Odświeżylam sobie powyższe ostatnio, bo od ostatniej lektury minęła ponad dekada. Okazało się, że mam jakieś nowe tlumaczenie- czytało się dobrze, "ryba drugiej świeżości" itp pozostały nienaruszone, specjalnie mi niczym nie "podpadło", poza dwiema kwestiami:
1. Kto rozlał olej? Byłam przekonana, że to Annuszka, a w mojej wersji nagle znalazła się... Anielcia! Skąd Anielcia? Czy to ja coś pokrecilam?
2. Poeta Bezdomny stwierdził: "pacjent spod 119 zmarl. I dziś w nocy w mieście zmarł ktoś jeszcze - to była kobieta!". I opis, jak to w mieszkaniu Małgorzaty złamana troskami niewiasta łapie się za serce i umiera (w tym czasie, kiedy Małgorzata i Mistrz piją zatrute wino). A dwa rozdziały dalej opowieść o tym, jak to policja poszukuje zaginionej Malgorzaty i rozwikłuje sprawę tajemniczego porwania pacjenta szpitala psychiatrycznego... No bez sensu, przecież policja miała parę zwłok- w szpitalu i w mieszkaniu Małgorzaty- i nie musiała ich wcale szukac... Lost in translation czy jak? Nie pamiętam jak to było w starym tłumaczeniu, ale ono było ponoć okrojone przez cenzurę...
A poza tym:
3. Przez ematkę straciłam serce do Mistrza. Co to za, przepraszam za wyrażenie, pierdoła, gorszy niż Ignacy Bolerko! "Bla, bla, bla, Och nie, odejdz, zostaw mnie, ja cierpię i w dodatku cierpię w biedzie! Zostaw mnie w psychiatryku, tu mi dobrze i w ogóle." Rany, Małgorzata w jego imieniu zdemolowala mieszkanie, bratała się z szatanem, obwiesie ja po kolanku calowali, podczas gdy Małgorzata gołym cycem świeciła, a ten tylko jęczy i spazmuje w niemęski sposób. A czapeczka z literą M przypomina mi jak żywo Króla Juliana (" jestem królem, to mam koronę, gdybym nie był, to bym jej nie miał, ale mam!"). Ja bym go zostawiła w tym psychiatryku i wzięła Behemota