Dodaj do ulubionych

Lebensborn...

21.03.17, 11:47
Obejrzałam rano film CNN o tym:

pl.wikipedia.org/wiki/Lebensborn
www.youtube.com/watch?v=-8eruV9-jfY
www.youtube.com/watch?v=3R5Yu2ksHK8
Myślicie, że wielu zgermanizowanych Polaków żyje w Niemczech jako Niemcy, nie zdając sobie sprawy z tego że byli uprowadzeni jako małe dzieci z polskich rodzin? A może znacie takie przypadki w najbliższym otoczeniu?
Obserwuj wątek
    • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:05
      Tragedia straszna, której nie da się naprawić.

      Mam jednak mieszane uczucia związane z tym, żeby ludziom "na siłę" uświadamiac ich historię. Nie wiem.
      • sirella Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:16
        Niektórzy latami szukali rodziców i nie znaleźli bo ślady zatarte.
        Zastanawiam się też na ile zdarzają się przypadki, że ktoś został skutecznie wynarodowiony jako dziecko do tego stopnia, że stał się nacjonalistą w swojej nowej narzuconej narodowości, nie wiedząc że walczy z własnymi korzeniami i to skutek tego, co mu wtłoczono przemocą i kłamstwem w dzieciństwie. W filmie było powiedziane że ok 150 tys dzieci z Lebensornów nie poznało nigdy prawdy o swoich prawdziwych rodzicach, zapewne wiele nie poznało też prawdy o tym, że z takiej placówki pochodzą.
        • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:20
          Akurat "wynarodowienie" to najmniejszy problem.

          Tu chodzi o rodziców, którzy stracili dzieci.
          I dzieci, które straciły rodziców , ale zyskały nowych. Z tym, że rodzice to nie krzesło, które można zamienić na nowe. Dlatego to jest cholernie trudne. Nie wiem co bym zrobiła gdybym posiadała taką wiedzę o kimś kto sam jej nie posiada.
        • edelstein Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:34
          W dobie UE to czy sa Niemcami czy nie,nie ma zadnego znaczenia,jedyny minus to to,ze nie poznali swoich rodzicow.
          • ichi51e Re: Lebensborn... 22.03.17, 09:21
            I ze byli rodzice ktorzy stracili swoje dzieci
        • woman_in_love to pomyśl sobie sirella coś innego :) 21.03.17, 12:37
          FAKT 1: Rosyjskie armie (składające się w ogromnej mierze z Azjatów z Kaukazu i centralnej Azji) masowo gwałciły Polki: 1 WŚ, wojna bolszewicka (przykład błogosławionej Kózki), 1939, a już 1944/1945 i powrót z Niemiec po wojnie to w setkach tysiącach szło.

          FAKT 2: NKWD szlo za wojskiem z listą uznanych narodowych patriotów katolików - facetów zabierano, a na odchodnym gwałcono wszystkie kobiety w domu.

          FAKT 3: nie do pomyślenia była aborcja w takich katolickich rodzinach.

          Pytanie: To kim są obecni narodowi patrioci katolicy z tradycjami? Polakami? A może w większości Uzbekami, Azerami, Tadżykami albo Ukraińcami w 2 pokoleniu? big_grin
          • sirella Re: to pomyśl sobie sirella coś innego :) 21.03.17, 12:58
            Fakt 3 jest nie do udowodnienia, bo teoria jedno a praktyka drugie.

