W robocie marnie, w domu bałagan, chciałabym psa, a nie mogę, zdeformowana szkoła przed nami, idzie jesień. Znowy przyjdzie Nowy Rok. Wszystko nie tak. Najchętniej bym się zagrzebała w kupie liści i zasnęła. I odgrzebała na wiosnę. Albo po wyborach, które wrócą normalność w miejsce obłędu.
Ktoś jeszcze tak ma?
Pocieszenie mile widziane