Dodaj do ulubionych

A mój sąsiad...

05.08.17, 09:27
...wymyślił sobie wczoraj, że o 23 będzie rozmawiał w ogrodzie przez zestaw głośnomówiący! Ja w sypialni słyszałam doskonale nawet jego rozmówcę, on sam darł się w niebpglosy- żeby aparat "złapał", zamiast go przystawic do ucha i mówić normalnie. No chyba z godzinę to trwało. Obok inni sąsiedzi mieli grilla, chyba z 10 osób bylo- i byli ciszej! Miałam ochotę wrzasnąc z okna "panie, bierz te 140m2, a szczegóły oferty dogadacie jutro - czy może czekasz na poradę reszty sąsiadów???". Ładna noc, ciepła, a ja musiałam okno zamknąć i dusić się w sypialni, bo buc nie umie się zachować w "ciszy nocnej". I nie kazcie mi się wynieść na wieś, bo już jestem na wsi wink
Obserwuj wątek
    • gat45 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:35
      Współczuję z całego serca.
      Jestem uczulona na decybele i swoje miejsca na świecie wybieram pod kątem ciszy. Wiem, że czasami się nie da i trzeba zacisnąć zęby. Ale dla ludzi, którzy produkują decybele bez konieczności zorganizowałabym jakiś mały obozik szkoleniowy... Dwa tygodnie w ciągły, huku powinny wystarczyć.
    • szarsz Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:39
      Współczuję. Sądząc po sąsiednim wątku nie masz się wynosić na wieś, tylko do hotelu dla dorosłych, bo ten hest gwarancją ciszy a dorośli nie drą się jak bachory.
      • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:48
        Dorosłemu możesz zwrócić uwagę, jak normalny to się zrrflektuje, jak nie - jest policja.
        Do wrzeszczącego niemowlaka nie wezwiesz policji.
        • memphis90 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:55
          Niemowlaki mam dwa, akurat naprzeciwko mojej sypialni. Zupełnie mi nie przeszkadzają. Kiedy moje dzieci były małe, to budził mnie nawet płacz dziecka piętro poniżej, teraz dla rownowagi niemowlaki nie budzą mnie wcale. Zwykły "szum" imprezy w ogrodzie też zniosę.
          • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:34
            Ale są ludzie, którzy mają inaczej niż Ty.
            • memphis90 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 13:26
              Ale to mój wątek i moje narzekania 😁
    • anika772 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:42
      Trzeba go było załatwić Despacitem na cały regulatorwink
      • turzyca Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:55
        Raczej puścić ścieżkę dźwiękową jakiegoś porno. 😁
        • memphis90 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:20
          Ale nie mogłabym potem spojrzeć w oczy pozostałym sąsiadom 😀
          • anika772 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:03
            Po "Despacito" czy po porno? wink
            • memphis90 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 13:27
              Po porno- nie wspominalam, że mam też proboszcza w sąsiedztwie...
    • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:53
      U mnie tydzień temu (z soboty na niedzielę) jakiś "jełop" gdzieś po drugiej w nocy, wrzucał do dzwonu przeznaczonego na szkło, coś szklanego (butelki, słoiki). Hałas na całe osiedle ogromny, bo raz, że noc, dwa dzwony są wysokie, a spadające słoiki z wysokości się tłuką, co powoduje hałas. Ja w ogóle nie kumam, kto te dzwony na szkło wymyślił.
      Obok mojego bloku ocieplają blok, w tygodniu "tłuką się" (hałasują) już grubo przed szóstą rano, o ile w tygodniu mi nie przeszkadza, bo ja o tej porze już nie śpię (szykuję się do pracy), to dzisiaj w moją wolną sobotę już tak, bo obudzili mnie hałasami grubo przed siódmą.
      Mam też sąsiadkę, która bardzo głośno i dużo rozmawia przez telefon i lubi robić to na balkonie. Często "pytluje przez tel." po 22.00. Mam też plac zabaw pod oknami i ławki, a że mieszkam na ostatnim piętrze i mam okna tylko na południe, więc mam w mieszkaniu "piekarnik". Mam już tego lata i tych upałów (południowa Polska) po kokardy. Marzę, o tym żeby się zimno zrobiło, żebym mogła zamknąć okna i normalnie funkcjonować, lub żeby zawsze w nocy padał deszcz.
      • turzyca Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 09:59
        Na niemieckich dzwonach są "godziny otwarcia", w dni powszednie do 20, w niedzielę zakaz.
        Ale i w Polsce dzwoniłabym na policję w sprawie zakłócania ciszy nocnej.
        • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:09
          U nas nie ma godzin ale na przykład obok naszego bloku pojemnika na szkło nie ustawili. Jest na papier i tak dalej. Przypadek? Nie sadzę smile Żeby nie było, mi ogólnie hałas nie przeszkadza i wkurza mnie, że ze szkłem muszę dalej latać. Raz jakiś ptak (może kaczka) zaczął się pod oknem bladym świtem wydzierać to miałam jednak mordercze myśli.
          • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:55
            U nas pojemnik znajduje się w zamykanej altanie, w środku.
            Ale zdarza się, że ciężarówka do odbioru szkła przyjeżdżała o 5.00-6.00 rano.
    • myfaith Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:01
      Moze nie moj sąsiad ale wczoraj "kibice wyklęci " darli ryja o 1-2 w nocy - dziwne ze żaden policjant nawet sie nie pofatygował . Przelecieli chyba cały repertuar od kibicowskich śpiewanek do discopolo jakies hasła patriotyczne tez były bo na ich drodze stał głaz upamietniajacy Powstanie Warszawskie.

      Nie dość ze mnie obudzili to jeszcze dzisiaj musiałam wstać o 6 rano

    • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:03
      Pierwszy raz tak? Może nie ma świadomości? wink Trzeba uświadomić.
      • memphis90 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:23
        Ten akurat pierwszy raz. Mam jeszcze drugiego, który uwielbia robić biznesy o 6 rano- też z ogrodu, ale to nie był ten. Dźwięki dobiegaly z lewej, a skowronka porannego mam po prawej.
        • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:24
          Nie myślałaś może o spryskiwaczu który by się włączał akurat w porze rozmów?
          • memphis90 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 13:29
            Ech, słowik poranny urządził sobie imprezkę wczoraj, ze swoim donosnym głosiskiem... I chyba wyczuł pomysł ze spryskiwaczem, bo się zablokował za zasłonami w altanie 😂
          • dyzurny_troll_forum_2 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 15:38
            chicarica napisała:

            > Nie myślałaś może o spryskiwaczu który by się włączał akurat w porze rozmów?

            Lubicie takie małe złośliwości, takie podkładanie świń, zamiast normalnej ludzkiej komunikacji?!
            • chicarica Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 23:48
              Normalna ludzka komunikacja, a raczej jej próby, były przez pierwszy rok czy dwa. Nie pomogło.
              Po pewnym czasie, jak już napisałam, dałam sobie spokój. Teraz żyję w kraju, w którym nie muszę latać po sąsiadach, by mieć spokój. Jak bardzo kontrastuje to z polskim stylem bycia i życia, miałam okazję ostatnio się przekonać.
    • aagnes Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:12
      Mam jeden jedyny dzien zeby sie wyspac - to mialo byc dzisiaj. zrobilam sobie ekstra warunki, sama w domu, no po prostu raj - i co? o 8 rano (tak wiem, cisza nocna skonczyla sie o 6) zawodzenia i darcia mordy na cale osiedle, okazalo sie ze to pielgrzymka sie kreci po okolicy, naprawde jakbym miala wiatrowke to bym po tych swietych tylkach strzelała.
    • kira02 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:18
      Wspolczuje, ale u mnie sasiad to samo, jakis mecz czy cos na caly regulator,okna otwate na osciez i wydzieranie sie wnieboglosy.Na bucow nic nie poradzisz...
    • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:22
      To jest jeden z wielu powodów, dla których wyniosłam się z Polski.
      W Polsce jeśli ktoś Ci przeszkadza hałasem czy innymi zachowaniami, to Ty masz problem, nie on. Ty się masz wynieść, Ty nie umiesz żyć między ludźmi, Ty masz sobie kupić domek w lesie.
      W Polsce moi sąsiedzi godzinami ględzą przez telefon na balkonach czy w ogródkach, w tym w nocy, kiedy robią domówkę lub odwiedza ich rodzina i wyjdą na papierosa. O takim drobiazgu jak samo palenie papierosów na balkonie pod cudzymi oknami już w ogóle nie wspominam. Ich psy szczekają z balkonów czy ogródków od samego rana, w tym w soboty i niedziele, przez cały boży dzień. Np. moi sąsiedzi z parteru mają kundla, który CIĄGLE szczeka, nie przesadzam, potrafi tak przez 6 godzin bez przerwy szczekać na wszystko co się rusza, po kilkadziesiąt szczeknięć na minutę, dokładnie pod moim oknem. Tak, liczyłam.
      W bloku obok z kolei tygodniami w sezonie letnim przesiaduje jakaś rodzina czy bógwico, co łączy się z organizacją po kilka razy w tygodniu w tym w dni powszednie, grilli do 3-4 nad ranem. Ktoś kiedyś (tym razem nie byłam to ja, choć miałam ochotę) wezwał na nich policję. Poskutkowało to tym, że po odjeździe policji ktoś z nich wrzasnął "nie śpimy" tak głośno, że kto jeszcze spał, raczej na pewno się obudził.
      O takich drobiazgach jak wyprowadzanie psów bez smyczy (wyłażę rano wynieść śmieci, a tu leci prosto na mnie wielki rottweiller bez kagańca, a sąsiad wrzeszczy "Bruno, nie strasz ludzi" - no super, tylko może jednak trzeba by to psisko wziąć na smycz żeby faktycznie nie straszyło?), parkowanie na nieswoich miejscach parkingowych czy zastawianie miejsc nie będących oficjalnie parkingowymi tak, że z parkingowych trudno wyjechać, sranie psami w tym na chodniczku tuż pod klatką, drące się jak opętane bachory czy kłapanie paszczą przez telefon na balkonie tak, żeby wszyscy musieli tego słuchać, nie będę się rozpisywać.
      I w Polsce, jeśli zaprotestujesz, to Ty jesteś tą upierdliwą babą, która ma problem.
      Tu gdzie mieszkam, tego typu zachowania załatwia się dzwoniąc do "spółdzielni", a tam już spółdzielnia załatwia problem. I faktycznie ludzie dzwonią, przekonałam się o tym, gdy ktoś z moich gości zapalił na balkonie - na klatce zawisła kartka, że przypominają o zakazie palenia. Nie mam pretensji do zgłaszającego, przeciwnie - wręcz mi się to podoba, czuję się komfortowo wiedząc że jeśli to ja coś zgłoszę, to zostanie to rozwiązane, bo ten kraj właśnie dlatego uznawany jest za jeden z przyjemniejszych do mieszkania i życia, że istnieją określone zasady funkcjonowania w nim i ludzie przestrzegają tych zasad, a odstępstwa spotykają się z napomnieniem. Polska do mieszkania nie jest przyjemna ani przyjazna, niestety.
      • maj18-98 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:30
        Aż mnie serce boli tak (ta część odpowiedzialna za patriotyzm) ale się całkowicie zgadzam i zazdroszczę. Może i u nas się ludzie nauczą szanowac to, że inni lubią ciszę, nie chcą słuchać ŻADNEJ muzyki ani wąchac papierosów, oby! Mój nienajbliższy sąsiad ustawił sobie kiedyś radio bardzo głośno, po 3 dniach ciągłego nadawania poszłam grzecznie poprosić aby ściszył, udało się. Zmorą są u mnie podkaszarki hałasujace cały niemal dzień ale rozumiem, ze trzeba ich używać i nie drażni mnie to tak jak muzyka. Kupię stopery.
        • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:42
          Te podkaszarki to kolejne upierdlistwo. Każdy sąsiad koszący swój miniogródeczek przyblokowy w inny dzień i w innych godzinach, w związku z czym ZAWSZE ktoś gdzieś kosi. Tu tereny zielone są wspólne, koszenie załatwia spółdzielnia traktorkiem. Do jednego mogłabym się przyczepić - pan ogrodnik przyjeżdża takim jakby traktorkiem często o 7 rano i nie daje się wyspać wink
          Dodatkowym minusem ogródeczków przyblokowych jest fakt, że od wiosny do jesieni do ogródeczków o 7 rano w weekendy wyłażą dzieci sąsiadów i drą japy. Za dziećmi wyłażą rodzice i też drą japy. Chyba na zasadzie: my nie śpimy bo dzieci nam nie dają, to i wy, leniwi bezdzietni, nie pośpicie.
        • iwi.k1 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:44
          Po 3 dniach?? Tak sobie czytam powyższe wpisy i się zastanawiam - nie można od razu iść, pogadać i zakomunikować, że Wam to przeszkadza? Może np. ten gadający przez telefon nie zdawał sobie sprawy, że go słychać? Czasem ludzie tak mają i po zwróceniu uwagi mówią: faktycznie, przepraszam.
          • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:48
            iwi.k1 napisała:

            > Po 3 dniach?? Tak sobie czytam powyższe wpisy i się zastanawiam - nie można od
            > razu iść, pogadać i zakomunikować, że Wam to przeszkadza?