            A poza tym mówisz o innych sprawach, a ja o dzieciach Polaków odebranych im przez okupantów, nierzadko z podwórka (w filmie opowieść świadka o tym jak SS przejeżdża przez wieś, widzą małego może 2-letniego chłopca ładnego blondyna bawiącego się przed domem, wysiadają, kopią broniącą matkę buciorami a chłopca zabierają ze sobą. Wywożą do Lebensbornu, germanizują, wystawiają fikcyjne dokumentyu i oddają do niemieckiej rodziny, indoktrynują, wychowują na Niemca - pasował wyglądem na kandydata do rasy panów) , albo dzieci osób pomordowanych w obozach jeśli spełniały kryteria rasy (odpowiedni rozmiar głowy, niebieskie oczy, bląd włosy) itd .
            • joa66 Re: to pomyśl sobie sirella coś innego :) 21.03.17, 13:04
              Wiesz, sirella - gdyby mi ktoś porwał dziecko to byłoby mi dokładnie wszytsko jedno czy byliby to Niemcy, "Cyganie" czy Polacy z piękniejszym od mojego językiem polskim.

              To jest ludzka tragedia , a nie narodowa.
              • sirella Re: to pomyśl sobie sirella coś innego :) 21.03.17, 13:12
                No nie, to była wielka operacja wymyślona i wdrożona przez konkretnych ludzi trwająca latami mająca mieć konkretne efekty. To nie było jedno dziecko w województwie ukradzione przez przejeżdżający tabor Cyganów, który to tabor został zlinczowany w kolejnym województwie bo się ludzie dowiedzieli i zareagowali.
                • joa66 Re: to pomyśl sobie sirella coś innego :) 21.03.17, 13:18
                  Bo wojna to straszna rzecz i na każdej dzieją się niewyobrażalnie złe rzeczy.

                  Lepiej tę pamięć wykorzystywać do pielęgnowania pokoju.
          • bramstenga Re: to pomyśl sobie sirella coś innego :) 21.03.17, 14:20
            > Uzbekami, Azerami, Tadżykami

            Te nacje mają bardzo charakterystyczne rysy twarzy, których na wsiach praktycznie się nie widuje, dominuje swojska uroda pszenno-buraczana, więc mówienie o "większości" to zdecydowana przesada.
          • blue_meerkat Re: to pomyśl sobie sirella coś innego :) 22.03.17, 08:50
            Zgadzam sie z woman_in_love
            Dodam np Mazury.
            Punkt 3 - aborcja w warunkach domowych jest malo skuteczna. Jesli juz stawiam na porzucanie/zabojstwa noworodkow i samobojstwa jako efekt masowych gwaltow. Oraz olbrzymia spoleczna traume, maskowany wstyd, gniew i agresje, przemoc wobec tych kobiet i dzieci oraz ptsd polaczone z poczuciem tabu bo jak mozna o takich rzeczach rozmawiac. To wplywa na dzieci, to w jaki sposob wychowuja potem swoje, i tak sie to przenosi na kolejne pokolenie.
        • naplaze Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:07
          sirella napisała:

          > Zastanawiam się też na ile zdarzają się przypadki, że ktoś został skutecznie wy
          > narodowiony jako dziecko do tego stopnia, że stał się nacjonalistą w swojej now
          > ej narzuconej narodowości, nie wiedząc że walczy z własnymi korzeniami i to sku
          > tek tego, co mu wtłoczono przemocą i kłamstwem w dzieciństwie.

          Jeśli interesuje cię temat - przeczytaj sobie "Brunatną kołysankę" Anny Malinowskiej, tam opisana jest historia chłopca, który wrócił do polskiej matki jako piętnastoletni, fanatyczny wyznawca narodowego socjalizmu.

