manala
01.08.17, 11:06
Właśnie wyszedł do pracy...
Robiąc kanapki zapytałam czy chce na kanapce ogórka kiszonego. Powiedział, że tak. Zrobiłam z ogórkiem. Wylazł z pod prysznica i zaczyna się...a on to myślał, ze z małosolnym, teraz mu te kanapki będą śmierdziały w szafce, że on przecież nie je z kiszonym i tak z 5 minut. Baton do pracy nie kupiony (tak, codziennie ma być baton). Koniec końców, polazł wreszcie i całe szczęście.
Wczorajszy obiad - pytam, który kefir chce. "Ten lepszy" - odpowiada. Daję ten, który uważam za lepszy (sama biorę Tolkę z Biedronki). No więc kefir nie wystarczająco gęsty.
Wędliny na kanapkę to już nie wiem jakie dawać bo ta nie dobra, po tej miał sraczkę, itd.
Jak nie zwariować z wiecznym malkontentem, marudą, człowiekiem pozbawionym jakiejkolwiek elastyczności?
Powiedziałam mu, że najlepiej będie jak zacznie te kanapki sam sobie robić bo żygać mi się chce od wysłuchiwania żalów o jakieś pierdoły.
Jeśli coś nie działa w domu to nie ma, że się zepsuło tylko "znowu popsułaś ładowarkę". I teksty "a ty to się na tym znasz jak..."
W samochodzie jak się odezwę to jestem od razu zakrzyczana...
W ramach dostosowania się nauczyłam się odpuszczać i nie iść na noże o pierdoły ale czasem to już nie mogę znieść tego marudzenia.
Wątek wyżalny.