            Z moich doświadczeń wynika, że zwrócenie uwagi: albo nic nie daje, albo pomaga na krótko.
            • iwi.k1 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:55
              To ja jednak mam odmienne doświadczenia. Może nie zawsze, ale często udaje się dogadać. Może mieszkam w bardziej cywilizowanej części Polski? wink Mimo wszystko myślę, że warto spróbować, dla choćby chwili spokoju.
              • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:01
                Właśnie widzisz - problem jest w tym, że trzeba wiecznie latać, upominać, prosić.
                Mnie wyszło, że po prostu w jakiś sposób nie jestem przystosowana do życia w Polsce. Siedzę przeważnie jak trusia, muzyki jeśli słucham to na słuchawki i staram się żyć tak, żeby sąsiedzi nie mieli powodów do narzekań. Ale mnie samej nie chce się latać i prosić. Jak prosiłam żeby sąsiedzi z góry opanowali swoją progeniturę bo od podskoków tynk mi leciał na łeb, to mamusia progenitury stwierdziła, że to normalne, to są dzieci i mam się przyzwyczaić. Tatuś był przytomniejszy, ale i tak błogosławiłam chwilę, z którą się wyprowadzili. Gdybym tak miała latać ze wszystkim, to całe popołudnie spędziłabym na lataniu i upominaniu. Teraz mieszkam w miejscu, w którym po prostu nie ma za co upominać.
                • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:18
                  chicarica napisała:


                  Teraz mieszkam w miejscu, w którym po prostu nie ma za co upominać.


                  I okazuje się, że można tak żyć, żeby nie przeszkadzać swoim zachowaniem/nawykami innym. Da się? Da się.
                  W Polsce niestety jest jeszcze ten problem, że odpowiednie służby, które są m.in. powołane po to, aby reagować w sytuacjach uciążliwych dla innych, mają to w nosie. Cóż z tego, że ja zadzwonię na policję, jak mi sąsiad robi całonocną głośną imprezę (i to często), jak policja albo nie przyjdzie, albo jak już przyjedzie, to uciążliwiec dostanie tylko jakieś pouczenie lub niewielki mandat i dalej robi to samo.
                  Ja kiedyś zadzwoniłam na policję, jak pięciu łobuzów w nocy demolowało plac zabaw, przy tym bardzo głośno hałasując. Wokół tego placu są cztery bloki i mnóstwo okien. Nikt nic nie widział i nie słyszał?, tylko ja? Policja przyjechała, łobuzów zabrała, sprawa poszła do sądu grodzkiego. I okazało się, że oni mają wszystkie prawa, a ja nie mam żadnych. Ja mam zostać wezwana do sądu, oni mają zobaczyć jak ja wyglądam, usłyszeć jak się nazywam, gdzie dokładnie mieszkam, żeby po zakończonej rozprawie, mogli zrobić ze mną "odpowiedni porządek". Ponieważ interwencja odbywała się do spółki ze strażą miejską (policjant zadzwonił po posiłki, bo łobuzy wygrażały policjantom, a policjantów było tylko dwóch). Zadzwoniła do mnie pani ze straży miejskiej i mi przedstawiła, jak to będzie się odbywało w sądzie, i w związku z tym ja się absolutnie nie zgodziłam na ujawnienie moich danych łobuzom, więc w końcu nie zostałam wezwana sądu, przed oblicze łobuzów i nie wiem jak się sprawa skończyła, ale kosztowało mnie to tyle nerwów, że obiecałam sobie po tym wydarzeniu, że już więcej nie będę dzwonić na policję.
                  • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:32
                    Da się, ale tylko jeśli Ty jesteś osobą, która tych wszystkich rzeczy nie robi. Dla moich sąsiadów (sprawa była wielokrotnie poruszana na zebraniach wspólnoty) idealne życie to właśnie życie wśród ujadających psów (to jest pies, musi szczekać, przecież nie będzie miauczeć, prawda?), kłębów dymu z grilla i papierosów, nocnych i dziennych hałasów (a pani co, nie lubi sobie poimprezować? and/or: cisza nocna jest od 22.00) i ogólnej rozpierduchy.
                    Mój gość przyjechał i stwierdził: ach, ale tu czysto, spokojnie i przyjemnie, sam relaks. A następnie zadbał o to, żeby złamać zasady, dzięki którym jest tak czysto, spokojnie i przyjemnie i wdał się w dyskusję, jak bardzo jest to ograniczające. No cóż, każdy ma to co lubi.
                    • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:39
                      Sorki, trochę namieszałam. Mówiąc "dla moich sąsiadów" miałam na myśli tych w Polsce, a gość przyjechał do mnie do domu do Szwecji.
                      • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:00
                        chicarica napisała:

                        > Sorki, trochę namieszałam. Mówiąc "dla moich sąsiadów" miałam na myśli tych w Polsce, a gość przyjechał do mnie do domu do Szwecji.


                        Ja zaliczam się do tych mieszkańców, którzy liczą się z sąsiadami. Niestety, ale takich mieszkańców jak ja czy Ty w (Polsce), jest mniejszość. Zawsze znajdą się jakieś uciążliwce.
                        Ja miałam kilkoro bardzo uciążliwych sąsiadów, więc wiem co to znaczy. Uciążliwce na szczęście się wyprowadzili, i teraz mam wszystkich fajnych sąsiadów i widzę różnicę w pomieszkiwaniu w bloku. Niestety, w każdej chwili może przyprowadzić się kolejny uciążliwiec, bo w moim bloku mieszkańcy często się zmieniają, ludzie sprzedają/wynajmują mieszkania.
                        Niestety nie mam wpływu na hałasy z placu zabaw pod oknami, dlatego tak marzę, o deszczu lub takiej pogodzie, która umożliwia zamykanie okien (chociaż na noc).
                        Sprawiłam nawet sobie w tym roku słuchawki: jedne duże (zakładane na głowę), drugie od telefonu, ale ja pomimo, że je mam na uszach lub w uszach i tak wszystko słyszę co się dzieje na zewnątrz. A miałam nadzieję, że jak je założę to nie będę słyszeć hałasów z palcu zabaw. sad A może są takie słuchawki, które jak się założy, to słyszy się tylko to, co się przez nie puszcza np. swoją muzykę, a nie słyszy się dźwięków z zewnątrz?

                        Swoją drogą to też chyba polska specyfika: budowie placów zabaw, tuż pod oknami.
                        • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:12
                          Są, ale są drogie.
                          Ja mam plac zabaw niedaleko okien. Bawią się na nim dzieci, ale przeważnie przychodzą z rodzicami. Nie ma też darcia się pod balkonem "mamaaaaaaaa".
                          Co do słuchawek - mój mąż twierdzi, że u niego pomagał tylko szum biały. Niestety oznacza to, że nie słyszysz też domowników.
                          • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:31
                            chicarica napisała:

                            > Są, ale są drogie.
                            > Ja mam plac zabaw niedaleko okien. Bawią się na nim dzieci, ale przeważnie przy
                            > chodzą z rodzicami. Nie ma też darcia się pod balkonem "mamaaaaaaaa".

                            U mnie niestety dzieci przychodzą i z rodzicami i bez i ci i ci się drą. Najgorzej działają mi na nerwy piszczące dziewczynki. I darcie pod balkonem mamaaaaaaa też, albo wołanie dzieci po imieniu z różnych okien, bo rodzicom nie chce się wyjść na plac zabaw, tylko drą się ze swoich mieszkań + najgorsze: wieczorem i w nocy przychodzą młodzi, dorośli ludzie i przesiadują na tych ławkach (często z piwem) i gadają. Oni nie zawsze się drą, czasami tylko rozmawiają, śmieją się, ale w nocy to, tak niesie, że nie da się spać przy otwartych oknach. Nie kumam tylko, dlaczego oni nie przesiadują na tych ławkach pod swoimi oknami, tylko przychodzą pod mój blok, a ławki są prawie przed każdym blokiem. Z mojego bloku nie ma nikogo. Jedyne wytłumaczenie jakie mi się nasuwa to: ich rodzice chcą mieć spokój w nocy, więc ich dorosłe dzieci muszą swoje towarzyskie życie, prowadzić z dala od okien rodziców. Oczywiście to towarzystwo, rano nie idzie do szkoły czy do pracy.

                            > Co do słuchawek - mój mąż twierdzi, że u niego pomagał tylko szum biały. Niestety oznacza to, że nie słyszysz też domowników.

                            Też tak właśnie słyszałam. Mój siostrzeniec chciał mi nawet takie załatwić, przez które kompletnie nic nie słychać, ale w takich podobno nie da się "normalnie" funkcjonować dłużej.
                            A ja naiwnie zawsze myślałam, że jak ludzie np. w komunikacji miejskiej, mają te słuchawki na uszach i słuchają swojej muzyki, którą i tak inni są zmuszeni słuchać w obrębie wielu metrów, to że oni nic nie słyszą. I nieraz krępowałam się zwrócić uwagę, żeby ciszej słuchali, bo myślałam, że będę musiała dotknąć tej osoby, ta osoba zdjąć słuchawki i wtedy dopiero będę mogła coś powiedzieć, a tu się okazuje, że oni i tak wszystko słyszą co dzieje się w tramwaju, pomimo słuchania swojej muzyki w słuchawkach.
                            • arkanna Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 19:38
                              bossszzzzzz ale się nakręciłyście ,aż szal czytać.
                              • asia-loi Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 20:07
                                arkanna napisała:

                                > bossszzzzzz ale się nakręciłyście ,aż szal czytać.
                                >


                                Ale czytasz big_grin
                        • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:48
                          Moja znajoma z Irlandii twierdzi, że u nich nie ma w ogóle coś takiego jak plac zabaw w obrębie osiedla mieszkalnego.
                          Nie zgadzam się natomiast z tym, że uciążliwców jest więcej. Jest ich mniej tylko ze względu na to, że są uciążliwi bardziej zwracają uwagę.
                          Nie zauważysz 10 normalnych sąsiadów, tylko 1-2 uciążliwych.
                          • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:57
                            kaz_nodzieja napisała:

                            > Moja znajoma z Irlandii twierdzi, że u nich nie ma w ogóle coś takiego jak plac
                            > zabaw w obrębie osiedla mieszkalnego.



                            Moja rodzina w Kanadzie, twierdzi to samo. Są u nich bardzo ładne place zabaw, ale nie pod oknami bloków mieszkalnych. Dzieci bawią się trochę dalej, ale dla polskich rodziców, którzy muszą widzieć swoje dziecko ze swoich okien i drzeć się do dziecka też z okna, to nie jest coś co by się podobało, a wyjść z dzieckiem to za duży kłopot. W końcu to inni mają się dostosować do ich darcia, a jak nie to niech się wyprowadzą. Plac zabaw pod oknami zawsze będzie powodował konflikty i uciążliwość.