          Tu jest jego biogram: pl.wikipedia.org/wiki/Alojzy_Twardecki

          • sirella Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:13
            Dzięki. Nie powinnam z rana oglądać filmów bo myślę o czymś innym zamiast pracowaćsmile
          • mdro Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:47
            "Fanatycznym wyznawcą" Twardecki nie był, chociaż wychowano go w przekonaniu, że to Niemcy są ofiarami wojny, której najbardziej winni są Polacy. I najlepiej przeczytać "Szkołę janczarów", czyli jego wspomnienia. To on był zresztą pierwszym, który cały proceder nagłośnił - i w Polsce, i w Niemczech.
          • mae224 Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:10
            Polecam książkę, wiele opowieści i wiele możliwych rozwiązań!
    • heca7 Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:19
      Nie znam ale kiedyś czytałam jakiś artykuł o mężczyźnie, który się urodził w takim ośrodku. Nie znał rodziców. I kiedy po latach poszedł z narzeczoną do urzędu aby wypełnić dokumenty potrzebne do wzięcia ślubu urzędniczka zawołała inne aby obejrzały jego dowód (czy też akt urodzenia, nie pamiętam). Strasznie się wstydził i źle z tym czuł bo miał wpisane, że urodził się Lebensbornie.
    • gulcia77 Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:30
      Tytułu nie pamiętam, ale oglądałam dokument o Agnetcie z ABBY. Ona jest dzieckiem Lebensborn. W Norwegii był to silnie rozwijany proceder - wszak wysokich, niebieskookich blondynów płci obojga jest dostatek. Wywieziono ją w dzieciństwie do Szwecji, bo podobno nie miała życia wśród rodaków.
      • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:38
        Errata - nie Agnetha tylko Frida. I podobno była owocem miłości Norweżki i Niemca (dlatego po wojnie nie miała tam życia)
        • edelstein Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:40
          A w Polsce owoce milosci Pl-De mialy zycie? Dostawali po tylku od obu stron.
          • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:47
            Wszędzie miały prz...ane.

            Ale Frida wychowywała się z matką (dopóki zyła) potem z babką. Trudno ją nazwac dzieckim z Lebensbornu (jako dziecięca fanka Abby wiem o nich wszytsko wink )
            • sirella Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:03
              Bo tak to działa, zbrodniarze którzy system wymyślili i realizowali, ci którzy mordowali tysiące ludzi spokojnie i dostatnio żyli po wojnie w Argentynie, a na kimś trzeba się było wyżyć - tradycyjnie obrywają najsłabsi, którzy nie mają jak się bronić. Dzieci w Lebensbornie były z kilku źródeł.
              • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:06
                Ponieważ to podwątek w Fridzie, pozwolę sobie sprostować. Jej ojciec mieszkał w Niemczech nie w Argentynie. smile
                • sirella Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:27
                  Zapewne nie był szychą, ojciec jednego z narratorów w filmie wychowanego w Lebensborn (matka Niemka, panowie oficerowie SS współpracownicy Himmlera - planowo przychodzili zapładniać kobiety by rodziły elitę narodu) wysoki oficer SS, odpowiedzialny za śmierć kilkudziesięciu tysięcy Polaków (czystki wśród polskiej inteligencji, zbiorowe groby w lasach) spokojnie wyjechał po wojnie do Argentyny i tam żył do starości, tyle poniósł odpowiedzialności. Za to na tych kobietach i ich dzieciach się mszczono..oni ponieśli ciężar cudzych zbrodni.
            • echtom Re: Lebensborn... 21.03.17, 14:21
              > Wszędzie miały prz...ane.

              Dlatego wyjechały do Szwecji, kiedy Frida miała jakieś półtora roku.
    • edelstein Re: Lebensborn... 21.03.17, 12:32
      Na pewno jacys sa,ja takowych nie poznalam.
    • izjaa Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:07
      "Jabłko granatu" opowiada o takich dzieciach. Przejmująca książka.
    • iwoniaw Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:10
      Myślicie, że wielu zgermanizowanych Polaków żyje w Niemczech jako Niemcy, nie z
      > dając sobie sprawy z tego że byli uprowadzeni jako małe dzieci z polskich rodzi
      > n? A może znacie takie przypadki w najbliższym otoczeniu?


