że źle się z tym czuję, że powinny poczekać, aż je zaproszę... Co słyszę w odpowiedzi?
- No, nie chciałaś, żebym przyjeżdżała? (wielkie mi odkrycie, mówiłam jej to wprost, odpowiadam więc: Nie, nie chciałam, mówiłam ci to)
- No, ale przecież ci dużo pomogłam...
I tak jest kurde za każdym razem... Mówię: nie, a jedna lub druga ładuje się w autobus lub samochód i stawia mnie przed faktem dokonanym, bo już jedzie. Matka przyjeżdża z garem swoich gołąbków, żeby nie robić problemu, siostra przyjeżdża z kolei i oczekuje zapewnienia planu dnia i atrakcji: gdzie idziemy, co robimy... Obie są nieproszonymi gośćmi, ale rozmowa nawet po czasie, żeby na chłodno, kończy się tekstami: Pomogłam ci czy Ona ci pomogła dużo, albo Ja nie przyjechałam jako gość albo Ale przecież nie musiałaś się mną zajmować, byłaś w pracy, a ja sobie spacerowałam...
Da się to w ogóle zrobić dobitnie, tak żeby oporny materiał załapał?