W jednym z wątków (o ancymonie niesprzątającym

) pojawiło się wiele głosów dot.dzieci, które nic w domu nie muszą, za które wszystko robią rodzice i z których generalnie wyrastają melepety o dwóch lewych rączkach. Nie powiem, przejęłam się... Mam syna - obecnie ośmiolatka - który obowiązków domowych zbyt wiele nie ma. Bo po pierwsze, nie ma takiej potrzeby. A po drugie zapewne dlatego, że ja jako dziecko tez miałam ich niewiele (i nie jestem melepetą, której raczki do de przyrosły).
Otóż syn mój (ośmiolatek):
- śmiecie wynosi, jako i ja wynosiłam w jego wieku.
- musi ogarniać porządek wokół siebie (brudne ciuchy do kosza, naczynia po kolacji/śniadaniu do zmywrki) i umyć po sobie kabinę (tzn, ściągaczką ściągnąć wodę) - z tym, ze dla mnie to nie jest kategoria "obowiązki domowe" za bardzo. I dla niego też nie. Robi to z automatu.
- musi utrzymywać pokój w stanie przyzwoitym (ogarnięte biurko, śmiecie w koszu, zabawki na półkach itp)
- zaczyna czasem chodzić po zakupy (typu zapomniałam masła).
I w zasadzie tyle.
No za wiele tego nie ma...
- nie sprząta (poza ogarnianiem po sobie, jak napisałam wyżej), bo ja też nie sprzątam poza codziennym ogarnianiem (mamy panią sprzątającą)
- nie wychodzi z psem, bo nie mamy psa
- nie zmywa; ja też nie zmywam, bo zmywa zmywarka
- nie gotuje, bo ja też nie gotuję (ja jem w pracy, dziecko w szkole; gotuję tylko w weekendy; sama, szybko i sprawnie)
- nie przygotowuje śniadań/kolacji, bo robię to ja, tak jak kiedyś mnie robiła mama/tata,
- nie pierze, nie składa prania, nie rozwiesza - bo ja to lubię i ja to robię (mam w garderobie porządek jak w bibliotece, wszystko kategoriami wisi)
I co, wyrośnie na melepetę? Czy powinnam juz zacząć mu obowiązki wymyślać?
Emamy, ale tak z ręką na sercu, jakie obowiązki mają Wasze dzieci i przed wszystkim DLACZEGO? bo jest taka rzeczywista potrzeba czy dla zasady, zeby coś robiły?