default
08.09.17, 14:57
Zamowilam w kwiaciarni wiazanke. Majac na mysli plasko ulozony bukiet do polozenia na grobie. O czym tez powiedzialam: "Chce niewielka wiazanke, taka do polozenia na grobie, dosc skromna". Pani spytala czy to na pogrzeb. Mowie ze tak, ale to w sumie nie ma znaczenia, ma byc nieduza wiazanka i tyle. Ustalilysmy rodzaj kwiatow i cene: do 100 zl, plus- minus 10 zl.
Po czym przychodze po odbior i zastaje potwornej wielkosci kompozycje na stelazu (ponad metr dlugie, szerokie i wysokie na co najmnie 50-60 cm). Zbaranialam. Odmowilam przyjecia, mowiac ze nie to zamawialam i nie za tyle: 180 zl). Na co pani z pretensja stwierdzila: " to trzeba bylo mowic, ze chce pani bukiet. Wiazanka to jest wlasnie to" i byla zdziwiona dlaczego nie biore i co ona teraz z tym zrobi.
Kuswa, dla mnie bukiet i wiazanka to jest to samo, skad mam wiedziec jak panie florystki sobie to nazywaja fachowo. I skoro mowie o skromnej wiazance to nie chodzi mi o przenosny klomb parkowy.
Stanelo na tym za pani rozmontowala czesciowo klomb i zrobila mi ten "bukiet" z odzyskanych kwiatow, zaplacilam tyle na ile sie umawialam - 110 zl.
A pani florystka byla ciezko obrazona, ze ja nie rozumiem oczywistej roznicy miedzy bukietem a wiazanka.....