                            > Nie zgadzam się natomiast z tym, że uciążliwców jest więcej. Jest ich mniej tylko ze względu na to, że są uciążliwi bardziej zwracają uwagę.
                            > Nie zauważysz 10 normalnych sąsiadów, tylko 1-2 uciążliwych.>


                            A wiesz gazeciarz, że chyba masz rację.smile
                            • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:38

                              >
                              >
                              > > Nie zgadzam się natomiast z tym, że uciążliwców jest więcej. Jest ich
                              > mniej tylko ze względu na to, że są uciążliwi bardziej zwracają uwagę.
                              > > Nie zauważysz 10 normalnych sąsiadów, tylko 1-2 uciążliwych.>

                              >
                              > A wiesz gazeciarz, że chyba masz rację.smile
                              >
                              >
                              >
                              >

                              Dokładnie! I wyrabianie sobie opinii na temat całej nacji na podstawie jednostkowych przypadków jest kuriozalne.
                              Ja bym musiała orzec, że WSZYSCY Francuzi są strasznie głośni i niekulturalni, a wątpię, żeby to była prawda.
                              • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:15
                                Ja sobie wyrobiłam opinię o Polakach mieszkając wśród Polaków, a o Szwedach mieszkając wśród Szwedów. Jeżeli w mojej wspólnocie lekko licząc połowa mieszkańców robiła coś z wymienionej przeze mnie listy, to co, nieuprawnione jest twierdzenie że byli hałaśliwi i uciążliwi?
                                • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 23:39
                                  chicarica napisała:

                                  > Ja sobie wyrobiłam opinię o Polakach mieszkając wśród Polaków, a o Szwedach mie
                                  > szkając wśród Szwedów. Jeżeli w mojej wspólnocie lekko licząc połowa mieszkańcó
                                  > w robiła coś z wymienionej przeze mnie listy, to co, nieuprawnione jest twierdz
                                  > enie że byli hałaśliwi i uciążliwi?
                                  >

                                  Nie mieszkasz już w Polsce więc odetnij przeszłość grubą kreską i odetchnij z ulgą.
                                  Ciesz się, że mieszkasz w cywilizowanym kraju i Twoje życie przestało być udrękąsmile
                            • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:17
                              Dokładnie, to darcie się do dziecka z balkonu to też polski klasyk. Też właśnie miałam ostatnio okazję zaobserwować jak bardzo to odstaje od tutejszych zwyczajów. No nic, tych właśnie gości z miliona powodów pewnie długo nie zaproszę ponownie, również z szacunku dla spokoju moich sąsiadów.
                              • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:26
                                Nie wiem gdzie. Może za komuny gdy dzieci faktycznie nie miały specjalnej alternatywy.
                                Dawno nie słyszałam drących się na balkonie dzieci.
                                • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 18:18
                                  kaz_nodzieja napisała:

                                  > Nie wiem gdzie. Może za komuny gdy dzieci faktycznie nie miały specjalnej alter
                                  > natywy.
                                  > Dawno nie słyszałam drących się na balkonie dzieci.
                                  >


                                  shock gazet, co się stało?
                                  Przecież Ty zawsze o dzieciach wrzeszczących pisałeś bachory.
                                  • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 18:21
                                    Używam bogatego słownictwa.
                                  • leyre1 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 18:50
                                    Nic sie nie stalo, watek krytykujacy pewne zachowania mocno widocznie w Polsce wiec musi polukrowac
                              • alam.kota Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 23:13
                                E, u mnie nikt z okien do dzieci nie wrzeszczy. Myślę że tak bywało dawniej, na takich typowych blokowiskach z trzepakiem, albo w mniejszych mieścinach gdzie wszyscy wespół-w-zespół i każdemu się wydaje, że to podwórko co z balkonu widzi to jego własne.
                        • barbibarbi Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 12:58
                          Zatyczki woskowe sobie kup w aptece. Kosztują grosze i ładnie miękną pod wpływem ciepła ucha, prawie nic nie czuć że coś jest w uchu. Ja je zabieram jak jadę na wakacje, bo najczęściej ludzie drą ryje a ja nie jestem przyzwyczajona do hałasów.

                          W domu mam na szczęście spokój, okno sypialni od strony lasu. Mam sąsiada, który puszczał badziewną muzykę w środku dnia na maksymalnego fulla, poszłam parę razy upomnieć, że mam dziecko które nie może lekcji odrobić przez jego muzyczne zamiłowania. Nie był zadowolony z mojej interwencji, przestał, burak, dopiero wtedy jak jemu samemu się dziecko urodziło, od tej pory cichutko. No i takie są burackie zachowania, sam swojemu dziecku nie funduje hałasu, ale sąsiadów miał daleko w d..pie. Polskie czereśniactwo i badziewiactwo, grilla rozpalą pod drzewem koło znaku zakazu, butelkę w krzaki wyrzucą, petują w piasek na plaży, ryje drą gdzie popadnie, w gaciach bieliżnianych prześwitujących wyłażą z wody te czereśniackie jełopy. Aż mnie telepie jak mi się przypomni ostatni wyjazd nad jezioro - łazi taki Janusz, gacie mu się zsunęły, rów spocony z tyłu do połowy widać, dupa owłosiona jak u orangutana, dzieci mają ciekawostkę biologiczną odnośnie umaszczenia samca prawdopodobnie gatunku homo sapiens. Jego Grażyna zadowolona, gacie wiszące, prześwitujące u jej samca to normalka przecież, ona to ma na codzień w domu, to mu nie powie "stary, podciągnij gatki bo się dzieci gapią". Badziewiaki na wakacjach.
                          • asia-loi Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 13:43
                            barbibarbi napisała:

                            > Zatyczki woskowe sobie kup w aptece. Kosztują grosze i ładnie miękną pod wpływem ciepła ucha, prawie nic nie czuć że coś jest w uchu.


                            Kiedyś specjalnie kupiłam zatyczki, i nie mogę ich używać, raz że i tak słyszę, a dwa strasznie przeszkadzają mi w uszach. Może złe kupiłam?
                            • barbibarbi Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 23:22
                              muszą być takie plastyczne jak plastelina, woskowe, formuje się z nich podłużny kształt i siup do ucha, dociskasz i za chwilę nic nie czujesz i niewiele słyszysz. Są sprzedawane w małych, płaskich opakowaniach ze sreberka, albo w takich zamykanych pudełeczkach okrągłych, zielonych. Plastikowe, czy z pianki się nie sprawdzają, uszy bolą, wypadają itd.
                  • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:51
                    Masz prawo zgłosić zdarzenie anonimowo. Już na etapie zgłoszenia telefonicznego nie masz obowiązku prawnego ujawniać swoich danych osobowych.
                    Służby tak czy inaczej każde zgłoszenie muszą przyjąć.
                    • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:59
                      kaz_nodzieja napisała:

                      > Masz prawo zgłosić zdarzenie anonimowo. Już na etapie zgłoszenia telefonicznego
                      > nie masz obowiązku prawnego ujawniać swoich danych osobowych.
                      > Służby tak czy inaczej każde zgłoszenie muszą przyjąć.
                      >


                      Teraz też już wiem, że mogę zażądać nie ujawnienie moich danych, chociaż z tego co czytam i słyszę, to różnie z tym bywa, więc lepiej nie dzwonić.
                      Służby zgłoszenie niby przyjmują, tylko nie zawsze interwencja jest, o czym się też nieraz przekonałam.
                      >
          • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:56
            Bardzo cenię sobie obecnie fakt, że nie muszę "chodzić pogadać" do ludzi, którzy w najlepszym wypadku oleją moje prośby.
            • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:06
              Tym ludziom, z którymi mieszkasz, też ktoś pewnie kiedyś zwrócił uwagę. Zapewniam. Zwrócenie uwagi, zaznaczam, powinno być kulturalne, bo w końcu sami apelujemy o kulturę i nastawione na porozumienie. I z tym ludzie mają ogromny problem.
              • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:12
                Nie, tym ludziom nikt nie musiał zwracać uwagi, bo oni po prostu znają regulamin budynku i wiedzą co wolno, a czego nie wolno.
                Ja przy okazji upomnienia moich gości w kwestii niepalenia, miałam okazję usłyszeć jak to strasznie musi być żyć w takim społeczeństwie, w którym niczego nie wolno. No cóż - mnie nie jest strasznie, bo i tak nawet w Polsce nie robiłam rzeczy, których robić "nie wolno", a tylko przeszkadzało mi, gdy inni to robili.
                • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:25
                  Jak chcesz. Ja jednak twierdzę, ze większość ludzi potrafi się dostosować. Oczywiście nie w momencie jak sama obecność sąsiadów przeszkadza. Kwestia, że niektórzy nie mają świadomości. Też takiej jak należy porozumiewać się miedzy sobą. Walenie w rury, drzwi to buractwo. Nawet większe niż imieniny kuzyna, które przeciągnęły się do północy, wyprawiane w małym mieszkaniu w bloku big_grin Co do palenia papierosów, to u nas palą na balkonach i mam ten smród w mieszkaniu. Tylko, że nie ma przepisu, który by tego zabraniał. Sama cieszę się, że nie ma zakazu brania prysznica po 22.
                  • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:37
                    Ależ oczywiście że wspólnota może uchwalić przepis zakazujący palenia na balkonach. Nie wiem czy wiesz, ale w większości wspólnot balkon należy do części wspólnej.
                    Co ciekawe, u moich sąsiadów na przykład ogródek należał do części wspólnej, a tylko użytkowanie go przynależało do mieszkania. Problem pojawił się, gdy część sąsiadów zaczęła sobie stawiać drewniane altany i wysokie płoty, co spowodowało że wspólnota zaczęła wyglądać jak Bangladesz, a do tego wg mnie taka altana pod moim balkonem to zagrożenie pożarowe zwłaszcza, gdy się w niej robi grilla. Przecież jak to się zapali, to to drewno będzie płonąć jak pochodnia - a już widziałam, w tym samym ogródku zresztą, jak sąsiadeczki nieumiejętnie rozpalające grilla doprowadziły do tego, że buchnął płomień sięgający mojego balkonu. Niestety, wspólnocie widocznie to odpowiada. Ja już wiem, że nigdy więcej mieszkań we wspólnocie mieszkaniowej oraz raczej na chwilę obecną nie widzę możliwości zamieszkania z powrotem w Polsce - szkoda na to moich nerwów.
                  • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:38
                    Aha, u mnie jest zakaz brania prysznica po 22.
                    • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:45
                      Mi by się ten zakaz nie podobał. Nie zamierzam kłamać. I błogosławię, że go nie ma. Zakazu palenia na balkonie tez nie ma. I chyba, na tym polega zasadnicza różnica. Dla mnie ogólnie, cisza nie jest aż takim priorytetem. Zwłaszcza w bloku mieszkalnym. Priorytetem są ludzie, z którymi możesz się kulturalnie porozumieć. Ostatnio spałam u tesciowej. Za ścianą jej sąsiedzi po 22 mieli jakieś spotkanie rodzinne i było ich słychać, ale bez pijackich wybryków. I wiesz co? Zazdrościłam jej. U nas wieczorem jest jak w grobowcu. Nie, imprez nie urządzam.
                      • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:48
                        Wychowałam się na wsi. Nie w mieście. Jednak nawet tam były jakieś hałasy. A to sąsiad piłę tarczową uruchomił, a to traktor z rana jechał.
                      • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 11:55
                        Zakaz nie jest aż tak rygorystyczny, jeśli weźmiesz szybki prysznic po 22 nie waląc przy tym słuchawką o ściany, nikt Ci uwagi nie zwróci.
                        Dla mnie cisza, czy też raczej spokój, którego cisza jest częścią, jest priorytetem. Jak już mówiłam, ja się do życia w Polsce nie nadaję, bo ewidentnie w Polsce cisza dla nikogo nie jest priorytetem. W Hiszpanii na przykład też nie.
                        Sporo zauważam takich różnic. Polska matka na plaży siedzi na kocu i drze się do dziecka. Szwedzka matka czy ojciec (polski ojciec się nie drze, bo dzieci ogarnia matka) nie drą się z koca do dziecka, tylko pójdą za dzieckiem. Oczywiście i tak prym w darciu jap wiodą rodziny hiszpańskie i włoskie, które potrafią stać obok siebie, a i tak wszyscy się do siebie drą. Trzeba to lubić, ja to lubię jakby mniej.
                        • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:07
                          Dla mnie, bo nawet na wsi gdzie się wychowałam (a nie mieszkałam w gęstej zabudowie) tej ciszy było ile było. Jak słyszę odgłos piły tarczowej to się dzieciństwo przypomina. big_grin Nie wymagam aby w bloku mieszkalnym wszyscy nagle cichli i udawali, że w bloku nikt nie mieszka. Potem są kurioza, że jak mi coś na podłogę spadnie to sąsiad wali w balkon big_grin Tak jakby walenie w balkon było niesłyszalne i kulturalne zresztą. Gdyby wprowadzono zakaz używania łazienki po 22 to nawet nie chcę myśleć co by było. Żeby nie było, ja się przystosowuje dobrze i wszelkie fanaberie staram się spełniać. Ja i mąż nie palimy, nie mamy grilla i imprez nie urządzamy. big_grin Kulturalna też jestem. wink Wracając do postu startowego, jak bym sąsiada grzecznie i bez patosu uświadomiła, że jest aż tak słychać.
                          • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:20
                            Ale to nie jest tak, że jak Ci coś spadnie na podłogę, to sąsiad wali w balkon czy rury. Jednak jeśli Twoje dzieci dudnią kopytkami po domu biegając, i dzieje się tak któryś tydzień z rzędu, to można się spodziewać interwencji ze spółdzielni.
                            • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:26
                              U mnie wali więc wiesz... big_grin Nie, dzieci moje kopyt nie mają i nigdy tak nie robiły. Co ciekawe, jak sąsiedzi mieli posprzątać kwiaty i buty z z klatki to tego nie zrobili.
                              • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:29
                                Dżizas, buty na klatce. I śmieci. Kolejna rzecz która mnie wyprowadza z równowagi. Tu jest miejsce dla wózków takich dla dziadków, chodzików w sensie. I nikt nie trzyma nic na klatce poza tymi wózkami w wyznaczonym miejscu.
                                • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:37
                                  Tłumaczę ci więc, że u mnie jeden samozwańczy szeryf pilnuje tego czego chce mając inne rzeczy (które sam czyni) w przysłowiowej w dupie. Dlatego wybacz, postoję. Może Szwedzi mają inaczej. Nie sprawdzałam.
                                  • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:01
                                    W szwedzkim bloku też przynajmniej jeden taki samozwańczy szeryf pilnuje porządku. Tyle, że taki szeryf też nie robi nic co by mogło innym przeszkadzać. Wścibscy też przeważnie nie są.
                                    • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:04
                                      No widzisz, a mój pali na balkonie, rzuca papierki na klatce, niszczy drzwi, jego estetyczne butki zalegają na korytarzu i tak dalej. Fajnie?
                                      • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:13
                                        Z tymi butami miałabym pewien plan smile
                                        • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:17
                                          Miałam nie raz, ale na szczęście zdrowy rozsadek wziął górę. Jego małżonka też zostawia. Na poziomie dzwonka wisi łyżka do butów big_grin
                              • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:30
                                Aha, i jak wali to pewnie raczej nie chodzi o to, że jednorazowo coś spadło.
                                • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:39
                                  Tak, tak... big_grin Widzisz, sama mydlisz podobnie, aniby się od tego odcinasz. Jak wali, krzyczy to ma powód. W imię miru domowego oczywiście.
                                  • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:39
                                    Myślisz. Nie mydlisz.
                                  • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:00
                                    No pewnie że myślę podobnie.
                                    • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:06
                                      Czyli uważasz, ze walenie w rury (co słychać w kilku mieszkaniach) jest ok? Bo my w sumie nie mamy pewności do kogo on wali?
                                      • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:12
                                        Nie, w cywilizowanych krajach zgłasza się to do spółdzielni i spółdzielnia dalej pociągnie sprawę.
                                        Tymczasem idę sobie na basen, więc ciąg dalszy dyskusji po powrocie. Na basen, na którym są wyznaczone oddzielne baseny/tory do pływania kraulem i żabką tak, by krauliści nie przeszkadzali żabkistom i vice versa. I odstępcom zwracana jest uwaga. Cóż za terror, mujborze.
                                        • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:20
                                          Co ma zgłaszać do spółdzielni? big_grin Sąsiadce coś upadło na podłogę. Dziecko sąsiadów przesunęło w kuchni krzesło.
                                        • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:31
                                          Dla mnie publiczny basen jest zawsze obrzydliwy, więc pluskaj się na zdrowie.
                                          • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:02
                                            Dla mnie tu nie jest. Może dlatego że autentycznie każdy przed wejściem do basenu rozbiera się i szoruje na golasa pod prysznicem. Potem dopiero zakłada kostium. W związku z czym jest raczej czysto.
                                            W Polsce też chodziłam na basen, minimum 2-3 razy w tygodniu, ale tylko na taki sportowy, gdzie też wszyscy się szorowali.
                        • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:09
                          Koszmarne uogólnienia.
                          W kontrze podam inny przykład. Jestem sobie z rodzinką na plaży, na uboczu, mało ludzi, bardzo szeroka plaża, my z dala od brzegu. I jest sobie rodzinka mówiąca po francusku, matka, ojciec, dwójka dzieci. Sorry, nie mówiąca tylko wrzeszcząca. Oni się cały czas darli, bez przerwy. Widziałam jak inne polskie rodziny przypatrywały się im z niesmakiem, jak ludzie spacerujący wzdłuż morza oglądali się za nimi. Nikt im nie zwrócił uwagi, ale w momencie dookoła nich zrobiło się pusto.
                          LUDZIE SĄ RÓŻNI.
                          Nie rozumiem dlaczego to jest tak trudne do zrozumienia.

