Na fali wątku o psalmującej eks. Znacie inne przypadki takich eks-żon, które po latach nie mogą pogodzić się z odejściem męża i rozpadem małżeństwa? Zaznaczam, że nie mam na myśli świeżych emocji, kiedy człowiek różne cyrki wyprawia, ale właśnie takie co najmniej po 3, 4 latach.
Ja znam młodą dziewczynę, no młodsza ode mnie o chyba dychę, dla mnie "dziewczyna"

naprawdę ładna, zgrabna, niegłupia i wciąż czeka na eks-męża, który brzydko mówiąc ma ją gdzieś. Nigdy jej nie szanował i ogólnie było z niego chamidło. Czy muszę dodawać, że dziewczyna jest bardzo wierząca i czekając na tego gnoma co rusz przywołuje religijne cytaty? Czy korelacja wierna eks-żona + głęboka wiara zawsze występuje w takich przypadkach? I czy jest katalizatorem podobnych, desperackich działań, czy to raczej silne emocje i poczucie skrzywdzenia powodują mocny skręt w stronę religii jako "opoki" dla porzuconej żony?