      Sądzę, że trochę żyje, dziś to ludzie co najmniej po 70., więc nie sądzę, żeby coś wnosiła ewentualna wiedza tego typu w ich życie, gdyby się dowiedzieli teraz. Ani ich rodzice (czy to biologiczni czy przybrani) ani ew. rodzeństwo najprawdopodobniej i tak już nie żyją.
      No i skoro oni nie zdają sobie sprawy ze swego pochodzenia, raczej trudno, żeby jakaś ematka znała taki przypadek w swoim najbliższym otoczeniu, zwłaszcza że większość ematek jednak urodziła się kilkadziesiąt lat po tym, jak ci ludzie zostali zabrani do Niemiec.
      • snakelilith Re: Lebensborn... 21.03.17, 19:49
        iwoniaw napisała:

        > Sądzę, że trochę żyje, dziś to ludzie co najmniej po 70., więc nie sądzę, żeby
        > coś wnosiła ewentualna wiedza tego typu w ich życie, gdyby się dowiedzieli tera
        > z. Ani ich rodzice (czy to biologiczni czy przybrani) ani ew. rodzeństwo najpra
        > wdopodobniej i tak już nie żyją.

        I nie tylko dzieci z Lebensborn. W Zagłębiu Ruhry mieszka na przykład cała masa potomków polskich emirgantów przybyłych do tego przemysłowego regionu w poszukiwaniu pracy o wiele wcześniej, jeszcze w końcu XIX wieku, tak zwani Ruhrpolen. Wiele ludzi ma tu więc zgermaniowane polskie nazwiska, jak na przykład Schimanski, Koslowski, Zajons, czy Witzorek. Ci ludzie nie uważają się za Polaków, choć wiedzą o polskich korzeniach swoich pradziadków.
        • iwoniaw Re: Lebensborn... 22.03.17, 08:56
          No tak, ale to jednak co innego mieszkać normalnie z rodzicami w miejscu, do którego wyemigrowali dziadkowie/pradziadkowie i nie mieć poczucia przynależności do kraju przodków; koniec końców ile osób nawet spośród nas tu na forum ma dokładne dane, skąd pochodzili i kim byli jego pradziadkowie w czwartym czy piątym pokoleniu wstecz, identyfikuje się z regionem, gwarą, lokalnymi obyczajami? Podejrzewam, że mniej niż połowa, przy czym raczej nie wywołałaby u pozostałych traumy informacja tego rodzaju, nawet gdyby nie mieli wcześniej bladego pojęcia o tym, z jakiego regionu się tak naprawdę wywodzą i że ich przodkowie byli np. potomkami Ukraińców/Holendrów/Żydów/Niemców/Rosjan/kogo tam jeszcze.
    • eve-lynn Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:21
      Historia historią, co się stało to się nie odstanie.
      Mnie przeraża to, że to (lub bardzo podobne rzeczy) w zasadzie się dzieje cały czas, tylko chwilowo gdzie indziej, a wystarczy dosłownie kilka lat, żeby stało się na nowo i w Europie.

      • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:28
        No, niestety.

        Dlatego jestem w jakiś sposób wdzięczna Merkel za to, że próbuje ratować UE. Chyba za mało doceniamy to co UE nam daje i naprawdę nie chodzi o fundusze strukturalne.
        • lauren6 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:40
          A ile razy czytałam na ematce, że lekcje historii są niepotrzebne i trzeba je okroić.

          Lekcje historii są bardzo potrzebne. Właśnie po to by ludzie wiedzieli po co powstała UE i przed jakim złem ma nas chronić.
          • eve-lynn Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:45
            Lekcje historii są konieczne, ale w innej formie niż teraz. Te teraz nic nie dają (przeciętnemu uczniowi).
            Tzn pisząc teraz mam w zasadzie na myśli 20 lat temu i moją szkołę. Nie wiem, może teraz-teraz jest nieco lepiej.
            • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:49
              w nauczaniu historii brakuje waznego elementu - wychowania dla pokoju.
              • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:53
                oj tak, bardzo. ale władza która pitoli że wadą straszną muzeum wojny jest "nie pokazanie pozytywnych stron wojny" nie będzie wychowywać do pokoju!
                • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:55
                  I to jest nasza tragedia.
              • mae224 Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:18
                W Polsce, gdzie buduje się pomniki dzieciom z granatem w ręku? Polska historia jako przedmiot szkolny, to wałkowanie bitwy za bitwą. Jestem za UE i jej ideą wspólnoty.
    • lauren6 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:36
      Przypuszcza się, że 16% mieszkańców Niemiec to potomkowie zgermanizowanych Słowian zachodnich, którzy nie mają bladego pojęcia o swoich korzeniach. Jakie to ma teraz znaczenie?