                          ps. dla mnie cisza jest priorytetem
                          ale nie wymagam, żeby ludzie dookoła mnie przestali żyć bo JA chcę mieć ciszę
                          • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:22
                            To jest właśnie to o czym mówię: dla Polaka oznacza to "przestać żyć". Dlatego jak już powiedziałam, przeniosłam się w miejsce do którego jestem lepiej przystosowana. W Polsce mi to nie pasowało.
                            • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:29
                              To nie jest to o czym mówisz bo Ty prezentujesz skrajności, a jest jeszcze coś pomiędzy.
                              • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:03
                                Właśnie chodzi o to, że to co dla Ciebie jest skrajnością, dla mnie (i jak widać nie tylko mnie, skoro cały kraj a w zasadzie trzy czy cztery kraje tak żyją) nie jest. Dlatego mówię, że ja nie czuję się pod tym względem dobrze w Polsce. W Hiszpanii też nie, na przykład.
                                • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:05
                                  Dla mnie zakaz wzięcia prysznica po 22.00 jest skrajnością.
                                  Budynki powinny być budowane w ten sposób by nikt nie słyszał np. w sypialni cudzej kąpieli czy spuszczania kupy.
                                  • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:10
                                    Niewykonalne w budynkach wielorodzinnych. Zawsze poniżej będzie słychać szum w rurach.
                                    • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:23
                                      > Zawsze poniżej będzie słychać szum w rurach.

                                      Straszne wink
                                    • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:31
                                      chicarica napisała:

                                      > Niewykonalne w budynkach wielorodzinnych. Zawsze poniżej będzie słychać szum w
                                      > rurach.
                                      >
                                      Nieprawda, ja słyszę sąsiadów jedynie podczas remontów i ostatnio podczas tłuczenia schabowych (raz! od czternastu lat). Poza tym, jak spuszczę wodę w toalecie to przecież zaraz z niej wychodzę, tak samo jak sąsiad, nie śpię w niej, nie przebywam dłużej niż to konieczne więc co miałoby mi przeszkadzać. W pokojach rur nie słychać.
                                      • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:38
                                        pade napisała:

                                        Poza tym, jak spuszczę wodę w toalecie to przecież zaraz z niej wychodzę, tak samo jak sąsiad, nie śpię w niej, nie przebywam dłużej niż to konieczne więc co miałoby mi przeszkadzać.


                                        To wszystko zależy, jak jest blok pobudowany. Ty wychodzisz z łazienki, ja też wychodzę, tylko np. u mnie w bloku jest tak, że ściana mojej łazienki, która oddziela mnie od sąsiada, jest dla sąsiad ścianą jego pokoju. I mój sąsiad może słyszeć jak spuszczam wodę czy korzystam z prysznica.
                                        Gdyby w blokach zawsze było tak: łazienki sąsiadują z łazienkami, pokoje z pokojami, itd, to by było ok, ale tak nie jest. U mnie to chociaż wszystko jest w tych samych pionach, a wiem że nie wszędzie tak jest. Bywa np., że nad twoim pokojem sąsiad ma np. łazienkę i wtedy wszystko słychać.
                                        • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:42
                                          No to jednak stara wielka płyta ma jakieś plusysmile U mnie łazienka czy wc ma ścianę z pokojem z mojego mieszkania, a nie sąsiada. No i mam sensowny rozkład i sensowny balkon.
                                          Słyszałam, ze zwłaszcza w nowych blokach, niedawno pobudowanych wszystko słychać przez ściany.
                                  • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:11
                                    Ja jestem w stanie sobie wyobrazić i sama była świadkiem, że może przeszkadzać głośna impreza, muzyka, telewizor czy głośne rozmowy na balkonie, ale branie prysznica?
                                    Mieszkałam łącznie w 5 mieszkaniach (w każdym co najmniej dwa lata, w tym wielka płyta, wieżowiec) i w żadnym nie słyszałam w sypialni prysznica czy kąpieli sąsiadów.
                                    Może w Szwecji jakoś inaczej budują i np. cudza łazienka sąsiaduje przez cieniutką najwyraźniej ścianę z sypialnią sąsiada? Wtedy taki zakaz, choć irytujący ma sens, ale wynika z dziwacznej architektury bloku mieszkalnego.
                                    Nie spotkałam się z tym bym nawet w bloku z wielkiej płyty słyszała prysznic sąsiada.
                                    • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:14
                                      Ty przecież w ogóle poza Polską nie mieszkałeś nigdzie, kazmirz, a wszystkie twoje posty można podsumować słowami "boże, jak za to granico jest strasznie, lepiej siedzieć w Polszy" więc twoja opinia jest dla mnie niemiarodajna.
                                • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:33
                                  chicarica napisała:

                                  > Właśnie chodzi o to, że to co dla Ciebie jest skrajnością, dla mnie (i jak wida
                                  > ć nie tylko mnie, skoro cały kraj a w zasadzie trzy czy cztery kraje tak żyją)
                                  > nie jest. Dlatego mówię, że ja nie czuję się pod tym względem dobrze w Polsce.
                                  > W Hiszpanii też nie, na przykład.
                                  >
                                  Ale jak żyją? Nic nie mówią? Milczą? Wszędzie panuje cisza? To jest skrajność.
                                  Nie koszą trawy, nie robią remontów, ulice nigdy nie są naprawiane, w całym kraju po 22 zamiera ruch, bo komuś to może przeszkadzać?
                                  Ja właśnie o tym piszę, że pomiędzy milczeniem a darciem buzi jest jeszcze cała przestrzeń.
                                  • snakelilith Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 14:54
                                    pade napisała:

                                    > Ale jak żyją? Nic nie mówią? Milczą? Wszędzie panuje cisza? To jest skrajność.
                                    > Nie koszą trawy, nie robią remontów, ulice nigdy nie są naprawiane, w całym kra
                                    > ju po 22 zamiera ruch, bo komuś to może przeszkadzać?

                                    Żyją, żyją, tylko się ciut zastanowią zanim złamią jakąś zasadę, bo te reguły nie oznaczają, że kogoś wrzucą za to do więzienia, a tylko przypominają o granicach wspólnego życia. U mnie w tzw. porządku domowym też jest zakaz kąpania się po 22 -giej, ale to oznacza tylko, by nie robić sobie w nocy SPA w łazience, prać godzinami skarpetek, czy w inny sposób hałasować w tym mocno akustycznym pomieszczeniu, ale kwadrans pod prysznicem jest dozwolony, jeżeli weźmiesz pod uwagę, że jest noc i inni mogą spać, dlatego starasz się zachować ciszej niż zwykle. I nikomu jeszcze taka samokontrola nie zaszkodziła, ta nasza słowiańska spontaniczność jest mocno przereklamowana.
                                    • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:12
                                      snakelilith napisała:
                                      I nikomu jeszcze taka samokontrola nie zaszkodziła, ta nasza słowiańska spon
                                      > taniczność jest mocno przereklamowana.

                                      Ja tam akurat do mocno spontanicznych nie należę, znam wiele osób sobie podobnych. Nie potrzebuję mieć regulaminu czy tabliczek, żeby wiedzieć jak się zachowywać, żeby nie przeszkadzać innym.
                                      • snakelilith Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:29
                                        pade napisała:

                                        > Ja tam akurat do mocno spontanicznych nie należę, znam wiele osób sobie podobny
                                        > ch. Nie potrzebuję mieć regulaminu czy tabliczek, żeby wiedzieć jak się zachowy
                                        > wać, żeby nie przeszkadzać innym.

                                        I chwała ci za to, ale cała kupa ludzi potrzebuje wyraźnych reguł, bo nie nie ma najwyraźniej wyczucia co do tego, co może przeszkadzać innym. I nie bardzo rozumiem dlaczego coś takiego budzi w tobie sprzeciw, lepszy chaos, broń Boże jakiś jasny regulamin, bo ktoś mógłby błędnie podejrzewać, że ty bez tego nie znasz zasad dobrego zachowania?
                                        • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:37
                                          Widzisz, mój problem w Polsce był na przykład taki, że mimo tego że był regulamin, to był on nagminnie łamany. Po paru próbach poruszenia problemu na zebraniu wspólnoty dałam sobie spokój, bo gdybym miała każdemu zwracać uwagę, to całe popołudnie spędzałabym na lataniu po sąsiadach.
                                          I tak, uważam, że musi być regulamin plus sprawnie działający, instytucjonalny system dyscyplinowania tych, którzy go łamią, a nie że każdy musi sobie szarpać nerwy lataniem po sąsiadach.
                                        • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 20:47
                                          snakelilith napisała:

                                          > pade napisała:
                                          >
                                          > > Ja tam akurat do mocno spontanicznych nie należę, znam wiele osób sobie p
                                          > odobny
                                          > > ch. Nie potrzebuję mieć regulaminu czy tabliczek, żeby wiedzieć jak się z
                                          > achowy
                                          > > wać, żeby nie przeszkadzać innym.
                                          >
                                          > I chwała ci za to, ale cała kupa ludzi potrzebuje wyraźnych reguł, bo nie nie m
                                          > a najwyraźniej wyczucia co do tego, co może przeszkadzać innym. I nie bardzo ro
                                          > zumiem dlaczego coś takiego budzi w tobie sprzeciw, lepszy chaos, broń Boże jak
                                          > iś jasny regulamin, bo ktoś mógłby błędnie podejrzewać, że ty bez tego nie zna
                                          > sz zasad dobrego zachowania?

