irmaaa
25.12.17, 06:56
Na wigilię zapraszam teściów. Są nieznośni, ale nie maja nikogo poza nami.Wiele razy zachowali się brzydko w stosunku do mnie, nie fair, buraczanie. Na przeprosiny nie mogę liczyć, ponieważ oni nie widzą niestosowności w swoim zachowaniu. Co gorsza- mój mąż też. Przewrażliwiona jestem i tyle- zdaniem męża. Ograniczyłam kontakty z nimi na tyle, ile się dało, ale są takie dni, jak wigilia, kiedy czuję się za nich odpowiedzialna.Nie chcę,żeby się czuli samotni.
Wczoraj było jak zwykle. Najpierw teść nas poustawiał: gdzie macie to, dlaczego nie jest tak itp. Teściowa wystartowała z radami, bo ona zawsze wszystko wie najlepiej. Nie jestem już młodą mężatką, ani zagubioną życiowo niedołęgą. Życie zawodowe i rodzinne mam dobrze zorganizowane.Puszczam mimo uszu. Cały wieczór zdominowany przez teściową, która prze kilka godzin tonem awanturnicy obsmarowuje innych: począwszy od znajomych, sąsiadów, skończywszy na ludziach, których nie zna.Przemawia z pozycji wszystko wiedzącej, lepszej. Męża nie ma dla nas. Wtóruje swojej mamusi. Kiedy zaczynają mi się już flaki wywracać i mówię, że niefajnie tak o ludziach, że ja to widzę inaczej, mąż natychmiast staje po strony swojej mamy. Wczoraj już odeszłam od stołu, poszłam oglądać film z dziećmi.Za każdym razem tak jest. Kolejna wigilia do d. W takich momentach widzę,że nie mam męża. Jest tyklo synuś swojej mamusi. Mamusia siedzi w jego mózgu. Już nie widzę sensu tlumaczyć mu,że źle mi z tym, bo chłop tego nie umie zrozumieć. Walnęłabym wszystkim, ale nie chcę dzieciom psuć świąt.