      Możemy się cieszyć, że my mamy swój kraj, w którym mówimy po Polsku, bo jak wiadomo były różne próby by nas tego pozbawić.
      • klerjeser Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:54
        Ale to nie to samo. Czymś innym jest przejmowanie kultury i języka najeźdźców np. przez Prusow, rozłożone na pokolenia, czymś innym zabieranie dzieci.

        Poczytaj sobie o dzieciach Zamojszczyzny.
    • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 13:44
      tragedia dla części tych dzieci podwójna - czasem wpierw odbierano ich polskim rodzinom a potem po wojnie siłą niemieckim (z których część dzieci bardzo kochały a ani polskich rodzin ani języka nie pamiętały (część była maluteńka przy odebraniu). Ba, zdarzało się że po wojnie odbierało je rodzinom niemieckim przymusowo państwo polskie i umieszczało w domach dziecka, gdyż ich prawdziwe rodziny nie przeżyły wojny.
      ja znam odwrotny przypadek (choć nie tak drastyczny gdyż nikt nikomu dziecka nie odbierał, rodzina oddała żeby je uratować): wysiedlenia tzw. Niemców (tzw. bo ci którzy czuli się Niemcami uciekli pod koniec wojny, wysiedlani ze Śląska w 1945 i 1946 byli po prostu uznanymi za Niemców Ślązakami w przeważającej większości) po wojnie, zima, wielokilometrowe marsze w śniegu, głód. Oceniając że najmłodsze dziecko (około roczne) nie przeżyje rodzina zostawiła to dziecko innej rodzinie którą zostawiono. O tym, że nie jest ich naturalnym dzieckiem pan dowiedział się w wieku 40+ (nie znam okoliczności, chyba po śmierci jego przybranej matki). Przeżył to straszliwie
      • edelstein Re: Lebensborn... 21.03.17, 14:09
        Ci ktorzy czuli sie Niemcami nie zawsze mieli mozliwosc uciec od razu.W efekcie po powrocie z wojny nagle znalezli sie w Polsce i nakazano im mowic po polsku.Czesc z nich nigdy nie nauczyla sie polsku i po prostu jak nadarzyla sie okazja to wyjezdzali do Niemiec na pochodzenie.Polskiego paszportu pozbywali sie z ulga.
        • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 14:18
          Akurat na Górnym Śląsku 100% przedwojennych mieszkańców było dwujęzycznych (co najwyżej któryś język znało lepiej). Może poza tymi Niemcami którzy przyjechali tam w czasie wojny ale ci nigdy w życiu nie mieli polskiego paszportu i wyjechali jako pierwsi, więc to nie tak. A obywatelstwo niektórym Ślązakom zmieniono 3 razy na przestrzeni 18 lat. Przymusowo. Więc ono też o niczym nie świadczyło
          • edelstein Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:08
            Nie bylo,nie mowil po polsku,rozumial ale nigdy nie mowil,do dzieci tez tylko po niemiecku.
            • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:14
              Edel, jeżeli ktoś miał polski paszport na Śląsku zaraz po wojnie to znaczy że między 1922 r. a 1939 r. mieszkał w Polsce. To znaczy że mówił po polsku. Przed 1922 r. też większość była dwujęzyczna, ale między 1922 a 1939 nie było innej opcji jak znajomość polskiego nawet w rodzinach bardziej niemieckich Ślązaków. Ci którzy znali tylko niemiecki i w ogóle nie mieli związków z Polską i nie chcieli ich mieć w 1922 r. nie zostawali w części polskiej Górnego Śląska i nigdy nie otrzymali polskiego obywatelstwa (i tym samym paszportu). Owszem, jeżeli mieszkali w niemieckiej części (np. w Gliwicach) mogli znać tylko niemiecki (większość była dwujęzyczna ale oczywiście nie wszyscy), ale ci z kolei nie mieli polskiego obywatelstwa (i paszportu). Mogli zostać po wojnie deportowani (to zresztą były straszne czasy i wiele zła się działo), ale nie mogli oddać polskiego paszportu bo nie sposób oddać czegoś czego się nigdy nie miało! Także ten tego....
              • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:19
                chyba że mówisz o osobach (z niemieckiego Śląska) nie deportowanych, mimo że poczuwających się do bycia Niemcami (szczęśliwcy którzy uniknęli deportacji w koszmarnych warunkach choć nie udało im się wyjechać wcześniej) które uzyskały obywatelstwo dopiero w PRL i wyjechały do Niemiec po wojnie gdy było to możliwe. Wtedy owszem, mogły słabo znać polski (trochę znały, nie przetrwałyby bez tego).\ Ale to osoby które przed 1946 r. nigdy nie miały polskiego obywatelstwa
                • edelstein Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:21
                  O nich pisze.
                  • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:40
                    ok, tak jak istniała (niewielka) część ludności na polskiej części Śląska która w 1939 r. znała tylko polski tak istniała (niewielka) część ludności na niemieckiej części Śląska która w 1939 r. znała tylko niemiecki
              • edelstein Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:20
                Oni nie mieli, ale ich dzieci i owszem.
          • snakelilith Re: Lebensborn... 21.03.17, 20:01
            maadzik3 napisała:

            > Akurat na Górnym Śląsku 100% przedwojennych mieszkańców było dwujęzycznych (co
            > najwyżej któryś język znało lepiej)

            Nie do końca tak. Nie wszyscy byli dwujęzyczni. Poczytaj sobie Cholonka (Cholonek, czyli dobry Bóg z gliny) Janoscha. Zresztą szkoła na Śląsku była niemiecka, więc nawet jak ktoś godoł po ślunsku, to pisać i czytać potrafił tylko po niemiecku. Jak moja babcia urodzona na początku XX wieku.
            • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 20:08
              nie muszę czytać, cała moja rodzina jest ze Śląska. Odnosiłam się do pokolenia wypędzanych w 45 r. i poza małą ilością urodzonych po 1922 r. w polskich śląskich rodzinach w polskiej części Śląska oraz częścią (też niewielką) mieszkańców Śląska niemieckiego reszta była dwujęzyczna. We wcześniejszym pokoleniu faktycznie o ile w mowie większość była dwujęzyczna czytać i pisać umiało się po niemiecku bo szkoła była niemiecka, to jasne, niemniej i pokolenie moich pradziadków i dziadków w mowie było zdecydowanie dwujęzyczne i był to standard (któryś język przeważnie znało się lepiej ale znało się oba). Faktycznie w piśmie przed 1922 r. na części włączonej później do Polski i do 1945 r. na części niemieckiej niemiecki absolutnie dominował, ale po polsku też część pisała i czytała, choć już nie prawie wszyscy
              • snakelilith Re: Lebensborn... 21.03.17, 20:32
                maadzik3 napisała:

                > nie muszę czytać, cała moja rodzina jest ze Śląska.

