Mam romans. To fakt. Ale nie, nie mam meza, a romans rozumiem jako relacje seksualno-partnerską.
Romans jest urywany, spotykamy sie moze 2 razy w miesiącu, teraz to prawie wcale.
Problem w tym, ze to nie jest materiał na związek.
(Nieeee, on nie ma zony, dzieci i kredytu...).
Problem tkwi w jego..
problemach psychicznych. Polegają one na wyautowaniu. Tak mozna je nazwac.. no przez miesiac jest ok, przyjeżdża, chodzimy, jemy, zyjemy, potem gadamy, dzwonimy, gdy wyjezdza i bac- zapaśc!
(nie, nie chodzi o żonę, która musi się zając).
Wylacza telefon albo nie wylacza, ale jest nieobecny. Jest nie na miejscu. Jest jakby go nie bylo. Raz ''odwiedziłam'' go w ''tym'' stanie i to nie on. Wrak siebie. Zlauje, ze go takim zobaczylam, a ostrzegał mnie.
(nie, nie jest narkomanem na detoksie..).
Chwyta go psychoza. Wyglada strasznie - zarośnięty, nieumyty, glodny, brudny... BEZ KONTAKTU. Nie ma porozumienia. Nie jest mną wtedy zainteresowany. On to nazywa
ch o r o o w a n i em. Prosi bym przeczekala, wtedy mowie mu, ze to zdarza sie za często, ze na te dwa lata znajomosci, to on polowe przechorował
Ale przeciez sa te magiczne chwile, gdy jest kimś innym. Gdy jest zdrowy. Wtedy jest tak dobrze. Przez ten rok leczył sie farmakologicznie, zagranicą. Tam, gdzie pewne rzeczy są legalne i mogą pomoc. Niestety efekt byl połowiczny, dalej sie zapadał, ale tak jakby ''na wpol''. Ma stwierdzoną konkretna jednostkę chorobową. Nie jest uleczalna. Nie ma leku.
Gdy to mija to jest naprawdę dobrze. I w tym dobrze sie zakochałam. To uczucie pozwala mi przeczekiwać i nie kontaktować sie, nie patrzec nawet w jego stronę. Problem w tym, że nawet jesli ograniczyłabym to do seksu, to nie umiałabym sie nie angażować. I chce z tym skończyć.
Nie widziałam go miesiąc, bez kontaktu jesteśmy 10 dni. (tak, liczę dni). Zajęłam sie wieloma rzeczami, ale widzę po sobie, że wciąz czekam na przełom, az da znac, az powie: koniec, jestem.
(nie, nie wpada w cug alkoholowy, problem jest neurologiczny)
Jak to poprowadzić - kontynuować? Czekać? Odciąć sie. Być wtedy, gdy on jest ''gotowy''?
Nie moge tak dalej, to mnie zjada.