Taka mnie rozkminka dopadła mimo ze liceum skończyłam w pierwszych latach XXI wieku, a dziecko mam bardzo małe wiec jeszcze nie czas na takie rozważania

Ale ok, chodzi mi o to, ze...
Porównuje system polski z angielskim i dla mnie oba są skrajnościami i obu mam coś do zarzucenia pod tym względem. Zakładamy, ze mówimy o nastolatku, który sie uczy i uczyć się chce, planuje zdać maturę, iść na studia i zakończyć edukacje przynajmniej na poziomie magisterium. W UK nie podoba mi się (zbyt) wczesny wiek inicjacji szkolnej a tym samym zakończenia odpowiednika naszego liceum w wieku 16 lat. Wiem, ze ten nasz przykładowy młodzieniec naukę będzie kontynuował, ale to już nie będzie ustalony z góry system szkolny z lekcjami, dzwonkiem, planem zajęć czyli lekcje plus wszystko inne - basen, kino, wycieczki. No i zaangażowaniem rodziców, którzy o wszystkim związanym ze szkoła muszą wiedzieć i chodzą na zebrania. Wydaje mi się, ze 16-latek powinien być jeszcze częścią tego systemu.
Za to w Polsce znowu przegięcie w druga stronę. Gdy jeszcze weźmiemy pod uwagę urodzonego w styczniu ucznia technikum, to mamy sytuacje, gdy 20-latek(!) jest wciąż w wyżej wymienionym systemie, ściganym za wyjście poza teren szkoły na przerwie czy palenie papierosów.
A jakie jest wasze zdanie emamy? Jaki byłby idealny system edukacyjny dostosowany do wieku "dziecka"?