                Ja też jestem ze Śląska ale książkę w niemieckim oryginale przeczytałam z zainteresowaniem, bo opisuje czasy, których jako urodzona na długo wojnie osobiście nie poznałam, a w rodzinie o pewnych rzeczach się nie mówiło. I ja też mówiłam o pokoleniu wypędzonych w 45 roku, moja babcia do tego pokolenia należała. Prawie cała jej rodzina uciekła do Niemiec, ona jako wdowa z 5 dzieci została, przez co jej życie jako Niemki na pewno nie było łatwiejsze. I wcale nie było tak, że wszyscy byli dwujęzyczyni, zapominasz, że Śląsk, to nie tylko graniczny region Górnego Śląska, ale także Opolszczyzna i Śląsk Dolny, gdzie polski niekoniecznie do czegokolwiek był potrzebny. A nawet na Górnym Śląsku była cała masa Niemców, którzy polskiego nie używali. Polecam jeszcze raz Cholonka, bo twoja rodzina nie musi być przecież reprezentacyjna dla wszystkich mieszkańców Śląska. Byli ludzie, którzy uważali się za Niemców, tacy, którzy uważali się za Polaków i tacy, którzy czuli się tylko Ślązakami i każdy miał prawo do swojej tożsamości.

                • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 20:42
                  I ta złożona tożsamość (tożsamości) to wielkie bogactwo Śląska smile niestety w dużej mierze zniszczone ale troszeczkę tu i ówdzie zostało. Tak, odnosiłam się (jak napisałam wyżej) do Górnego Śląska. Dolny Śląsk był zdecydowanie niemiecki. Z kolei cieszyński miał posmaczki czeskie i był bardziej spolonizowany jeszcze w czasach CK Austrii. No i jest jeszcze ta część która dziś jest na terytorium czeskim a przecież należy do historycznego Śląska i to widać. Fascynujące historie, uwielbiam je... Tu da się tylko coś tam nadmienić, nie to miejsce żeby rozwijać długie formy, ale Cholonka będę sobie musiała przypomnieć smile czytałam parę lat temu. Teraz czytam "Zawsze obcy" Tomanka - polecam gorąco
    • ewa_mama_jasia Re: Lebensborn... 21.03.17, 14:23
      W zeszłym roku był duży artykuł w Wyborczej o człowieku, który za cel zycia postawił sobie odnajdywanie wywiezionych do Niemiec dzieci.
      • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 14:24
        gdybym była takim dzieckiem które nie pamięta że było zabrane i nie wie że nie jest biologiczne nie chciałabym żeby ktoś mnie szukał. trochę jak małżeńska formuła o przeszkodach "niech je wyjawi teraz lub na zawsze zachowa w milczeniu"
        • olena.s Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:13
          Pamiętaj, że po wojnie niekoniecznie priorytetem było samopoczucie dzieci - w sytuacji porazajacych strat biologicznych kraje chciały odzyskać 'swoje' dzieci.
          • maadzik3 Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:16
            a to ja świetnie wiem. natomiast straszliwie krzywdzono takie dzieci w procesie ich "odzyskiwania" (tak jak w procesie "pozyskiwania") i wiele z nich nigdy nie wiedziało czy jest związanymi z Polską czy z Niemcami. Często do tych i do tych czuli straszny (i uzasadniony) żal. To są koszmarne historie
            • olena.s Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:19
              No są, ale tak naprawdę tu nie ma idealnych rozwiązań, sprawiedliwych, dobrych, jednoznacznie słusznych.
              • iwoniaw Re: Lebensborn... 21.03.17, 19:30
                No ja bym się tu jednak zgodziła z Maadzik - bardziej humanitarne wydaje się jednak kierowanie się dobrem takiego dziecka. Jeśli ono już nie miało szans pamiętać i adopcyjni rodzice mu nie wyjawili, że nie jest ich biologicznym dzieckiem, to w imię czego mu właściwie burzyć cały świat, zwłaszcza gdy to nie jego biologiczna rodzina go szuka (ba, nikt z tej rodziny nie żyje), tylko państwo mające do zaoferowania dom dziecka?
                • joa66 Re: Lebensborn... 21.03.17, 19:56
                  bardziej humanitarne wydaje się jednak kierowanie się dobrem takiego dziecka.