                                          Ależ u nas w bloku jest regulamin, tzn. był, wisiał na tablicy ogłoszeniowej jakiś czas temu. Nie wiem jak jest teraz. Podejrzewam, że w większości wspólnot są takie regulaminy.
                                          Tylko wiesz, konsekwencji są znikome. Bo żeby wyrzucić właściciela a nie najemcę z jego własnego mieszkania trzeba się mocno postarać. I tym się chyba Polska różni od krajów, w których mieszkania się przede wszystkim wynajmuje. Gdy wynajmujesz to nie jesteś u siebie, więc siłą rzeczy musisz się przyzwoicie zachowywać, żeby nie szukać następnego mieszkania.
                                          A u nas zdarza się "wolnoć Tomku w swoim domku".
                                          • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:05
                                            pade napisała:

                                            ...Bo żeby wyrzucić właściciela a nie najemcę z jego własnego mieszkania trzeba się mocno postarać.
                                            I tym się chyba Polska różni od krajów, w których mieszkania się przede wszystkim wynajmuje.


                                            Moja rodzina z Kanady mówi, że u nich jak ktoś mieszka w mieszkaniu własnościowym, to nie ma opcji: wyje pies, sąsiad hałasuje, plac zabaw pod oknami. Tam to jest w blokach własnościowych nie do pomyślenia i z uciążliwcami robi się od razu porządek, pomimo, że jest się właścicielem mieszkania. Inaczej może być w blokach komunalnych, ale jak ktoś kupuje mieszkanie w bloku własnościowym, to nie musi obawiać się uciążliwych sąsiadów, nie mówiąc już o standardzie, że tam bloki własnościowe różnią się zdecydowanie od bloków komunalnych. U nas nie ma żadnej różnicy, między takimi blokami.
                                            • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:08
                                              asia-loi napisała:

                                              > pade napisała:
                                              >
                                              > ...Bo żeby wyrzucić właściciela a nie najemcę z jego własnego mieszkania trzeba
                                              > się mocno postarać.
                                              > I tym się chyba Polska różni od krajów, w których mieszkania się przede wszyst
                                              > kim wynajmuje.
                                              >

                                              >
                                              > Moja rodzina z Kanady mówi, że u nich jak ktoś mieszka w mieszkaniu własnościow
                                              > ym, to nie ma opcji: wyje pies, sąsiad hałasuje, plac zabaw pod oknami. Tam to
                                              > jest w blokach własnościowych nie do pomyślenia i z uciążliwcami robi się od ra
                                              > zu porządek, pomimo, że jest się właścicielem mieszkania. Inaczej może być w bl
                                              > okach komunalnych, ale jak ktoś kupuje mieszkanie w bloku własnościowym, to nie
                                              > musi obawiać się uciążliwych sąsiadów, nie mówiąc już o standardzie, że tam bl
                                              > oki własnościowe różnią się zdecydowanie od bloków komunalnych. U nas nie ma ża
                                              > dnej różnicy, między takimi blokami.
                                              >
                                              >

                                              Masz chyba na myśli kamienice? Bloków komunalnych to w moim mieście jak na lekarstwo i żadnej patologii tam nie ma.
                                              • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:31
                                                pade napisała:

                                                >
                                                > Masz chyba na myśli kamienice? Bloków komunalnych to w moim mieście jak na lekarstwo i żadnej patologii tam nie ma.


                                                Mam na myśli bloki komunalne w Polsce, nowe bloki, które niczym się nie różnią od bloków własnościowych i z tego co widzę i wiem, to patologii w nich nie ma, bo żeby dostać tam mieszkanie za darmo, to trzeba mieć układy, odpowiednie koneksje rodzinne lub dużo szczęścia. Ja mieszkam obok takiego bloku, a w moim mieście jest sporo takich i co i rusz buduje się kolejne. Oczywiście nie wszystkie bloki komunalne to są nowe bloki, bo są też i stare i o gorszym standardzie i lokalizacji.
                                                Za patologię uważam, dawanie mieszkań komunalnych w nowych blokach, które niczym nie różnią się od nowych mieszkań w nowych blokach własnościowych w Polsce. Różnica jest tylko taka, że jeden musi zapłacić za mieszkanie 100% wartości, a drugi dostanie za darmo, po 10 latach wykupi na własność i jeszcze opowiada, jaką to on laskę zrobił miastu wykupując to mieszkanie na własność, że miasto już go nie musi utrzymywać. W moim mieście kilka lat temu było głośno o takich sytuacjach.
                                                Blok/mieszkanie komunalny to nie jest to samo, co blok/mieszkanie socjalne.
                                          • snakelilith Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 01:01
                                            pade napisała:

                                            > Tylko wiesz, konsekwencji są znikome. Bo żeby wyrzucić właściciela a nie najemc
                                            > ę z jego własnego mieszkania trzeba się mocno postarać. I tym się chyba Polska
                                            > różni od krajów, w których mieszkania się przede wszystkim wynajmuje. Gdy wyna
                                            > jmujesz to nie jesteś u siebie, więc siłą rzeczy musisz się przyzwoicie zachowy
                                            > wać, żeby nie szukać następnego mieszkania.
                                            > A u nas zdarza się "wolnoć Tomku w swoim domku".

                                            Nie wiesz, o czym piszesz. Wynajemcy w krajach, w których się przed wszystkim wynajmuje, są bardzo dobrze chronieni prawem. W Niemczech praktycznie nie masz szans wyrzucić kogoś z mieszkania, jednym poważnym powodem jest ten, że sama chcesz w tym mieszkaniu zamieszkać i to musisz najpierw udowodnić. Więc nikt nie musi się "przyzwoicie zachowywać", bo właściciel może mu naskoczyć. Nawet do mieszkania go nie musisz wpuścić. To trochę inaczej niż w Polsce. A ja mieszkam przypadkowo w mieszkaniu własnym. W mojej kamienicy tylko jedno mieszkanie jest wynajmowane przez stałych lokatorów, ale ci ludzie niczym nie różnią się od innych.
                                    • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:23
                                      Raz jesteśmy spięci, z kijami w d... jak nierzadko sama pisałaś, a teraz nagle jednak spontaniczni? To w końcu jak? Zdecyduj się na coś.
                                      • snakelilith Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:35
                                        kaz_nodzieja napisała:

                                        > Raz jesteśmy spięci, z kijami w d... jak nierzadko sama pisałaś, a teraz nagle
                                        > jednak spontaniczni? To w końcu jak? Zdecyduj się na coś.
                                        >

                                        Jedno drugiemu nie przeczy. Spięta spontaniczność na pokaz i kij w tyłku, by broń Boże nikt nie zauważał, że tak naprawdę nikogo ten bajzel nie bawi.
                                        • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:37
                                          Spięta spontaniczność...
                                          Jakby powiedziała Lipcowa s... kam smile
                                          Ze spiętym pęcherzem oczywiście smile
                                    • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:36
                                      Dziwne. Byłam kilka razy (z noclegiem) u rodziny w Niemczech, w bloku. Nikt nie mówił, że jest zakaz mycia się po 22.00, a zdarzało nam się chodzić później spać, jak to przy takich rodzinnych spotkaniach.
                                      Natomiast na klatce schodowej (u innych sąsiadów) po raz pierwszy od lat zobaczyłam zwyczaj zostawiania butów na korytarzu, jak w brazylijskich slamsach.
                                      Fakt, dużo tam było Turków, nie mniej jednak Niemcy, prawda?
                                      • snakelilith Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:43
                                        kaz_nodzieja napisała:

                                        > Dziwne. Byłam kilka razy (z noclegiem) u rodziny w Niemczech, w bloku. Nikt nie
                                        > mówił, że jest zakaz mycia się po 22.00, a zdarzało nam się chodzić później sp
                                        > ać, jak to przy takich rodzinnych spotkaniach.
                                        > Natomiast na klatce schodowej (u innych sąsiadów) po raz pierwszy od lat zobacz
                                        > yłam zwyczaj zostawiania butów na korytarzu, jak w brazylijskich slamsach.
                                        > Fakt, dużo tam było Turków, nie mniej jednak Niemcy, prawda?
                                        >

                                        No cóż, w slumsach często mieszka się właśnie dlatego, że nie ma się środków i kompetencji potrzebnych do życia w lepszych warunkach.
                                        • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:54
                                          Akurat wszyscy od lat pracujący. Legalnie. Nie "na czarno". Piszę o rodzinie, jak z pracą sąsiadów nie wiem, nie pytałam. Wiem, że wielu narodowości tureckiej.
                                          • snakelilith Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 19:58
                                            kaz_nodzieja napisała:

                                            > Akurat wszyscy od lat pracujący. Legalnie. Nie "na czarno". Piszę o rodzinie, j
                                            > ak z pracą sąsiadów nie wiem, nie pytałam. Wiem, że wielu narodowości tureckiej
                                            > .

                                            Tym gorzej. To znaczy, że nie mają szans na lepiej płatną pracę i muszą mieszkać w blokowiskach dla ludzi na zasiłkach. Co u nich nie tak? Słabe wykształcenie? Brak umiejętności, czy po prostu lenistwo?
                                            • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:03
                                              Widzę rasizm.
                                              Skąd Twoje przekonanie, że Turek równa się bezrobotny?
                                          • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 20:58
                                            To naprawdę przykre, że Twoja rodzina musi mieszkać w tak kiepskiej dzielnicy. Zaczynam po części rozumieć Twoją traumę. Też pewnie nie podobałaby mi się Szwecja, gdybym była zmuszona mieszkać w Rinkeby.
                                  • leyre1 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 15:58
                                    pade napisała:


                                    > Ale jak żyją? Nic nie mówią? Milczą? Wszędzie panuje cisza? To jest skrajność.
                                    > Nie koszą trawy, nie robią remontów, ulice nigdy nie są naprawiane, w całym kra
                                    > ju po 22 zamiera ruch, bo komuś to może przeszkadzać?
                                    > Ja właśnie o tym piszę, że pomiędzy milczeniem a darciem buzi jest jeszcze cała
                                    > przestrzeń.

                                    I chodzi o to zeby korzystac z tej przestrzeni ale nie wszyscy to robia, w pl byl z tym problem gdy ja tam mieszkalam i widac nadal jest. Jasne ze nie wszyscy sa uciazliwi ale sporo jest a najgorsza ze trudno z tym cokolwiek zrobic bo policja, straz miejska czy administracja budynkow/osiedli nie bierze tych uciazliwosci powaznie. Tak jak napisano gdy ktos ma problem to jest jego pech i najlepiej niech sie przeprowadzi.
                                    Poza tym dlaczego 22-ga jest jakims wyznacznikiem ciszy nocnej? Ludzie powinni na codzien zachowywac sie tak aby nie przeszkadzac sobie nawzajem a nie akurat po 22-giej. Sa osoby, ktore spia w dzien bo np pracuja w nocy, albo zwyczajnie nie lubia halasu i maja do tego prawo. Dlatego trzeba zapanowac nad szczekajacym psem, wrzeszczacymi dziecmi, nie sluchac muzyki tak zeby inni ja slyszeli itp.
                                    Nasz pies lubi sobie poszczekac, zwlaszcza rano, ale wiemy o tym i nie wypuszczamy go 7 rano do ogrodu bo wiele osob o tej godzinie jeszcze spi, kontrolujemy w ciagu dnia zeby nie szczekal zbyt dlugo itp.
                                    Pewne zachowania sa naturalne i nie trzeba o nich przypominac poprostu.
                                  • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:09
                                    Normalnie żyją. Rozmawiają między sobą, ale nie wrzeszcząc, tylko normalnie. Właśnie ostatnio widziałam to w wykonaniu polskiej matki na plaży. Dzieci jak to dzieci, niezależnie od narodowości wrzeszczą, ale tylko jedna matka darła się z koca "Baaaarteeeek, chceeeeesz nektaryyyynkęęęęęę? Nieeeeee? A ciaaaaastkoooo?". Nikt inny tak się nie zachowywał.
                                    Trawę koszą oczywiście. Na osiedlu załatwia to spółdzielnia. W domkach ostatnio widzę że wszyscy mają takie automatyczne kosiarki a la odkurzacz robot, to jest bardzo cichutkie. Żaden ruch nie zamiera, ale też nie ma wiecznego rejwachu i darcia się. Jest normalnie, przyjemnie i spokojnie. Miałam trochę gości z Polski, każdy zauważał jaki jest spokój i cisza, bo to naprawdę uderza. I nie jest specjalnie uciążliwe, po prostu trzeba mieć na uwadze że nie jest się samym i naokoło są inni ludzie, którzy też chcą w domu czy nad jeziorem odpocząć.
                                    • regina-phalange Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 21:16
                                      Chicarica, z tego co piszesz, to ja również nadawałabym się do życia w Szwecji. Mentalnie. Bo jeśli chodzi o pogodę, krajobrazy, kuchnię i czas wolny (na dworze, na plaży, przy stolikach w tawernach), to Hiszpania i Grecja bardziej mi odpowiadają. A przecież się nie rozerwę. wink
                                      • chicarica Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 23:55
                                        Absolutną fikcją jest, że Szwedzi siedzą w domu. Przeciwnie, niezależnie od pogody wychodzą na dwór i spędzają czas na świeżym powietrzu.
                                        Wiesz, ja też kiedyś lubiłam Morze Śródziemne. Do tego stopnia, że nawet tam przez chwilę mieszkałam, nauczyłam się języka, byłam tłumaczem hiszpańskiego w Polsce, do Hiszpanii jeżdżę ze dwa razy w roku a do Grecji też często. To są rewelacyjne kraje na wakacje, ale po dogłębnym poznaniu hiszpańskiej kultury wiem, że żyć i przede wszystkim pracować bym tam nie chciała. Żyć to może na emeryturze lub posiadając inne źródło dochodów. Poza tym lato tam mnie męczy, jednak jest za gorąco, a naród zbyt wrzaskliwy.
                          • beata985 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 09:35
                            no proszę i nawet parawanów nie potrzebowali rozstawiać wink
                    • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:11
                      chicarica napisała:

                      > Aha, u mnie jest zakaz brania prysznica po 22.


                      O tym, że tak jest w Szwecji, to już kiedyś słyszałam. I ten prysznic o 22.00 teraz nie byłby dla mnie problem, a to tylko dlatego, że ja nie pracuję już na dwie zmiany (czyli do 22.00). Ale i tak myję się przed 23.00, lub czasami później, ale gdyby u mnie taki zakaz obowiązywał, to teraz bez większego problemu bym się dostosowała. Kiedyś nie. Problem byłoby natomiast mycie się o 5.00 rano, a to robię przez 5 dni w tygodniu. Myję głowę zawsze rano, więc przy okazji szybki prysznic. Muszę myć się tak wcześnie, bo idę na 7.00 do pracy, a tą głowę muszą myć rano, mycie wieczorem jest bez sensu, bo raz, że włosy szybko mi się przetłuszczają, a poza tym po nocy są: każdy w inną stronę.
                      I tu bym problem miała, ale chyba tylko tu. A jakie są w Szwecji jeszcze zakazy, których w Polsce nie ma (poza prysznicem i tymi hałasami)?
                      • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:18
                        Parkowanie poza wyznaczonymi miejscami, wywieszanie czegokolwiek poza obręb balkonu (sąsiedzi mają takiego niby puchacza na poręczy, ale on jest jakby w obrębie), trzepanie dywaników czy kocy przez balkon. Posiadanie uciążliwych dla innych zwierząt domowych (szczekającego psa uważa się za uciążliwego i można na tej podstawie stracić umowę najmu), puszczanie psa bez smyczy. Parkowanie w taki sposób, żeby rura wydechowa skierowana była w stronę budynku, jeśli Twoje miejsce parkingowe jest przy samym budynku. Wyrzucanie śmieci luzem (muszą być w zawiązanych workach). To tak na szybko, z tego co pamiętam.
                        • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:35
                          chicarica napisała:

                          ... To tak na szybko, z tego co pamiętam.
                          >


                          No to mnie te wszystkie zakazy w Szwecji, też by pasowały. smile
                        • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:39
                          Wyrzucanie śmieci luzem pamiętam z czasów mojego dzieciństwa, gdzie nic nie było, w tym worków na śmieci.
                          Od 25 lat nie pamiętam by ktoś wrzucał śmieci luzem.
                          • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:44
                            kaz_nodzieja napisała:

                            > Wyrzucanie śmieci luzem pamiętam z czasów mojego dzieciństwa, gdzie nic nie był
                            > o, w tym worków na śmieci.
                            > Od 25 lat nie pamiętam by ktoś wrzucał śmieci luzem.
                            >


                            Ja np. nie segreguję, za co płacę odpowiednio więcej. Ale gdybym musiała, to bym się dostosowała. U mnie większość sąsiadów zadeklarowała, że segreguje, w związku z tym płaci dużo mniej, a w praktyce nie segregują, bo śmieci nieposegregowanych jest bardzo dużo, a nikt tego nie sprawdza.
                          • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:58
                            Chodzi bardziej o dokładne zawiązywanie worków, żeby się z nich nie wysypywało. Ułatwia to pracę ludziom w spalarni śmieci i sąsiedzi raczej o to dbają.
                        • beata985 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 09:48
                          chicarica napisała:

                          Parkowanie w taki s
                          > posób, żeby rura wydechowa skierowana była w stronę budynku,

                          w PL też tak parkować nie wolno.
                          >
                          • asia-loi Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 10:22
                            beata985 napisała:

                            > w PL też tak parkować nie wolno.


                            Zasadnicza różnica jest taka, że tam ludzie stosują się do przepisów, a u nas mają je w nosie.
                            Służby i instytucje, które są odpowiedzialne za egzekwowanie tych przepisów, też mają to w nosie. I jest jak jest.
                      • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:41
                        Sama chodzę spać "z kurami", ale nie podoba mi się ten zakaz.
                        Kuchenki czy piekarnika też mam używać o określonej porze?
                        A jak w nocy złapie mnie biegunka nie mogę spuścić po sobie wody czy to jednak dozwolone?
                        • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:57
                          Na szczęście u siebie możesz sobie robić co chcesz i nikt Cię tu nie zaprasza. Mnie się podoba, dlatego tu mieszkam.
                          I tak, możesz spuścić wodę w toalecie. Kuchenki oczywiście możesz używać, bo to nie generuje dźwięków u sąsiadów.
                      • malwa51 Re: A mój sąsiad... 10.08.17, 21:13
                        To zalezy chyba od tego gdzie i w jakiej spoldzielni mieszkasz w tej Szwecji. Na moim bylym osiedlu dzieci (bynalmniej nie polskie) walily w pilke drac japy od switu do nocy tuz pod nosem administratora (Szweda) i tabliczka zakazu gry w pilke. Zakazu prysznica po 22 nie bylo, palenia na balkonach takze nie. W dlugie noce duzo ludzi siedzi na zewnatrz grillujac , smiejac sie i puszczajac muzyke. W Polsce, o ktorej slyszalam rozne opowiesci dziwnej tresci nie odnotowalam takiej milosci do grilla jak w Szwecji tongue_out
                    • iwi.k1 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 15:37
                      To co robisz kiedy wracasz w nocy z jakiejś imprezy lub pracy? Idziesz spać bez prysznica? Ja bym nie usnęła...
                      • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:20
                        Biorę szybki prysznic oczywiście. Zwracając szczególną uwagę na to, żeby nic mi nie spadło, wąż prysznicowy nie tłukł w kabinę i takie tam.
                        To chodzi o to, żeby cała rodzina nie kąpała się codziennie po kolei o północy, a nie o to, że jak się raz wykąpiesz po 22.00, to członkowie spółdzielni obleją Cię smołą, posypią pierzem i pognają główną ulicą miasta wink
                        • kropkacom Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:14
                          To po co taki przepis? Po 22 jest cisza nocna i wiadomo, że wtedy należy być ciszej. To oznacza też, że kąpiele czy prysznice nie mają być umyślnie głośne. Nie?
                      • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:32
                        Albo po długiej i wyczerpującej podróży. Też się zdarza wracać późnym wieczorem.
      • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:45
        chicarica napisała:

        > To jest jeden z wielu powodów, dla których wyniosłam się z Polski.
        > W Polsce jeśli ktoś Ci przeszkadza hałasem czy innymi zachowaniami, to Ty masz problem, nie on. Ty się masz wynieść, Ty nie umiesz żyć między ludźmi, Ty masz sobie kupić domek w lesie.


        Dokładnie. Jak słyszę, że uciążliwemu sąsiadowi wolno wszystko, a ja mam się wyprowadzić, to aż mną telepie.

        [i]
        > I w Polsce, jeśli zaprotestujesz, to Ty jesteś tą upierdliwą babą, która ma problem.

        1000/1000. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś.

        ... ten kraj właśnie dlatego uznawany jest za jeden z przyjemniejszych do mieszkania i życia, że istnieją określone zasady funkcjonowania w nim i ludzie przestrzegają tych zasad, a odstępstwa spotykają się z napomnieniem.

        Zazdroszczę, jak ja bym chciała, żeby tak było w Polsce.


        Polska do mieszkania nie jest przyjemna ani przyjazna, niestety.

        Niestety.
      • iberka Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:41
        zaczynam pakowanie tylko zdradź destynację wink
        • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:33
          Podobno Korea Północna.
      • dyzurny_troll_forum_2 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 15:44
        chicarica napisała:

        > Ktoś kiedyś (tym razem nie byłam to ja, choć mia
        > łam ochotę) wezwał na nich policję. Poskutkowało to tym, że po odjeździe policj
        > i ktoś z nich wrzasnął "nie śpimy" tak głośno, że kto jeszcze spał, raczej na p
        > ewno się obudził.

        Ale przecież trochę wyżej namawiałaś to takich, małych drobnych złośliwości, więc o co Ci chodzi!? Czyżby mentalność Kalego?
        • chicarica Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 23:51
          Myślę, że ci się coś pomyliło. Złośliwość to jest, kiedy to ktoś bezczelnie łamie regulamin i reguły współżycia i jeszcze potem drze japę. Zresztą, chwilę wcześniej piszesz o normalnej ludzkiej komunikacji. Z tym towarzystwem próby komunikacji były. Jak widać, nie pomogło, a mnie szkoda życia na strzępienie sobie nerwów z chamami. Jak już powiedziałam, teraz żyję w miejscu, gdzie po prostu nie muszę sobie tych nerwów strzępić bo ludzie traktują cudze prawo do spokoju i wypoczynku nie jak udrękę, tylko jako coś normalnego.
          • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 09:13
            Ciekawe czy tak samo jest tam w ich imigranckich dzielnicach.
            • chicarica Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 14:54
              Podejrzewam że nie. Imigranci mają, istotnie, skłonność do robienia zamieszania i hałasu. Przykład z ostatniego weekendu znad jeziora: wysypuje się z samochodu rodzina imigrancka i oczywiście jeden gada przez drugiego.
              Jeśli natomiast chodziło ci o to, że policja boi się wjeżdżać do hałaśliwych dzielnic, to nie, nie boi się big_grin
              • pade Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 15:02
                Matkobosko! Gadają??
                To strasznebig_grin
                • asia-loi Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 18:00
                  pade napisała:

                  > Matkobosko! Gadają??
                  > To strasznebig_grin
                  >


                  Gadanie, a gadanie - to różnica.
                  Ja np. mam w bloku na przeciwko, rodzinę Cyganów. Są niesamowicie wrzaskliwi, hałaśliwy, a ich sposób mówienia, powoduje, że bolą mnie uszy.
                  I tak mam szczęście, że nie mieszkają w moim bloku. Współczuję ludziom, którzy są ich sąsiadami, ze względu na hałas, jaki generują.
                  • pade Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 18:49
                    Twoi wrzeszczą i krzyczą, jak piszesz, a nie gadają.
                • chicarica Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 22:46
                  Myślę że musiałabyś to zobaczyć.
                  Dwoje ludzi stoi obok siebie, twarzami do siebie, i nie mówi tylko wrzeszczy. Naraz. Nie że się słuchają i odpowiadają jedno drugiemu, nie. Gadają jednocześnie, głosami jak na standardy europejskie podniesionymi, do tego te ich języki brzmią jakoś tak jakby się zawsze kłócili. Dodatkowo wokół uwija się czwórka czy piątka drobiazgu, też jazgocząc.
                  Kontrast z nacjami cichymi, spokojnymi, rzadko podnoszącymi głos, w dodatku zawsze czekającymi aż ktoś skończy żeby odpowiedzieć, jest spory.
                  • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 08.08.17, 08:06
                    Czyli jednak poszczególne nacje różnią się czymś (innym niż wygląd) od siebie.
                    Skoro żyjesz w tym kraju lepiej zachowaj jednak ten pogląd dla siebie bo możesz mieć nieprzyjemności.
                    Polityczna poprawność, zwłaszcza wobec nacji "wrzaskliwych" jest posunięta tam do granic absurdu.
                    • chicarica Re: A mój sąsiad... 10.08.17, 16:15
                      Przezabawny jesteś, kazmirz, z tymi swoimi poradami kulturoznawczymi opartymi na tym, co wyczytasz w fake news. big_grin
    • redheadfreaq Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:42
      Mi sąsiad/ka z góry strzepuje pety na rośliny. Jeszcze raz znajdę w skrzynce szary wałeczek i chyba kupię i zaniosę jej popielniczkę, no żesz do jasnej cholery.
      • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 10:57
        Chyba raczej kup i zanieś jej paczkę fajek z ukrytymi w nich kapiszonami.
        • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:11
          Załatwienie sprawy w te sposób na pewno pomoże...uncertain
      • memphis90 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:33
        Ja bym wyzbierała i odniosła smile Ja z kolei pełno miałam bezpanskich petów na własnym trawniku (raz w tygodniu wybierałam po 20-25 sztuk); nie udało mi się zlokalizować "sprawcy"- w końcu zrobiłam płot i jest lepiej. Albo sąsiadom głupio tak przez płot wrzucać, albo woda/deszcz przestały znosić z sąsiednich posesji i wszystko zatrzymuje się po stronie sąsiadów wink
        • iberka Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:38
          o, taki sąsiad też jest smile)) tzn.wrzuca pety do ogródków na dole. Zbierałam, zanosiłam, zwróciłam uwagę - nic nie pomaga. Pan z Panią pali i wyrzuca na dół wrrrrr. Dziecko dach piaskownicy miało kak sito.....u sąsiadki dzieciaki mają podziurawioną trampolinę.
    • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:13
      Memphis, a gdybyś wyjrzała przez okna i zawołała z uśmiechem: Sąsiedzie kochany, pan mi spać nie daje, ja wszystko słyszę!
      to co by się stało?
      • memphis90 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:39
        No z tym mam problem, bo w ciągu dnia mogę uprzejmie i z humorem, ale po zmierzchu budzą się demony. Boję się, że otworzylabym usta, a z nich zamiast "kochany sąsiedzie" wyleciałoby "zamknij wreszcie mordę, palancie!". Na porodowce nie odzywałam się do nikogo przez 3 doby, bo byłam tak potwornie zmęczona, a panie z sali tak upierdliwe (do jednej przez cały dzień pielgrzymowali kolejni głośni i męczący członkowie rodziny, a druga gadala z mężem przez telefon o 1-2 w nocy, jak tylko wszystkie nasze noworodki na chwilę synchronicznie przysnely), że bałam się, że jak się odezwę, to nieparlamentarnie...
        • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:27
          Tak to jest, jak zamiast od razu poprosić/zwrócić uwagę dusi się w sobie złość. Grozi wybuchemsmile
        • buuenos Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:21
          Ha ha to mi przypomina sytuacje sprzed ok 4 lat. Do domu obok wprowadzili sie nowi sasiedzi.Glosni. I goscinni. ok,tydzien glosnych imprez ,parapetowek itd-rozumiem. 2 tygodnie,juz mniej. Pwenej niedzieli tygodnia trzecieko ok 1 w nocy maz postanowil, ze upomni. I zamiast ,,czy mogliby panstwo ciszej" polecialo ,, do cholery jak dlugo jeszcze". I o dziwo ! Nastepnego dnia syn sasiadow (dorosly) przyszedl przeprosic! >Od tej pory rewelacja, z sasiadami zyjemy ok.
    • iberka Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:35
      współczuję uncertain. U mnie sąsiedzi mają w nosie to, że nie są sami i decybele w ogródku podczas grillowania do 2-3 nad ranem, to norma. Z drugiej strony tacy właśnie balkonowi rozmawiacze telefoniczni.....z niezwykle szerokim zakresem przekleństw, a nad głową "pies w prezencie", którego wypuszczają na balkon zamiast zabrać na spacer i zwierzak szczeka np.o 4 rano czy o 1 w nocy. Pełna gama młodych rodzin napływowych uncertain
    • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:36
      A u mnie cisza i spokój. Jedynie do czego można się przyczepić to cykliści trzymający swoje graty na wspólnym korytarzu.
      • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 12:40
        kaz_nodzieja napisała:

        > A u mnie cisza i spokój. Jedynie do czego można się przyczepić to cykliści trzy
        > mający swoje graty na wspólnym korytarzu.
        >


        Na razie, to się ciesz. U mnie na razie też ok, al nie zawsze tak było.
        Zawsze Ci się może wprowadzić uciążliwiec - niestety.
        • alam.kota Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:39
          No! jak ja się cieszę że z jednego mieszkania wyprowadziła się para 20+latków a wprowadziła na ich miejsce rodzina z dziećmi... jest o niebo ciszej.
    • leyre1 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:21
      Mam tylko jednych sasiadow ktorzy lubia czasem zrobic party,,ktore jest bardzo glosne, ale to im sie zdarza 1-2 razy w roku i oni zawsze uprzedzaja i mowia ze jesli beda przeszkadzac halasem to mam im powiedziec to sie uspokoja. Ostatnie bylo w lutym, bylo bardzo glosno, skonczylo sie 2 rano. Nic nie mowilam bo raz na kilka miesiecy wytrzymam. Drugie bedzie w przyszla sobote, sasiedzi powiedzieli ze beda starali sie nie byc zbyt glosno ale jesli jednak beda to zebysmy dali im znac. My tez robimy imprezy 1-2 razy w roku i tez jest glosno i nie ma problemu z ich strony. A generalnie to sasiedzi sa bardzo w porzadku, nie ma nadmiernych halasow, grille w ogroadach i bawiace sie dzieci nie przeszkadzaja, bo zachowuja sie w akceptowalnej normie, glosna muzyka nie dobiega ze wszystkich stron itp
    • evolventa Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:37
      ja mam nowego sąsiada, który wybudował dom naprzeciwko i wymyślił sobie, że na naszej wąskiej, bez asfaltu i chodnika,uliczce będzie parkował samochody. Stałych aut jest trzy: jego, żony i córki, plus całe mnóstwo zmieniających się, bo przyjeżdżają do nich różni fachowcy i tym sposobem mam non stop pod płotem samochody. Jest wąsko, więc jak mi równolegle do wjazdu do bramy coś stoi, naprawdę ciężko wjechać. Już i ja przerysowałam auto i moja siostra przy okazji wjazdu. Pikanterii dodaje fakt, że gościu ma podwójną działkę, gdzie jest dużo miejsca ale bramę trzyma twardo zamkniętą i żadne auto mu na podwórko nie wjeżdża. Co można zrobić z takim egzemplarzem?
      • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:46
        Zadzwonić do straży miejskiej/policji i zapytać?
        • evolventa Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:52
          no właśnie taki mam plan....
          • pade Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 13:53
            Rozumiem, że rozmowa z sąsiadem nie wchodzi w grę?
            • evolventa Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 14:04
              właśnie się zastanawiam. Bo od pierwszego rzutu oka widać, że jest uciążliwy, więc jak nic z tym nie robi, to wyjścia są dwa: albo głupek, albo buc. A w takim układzie, czy rozmowa ma sens?
              • alam.kota Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:36
                W takim układzie jeśli od razu nie "obsikasz swojego terenu" to on ci go zawłaszczy. Im szybciej zareagujesz tym mniej się przyzwyczai że może. Jakbym przez te auta porysowała swoje to od razu bym poszła do niego na pogadankę.
    • koronka2012 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 14:16
      Nie rozumiem po co zamykać okno, skoro prościej zwrócić uwagę.

      Nie mam z tym problemu, wychodzę i uprzejmie mówię, ze nie mam ciekawości słuchania o cudzej pracy czy teściowej (w zależności o czym jest rozmowa). Pomaga bezbłędnie, ludzie zazwyczaj niekoniecznie chcą się afiszować ze swoimi sprawami, najwyraźniej umyka im, że ich rozmowa jest doskonale słyszalna dla sąsiadów.
      • leokadia35 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 14:30
        Bylam niedawno na polu namiotowym, ludzie 30+ małe dzieci w przyczepie a oni przed do 3 .00 ''hihihi hahaha'' imprezka jak trza. Na prosbe o cisze wielkie oczy i tekst : ,,no przecież to pole namiotowe jest,,
      • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 14:53
        koronka2012 napisała:

        > Nie rozumiem po co zamykać okno, skoro prościej zwrócić uwagę.
        >
        > Nie mam z tym problemu, wychodzę i uprzejmie mówię, ze nie mam ciekawości słuchania o cudzej pracy czy teściowej (w zależności o czym jest rozmowa). ...
        ludzie zazwyczaj niekoniecznie chcą się afiszować ze swoimi sprawami,najwyraźniej umyka im, że ich rozmowa jest doskonale słyszalna dla sąsiadów.


        Zupełnie co innego widzę każdego dnia, w miejscach publicznych. Ludzie tak głośno i tak dużo "pytlują" przez telefony o swoich prywatnych sprawach, że nie sądzę, żeby uważali, że skoro głośno pytlują na swoim balkonie, to się do prośby dostosują. Na pewno są ludzie, którzy nie zdają sobie sprawy, że wszyscy wkoło słyszą co mówią przez telefon, ale to jest zdecydowana mniejszość. Wydaje mi się, że wielu ludzi specjalnie głośno i dużo pytluje przez tel. w miejscach publicznych, żeby wszyscy wkoło wiedzieli, jakie oni mają ważne sprawy w swoim życiu, jakie ich życie jest fascynujące. Wszyscy wkoło mają buzie otwierać z podziwu i z wrażenia, a tymczasem przymusowi słuchacze, nie wiedzą czasami gdzie spojrzeć z zażenowania, takie rzeczy pytlarz głośno komunikuje wszystkim wkoło rozmawiając przez telef. Pytlarz zażenowany nie jest absolutnie, wręcz często odnoszę wrażenie, że się popisuje swoją głośną rozmową. W ogóle nie przyjmują do wiadomości, że ich ważne sprawy, są ważne tylko dla nich, a nie dla "przymusowej"publiczności. Ludzi, którzy cicho rozmawiają przez tel. w miejscach publicznych, zdarza mi się spotkać rzadko, zwłaszcza w komunikacji miejskiej.
        • koronka2012 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 19:53
          Eee, na moich sąsiadów działa. Kiedyś piętro wyżej wynajmowała mieszkanie jakaś laska, która upodobała sobie rozmowy telefoniczne na balkonie z przyjaciółką - po 12 w nocy zwierzała się z jakichś związkowych perypetii.
          Wystarczyło powiedzieć, że cała okolica słyszy o jej nieudanych randkach tongue_out
        • mae224 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:59
          nic nie przebije rozmowy tel. z terapeutą, prowadzonej z pociągu pełnego ludzi.
          • alam.kota Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:37
            może to była rozmowa ratująca życie smile
            • iberka Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 00:43
              terapeuta namówił ją/jego do wejścia zamiast do skoku pod pociąg wink
      • memphis90 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 13:39
        No u mnie fizycznie wyjść i powiedzieć się nie da, wszyscy sąsiadujemy ogrodkami, jeden od drugiego ogrodzony pergolą czy innym wysokim płotem - siłą rzeczy zostaje wołanie w niebo wink Sąsiadowi bezpośredniemu oczywiście powiedziałabym "Janusz, no bądźże ciszej i pozdrów mamusię przy okazji"
    • issa-a Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 14:54
      nie rozumiem tego zjawiska - prowadzenia rozmów telefonicznych na zewnatrz, co jest nagminnym zjawiskiem. U mnie jest kilkoro sąsiadów z takimi upodobaniami.
      Kiedys przyjechala do mnie kuzynka, z daleka - nie wiem, czy to znaczenie, i w pewnym momencie wychodzi na balkon, żeby z kims pogadac przez telefon.
      Pytam ; po co wychodzisz na balkon?
      ona; żeby wam nie przeszkadzać.
      Nosz kurka, to ona nie chce żebysmy byli swiadkami jej rozmowy ale nie przeszkadza jej, że słyszy ją kilkadziesiat osób mieszkajacych obok? Przy czym, nie mieszkam w kawalerce, jest kilka pomieszczeń a do kazdego drzwi otwarte.
      Razu pewnego sąsiedzi zrobili impreze. No i ok, wolno. Okolo północy sasiadka, w wieku menopauzalnym, wyszla z psiapsióła na balkon, na nocne Polakow rozmowy. Ich balkon jest tuż obok mojego balkonu, przy mojej sypialni,
      No i słyszę dokladnie wszystko, jakie to ona ma klopoty z mężem itd itp az w którymś momencie sasiadka mowi, ze ma klopoty ze snem i "nie moze spać". Wtedy wstałam, podeszłam do drzwi i mowię "ja też nie mogę spać bo cały czas ktos za moim oknem nawija" i dalej cos tam cos tam. Wiecej juz nocnych imprez balkonowych nie robi.
      Moim zdaniem, ludzie nie mają wyobraźni po prostu. Oni nawet nie robia tego specjalnie (chyba) tylko tak zwyczajnie, z głupoty. Czyli wyrosły nam całe rzesze idiotów. Czyz nie o to chodziło?
      • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 15:04
        issa-a napisała:


        > Moim zdaniem, ludzie nie mają wyobraźni po prostu. Oni nawet nie robia tego specjalnie (chyba) tylko tak zwyczajnie, z głupoty. Czyli wyrosły nam całe rzesze idiotów. Czyz nie o to chodziło?


        A mnie się wydaje, że "moda" na głośne telefoniczne rozmowy, nastała wraz z rozwojem tel. komórkowych.
        W PRL-u takiego zjawiska nie było, bo raz, że mało kto miał telefon, a dwa komórek nie było, a trudno było telefon stacjonarny na kablu, wlec na balkon.
        Na początku tel komórkowy były bardzo drogie, więc rozmowami w publicznych miejscach, trzeba się było popisać/pochwalić, że się taki tel. ma. A teraz, kiedy praktycznie wszyscy mają, to wszyscy pytlują, bo jeden drugiemu pokazuje, że tak jest git. Tylko, że jest część ludzi (mniejsza), którym takie głośne rozmowy przeszkadzają, i nie wszyscy są ciekawi "cudzego, prywatnego życia".
        • snakelilith Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 15:29
          asia-loi napisała:

          > A teraz, kiedy p
          > raktycznie wszyscy mają, to wszyscy pytlują, bo jeden drugiemu pokazuje, że tak
          > jest git. Tylko, że jest część ludzi (mniejsza), którym takie głośne rozmowy p
          > rzeszkadzają, i nie wszyscy są ciekawi "cudzego, prywatnego życia".
          >

          W Niemczech to zjawisko robi się powoli obciachem. Jeszcze niedawno można było być świadkiem mocno interesujących rozmów typu" siedzę właśnie w tramwaju, zaraz dojadę do przystanku X i wskoczę do Lidla po mielonkę, a ty co robisz?", dzisiaj już coraz rzadziej. Po prostu coraz więcej ludzi dostrzegło, że jak robi to każdy, to staje się to śmieszne. Ludzie mniej rozmawiają, więcej stukają w telefon, a jeżeli rozmawiają, to sporo ciszej. W wielu miejscach jest całkowity zakaz komórki, są strefy ciszy w pociągach i coraz rzadziej słychać dzwonek telefonu. Większość ma włączoną tylko wibrację. Pracuję z klientami i dziś rzadko się zdarza, że komuś dzwoni komórka, jakieś 5 lat temu, było to nagminne. Zniknęły nareszcie te durne melodyjki na każdym kroku. A na plakatach w mieście pokazują się ostatnio hasła nawołujące do ostrożnego obchodzenia się z nowymi mediami i strzeżenia swojej prywatności, dotyczące bardziej facebooka i podobnych platform społecznościowych, ale dla wielu także prywatne rozmowy przez telefon należą do tej działki. To pewna zmiana obyczajów i ten kierunek mi się podoba.
          • issa-a Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:26
            >To pewna zmiana obyczajów i ten kierunek mi się podoba.

            znaczy...jest jakas nadzieja.
          • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:26
            Dokładnie to samo widzę tutaj. Oraz - tu wyjdzie ze mnie mała rasistka wink - co charakterystyczne, głośne rozmowy przez telefon w miejscach publicznych, wręcz przez głośnomówiący, widzę raczej tylko w wykonaniu imigrantów. To samo z puszczaniem muzyki z komórki na głos. I fakt, coraz więcej ludzi - w tym od dość dawna już ja - ma wyciszony dzwonek.
            Nie ma chyba nic gorszego, niż wysłuchiwanie cudzych prywatnych rozmów. Czytałam też kiedyś o tym, dlaczego słuchanie czyjejś rozmowy przez telefon tak bardzo męczy i drażni. Podobno to dlatego, że nasz mózg, nawet jeśli staramy się nie słuchać, pracuje i próbuje sobie dopowiedzieć tę nie słyszaną część rozmowy.
      • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:00
        Dokładnie. Mój gość to samo. Właśnie chyba po raz pierwszy miałam okazję dostrzec, jak bardzo takie zachowania są nie na miejscu, bo tu gdzie mieszkam nikt tak nie robi.
      • alam.kota Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:30
        nowi sąsiedzi w bloku, tacy tuż po studiach- podczas imprezy w mieszkaniu mieli zwyczaj wychodzić na korytarz by gadać przez telefon. Normalnie jakbym się do akademika wróciła. A akurat akustyka z korytarza była taka że wszystko było słychać gdy łazili mi pod drzwiami z telefonem. Na szczęście po jednej uwadze załapali, teraz są bardzo spokojnymi sąsiadami.
      • mebloscianka_dziadka_franka Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 09:21
        Możliwe, że jest to związane z zasięgiem. U mnie przez pewien czas w ogóle nie dało się rozmawiać w mieszkaniu przez telefon, bo co chwilę przerywało. Po prostu musiałam wyjść na balkon, inaczej nie byłabym w stanie przeprowadzić w ogóle rozmowy. Teraz jest lepiej, ale i tak są takie dni, że trzeba chociaż do okna podejść, bo tam najlepiej słychać. Nie wiem od czego to zależy.
        • beata985 Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 14:37
          też całkiem możliwe, moja mama, że by pogadać musi wyjsć z domu..porażka....
        • chicarica Re: A mój sąsiad... 07.08.17, 14:51
          Sądząc po tym, jak niektórzy się drą, to oni nie tylko zasięgu do tego nie potrzebują, ale wręcz i telefonu. Słychać ich chyba w sąsiednim województwie.
    • princesswhitewolf Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:05
      >"panie, bierz te 140m2, a szczegóły oferty dogadacie jutro - czy może czekasz na poradę reszty sąsiadów???

      smile)))))))))))))) memphis smile))))))))))))))
    • princesswhitewolf Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:09
      Zjawisko nie tylko polskie.
      Mialam sasiada ktory mial kochanke i wychodzil na dwor na ulice noca by z nia pogadac i ponarzekac na zone. Zona o kochance nic nie wiedziala a wszystkie sasiadki tak po z jakiegos powodu uwielbial chodzic pare domow dalej by zona nie slyszala tuz pod moje okno. Noc w noc ok 23 -24 musialam wysluchiwac bzdur jak mu ciezko bo ona mu kaze to i to i zle. Polowa albo wiecej z tego to byla czysta fikcja oczywiscie bo to len smierdzacy wylegujacy sie ciagle w ogrodzie byl z piwkiem w lapie. A skip ktory zamowili stal ROK przed ich domem pelen ( tak ciezko zadzwonic aby wywiezli?)
      Tez juz nie moglam wytrzymac ale radosc moja byla niezmierna jak zobaczylam napis ze sprzedaja dom. Wyniesli sie. Oh co a ulga
      • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 16:28
        To trochę jak mój sąsiad z Polski, który zawsze szedł wyrzucić śmieci i wyprowadzić psa z komórką w łapie, bo przy okazji obdzwaniał kochankę. Na szczęście akurat rozmowy odbywały się nie pod moim oknem, bo chyba bym do żony podkablowała, żeby się tego dziada pozbyć.
      • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:29
        Skąd wiedziałaś, że nadaje na żonę do kochanki, a nie do kumpla albo swojej mamusi?
        • princesswhitewolf Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 23:31
          honey i sweety sie nie mowi do kumpla ( chyba ze to geje) i nie obiecuje sie ze zalatwia sprawy ze wprowadzka i nie opowiada o sie o seksie jaki to mieli. Ja naprawde sluchalam tego wiele miesiecy... Jeszcze debil ma gleboki bas. Iles domow go slyszalo. Tepaki mysla ze jak nie ma nikogo na ulicy i noc to nikt nie slyszy. W nocy slychac bardziej niz w dzien bo ludzie w lozkach leza i maja otwarte okna.
    • aj.riszka Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 17:37
      Pan sąsiad widocznie chciał zaimponować (tematem dyskusji) sąsiadom... co zrobić... wink
      A, że wyszło słabo... uncertain
    • volta2 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 19:44
      mieszkam w bloku i mam ciszę i spokój (nie mamy żadnej drogi pod oknami)

      ale raz do roku jeździmy na działkę do teściów - koszmarny sąsiad od 15 lat robi wieczny remocik, krajzega, piła mechaniczna, kosiarka nie milkną nawet w niedzielę - pewnie jest z frakcji jemstki że robi co trzeba kiedy mu trzeba i nie ma potrzeby czekania do poniedziałku. no i jeszcze na deser jazgoczący piesio. nie wiem czy od 15 lat ten sam egzemplarz ale na pewno ten sam styl jazgotu prezentuje.

      gdyby to była moja działka, zapewne bym się z państwem próbowała jakoś rozprawić, ale że tylko tam bywam raz na jakiś czas to mi się nie chce. (teraz rekordowo długo - cały tydzień)

      z ulgą dziś wróciłam do domu, do miasta
    • mae224 Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 21:56
      Miałam kiedyś sąsiada drzwi w drzwi, balkon w balkon, w gorące letnie weekendy (za dnia) przy otwartym oknie słchać było, co robi z paniami, które zaprasza (żona pracowała jako przewodnik i akurat była poza domem) . No. A potem na balkonie wisiała wietrzona pościel.
    • alam.kota Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:23
      Ale czemu nie wyszłaś i nie poprosiłaś by był ciszej bo już późno i ludzie śpią?
      • asia-loi Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:30
        alam.kota napisał(a):

        > Ale czemu nie wyszłaś i nie poprosiłaś by był ciszej bo już późno i ludzie śpią
        > ?


        Bo to się takie łatwe i proste wydaje pisząc na forum. W realu wcale tak łatwo nie zwraca się ludziom uwagi, bo wielu reaguje obrazą, a wielu też ma prośby w nosie.
        Poza tym nikt nie chce sobie robić wrogów z sąsiadów. Każdy myśli: wytrzymam ten jeden raz, wytrzymam jeszcze trochę.
        • alam.kota Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:33
          E, ja bym zwróciła mu uwagę jeśli był aż tak męczący, kilka razy zwracałam sąsiadom i z daleka mi dzień dobry teraz mówią tongue_out
        • chicarica Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 23:36
          Dokładnie. Oraz często człowiek jest w piżamie lub bez, trzeba by się ubierać, iść, wykłócać, sąsiad i tak powie że się czepiasz... Ja tam wolę szwedzki system. Higieniczniej i zdrowiej.
          • kaz_nodzieja Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 08:58
            Polecam książkę o tym wspaniałmy kraju. Nomen-omen właśnie "Higieniści". Miłej lektury.
    • jollyvonne Re: A mój sąsiad... 05.08.17, 22:53
      Twoj sasiad tez na wsi mieszka, i moze sobie u siebie drzec ryja ile chce, sasiadom z bloku nie przeszkadza wink

      Ja mieszkalam w bloku wiekszosc zycia, nigdy nie mialam uciazliwych sasiadow. Teraz mieszkam w domu jednorodzinnym (wolnostojacym) i jak sasiedzi po drugiej stronie ulicy wlacza stereo, to u mnie sie kurz na polkach przesuwa w rytm muzyki wink
      • memphis90 Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 13:48
        A nie, a nie- on już w mieście mieszka (i w dodatku my się upieramy, że to ichniejsze to blok, a developer - że nie blok- na bloki nie było zgody w planach zagospodarowania) smile Na linii płotow przebiega granica między naszą wsią a ich miasteczkiem. Dzieciaki strasznie to bawi "mamo, możemy iść do sąsiedniej miejscowości po piłkę", "mamo, możemy iść na plac zabaw do X?"
        • szarsz Re: A mój sąsiad... 06.08.17, 13:56
          Ano widzisz, wyszło szydlo z worka. Czepiasz się faceta z innego miasta, że sobie przez telefon czasem pogada? smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka