Drogie ematki jaką macie strategię przeprosinową? Tzn. nie jak wy przepraszacie, tylko jak lubicie/chcecie być przepraszane?
Wystarczy mężowskie przepraszam, czy oczekujecie kwiatów i prezentów? A może odczekujecie jakiś czas zanim łaskawie się zgodzicie na kontakt? Tak pytam, bo zastanawiam się, czy po małżeńskiej sprzeczce nie "poddałam" się za szybko

Może trzeba było męża przetrzymać w obrażeniu? Tylko, że ja nie lubię konfliktów, wynerwiłam się w młodości, teraz jestem już pokojowa, a mąż z tych fochmenow niestety. Najpierw się pokłóci, potem ciche godziny, rzadziej 1 dzień. I tak sobie czasem czytam np. w różnych wywiadach z aktorami, jak to sposobem na kłótnie jest przyniesienie żonie kwiatów.