ophelia78
31.10.17, 11:14
Po przeczytaniu artykułu na wyborczej o pogrzebie motocyklistki, która zginęła w Szczecinie...
osierociła 10letnie dziecko. w komentarzach wiele głosów, że jak się ma dziecko, to z takich ekstremalnych rozrywek trzeba zrezygnować; że motor kochała bardziej niż dziecko...
Cóz, mimo wielkiego współczucie dla rodziny, trudno mi się z tym nie zgodzić. Sory, jak się jest rodzicem, to spadochrony, motory i inne paralotnie należy sobie darować. Albo nie mieć dzieci. Sory, ale rodzic ma zas.rany obowiązek dbać o swoje bezpieczeństwo, żeby dziecko bez sensu nie stało się sierotą.
Owszem można zginąć pośliznąwszy się na klatce schodowej. Albo dostać w łeb doniczką, którą wiatr strącił komuś z parapetu. Ale to jednak wypadek na którym nie mamy wpływu. Albo zginąć w pracy jak się jest marynarzem/górnikiem/policjantem. Alez wykły wypadek czy praca jednak coś innego niż ekstremalne hobby, którego uprawianie jednak nie jest obowiązkowe...
nigdy nie mogłam pojać jak można zachowywać się np. jak Martyna Wojciechowska - kobieta ma córkę, a szlaja się po mało bezpiecznych zakątkach świata. dodatkowo jej córka nie ma ojca (zmarł), więc jakby MW coś się stało, to córka zostaje kompletnie sama. Co nią kieruje...? jesli bycie dziennikarzem włóczącym się po świecie jest takie ważne, to po kij jej ta córka...?
naprawdę nie kumam tego...
Sama odkąd mam dziecko, bardziej boje się również o siebie (bo że o dziecko to wiadomo...) - nie ze ja jako ja sie rozchoruję, czy że coś mi się stanie. Ale właśnie, ze dziecko straci matkę... albo że będzie żyło w horrorze typu rodzic przykuty do łóżka.