                  Teoretycznie tak. A jeżeli rodzic(e) takiego dziecka żyją?

                  A gdyby cofnąć się w czasie i gdybyś Ty była taką matką? Chcę wierzyć, że ja kierowałabym się dobrem swojego dziecka. Nie mam niestety tej pewności.

                  Na szczęscie coraz mniej takich dylematów bo czas leci.
                • arwena_11 Re: Lebensborn... 21.03.17, 20:11
                  Podobnie władze komunistyczne upominały się o dzieci uratowane z Syberii. Oczekiwano, że wrócą do komunistycznego kraju. Posuwano się do kłamstw, że czeka na nie wujek/ciocia czy daleki kuzyn. Często rodzice, którzy znaleźli się w Polsce, usiłowali przekazać dzieciom, żeby nie przyjeżdżały.
        • ichi51e Re: Lebensborn... 22.03.17, 09:25
          Ten czlowiek szukal tych dzirci po wojnie nie obecnie wink
          • ewa_mama_jasia Re: Lebensborn... 22.03.17, 11:54
            Owszem, szukał po wojnie. Przez wiele lat. Artykuł o którym piszę był niedawno.
            • ichi51e Re: Lebensborn... 22.03.17, 13:37
              tak tez go czytalam - fascynujacy! tak napisalam tym co nie czytali bo pare osob chyba zrozumialo ze beda 70latkom do drzwi pukac i zycie przewracac. Swietny material na film btw - historie byly jak z filmu szpiegowskiego.
    • marlamar Re: Lebensborn... 21.03.17, 14:50
      Tu jest historia dziewczynki zabranej polskiej rodzinie i wychowywanej przez rodzinę niemiecką. Po wojnie odebrano ją Niemcom i przywieziono do Polski. Jej rodzice nie żyli, wzięła ją dalsza rodzina (raczej bez entuzjazmu). Ostatecznie trafiła do domu dziecka. W rodzinie niemieckiej była chciana i kochana. Huśtawka na całe życie.wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21234361,polka-zabrana-w-czasie-wojny-przez-lebensborn-rodzice-z.html
    • olena.s Re: Lebensborn... 21.03.17, 15:11
      Nihil novi: minęło kilka dekad i ktoś inny robił mniej więcej to samo - patrz junty w Ameryce południowej, babcie z plaza de Mayo. Ta sprawa o tyle może bardziej frapująca, że o kilkadziesiąt lat późniejsza i absolutnie, personalnie jednoznazna: aresztowane kobiety w ciązy trzymano do porodu, po czym mordowano, a dzieci przekazywano pobożnym prawicowym funkcjonariuszom wojska czy policji. Z tego samego narodu, ale to przecież akurat nie ma najmniejszego znaczenia. Dziś dochodzi się prawdy za pomocą DNA. Ale były też takie (zapewne) porwane dzieci, które sąd zmuszał do badań, bo one ich robic nie chciały, mimo iż wiedziały, jaki był los matek i chyba nie miały iluzji, że ich adopcyjne rodziny były tego nieświadome.
    • paloma_blauwinder Re: Lebensborn... 21.03.17, 20:45
      Nie, nie znam. Jedyne wojenne małe dziecko w naszej rodzinie (pierworodny moich dziadków, owszem, blondynek z niebieskimi oczami) nie miało tyle szczęścia, żeby przeżyć wojnę, choćby w formie zgermanizowanej.
    • ichi51e Re: Lebensborn... 22.03.17, 09:19
      Byl niedawno artykul chyba w Duzym formacie? Historia w sumie pozytywna dziewczynka na koniec dwie matki miala. "Brunatna kolysanka" chyba ksiazka ma tytul

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka