Dodaj do ulubionych

Moje lęki pracowo-życiowe

06.02.18, 22:58
Niby nie na marginesie wątku o Isabel, która nie chciała się zająć czymkolwiek i niby nie na marginesie czegokolwiek... Uprasza się zwłaszcza triss, starczy_tego czy mapt o konstruktywne (!) wnioski.

Od czasu do czasu pojawiają się wątki o ekwilibrystyce dnia codziennego, kto dziecko zawiezie, kto posiedzi z chorym, kto pójdzie z nim do lekarza, a co w ferie, jak ogarnąć zakupy (och, zamykają centra w niedzielę!).

Ponieważ wielu osobom tutaj kością w gardle stoi "niepracowanie" innych to przedstawiam listę moich lęków, które w kontekście propozycji pracy - szczytne cele, ale słaba kasa, co też nie rzutuje na wyciszenie lęków - nabrały na sile. Możecie dopisać własne. Możecie dopisać rady.

Boję się:
- zarżnięcia. Tego najbardziej. Padania na pysk, niemania czasu i siły dla dziecka. Haseł w stylu: przepraszam, muszę się położyć, nie mam siły zrobić obiadokolacji, weź sobie coś z lodówki/szafki / przepraszam, powiesz pani w szkole, że matka była zmęczona i nie miała siły na pomoc w lekcjach PS. Tak, leci mi czwarty krzyżyk (a może piąty???).
- proszenia się. Przepraszam, ale dziś mam umówioną wizytę u lekarza (czekałam x miesięcy do roku - tak, mam taką miejscówkę) / przepraszam, dziecko mi się rozchorowało / przepraszam, opiekunka nawaliła, muszę zaprowadzić dziecko na zajęcia / przepraszam, zbliżają się ferie/wakacje... - ja nawet umowy o pracę nie oczekuję z tego powodu!
- niespełnienia oczekiwań. Jednym z tricków życia bez pracy jest wolność: ubiór, makijaż, włosy, manikiury. Naprawdę, można wyluzować i sporo zaoszczędzićwink. Ale gdy się idzie do ludzi...
- jedzenia byle czego. Nie ukrywam, że ostatnio zafascynowana jestem zjawiskiem gotowego żarcia, wszędobylskie Uber Eat, powiększające się działy "Food to go" w supermarketach. Żeby jeszcze większość jakoś jadalna była...
Punkty 2-4 silnie są powiązane z kasą - czy naprawdę, żeby pracować trzeba w to aż tyle inwestować? Jaka jest granica opłacalności?
- braku czasu dla siebie. Na książkę, na kino, na to co zawsze sprawiało, że nawet jak nastrój mi siadał to znajdowałam coś od czego można się odbić. Nie wiem czy mogę różne rzeczy robić sprawniej - jest taka legenda miejska o zadbanych kobietach, które im bardziej są zajęte tym lepiej wyglądają. Ale jest też (wielko)miejska rzeczywistość - jak się rozejrzeć to jednak sporo kobiet jest zwyczajnie zmęczonych i goniących w piętkę.

W kontekście zadania: jesteście Wy - i tylko Wy. Żadnych ojców dziecka, starych/nowych facetów, rodziców na emeryturze.
Lecimy big_grin
Obserwuj wątek
    • bi_scotti Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:09
      Jestes independently wealthy? Jak jestes, to zero dylematow - pracowac nie musisz, nie musisz nawet chciec pracowac big_grin A jesli nie jestes, no to masz problem wink Life.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:38
        Bi_scotti, nie rób tego ematkom! Jestem pasożytem nie na własne życzenie. Taki psikus. MUSZĘ gdzieś pracować!
        • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:55
          zaraz... danaide.... to ty nie pracujesz do tego wszystkiego?

          Sluchaj to moze zamienmy sie przez 24 godz i zmienisz zdanie.
          • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:57
            zreszta co tam... juz mnie nic nie zdziwi. Znam jedna pseudosamotna matke 5 latka na zasilkach w UK ktora tez mi gada jak to nie ma czasu i jak jej ciezko lol. Ludzie sa pocieszni
            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:37
              Chciałam zaznaczyć, że ja nie opowiadam jak mi ciężko. Jest mi... tak jak wielu osobom bym życzyła. Bywają bardziej gorące okresy/dni, ale w sumie spokojnie. Jednak nie udzielam się raczej w wątkach o torebkach (jest taka jedna, ale po co mi, skoro plecak daje tyle wolności), zabiegach kosmetycznych, porządnych hotelach czy szaleństwach na alliexpress czy jak to się tam zowie. Coś za coś. Więc może nie każdy by sobie czegoś takiego życzył.
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:59
            Do jakiego wszystkiego?
            • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:02
              no tym wszystkim jest opis strasznego ciezaru jaki dzwigasz... a potem sie okazuje ze dokladnie w tej samej sytuacji jestes co kazda inna ematka tylko masz ok 9 godz wiecej w ciagu dnia bo nie pracujesz ( jak zrozumialam z powyzszej wypowiedzi ale popraw mnie jesli blednie) no i masz normalnego meza. Koffana luksus a nie zycie.
              • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:04
                princesswhitewolf napisała:

                > no tym wszystkim jest opis strasznego ciezaru jaki dzwigasz...

                a słyszałaś o takim zjawisku, jak lęki nerwicowe?
                • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:06
                  jesli to tak to trzeba z tym do specjalisty koniecznie. Bo nie jest to nerwica sytuacyjna.
                  • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:10
                    Mam. Po pewnym kontrowersyjnym wątku sprzed pół roku podziękowałam mojemu psychologowi i trafiłam w samo sedno, podejrzewam, że bardzo dobrze. Ale przede mną minimum rok pracy.
                    • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:15
                      jestem pewna ze co 4ty psycholog to pie.... Ale 3 jest niezlych,
                      Odnosze wrazenie ze za szybko sie zrazasz. Zycie to nieustanne proby. Za 12 razem trafi sie dobry, a za 20ta i dobra praca na wiele latuncertain =>do skutku trza. I nie przezywac za dlugo jakichs niepowodzen, nie chowac sie. Pamietaj maksyme princess: Psy szczekaja, a ty karawana jedziesz dalej.
                      • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:16
                        princesswhitewolf napisała:

                        > jestem pewna ze co 4ty psycholog to pie...

                        Ja bym tę liczbę stanowczo zwiększyła - raczej 3 na 4.
                        • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:24
                          mozliwe ze i tak
              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:08
                A skąd Ty mi tego męża wytrzasnęłaś?
                • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:13
                  a ja nie znam twojej sytuacji. Jesli meza brak i pracy brak to przemysl jakas fuche w domu malostresujaca. z czegos musisz zyc.
              • przystanek_tramwajowy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 07:21
                Ona nie ma męża, tym bardziej normalnego. Utrzymuje się z alimentów na córkę, którą ma z obcokrajowcem (wyjechał z Polski) oraz kieszonowego od bogatych rodziców. Mieszka u tychże rodziców. Czyli osoba kompletnie niedojrzała.
                • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:44
                  Jak to człowiek se zgrabnie z różnych wypowiedzi mota rzeczywistość alternatywną... Niektórzy, panie, nadal jak słyszą zagramanica to im się takie dolary w oczach przewijają jak jednej kaczce z bajki. Wysokość alimentów powtarzana co wątek, ale co tam, panie, 1000 zł na hajlajf w wawie, nie takie cuda, panie, widzieli. Kieszonkowe, powiadacie... A mieszkać w czyimś mieszkaniu to przeca zawsze na kupie, musowo. Bo jak to, że niby ktoś ma więcej niż jedno mieszkanie? Złodziej na pewno albo i gorzej...

                  Tobie często przystanek odjeżdża, a Ty jeździsz wraz z nim.
                  • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:59
                    A z drugiej strony jak ci rodzice mieszkania na start nie dali to patologia jesteś, zaniedbane dziecko.
                    • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:03
                      Nie idź tą drogą, jem... big_grin
                      • claudel6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:30
                        no ale co, z tego 1000 się utrzymujesz z dzieckiem?
                        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:39
                          Przepraszam, ale zrób research. Wklep danaide 1000. Może z całości pozbierasz elementy.
                          Pytanie na miarę tego, które usłyszała Sharon Stone. Odpowiedź jest chyba oczywista.
                  • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:38
                    to ze mieszkasz w Europie zachodniej wiele zmienia danaide. A to dlatego ze w Polsce jest duzo ciezej o wszelakie prace i przyzwoita place a juz w Europie zachodniej NIE, i praca na pol etatu tez nie jest ciezka do znalezienia. Same zasilki i dotacje mieszkaniowe pozwalaja na wygodne zycie. Wybacz ale mieszkam poza Polska od 1996r i wiem co mowie na ten temat
                    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:48
                      Hi hi. Danaide mieszka w Polsce, miała tylko faceta obcokrajowca big_grin.
          • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:03
            Sluchaj to moze zamienmy sie przez 24 godz i zmienisz zdanie.

            A tu zonk, bo prawdopodobnie chodzi o lęki nerwicowe i zdanie zmieniłabyś ty. tongue_out

            To nie jest tak, jak sobie wyobrażasz, że leży sobie baba i pachnie, a czasem się czegoś z lekka poboi jak każdy człowiek.

            Piszę to jako osoba, która nie znosi danaide.
            • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:08
              a ja nie mam stosunku osobistego do danaide zlego. Jak z wiekszoscia czasem sie zgadzam a czasem nie. I jesli to nerwica to z tym trza na terapie. Ludziom z zaburzeniami psychicznymi rente bym przyznawala jakby to ode mnie zalezalo i darmowe obiadki i sesje popoludniowe dla ich dzieci.
              • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:15
                Ludziom z zaburzeniami psychicznymi rente bym przyznawala jakby to ode mnie zalezalo

                Ja mam zły stosunek ze względu na wpisy pod moim adresem. Za ofertę renty dziękuję tongue_out, a ile?

                Przydałaby się też grupa wsparcia, bo w Warszawie nie ma ani jednej, a np. AA od metra.


                Najwyraźniej zainteresowanie społeczeństwa źle funkcjonującym obywatelem jest wprost proporcjonalne do szkodliwości tegoż obywatela, a nie do jego problemów.

                Chyba powinnam coś zdemolować.
                • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:23
                  >Chyba powinnam coś zdemolować.

                  a cos ty, potem bedziesz musiala to sklejac.

                  Poza tym matka to istota bardzo przydatna spolecznie.
                  • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:29
                    princesswhitewolf napisała:

                    > >Chyba powinnam coś zdemolować.
                    >
                    > a cos ty, potem bedziesz musiala to sklejac.

                    Miałam na myśli raczej wiatę przystankową. tongue_out

                    Chodziło mi o choroby. Nerwicowi i depresyjni nie są przesadnie szkodliwi dla społeczeństwa, więc społeczeństwo i psychiatrzy mają ich w d... Co innego alkoholicy (albo osobnicy demolujący cudzą własność).
    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:13
      Miałam takie same lęki. Pracuję z domu od wielu lat i czuję się z tym raczej dobrze. Niejeden raz w szlafroku, żeby wyrobić się na deadline - tak, dobrodziejstwem takiej pracy jest to, że zleceniodawca nigdy mnie nie zobaczy big_grin. Nigdy nie potrzebowałam zapchać dziecka do placówki na 9 godzin, nigdy nie musiałam wieźć do szkoły/przedszkola dziecka ze zbijaną gorączką itp.
      I masz rację, żeby warto było wyjść do pracy, musi to być opłacalne - tj. musi Cię być stać na to, żeby w awaryjnej sytuacji komuś zlecić niańczenie Twojego dziecka, dowiezienie go na zajęcia, zrobienie pełnowartościowego obiadu, żeby skorzystać z usług medycznych nie na nfz w dogodnych dla Ciebie godzinach. Jeżeli kasa, którą Ci oferują, oznacza tak naprawdę pogorszenie standardu życia, nie idź w to - o ile nie masz szans poprawy sytuacji wink.
      Przeżyłam taki dylemat we wrześniu, wytrzymałam miesiąc pracując za śmieszne pieniądze, wioząc córkę do szkoły o 7 rano (była pierwsza!!!), uganiając się jak pies za własnym ogonem - a ścieżka awansu i poprawy zarobków była na tyle odległa, że sobie to podarowałam i z ulgą wróciłam do moich tłumaczeń (zresztą ta przerwa też odbiła się na zleceniach). Po południu, po pracy w obciążających psychicznie warunkach, padałam na twarz. I pomyśleć, że człowiek tyle lat głupoty studiował, żeby potem aż tak się męczyć i za taką śmieszną kasę big_grin big_grin big_grin. No kretynka ze mnie była te X lat temu...
      • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:54
        >ioząc córkę do szkoły o 7 rano (była pierwsza!!!),

        no przeciez to normalna godzina, o czym mowa? Ostatnie 2 lata wstawalam o 5:30 rano. Teraz luksus bo znalazlam odpowiednio platna prace ( jam wybredna) blisko domu i spie do 6:20
        • kk345 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:33
          I odstawiałas/odstawiasz dziecko na 7 rano do placówki? Bo to o tym pisze złababa, nie o wstawaniu...
          • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:32
            >I odstawiałas/odstawiasz dziecko na 7 rano do placówki? Bo to o tym pisze złababa, nie o wstawaniu.

            oczywiscie ze tak....jak pare milionow rodzicow w UK na tzw klub sniadaniowy...

            Wstawalam do konca grudnia o 5:30 a teraz luksus bo moge nie placic za dostawianie dziecka do Breakfast club i wstaje o 6:30. W sobote super bo do 7:30 i dopiero o 8 :30 wyjezdzamy do polskiej szkoly.
            • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:22
              princesswhitewolf napisała:

              > oczywiscie ze tak....jak pare milionow rodzicow w UK na tzw klub sniadaniowy...

              A w szkole syna majac dziecko w reception class nie moglabym odstawic do breakfast club ani do after school club bo biora dzieci dopiero od year 1.


              • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:28
                mozliwe ze u Was tak jest bo jak sie dowiedzialam nawet godziny szkoly sie roznia miedzy hrabstwami i nie jest to wszedzie 9.15-15.15. U nas sa szkolne i nie- szkolne BreakfastCluby i AfterCluby i zaczynaja sie albo od 7 albo od 7:30, roznie w zaleznosci gdzie. Biora dzieci od Reception chyba... wszedzie. Zazwyczaj sa to te same miejsca gdzie sa Pre Schools. Wyglada biznes tak:
                7-9 Breakfast Club, a o 9tej rozwoza je do szkol

                na 9 przychodza te z Pre_school i byly do 12tej ( teraz chyba do 2giej albo i 3ciej czy cos bo sie wydluzlo z 15 do 30 tyg w ramach Early Education rozszerzonego grantu)

                a potem o 15tej przywoza te na Afternoon Club ze szkol.
                • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:10
                  princesswhitewolf napisała:

                  > mozliwe ze u Was tak jest bo jak sie .
                  Wyglada biznes tak:7-9 Breakfast Club, a o 9tej rozwoza je do szkola 9 przychodza te z Pre_school i byly do 12tej
                  > a potem o 15tej przywoza te na Afternoon Club ze szkol.

                  W takiej formie u nas jest opieka tylko w niektorych przedszkolach tzw day care w formie breakfast club i/lub after school club a takze w wakcje all day, ale to one we wszystkich rejonach i wiele szkol nie obejmuje. w primary syna jest breakfast club od 8-8.45 i after school club od 15-16.30.
                  W pobliskiej innej primary nie ma ani BC ani ASC
          • zosia_1 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:09
            Ja odstawiamy na 7 do szkoły i dziecko nie jest piwrwsze
            • zosia_1 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:10
              Pierwsze
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:15
              Cóż, cieszę się smile.
        • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 06:30
          U nas lekcje na 8.15 najwcześniej. Dzieci były w szkole ok. 8, przynajmniej klasa córki. O 7, 7.10 nie było nikogo w całej szkole, może maluszki w świetlicy, ale wątpię, nie było słychać żadnych rodziców. Wstać musiałam przed 6 i czułam się jak zombie. Nie da się spać po 5, 6 godzin, a tak mi wychodziło. Musiałam codziennie przygotować się na zajęcia do mojej żenująco płatnej pracy.
          • kura17 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 07:14
            przeciez Twoja corka to juz duza dziewczynka, nie mogla sie rano sama ogarniac i chodzic do szkoly na 8?
            Tobie by to na wstawanie nie pomoglo, ale jej - tak.
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 07:27
              Ma daleko do szkoły - to nie jest szkoła rejonowa. W tej chwili przesiadka 2 autobusami. 8 kg plecaka. Ma 11 lat, nie 21 tongue_out. No i wreszcie - jechałyśmy w tę samą stronę przez dłuższy odcinek.
              • kura17 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 07:31
                no moi maja 10 i 12 lat i jakbym im powiedziala, ze bede ich do szkoly odprowadzac, to by mnie smiechem zabili. mlodszy ma blisko, starszy od 3 lat jezdzi kawalek rowerem (albo autobusem, jak sie zleni lub gdy pogoda paskudna).
                niewazne, juz tego robic nie musisz.
                • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:32
                  U mnie szkoła blisko. Testuję już samodzielne powroty czy dojścia. Ale doprowadzanie na zajęcia to trochę inna bajka. Dwa proste przejścia, ale jednak centrum, przejścia podziemne, dworce... Od kiedy, ematko?
                  • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:16
                    No fajnie, że blisko... I myślę, że forumki, które wybrały dzieciom szkoły blisko domu nie rozumieją, że po prostu nie mam serca ani odwagi wysłać 11-latki po 7 rano na 2 przesiadki autobusami. U nas i tak wszyscy przyjeżdżają, po prostu rodzice zostawiają dzieciaki na ulicy przed ogrodzeniem i jadą dalej, do pracy.
                    • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:37
                      A w Polsce matki sasiadki ze soba nie wspolpracuja I nie ma childminderek czy jak to tam po polsku? Jak musialam wstawac o 5:30 by dojechac do pracy 60km oddalonej to dziecko podrzucalam na 6ta do sasiadki mieszkajaca pare domow dalej, ktora ma dziecko w sasiedniej klasie. Oba odstawiala na 7 rano na klub sniadaniowy. Oczywiscie wszystko za drobna oplata.
                      • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:14
                        princesswhitewolf napisała:

                        > A w Polsce matki sasiadki ze soba nie wspolpracuja I nie ma childminderek czy
                        > jak to tam po polsku?

                        tiaaa, bo w uk tez nie latwo znalec childminder w miare blisko ktora bedzie tylko zabierac do szkoly, bo wczesnie pora i malo godzin tygodniowo. w siasiedztwie yes nie zawsze sa ludzie ktorzy maja dzieci w tej samej szkole.

                        Jak musialam wstawac o 5:30 by dojechac do pracy 60km odd
                        > alonej to dziecko podrzucalam na 6ta do sasiadki mieszkajaca pare domow dalej
                        > , ktora ma dziecko w sasiedniej klasie. Oba odstawiala na 7 rano na klub sniada
                        > niowy.

                        swietnie ze mialas taka mozliwosci ale nie zawsze taka jest np w szkole primary mojego syna I pokracznych breakfast club jest od 8 albo wcale nie ma, a o 6 rano wiele osob jeszcze spi
                      • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:11
                        Może, jak znajome się dogadają, to i tak robią - ale nie spotykam się z tym.
                        Moje dziecko chodzi do szkoły, w której są dzieci z różnych dzielnic na obrzeżach miasta głównie, także z innych gmin.
                        • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:25
                          zlababa35 napisała:

                          > Może, jak znajome się dogadają, to i tak robią - ale nie spotykam się z tym.

                          gorzej gdy sie przestana dogadywac. ja nie lubie takich ukladow i cisze sie ogromnie ze moje mlodsze dziecko konczy w lipcu ta szkole podstawowa i bede mogla odstawic (albo pojedzie autobusem ) na 7 i bedzie mogla czekac na mnie do 5 (albo wroci wczesniej). poza tym bedzie albo w szkole z siostra albo w mojej wiec problem jeszcze mniejszy.
                • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:12
                  2 przesiadki autobusami to wg Ciebie jest "kawałek" dla 11-letniej dziewczynki?
                  • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:14
                    BTW, u nas rodzice podwożą pod szkołę także 7-klasistów, jeden chłopiec, który jeździ jakimś dziwnym podmiejskim autobusem, bo mamie nie chce się właśnie podrzucić go do miasta, wzbudził troskę pani pedagog wink. Nikt nie mieszka na tyle blisko, żeby nie musieć spędzać min. około godziny po różnych środkach komunikacji.
          • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:34
            u nas lekcje 9:15, a od 7mej jest breakfast club czyli sniadanie i zabawy.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:57
        Wiem, że wiele matek pracując w domu jakoś to godzi. Jak za starych, dobrych czasów. Praca w domu i przy domu to nie to, co praca na cudzym terenie.

        Też ileś lat pracowałam za kiepską kasę (a co tam, stać mnie, mam gdzie mieszkać, rodziny nie mam, ubrania z wyprzy, na wakacje zachomikuję oszczędzając na żarciu smile, licząc na to, że odpękam swoje i będzie lepiej. Chwilę było, potem zapaść. No i przewartościowałam to i owo.

        Gdzieś czytałam taki piękny tekst o manipulacji. Było m.in. o wprowadzaniu niewygodnych rozwiązań stopniowo, pozwalając ludziom protestować, nie uginając się jednak, a co jakiś czas powoli dociskając śrubę.
        • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:10
          danaide przy zalozeniu ze nie masz jakiejs nerwicy lekowej bo to wtedy trzeba terapii i w ogole inny temat i inne rady....to.... kazdy kiedys pracowal za kiepska kase. Ja po studiach. No ale czas leci i wraz z doswiadczeniem czlowiek zarabia duzo wiecej. Psy szczekaja karawana jedzie do przodu, trza pchac a nie biadolic i sie chowac.
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:27
            Po moich wyliczeniach karawana bynajmniej nie jedzie do przodu.
            • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:10
              wyliczeniach, danaide? raczej po twoim panikowaniu. Znajdz robote na pol etatu na poczatek w godzinach gdy dziecko w szkole jest.
          • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 06:32
            W zawodzie, który ostatnio wykonywałam, doświadczenie zmienia niespecjalnie dużo. Zawód wymagający wyższego wykształcenia, w ogóle bardzo wymagający.
            • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:15
              zlababa35 napisała:

              > W zawodzie, który ostatnio wykonywałam, doświadczenie zmienia niespecjalnie duż
              > o. Zawód wymagający wyższego wykształcenia, w ogóle bardzo wymagający.
              >

              A niektórzy twierdzą, że taki nauczyciel to ma dobrze, pracuje cztery godziny dziennie, ma trzy miesiące wolnego i zarabia pięć tysięcy na rękę smile
              Ja nie do ciebie to piszę, bo ty wiesz jak to jest i ja wiem smile ale tak mi się nasnęło.
              Moja córka kocha angielski i francuski, jest naprawdę niezła ale bardzo jej odradzam studiowanie filologii. Brat jest doradza finanse i rachunkowość.
              Ja pracuję w tym zawodzie od lat. Baaardzo dużo pracuję. Tak się miotam jak to opisano w wątku startowym. Na pensję nie narzekam, na zmęczenie owszem. No teraz akurat mam ferie smile
              • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:18
                Ja zarabiałam nawet nie 1/3 tego wink. Roboty w domu było po uszy dodatkowo. Córka i tak kończyła przede mną albo równo ze mną, w innym punkcie miasta - nie miała okienek, ja tak.
                Też będę odradzać córce jakikolwiek kierunek humanistyczny.
                Na szczęście od roku na topie jest architektura wink.
              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:20
                Mi też matka odradzała filologię. Twierdziła, że kiedy nauczę się języka angielskiego będę umiała tyle co każdy Anglik big_grin
                Zanim coś odradzisz dziecku sprawdź także jaki ma temperament. Może właśnie siedzenie w książkach i zabawa słowami to jej żywioł?
                • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:09
                  Mnie z kolei doradzała.
                  Nie mogę narzekać. Mam super pracę w domu i niezłe zarobki (jak na 1/5 etatu), ale czasem myślę, co by było gdyby. A chciałam zostać... ta! dam! ... Terapeutką. Co prawda, ematka by pewnie po mnie jeździła big_grin, ale kasę bym chyba trzepała lepszą niż teraz. Fakt, że pewnie też bym się bardziej w nią angażowała niż w moją obecną. Wtedy jeszcze na psychologię było nawet łatwiej się dostać niż na tę filologię.

                  Tak że z tymi radami rodziców, to bardzo różnie bywa. Trzeba być b. ostrożnym i mieć świadomość jednego: bywa, że dziecko ma lepsze wyczucie niż ten rodzic.
                  Kiedy zaczynałam studia masa ludzi poszło na ekonomię, też zapewne za radą rodziców. Wielu z nich skończyło jako przedstawiciele handlowi itp. A rodzice chyba widzieli w nich przyszłych dyrektorów...
                  • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:15
                    butch_cassidy napisała:

                    > Mnie z kolei doradzała.
                    > Nie mogę narzekać. Mam super pracę w domu i niezłe zarobki (jak na 1/5 etatu),
                    > ale czasem myślę, co by było gdyby. A chciałam zostać... ta! dam! ... Terapeutk
                    > ą. Co prawda, ematka by pewnie po mnie jeździła big_grin, ale kasę bym chyba trzepała
                    > lepszą niż teraz. Fakt, że pewnie też bym się bardziej w nią angażowała niż w
                    > moją obecną. Wtedy jeszcze na psychologię było nawet łatwiej się dostać niż na
                    > tę filologię.


                    Też myślałam o psychologii. Wygrała filologia angielska smile

                    Tłumaczysz?
                    Ja jednak wolę uczyć, naprawdę. Mam mało doświadczenia w tłumaczeniach i chyba bym dużo nie zarobiła wink
                    • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:44
                      Wykonuję specyficzne tłumaczenia. B.db.płatne i to mnie ogromnie cieszy.

                      Uczyłam będąc w wieku 19-34, tylko jeden na jeden, także charytatywnie. Wspaniała praca, dopóki się człowiek nie spali. Jak się złapałam na tym, że powtarzam formułki, myśląc o niebieskich migdałach, to zaczęłam się rozglądać za czymś innym wink

                      I u mnie brakło właśnie pozwolenia na wybór, wszystkie moje pomysły, w tym psychologia, zostały storpedowane "bo co ty po tym będziesz robić?". Właściwie uznano, że filologia obca to jedyny dopuszczalny kompromis pomiędzy moimi zainteresowaniami (i tak dziękować bogom, że je ktokolwiek brał pod uwagę wink ) a tzw. praktyczną stroną życia.
                      • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:47
                        I tak stałam się tłumaczką, którą ma totalną psychologiczną barierę przed mówieniem w obcym języku (gdyż nigdy nie będzie mówić tak jak native). Piękne, prawda? big_grin big_grin big_grin
                        Całe szczęście, że rozwinął się internet i mimo to da się pracować smile
                        • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:50
                          Dodam jeszcze, sokoro już się żalę wink że ze względu na tę barierę odrzuciłam zdecydowanie opcję kariery naukowej na wydziale, choć miałam zadatki, bo zdolna bestia ze mnie. Ach, gdybym tak była studiowała kierunek, na którym da się pracować, mówiąc w języku ojczystym! big_grin Z pewnością byłabym już profesorem big_grin big_grin big_grin
                        • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:52
                          smile
                        • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:55
                          Bo gdybym miała siedzieć nad typowymi tekstami specjalistycznymi, to... pewnie bym już dawno zmieniła zawód. Przyszłemu tłumaczowi często się wydaje, że będzie jak Barańczak, a potem proza życia zabija. Zazwyczaj trzeba w tej pracy lubić zwykłą dłubaninę, ja nie lubię.
                          • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:00
                            To znaczy mam na myśli takie rynkowe tłumaczenia. Bo literatura to już co innego. Tu potrzebny jest talent. Tyle że zarobki mało zachęcające... I tak to jest, jak rodzice mający mgliste wyobrażenie o branży pchają ku niej swoje dzieci. Wracając do tematu smile
                            Druga rzecz, która ujęła moją mamę to, że mając firmę, nie trzeba się stawiać na osiem godzin w pracy... Cudnie, tyle, że aby ją prowadzić z sukcesem i się nie zarżnąć też trzeba mieć pewne umiejętności i zdolności. A wpatrzony w dziecko rodzic tego zwykle nie docenia. Widzi dziecko natomiast zaraz na szczycie kariery w danym zawodzie. Prawda jest taka, że na ten szczyt docierają nieliczni, a dziecko musi sobie radzić na półeczce, którą zajmie.
                            I piszę to nie tylko w oparciu o własne doświadczenia, ale także widząc, co - już ludzie w moim wieku - doradzają własnym dzieciom... Często opierając się bardziej na matczynej idealizującej miłości, niż realnych możliwościach dziecka.
                • babcia.stefa Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:44
                  O, każdy Anglik jest w stanie wykonać tłumaczenie z angielskiego na polski? I może jeszcze wysokospecjalistyczne?
                  • hipinka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:32
                    a uważasz, że każdy filolog jest w stanie wykonać tłumaczenie z angielskiego na polski ? (że o specjalistycznym nie wspomnę)
                    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:49
                      Babcia też chyba jest tłumaczką, więc pewnie doskonale wie, że nie wink.
                    • babcia.stefa Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:35
                      Każdy filolog, zwłaszcza po specjalności tłumaczeniowej, która jest coraz popularniejsza, ma jakieś kwalifikacje do wykonywania tłumaczeń. Lepsze albo gorsze, ale zdecydowanie lepsze niż niewykształcony lingwistycznie osobnik jednojęzyczny. Poza tym zdradzę Ci straszliwą tajemnicę: ci wszyscy tłumacze specjalistyczni też kiedyś zaczynali od zera i nie mieli o tym zielonego pojęcia.
                      • hipinka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:27
                        nie musisz mi nic zdradzać, bo tak sie składa, że wiem o czym mówię
                        otóż nie każdy filolog potrafi tłumaczyć
                        co więcej, nie każdy filolog posługuje się biegle językiem który studiował
                        • asia_i_p Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:57
                          Kończyłam anglistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Nie daliby mi magistra, gdybym nie potrafiła biegle pisać i mówić po angielsku.
                          Tłumaczenie nie każdy lubi i jak w każdym zawodzie potrzebna jest praktyka, ale nie przesadzajmy ze stopniem trudności, jeżeli filolog źle tłumaczy, to częściej z niechlujstwa i zarozumialstwa niż z braku umiejętności.
                          • hipinka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:13
                            Asiu, pierwsza i podstawowa sprawa - kończyłaś anglistykę zapewne jakiś czas temu, od tego czasu duuuuuuużo się zmieniło. Pracuję na uczelni 20 lat i takiego zjazdu poziomu w najczarniejszych snach się nie spodziewałam.
                            po drugie - dużo zależy od uczelni
                            po trzecie - od rodzaju filologii
                            akurat z angielskim nie jest najgorzej, ale są uniwerki, gdzie na filologię np. niemiecką przyjmują bez znajomości niemieckiego, byle by tylko nabór był. Praktyczne ćwiczenia z języka nie trwają całe studia, a jedynie w najlepszym wypadku 4 semestry, tak więc sama sobie odpowiedz na pytanie, czy wszyscy z takich absolwentów potrafią biegle pisać i czytać w danym języku
                            • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:21
                              No tak, ja też kończyłam wiele lat temu, dobrze ponad 20. Uniwersytet Gdański.
                            • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:26
                              hipinka napisała:

                              > Asiu, pierwsza i podstawowa sprawa - kończyłaś anglistykę zapewne jakiś czas te
                              > mu, od tego czasu duuuuuuużo się zmieniło. Pracuję na uczelni 20 lat i takiego
                              > zjazdu poziomu w najczarniejszych snach się nie spodziewałam.
                              > po drugie - dużo zależy od uczelni
                              > po trzecie - od rodzaju filologii
                              > akurat z angielskim nie jest najgorzej, ale są uniwerki, gdzie na filologię np.
                              > niemiecką przyjmują bez znajomości niemieckiego, byle by tylko nabór był. Prak
                              > tyczne ćwiczenia z języka nie trwają całe studia, a jedynie w najlepszym wypadk
                              > u 4 semestry, tak więc sama sobie odpowiedz na pytanie, czy wszyscy z takich ab
                              > solwentów potrafią biegle pisać i czytać w danym języku


                              Przyznaję, że trochę o tym spadku słyszałam, ale nie wiedziałam że jest aż tak źle sad
                              Mam parę godzin lektoratu na prywatnej uczelni, tam poziom to tragedia...myślałam, że na państwowej uczelni jet lepiej
                              • hipinka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:32
                                zapewne trochę lepiej, ale tylko trochę
                                szczerze, pracuję od wielu lat w tym samym miejscu, jedna z najlepszych uczelni, a poziom tak spadł, że wymagania obecne to tak ok 40% tego, co było kiedyś uncertain
                                odechciewa się pracować
                                • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:54
                                  Kurcze, aż się nie chce wierzyć sad
                                  Rozumiem
                        • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:20
                          hipinko, zupełnie bez sensu jest to co piszesz
                          w zasadzie to filolog nie studiuje języka, tylko uczy się masy innych rzeczy
                          tak, oczywiście doprowadza swój język do C2, więc oczywiście też się uczy, ale raczej udoskonala
                          Czy filolog polski nie posługuje się biegłe językiem polskim?
                          Już na egzaminie na filologię angielską jest wymagany poziom C1. Nie jest to biegłość, ale naprawdę dobra znajomość języka. Po 5 latach taki człowiek nie mówi biegle? Dziwne, zapomina języka czy o co chodzi?
                          Ja nie twierdzę, że potrafię przetłumaczyć po angielsku instrukcję każdej maszyny, pewnie że nie, do tego potrzeba mi słownika, bo pewnie różnych nazw i części maszyn to ja nie znam po polsku.
                          Ale że filolog po studiach, który jest na C2 nie zna biegle języka?
                          • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:37
                            Filolog po studiach, nie zajmując się tym, nie będzie znał struktur i niuansów np. języka prawniczego albo księgowo-finansowego, nie wiem, jak jest w angielskim z wysokospecjalistycznymi tłumaczeniami tego typu, ale np. tłumaczenie sprawozdania finansowego i bilansu IT/PL to coś, od czego z deka mózg mi dębieje wink. W miarę możliwości nie biorę się za to, bo to oznacza siedzenie ze słownikami (fachowymi) nad 3/4 tekstu albo sprawdzanie po internetach. No i przy takich tłumaczeniach jest mnóstwo "faux amis" (nie wiem, czy po angielsku istnieje adekwatne wyrażenie) - czyli np. chciałabyś sobie przetłumaczyć na FR "wartości niematerialne i prawne" słowo po słowie jako "valeurs immaterielles et legales" (uwaga, nie mogę postawić akcentów!), a tu jajco, to wcale nie tak. No i wreszcie np. w dokumentach prawniczo-sądowych są konkretne, sztywne wyrażenia, których niezastosowanie, a dosłowne tłumaczenie, choć gramatycznie poprawne, zdradza osobę nieznającą się na rzeczy.
                            Jak sobie przypomnę moje pierwsze tłumaczenia, to trochę chce mi się dzisiaj śmiać.
                            • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:52
                              Tak, oczywiście. Dlatego ja nie jestem tłumaczem a nauczycielem po filologii angielskiej. Przygotuję ucznia do C1, do matury rozszerzonej, uczę angielskiego prawniczego, biznesowego itp na uczelni, ale tu musiałam się sama dokształcić. Nie mam doświadczenia w tłumaczeniach. Zdarza mi się czasem coś takiego tłumaczyć, ale faktycznie zabiera mi to mnóstwo czasu bo nie robię tego na co dzień.
                            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:15
                              O, takie właśnie kiedyś chciałam robić. Ja piszę próbkę do firmy, a ci mi wytykają przecinek... Fakt, joa, mogłam chlujniej pisać. Jak po półtora roku znalazłam chłopaka do współpracy to znów wywaliłam sobie życiorys, żeby karierę hahaha robić.
                          • hipinka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:44
                            nie chce mi się powtarzać, przeczytaj co napisałam wyżej
                            weź pod uwagę, że istnieje cała masa filologii, nie tylko z angielskiego, tu sytuacja jest rzeczywiście najlepsza
                            • hipinka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:46
                              nie tylko angielska - miało być
                              • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:49
                                Doczytałam. Rozumiem co masz na myśli.
                          • paniusiapobuleczki Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 00:00
                            A skąd się bierze poziom c1 po liceum? Chyba zawyżają trochę. Dwa lata temu rozmawiałam z gościem, który uczy na naszej anglistyce, zaczął za moich czasów, wiec i ty go znasz. Pytałam o poziom studentów. Mówił, ze jest taki jak ćwierć wieku temu. A uważam, ze jak zaczynałyśmy to malo kto był powyżej b2
                            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 01:02
                              Nie ten wątek, ale odpowiem - bierze się z dobrego nauczyciela. Miałam takiego. Choć przydałby się też minimum wakacyjny wyjazd za granicę.
                            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 01:03
                              A przepraszam - ten wątek. Miłego offtopicowania.
                            • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 17:38
                              Jeszcze kilka lat temu miałam w liceum uczniów z poziomem C1 w klasie drugiej liceum. Teraz już nie.
                    • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:16
                      hipinka napisała:

                      > a uważasz, że każdy filolog jest w stanie wykonać tłumaczenie z angielskiego na
                      > polski ? (że o specjalistycznym nie wspomnę)

                      Oczywiście
                • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:12
                  danaide napisała:

                  > Mi też matka odradzała filologię. Twierdziła, że kiedy nauczę się języka angiel
                  > skiego będę umiała tyle co każdy Anglik big_grin
                  > Zanim coś odradzisz dziecku sprawdź także jaki ma temperament. Może właśnie sie
                  > dzenie w książkach i zabawa słowami to jej żywioł?


                  Mnie nikt niczego nie odradzał i skończyłam lata temu filologię angielską. Nie narzekam, lubię uczyć, pracuję od ponad 20 lat w liceum. Ale żeby zarobić z sensem, muszę naprawdę sporo pracować co też robię i jest ok. Jednak dla młodych ludzi nie ma pracy po filologii angielskiej czy francuskiej, jestem w temacie niestety. Zarobki dla młodego nauczyciela, a młody to taki w wieku 24-35 lat , to 1300, max 1500 zł na rękę. Oczywiście, że nie trzeba uczyć w szkole. Ale mam młodsze koleżanki, które pracują na kursach czy robią tłumaczenia, udzielają lekcji za takie stawki, za które ja bym absolutnie nie pracowała, bo tyle miałam 15-20 lat temu. To są grosze. Lepiej jednak iść dziś na inny kierunek.
      • anika772 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:35
        "I pomyśleć, że człowiek tyle lat głupoty studiował, żeby potem aż tak się męczyć i za taką śmieszną kasę"

        No coś ty! Praca nauczyciela to przecież bajka, wszyscy marzą o szkole (chociaż z drugiej strony prawie sami nieudacznicy się tam kręcą te dwie- trzy godzinki dziennie). Jak mogło Ci się nie podobać!?
        Tak tylko się droczęwink
        • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:08
          Wiem big_grin.
      • whitney85 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 20:06
        To ja jestem looser chyba bo tak właśnie funkcjonuję, ja u moje dzieci. Ale nie każdy ma taki elastyczny zawód i nie każdy przeżyje zmniejszając etat 😑
    • phantomka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:23
      Ja bylam ostatnio z dzieckiem 3 lata w domu. Potem on przedszkole, ja kilka mcy w domu. W miedzy czasie rozkrecalam swoja prace na dg. Kilka mcy temu, wzielam prace na pol etatu w celu zdobywania doswiadczenia. Placi mi ministerstwo zdrowia, wiec nie sa to kokosy. Plusem sa godziny, elastycznosc. Moglabym pracowac prywatnie, kasa zupelnie inna, natomiast jednak kosztem rodziny, swojego czasu wolnego (ktory sobie cenie)
      Dla mnie wazne bylo, zeby pracowac, ale troche na moich warunkach, tzn.wlasnie bez zajezdzania. Ja sie po prostu nie nadaje na pelnoetatowa prace, z szefem nade mna😀
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:42
        Tu niby pół etatu. Tylko na razie nie wiem co konkretnie obejmuje.
        Parę lat temu pół byłoby ok. Teraz mam pierwszy rok doprowadzania dziecka na zajęcia, 3 x w tygodniu (chciało!!!). Ciasno się zrobiło.
        • bi_scotti Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:00
          Ja sie naprawde uczciwie staram zrozumiec te "druga strone" ale zawsze, od zawsze (!) ciezko mi z tym idzie. Uwielbiam pracowac, jestem urodzonym employee wink Tak wiec wszystkie dylematy sugerujace bycie przez prace ograniczana czy udreczana, czy wymeczana sa mi kompletnie ale to naprawde kompletnie obce. Moze mnie wkurzac pranie, sprzatanie, meczyly zakupy ubraniowe z dziecmi tudziez wozenie ich na miliony extra-curricular activities, moze mnie zloscic cos zepsutego w domu, do czego trzeba zawolac fachowca albo nieelastycznosc jakiegos specjalisty, ktory nie chce czlowieka leczyc poznym popoludniem ale praca jest zawsze "good place" smile Nawet gdy bywa ciezko, meczaco, ludzie sa jacy sa, to i tak pracowanie fajnym jest i basta. Wiec nie pomoge, nawet wspolczuc nie potrafie choc doskonale rozumiem, ze wszyscysmy inni smile Good luck w odnajdywaniu sie jako employee, good luck w znajdowaniu frajdy i satysfakcji w byciu pracownikiem! Cheers.
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:17
            Widzisz, mam parę doświadczeń i w sumie lubiłam pracę au pair u pewnej Amerykanki czy pewnej Angielki - bo miałam fajnego człowieka nad sobą, co potem rzadko mi się to zdarzało, a dla mnie czynnik ludzi to to, co mnie mocno blokuje. A Ty siedzisz w Kanadzie - kraju chyba ogólnie miłych ludziwink Ale też praca na pewnym stanowisku, gdzie miałam swój szeroki zakres obowiązków i sporą wolność typu co-gdzie-kiedy (z poszanowaniem deadline'ów), a szef wszystkich szefów miał tylko złożyć podpis na koniec. Nie ukrywam, że bardzo pomogło mi to potem gdy zostałam samotną matką, miałam już wdrożony schemat organizacyjny. Miałam też paru ludzi pod sobą (tu gorzej, bo zupełnie nie miałam wpływu na to kto to jest).
            • afro.ninja Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:11
              Ostatnio widziałam dokument o Kanadzie. Ludzie tam stają w kolejkach od rana, zeby w jeden dzień w roku zapisac dzieci do żłobka. Jakaś kanadyjska prokurator bardzo narzekala na pogodzenie pracy z posiadaniem dzieci, bo chciala miec trójkę i ciężko jest.
              • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:21
                eh, akurat procurator to raczej stac na oplacenie alternatywnych metoda opieki do dzieci. poza tym nie ma obowiazku miec dzieci tym bardziej 3
              • budyniowatowe Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:31
                afro.ninja napisała:

                > Ostatnio widziałam dokument o Kanadzie. Ludzie tam stają w kolejkach od rana, z
                > eby w jeden dzień w roku zapisac dzieci do żłobka. Jakaś kanadyjska prokurator
                > bardzo narzekala na pogodzenie pracy z posiadaniem dzieci, bo chciala miec trój
                > kę i ciężko jest.

                Mam troje dzieci i nigdy nie stalam w zadnej kolejce coby ich zapisac do zlobka czy przedszkola (tutaj to nawet nie jest rozdzielone). Chyba byl to program o jakim jednym specificznym przedszkolu, gdzie jest duzo chetnych. Zazwyczaj dotyczy to jakis drogich, snobistycznych placowek, gdzie ludzie mysla, ze opieka tam jest supper, a pozniej sie okazuje, ze na lunch serwuja dzieciom :kraft dinner". Ale wsrod znajomych mozna sie pochwalic, ze dziecko chodzi do "tego" przedszkola.
                Sa rejony, ze nie wszedzie jest dosyc miejsc w przedszkolu i trzeba poszukac gdzies dalej. A zapisy sa caly rok, bo ludzie rezygnuja, przeprowadzaja sie do innej dzielnicy itd.

                A pani procurator to chyba z tych lubiacych nazekac.
          • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:16
            bi scotti nigdy nie sądzilam ze jestes tak wypranym lemingiem. korpo o takich jak ty wprost marzą!
            • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:13
              kondolyza... zabrzmialo jakby kazdy kto lubi pracowac to wyprany lemming a wlasciwa postawa jest zycie na zasilkach z podatkow placonych przez tych lemmingow. Lemming to istota do wyciskania przez " madrzejszych" na zasilkach.
              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:34
                Princess - ja lubię pracować. Naprawdę. Naprawdę, zawsze miałam w nosie co się dzieje z moimi podatkami - przecież podatek to i tak mniejsza część tego co zarobię.

                Ja tylko nie lubię tej otoczki pracy. Tego, żeby pracować trzeba się dobrze sprzedać, dobrze układać relacje z ludźmi. Że nie wystarczy cześć, cześć, nikogo nie krzywdzę, nie kabluję, nie gram w gierki, tylko jeszcze z tymi trzeba wypić kawkę, z tamtymi wódkę. Że jak jesteś w czymś dobra to stanowisz zagrożenie dla innych (jak w Polsce - praca w administracji), a nie korzyść dla wszystkich (jak w Stanach czy pewnie u Ciebie).
                • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:37
                  Nie trzeba, naprawdę. Wódkę piłam zawodowo tylko z żołnierzami smile Kawę tylko z tymi, których lubię. Ja jestem właśnie typem "cześć, ja tu pracuję, a nie szukam przyjaciół", nie plotkuję, nie bawię się w gierki. Da się tak pracować.
                  • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:53
                    Widocznie ja też smile
                    • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:55
                      Ale to w niczym n ie przeszkadza, poza tym że cię mniej lubią i np. nie zapraszają na wspólne picie po pracy.
                      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:01
                        I uważasz, że to fajna atmosfera pracy, która zachęca do kolejnych doświadczeń? Czy po prostu trzeba przyznać, że wdepnęło się w niezłe g..., co tak skutecznie próbuje mi wybić z głowy joa66? Oh, wait, a może odpowiedzialność polega na tym, by przyznać, że samemu się wdepnęło, a nie że nas wrzucilismile I nie leźć więcej sznurem za mundurem a wszelkie lęki wylecą z głowy w try miga?
                        • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:10
                          Owszem, fajna. Nikt mi krzywdy nie robi, ja trzymam dystans i oni też, mam kilka osób, z którymi się polubiłam i z tą niewielką grupą utrzymuję pozapracowy kontakt. Dla mnie to jest ok, bo nie lubię tych społecznych rytuałów i z radością nie biorę w nich udziału.
                • babcia.stefa Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:55
                  Bzdura. Większość prac w życiu miałam takich, że nie wymagały większych relacji z ludźmi.

                  Owszem, w mojej jednej korpo nagle zaczęło się tak robić, że stało się ważne, kto z kim pije i kto z kim wychodzi na papierosa, nawet na średnich stanowiskach menedżerskich. Bez żalu przy pierwszej okazji wyniosłam się do normalnej firmy.
                • znowu.to.samo Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:35
                  Danaide mam dokładnie te same obawy. Mam już dość "siedzenia" w domu. Tak wyszło, w sumie tego nie planowałam. Intetes małża po latach troche siadł, i wreszcie poszłoby sie do roboty. Tylko mnie męczy to okołopracowe zawracanie doopy o którym piszesz. Ludzie mnie męczą i te wszystkie ich jazdy, układy, gierki... ja sie nigdy w tym nie odnajdowałam i wkurzało mnie to. Ja jestem uczciwym, spokojnym człowiekiem który nie wadzi nikomu, i mam wrażenie że przez to właśnie obrywałam po doopie.
            • babcia.stefa Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:47
              Ale akurat ma rację co do tego, że na stałe niepracowanie można sobie pozwolić, jak się ma zgromadzony własny wystarczający majątek. W każdym innym przypadku jest to czysta głupota.
    • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 06.02.18, 23:52
      danaide... masz czas na ematke. nie jest tak zle. Idz spac to nie bedziesz zmeczona.

      A tak serio to planujesz zyc bojac sie co bedzie ciagle? Zakladam ze nie jestes samotna matka i nie masz w wieku 46 lat 5 latka wiec moze naucz dziecko dzieci cos ugotowac chocby jajecznice?
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:06
        Przespałam dziś dwie godzinki po odstawieniu dziecka na zajęcia.

        Lęków się nie planuje. Lęki są. Można tylko unikać sytuacji generujących te lęki.

        Jestem. Ostatnio wdrożyłam zajęcia obsługi kuchenki, ale muszę zainwestować w zapalarke, bo zapałki to wyższa szkoła jazdy. Podczas ferii padłam na grypę i w hostelu córka przeszła kurs obsługi tostera.
        • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:11
          danaide, cos mnie przekonuje coraz bardziej ze psychoterapia by sie przydala jako cos regularnego.
        • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:50
          danaide napisała:

          > Przespałam dziś dwie godzinki po odstawieniu dziecka na zajęcia.

          jak dobrze


          > Lęków się nie planuje. Lęki są. Można tylko unikać sytuacji generujących te lęk
          > i.

          A ty chyba swietnie tych sytuacji unikasz, prawda? myslalas ze to moze z nadmiaru wolnego czasu?

          > Jestem. Ostatnio wdrożyłam zajęcia obsługi kuchenki, ale muszę zainwestować w z
          > apalarke, bo zapałki to wyższa szkoła jazdy.

          moze zainwestuj w kuchnie ktora mozna zapalic ogien palnikami.

          Podczas ferii padłam na grypę i w
          > hostelu córka przeszła kurs obsługi tostera.

          Ile lat ma corka?
          • 1st.world.problems Re: Moje lęki pracowo-życiowe 09.02.18, 17:48
            Cos między 10 a 12. Nadopiekunczosc jak ta lala. Ciekawe czy ona prztatkiem nie powiela schematów swoich rodziców ktorzy nadal po jej 40tce hojnie na nią łoża i udostępnili jej drugie mieszkanie. Na 1/2 etatu to z dojazdem max 5h 30
    • kota_marcowa Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:10
      Ale to twoje życie i twój wybór. Jeżeli masz zabezpieczenie na wypadek gdy twój mąż nagle umrze ( bo przecież mężowie ematek ich nigdy nie porzucają i zawsze płacą alimenty ) to brawo ty.

      Ja lubię swoją pracę, zarabiam, jak na polskie warunki, całkiem, jak nie bardzo, dobrze, godziny pracy mam umiarkowanie absorbujące. W razie katastrofy utrzymam siebie i dziecko na dobrym poziomie, to mnie uspokaja.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:23
        Nie zajmuję się tym, co byłoby gdyby umarł ojciec dziecka. Zapewne mniej alimentów i mieszkanie na kredyt w spadku dla dziecka. Czyli jakaś dynamiczna sytuacja do rozwiązania. Zajmuję się tym co jest teraz.
        • kota_marcowa Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 00:38
          No więc napisałam, każdemu według potrzeb. Jeden lubi mieć zabezpieczenie ''w razie co'' inny udaje, że tematu nie ma.

          IMO, do czasu.
        • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:51
          danaide napisała:

          Zajmuję się tym co jest teraz.

          czyli glownie niczym
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:05
            To chyba i tak więcej niż tym, czym zajmujesz się Ty.

            Czyli głównie kopaniem.
            • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:59
              porzadny kop w zadek to by ci sie przydal, fakt. z damiaru wolnego czasu wymyslasz problemy ktorych nie masz i sie ich boisz.
              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:02
                I lanie! Lanie od chłopa! Copyright by Triss!
                • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:17
                  chcialabym od chlopa?
                  • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:42
                    50 Shades of Grey?
                    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:09
                      Spanking big_grin
                      • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:30
                        sffintucha w lateksie mnie goni z pejczem!
                        • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:41
                          big_grin big_grin big_grin
    • earl.grey.tea Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 01:00
      1. Jesteś samotną matką bez wsparcia matki/siostry/brata/cioci/babci (?)
      2. Ojciec dziecka płaci alimenty (?)
      3.Boisz się życia, takiego zwykłego życia jakie jest udziałem niemal każdej samotnej, powtarzam, samotnej matki (?)
      4.Przez powyższe lęki nie pracujesz (?)

      To z czego Ty żyjesz??????
      • earl.grey.tea Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 01:08
        Ale jeśli jesteś rentierem i absolutnie nie potrzebujesz pracy aby życ by przeżyć, to zgadzam sie z Bi, olej wszystko i wszystkich.

        Od jakiegoś czasu pracować nie muszę i bardzo sobie ten stan chwalę, praca była tylko sposobem na zarabianie pieniędzy dla wygodnego życia.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 01:29
        1. Tak, przy czym zdefiniuj wsparcie, bo zaraz Ci jakieś forumki wyciągną sprawy finansowe mojej rodziny.
        2. Tak, na dziecko.
        3. Wiesz, znam kilka samotnych matek i każda z nich ma zwykłe życie, przy czym życie każdej z nich jest inne. Jestem jedną z nich, mam swoje zwykłe życie. Natomiast jest wiele rzeczy, których nie uważam za zwykłe życie. Zdefiniowałabym je jako życie na krawędzi. Powiedzmy, że jeszcze nie doszłam do krawędzi.
        4. Tak. Podejrzewam, że jest tego więcej.

        Boszszsz... Czy w tym kraju naprawdę wszyscy jesteście z pierwszego pokolenia, które się czegoś dorobiło, a właściwie próbuje się dorobić i nikt jeszcze tak naprawdę nie dorobił się niczego? Czy ja mam żyć z bloga jak żyć i przeżyć nie pracując? Mam kilka źródeł, wszystkie legalne, stety/niestety część to świadczenia, co z uporem maniaka niektórzy mi wytykają. Czy w każdym wątku muszę się z tego spowiadać? Żyję. Przejadłam między innymi moją podróż dookoła świata, na którą ileś lat pracowałam, może być? Siedziałam w chałupie z dzieckiem i podróżowałam po własnej głowie, tak lepiej? Nie chodzi o to z czego żyję, ale jak pogodzić ewentualną pracę z całkiem realnymi lękami.
        • bi_scotti Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 01:50
          danaide napisała:

          > Nie chodzi o to z czego żyję, ale jak pogod
          > zić ewentualną pracę z całkiem realnymi lękami.

          Ja bym powiedziala, ze najpierw zacznij pracowac a potem sama zobaczysz czy owe leki byly/sa uzasadnione. Bo narazie to glownie masz liste obaw a co z konkretna praca? Czeka? Jesli tak, to pakuj lunch box i zaczynaj. Jak sie okaze, ze jest pod gorke to albo sie wespniesz, albo odpadniesz - poki co przewidziec na 100% sie nie da. Just go for it. Praca tez jest dla ludzi, eh wink Cheers.
        • earl.grey.tea Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 04:03
          Ale o co Ci chodzi? Jedni są dorobieni inni nie, takie życie.

          Skoro masz źródła utrzymania to po co roztrząsasz temat? Masz lęki, to albo sobie z nimi poradź na swój sposób albo żyj z nimi. Jak źródła wyschną to bez względu na lęki jakieś pieniądze, gdzieś będziesz musiała zdobyć/zarobić.

          Ty chyba z tych 'co to by chciały i a boją się', tak Cię odbieram. A z dzieckiem siedziałaś w domu i przejadałaś oszczędności na własne życzenie.

          Jak nie podejmiesz ryzyka i spróbujesz jak to jest pracować to się nie dowiesz na ile lęki Tobą rządzą.
          • miruka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 06:09
            To wszystko prawda, w punkt opisałaś te niedogodności, ale nie ma się czego bać, to są przeszkody do pokonania
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 06:40
              ... O ile zarabia się zdecydowanie więcej niż płacę minimalną big_grin.
              • laruara Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 07:04
                Trochę mnie złoszczą rozkminy autorki wątku. Jest tam jakieś drugie dno a ja patrzę z perspektywy prostej kobiety. Ze swojej strony.
                Nie pracowałam wiele lat . Szczegóły nieważne. Potem rozwód, śmieszne alimenty, rozpaczliwe poszukiwania pracy. Aktualnie pracuję, zarabiam byle jak, nie mam na nic czasu ani ochoty. Kasy wciąż brakuje. Jest na skromne życie. Inni mają dużo więcej i jeszcze 500 + dostają. Ja niestety zarabiam parę groszy ( dosłownie ) za dużo, żeby na dziecko dostać. Przyszłość widzę w czarnych barwach. Chciałabym mieć dylemat autorki to natychmiast poszłabym do pracy na pół etatu i poprawiła swój komfort życia. Czy raczej jego brak.
                • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:29
                  No widzisz. Miałaś chłopa, nie pracowałaś. Ja nie wisiałam na chłopach i pracowałam. Kiedy podjęłam decyzję o dziecku rozważyłam kwestie finansowe - było mnie stać. Zapracowałam sobie i nie musiałam spłacać kredytu za mieszkanie tylko opłacać wszystkie rachunki - zawsze lżej. Jak mnie chłop nie dokładający się zbytnio do gospodarstwa domowego zostawił - dalej było mnie na to dziecko stać, choć poza jego 150 EUR przez ponad rok innych dochodów nie miałam.
                  Można być prostą kobietą tylko priorytety ustawić inaczej.
                  No dobra, to jest rodzaj zakręcenia.
                  • laruara Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:35
                    Miałam chłopa i troje dzieci i brak kogokolwiek do pomocy. No nie ... nie pracowałam. Zapitalałam bardziej niż ten chłop. A jak tylko najmłodsze było na tyle ogarnięte że mogło samo pójść do szkoły to poszłam do pracy na pół etatu.
                    • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:14
                      To wracamy do jednego z korzeni problemu - czy kobieta, która zapitala przy dzieciach/dziecku pracuje czy nie pracuje, czy to się jakoś stopniuje (liczba dzieci, choroby) i kto i po co to wszystko wymyślił i jeszcze ponapuszczał kobiety na siebie, żeby się wzajemnie zagrzewały do wydajniejszej roboty?
                      • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:37
                        danaide napisała:

                        > To wracamy do jednego z korzeni problemu - czy kobieta, która zapitala przy dzi
                        > eciach/dziecku pracuje czy nie pracuje,

                        A jak sie zapitala przy dziecku/dzieciach? wylaczmy z tego dzieci ciezko chore, uposledzone, ktore nie rozwijaja sie prawidlowo oraz rodziny w ktorych jest wiecej niz 3 dzieci z mala roznica wieku. ilez to pracy jest przy dziecku/dzieciach? przedstawianie tego jako harowy jest mocno przesadzone.
                        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:29
                          A przedstawianie tego jako niepracowania jest manipulacją.
                          • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:17
                            Czyli osoby pracujące, ktore mają dzieci wyrabiają podwójny etat? Cud, że żyją
                        • laruara Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:03
                          To powiedz mi skąd biorą się matki które mają jedno dziecko i nie dają rady przy nim posprzątać, ugotować, zrobić zakupy itd. Bo dziecko wymaga tyyyle pracy.
                          A jak ktoś ma troje i musi sam ogarnąć pięcioosobową rodzinę. Sam, bo drugi rodzic pracuje i rączki od prac domowych umywa sprytnie.
                          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:23
                            U mnie rączki sprytnie umywane wyprowadziły się wraz z właścicielem w 9. miesiącu życia dziecka, bo mam niską tolerancję chłopa w pozycji horyzontalnej. A główka wcześniej dwójeczkę już planowała.

                            Raczej Ty mi odpowiedz skąd ta trójka.
                            • laruara Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 14:13
                              Napiszę Ci tak. Dopóki chłop zarabiał przyzwoicie a pracował mało ( pracę załatwiłam mu ja ), to było ok. Ja się pracy domowej nie boję i jestem bardzo dobrze zorganizowana. Po urodzeniu trzeciego dziecka ( dezyzja wspólna) chłop z lenistwem przegiął w pracy i wyleciał. Nagle okazało się że on nie umie zarabiać ...
                              Ale tu zbaczamy z tematu.
                              Czytając Ciebie odnoszę wrażenie że szukasz dla swojej niechęci pójścia do pracy usprawiedliwienia. Nie chcesz, nie musisz, nie pracuj. Większość z nas musi aby żyć.
                              Tylko zastanów się jaki to może mieć finał. Dziczejesz w domu, lata lecą, dziecko rośnie, oszczędności topnieją, wypada się z rynku pracy.
        • phantomka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 07:10
          Twoim problemem nie sa realne leki, tylko leki. To,czy one byly realne, to stwierdzisz po ich przepracowaniu. Hamuja Cie wyobrazenia, a na to nie ma rad. Moze faktycznie warto ten czas wykorzystac na terapie?
          • zarin Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:47
            To jest bardzo a propos wątku z tematu o terapii, że ludzie narcystyczni zgłaszają się do leczenia z wydumanymi problemami zamiast zająć się źródłem problemu.
            Miałam odpisać merytorycznie, ale to nic nie zmieni, tak jak nic nie zmieniła dekada męczenia tego samego tematu.
            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:15
              5 lat raczej, ale dzięki za trzymanie ręki na pulsie smile
        • helenaizuza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:11
          Nie rozumiem. Przecież to Ty założyłas taki wątek i nie da się go rozpatrywać w oderesniu od aktualnych źródeł utrzymania. Znaczy jeśli dajesz radę, jesteście zabezpieczone na przyszłość, to odpuść sobie pracę skoro generuje to takie lęki. Ja gdybym nie pracowała, nie miałabym z czego żyć, więc to proste-muszę pracować. Stąd chyba pytania o źródła utrzymania. Ja też jestem ciekawa z czego żyjesz i czy Wam wystarcza. I czy są to dochody pewne. To nie jest złośliwe pytanie. Taka wiedza jest potrzebna, żeby rzetelnie ocenić sytuację i doradzić czy warto walczyć z lekami dot. pracy z ludźmi, czy warto się przełamywac, czy warto podjąć wyzwanie itp. Wiadomo że łatwiej jest nie pracować i ogarniać dom i dziecko niż to łączyć. Pytanie czy realnie możesz sobie na taki komfort pozwolić.
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:18
            Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki. B. Franklin. wink
    • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:06
      ja tez nie chce wracac do pracy.
      boje sie:
      1. stresu w domowych sytuacjach awaryjnych typu choroba dziecka,seniora w rodzinie, jasne jest ze wtedy chce byc calą obecnoscią,uwagą i sercem tylko przy rodzinie,z tą osobą a tu jeszcze trzeba sie prosic,przepraszac w pracy, kombinowac z naglym urlopem/zwolnieniem, znosic w sumieniu ze sie im w pracy zrobilo problem...ze sie jest tym pracownikiem który nawala,ktoremu cos sie dzieje...
      poki natezenie chorob dzieci i innych zdarzen w mojej rodzinie nie zmniejszy sie-ja na pewno nie odwaze sie wracac do pracy
      2. ze moje dzieci beda sie poniewierac na swietlicach i dyzurach feriowo-wakacyjnych,a nie chce tego
      3. ze bede sie bardziej przejmowac wskaznikami sprzedazy w Europie Srodkowo-Wschodniej i/lub na Balkanach/Bałtykach/innych zamiast sprawami moich dzieci
      4. boje sie też że coś przeocze w zw. z pkt poprzednim,że zapomne,zaniedbam,bedzie zawód dziecka,smutek lub problemy zdrowotne
      5. boje sie wplywu tego na calą naszą rodzine,ze moj powrot do pracy pozbawilby nas kuzackich popoludni i weekendow kiedy to nie gotujemy,nie sprzatamy,nie biegamy po zakupy ani zalatwiac innych spraw.
      6. ze niania babcia itp nie zrobią z moimi dziecmi prawidlowo cwiczen typu sensoryka,logopedia,rehabilitacja itp
      • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:06
        1. znajdz elastyczny rodzaj pracy ktory pozwoli w razie czego pracowac w domu. Sa takie prace

        2. straszny dramat, jeszcze sie zsocjalizuja i odpepowia.

        3. no skoro wlasnym wartosciom i sobie nie ufasz...

        4. jak sie nie ma problemow to sie tworzy jakies bzdety

        5. to wroc na pol etatu, kto ci kaze na caly etat?

        6. bedzie cie stac na fachowca ktory uczyni to lepiej niz ty.
        • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:19
          princesswhitewolf napisała:

          > 1. znajdz elastyczny rodzaj pracy ktory pozwoli w razie czego pracowac w domu.
          > Sa takie prace

          ale nawet na wlasnej dzialalnosci masz cos takiego jak zobowiązania. no chyba ze moja praca polegalaby na robieniu kolczykiw z filcu i nigdy nic na termin/na zamowienie.

          > 2. straszny dramat, jeszcze sie zsocjalizuja i odpepowia.

          wiesz, jakby Ci to powiedziec. socjalizowac sie mozna i wystarczy to robic w godzinach 8-25 w szkole a popoludniami i w weekendy mozna sie socjalizowac z towarzystwem pozaszkolnym,wsrod przyjaciol itp. a co do ferii i wakacji to jednak z całym szacunkiem uwazam ze moje dzieci więcej skorzystają spedzajac 3 tygodnie w poludniowej Francji czy Wloszech, potem tydzien czy dwa na Mazurach a ferie z rodzicami i przyjaciolmi w dowolnym miejsvu zamiast wegetować na dyżurach szkolnych. jest to straszne i to ze sie w tym czasie „zsocjalizują” będąc juz i tak zsocjalizowanym to jest po prostu dla nich mizerna przyjemnosc,mizerna atrakcja.
          a do tego jeszcze majowki,dlugie weekendy itp. wyjezdzamy duzo. gdybym miala pojsc do pracy gdzies na etat musialabym prosic sie o kazdy dzien wolnego i ukladac z innymi czy mam wolna wigilie czy Sylwester a tak od 23.12 do 7.01. co roku gdzies wyjezdzamy. dzieki temu oddychamy,spedzamy fajnie czas a i pojezdzic na nartach mozna wiecej niz 4 dni w roku
          > 3. no skoro wlasnym wartosciom i sobie nie ufasz...

          to nie chodzi o wartosci moje tylko o presje ktora zawsze w jakims stopniu w pracy jest wywierana i jesli kiedykolwiek zajmowalas wysokie stanowisko w dziale sprzedaży to wiesz o czym mówię

          > 4. jak sie nie ma problemow to sie tworzy jakies bzdety

          to nie są bzdety

          > 5. to wroc na pol etatu, kto ci kaze na caly etat?

          nikt mi nie kaze wogole wracac. a co do pol etatu to w mojej branzy i przy moich kwalifikacjach malo realne. i tak po prawdzie-mało jest prawdziwych ofert na pol etatu

          > 6. bedzie cie stac na fachowca ktory uczyni to lepiej niz ty.

          fachowcy to robią owszem ale:
          -niektore cwiczenia są mozliwe do zrobienia w domu i wtedy odoada koniecznosc dojazdu a to męczy dziecko
          - zadne zajecia nie zastąpia systematycznej pracy z dzieckoem w domu. musialabym chyba codziennie lub co drugi dzien wozic dziecko na kazde z tych zajec po pol godziny a tak cwiczymy po godzinie 2 razy w tygodniu a utrwalamy w domu.
          • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:30
            >ale nawet na wlasnej dzialalnosci masz cos takiego jak zobowiązania.

            nie rozumiem o czym mowisz. Ja mowie o zatrudnieniu sie skoro wlasna dzialalnosc ci nie odpowiada.


            > to jednak z całym szacunkiem uwazam ze moje dzieci więcej skorzystają spedzajac 3 tygodnie w poludniowej Francji czy Wloszech, potem tydzien czy dwa na Mazurach a ferie z rodzicami i przyjaciolmi w dowolnym miejsvu zamiast wegetować na dyżurach szkolnych.

            jak pojdziesz do pracy to bedzie cie stac na to i na to. Mnie stac.

            >o presje ktora zawsze w jakims stopniu w pracy jest wywierana i jesli kiedykolwiek zajmowalas wysokie stanowisko w dziale sprzedaży to wiesz o czym mówię

            tylko i wylacznie istnieje praca w sprzedazy?

            >e. i tak po prawdzie-mało jest prawdziwych ofert na pol etatu

            nie wiem jak w PL ale tu w biurze pracuja z 3 kobity na pol etatu


            >fachowcy to robią owszem ale:
            >-niektore cwiczenia są mozliwe do zrobienia w domu i wtedy odoada koniecznosc dojazdu a to męczy dziecko
            >- zadne zajecia nie zastąpia systematycznej pracy z dzieckoem w domu. musialabym chyba codziennie lub co drugi >dzien wozic dziecko na kazde z tych zajec po pol godziny a tak cwiczymy po godzinie 2 razy w tygodniu a utrwalamy w domu.


            Mam 5 latka ktory plynnie czyta. Jego rowiesnicy ledwo poznali literki. Geniusz? Nie. Lubi + Wynik systematycznej pracy matki pracujacej na pelen etat ktora po pracy czyta i liczy z dzieckiem.

            Dziecka tez nie mozna torturowac 3 godzinami zadan wiec spokojnie zmiescisz sie i po pracy.

            Dzieciak jedzie do szkoly ( klub sniadaniowy) na 7 rano i mama go zawozi i jest odbierany o 15:15 rowniez przez matke czyli przeze mnie i nie bywa na swietlicy. Da sie
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:36
              Princess, zrozum wreszcie, z samego faktu pracowania nie wynika, że kogoś na te wszystkie rzeczy będzie stać!
              No i wreszcie dni urlopowych jest tyle a tyle w ciągu roku, a dni wolnych w szkołach baaaardzo dużo wink.
              To często wcale nie jest wybór pomiędzy tym, że nie pracuję i robię wszystko sama - albo pracuję i mam te urlopy w południowej Francji. Całe lata pracowałam u kogoś i na te urlopy czy codzienne kupowanie dobrego, gotowego obiadu, stać mnie nie było. A nie pracowałam na kasie.
              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:49
                Princess, dla mnie jest cenne to co piszesz, ale to jednak jest perspektywa z wysp. Zrozum czemu tyle naszych jest u Ciebie. To dlatego, że psy szczekają, karawana stoi, zawraca, jedzie do tyłu, a oni pchają i co z tego mają? Złababa, laluara - masz dziecko/dzieci, nie jesteś wąską, chłop, nawet jeśli jest, też niewąski - mamy Cię.
                Wyliczenia mam takie, że naście lat temu na cały etat dostawałam 1/2 metra kwadratowego w miejscu, w którym mieszkam. Dziś, na pół etatu - 1/5? 1/6? Spytaj tanebo, dyżurny ekonomista, on ci wyjaśni...
                • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:48
                  danaide.... zaraz... ale o czym ty mowisz? Przeciez ty mieszasz w Europie zachodniej jak rozumiem a nie w Polsce.
                  • alicia033 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:51
                    princesswhitewolf napisała:

                    > Przeciez ty mieszasz w Europie zachodniej jak rozumiem a nie w Polsce.

                    co ty dziś wzięłaś, princesswhitewolf, takie duby smalone wypisujesz, nie tylko w tym wątku??
                    Dużymi literami: Danaide mieszka w WARSZAWIE
                    • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:01
                      o, a ja tez myslalam ze na Wyspach
                    • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:45
                      alicia, nie wiem kim ty sie otaczasz i co biora skoro tak oceniasz ludzi.

                      Ja nie znam danaide tak dokladnie i nie czytam kazdej jednej wypowiedzi jej w tym watku, bo nie mam na to czasu. Czytam tylko poczatek i rozmowe ze mna.
                      • alicia033 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:20
                        princesswhitewolf napisała:

                        > alicia, nie wiem kim ty sie otaczasz

                        z przyjemnością mogę napisać, że otaczm się ludźmi, którzy nawet w 1/10 nie są tak niechlujni i pozbawieni kultury osobistej, jak ty.
                        Bo to, co "prezentujesz" na forum to nic innego, jak niechlujstwo i brak dobrego wychowania.

                        > i co biora skoro tak oceniasz ludzi.

                        o tej porze - kawę, herbatę, wodę, soki... Nic, czemu można przypisać twoje odloty.


                        > Czytam tylko poczatek i rozmowe ze mna.

                        gdybyś czytała, to doczytałabyś jej dużo wcześnijeszą odpowiedź, jasno wskazującą na Warszawę.



                        • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:24
                          jak juz wspominalam nie czytalam wszystkiego po kolei.

                          A wiesz ze ja rozmawiam z toba grzecznie a ty caly czas rzucasz obelgi? No i tyle w kwestii kultury twojej vs mojej. Moze zacznij ja praktykowac. Zegnam. Prosze nie lazic za mna.
            • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:21
              princesswhitewolf napisała:

              > nie rozumiem o czym mowisz. Ja mowie o zatrudnieniu sie skoro wlasna dzialalnos
              > c ci nie odpowiada.

              to Ty nie rozumiesz. probuje Ci wytlumaczyc ze pracując zawsze ma się jakies zobowiązania. no na boga nigdy nie ma tak ze Twoja nieobecnosc w pracy na nikogo nie ma wpływu. Bo wspolpracownicy miszą Cie zastapic, szef ma problem z obsadą, rozdzialem zadan, z realizacją planów ogolnozespolowych itp, do tego klienci czekają czy to zewnetrzni czy wewnętrzni. Ja podalam tylko przyklad dg gdzie teoretycznie jestes panem wlasnego losu czyli odpada stres wobec wspolpracownikow i plaszczenie sie przed szefem, ale przeciez są zobowiazania wobec klientow. Wszędzie! A ja w sytuacji choroby dziecka czy z powodu pobytu dziecka w szpitalu itp nie mam ochoty na to aby jakikolwiek skrawek mojej głowy zaprzątac czyms innym, aby jakakolwiek czesc mnie czula stres z powodu zawalenia czegos zwiazanego z pracą.

              >
              > > to jednak z całym szacunkiem uwazam ze moje dzieci więcej skorzystają spe
              > dzajac 3 tygodnie w poludniowej Francji ... zamiast wegetowa
              > ć na dyżurach szkolny
              > jak pojdziesz do pracy to bedzie cie stac na to i na to. Mnie stac.

              ja nie pracuję i właśnie stać mnie na to tylko zauważ że to nie kasa tu jest problemem tylko brak urlopu. gdybym miala policzyc wszystkie dni ktore soedzamy na wyjazdach w czasie ferii,wakacji,weekendow zaczynajacych sie juz w piatek czy czwartek lub konczacych w poniedzialek czy wtorek to nie zmiescilabym sie nawet w 60 dniach urlopu... i nik,nawet w pracy na pol etatu na to nie pójdzie
              .
              > >o presje ktora zawsze w jakims stopniu w pracy jest wywierana i jesli kied
              > ykolwiek zajmowalas wysokie stanowisko w dziale sprzedaży to wiesz o czym mówię
              >
              > tylko i wylacznie istnieje praca w sprzedazy?

              oczywiscie ze nie, ale w kazdej pracy jest jakas presja, kazdy szef uwaza ze jego dzial jest najwazniejszy, kazdy PM uwaza ze to jego projekt jest najwazniejszy itd itp. Moze jak ktos zajmuje jakies niskie stanowisko to tego nie czuje, ale ja gdybym miala wracac do pracy to jednak bede sie zajmowac czyms na czym sie znam i w czym mam doswiadczenie...

              > >e. i tak po prawdzie-mało jest prawdziwych ofert na pol etatu
              >
              > nie wiem jak w PL ale tu w biurze pracuja z 3 kobity na pol etatu

              no to o czym my mowimy. nie wiem gdzie masz to biuro ale tu w PL w Warszawie i innych jest to malo prawdopodobne,malo realne, zwlaszcza gdyby miala to byc praca zgodna z moimi kwalifikacjami

              > >fachowcy to robią owszem ale:
              > >-niektore cwiczenia są mozliwe do zrobienia w domu i wtedy odoada konieczn
              > osc dojazdu a to męczy dziecko(...) a utrwalamy w domu

              > Dziecka tez nie mozna torturowac 3 godzinami zadan wiec spokojnie zmiescisz sie
              > i po pracy.
              >
              > Dzieciak jedzie do szkoly ( klub sniadaniowy) na 7 rano i mama go zawozi i jes
              > t odbierany o 15:15 rowniez przez matke czyli przeze mnie i nie bywa na swietli
              > cy. Da się

              wierze ze sie da tylko po co? skoro mohe dziecko moze wstac dopiero o 7:45, zawoze do szkoly na 8:30, zaczyna sniadaniem, potem o 15 odbieram i nie z wywieszonym jezykiem nie mogac nigdzie po pracy pojsc bo nie zdążysz odebrac o 15. ja jak wracam do domu to mam juz zrobione zakupy,ugotowane,wszystko na moescie zalatwione wiec od tej 15 mamy fzas juz tylko na ewentualne zajecia dodatkowe ktire dziecko lubi i czas dla siebie, posilek, odpoczynek,zabawa.
              • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:59
                > Wszędzie! A ja w sytuacji choroby dziecka czy z powodu pobytu dziecka w szpitalu itp nie mam ochoty na to aby jakikolwiek skrawek mojej głowy zaprzątac czyms innym, aby jakakolwiek czesc mnie czula stres z powodu zawalenia czegos zwiazanego z pracą.

                No to sie wybiera prace taka by moc czasami pracowac z domu. Nie rozumiem takiego rozkimniania. 2 lata temu zaliczylismy 2 infekcje I z 5 angin w jedym roku u dziecka. Princess brala computer pod pache I zapier… z domu gdy byla goraczka. I nie lzawila z tego powodu. Tu nie ma luksusow jak w Polsce pt zwolnienie na dziecko.



                >ja nie pracuję i właśnie stać mnie na to tylko zauważ że to nie kasa tu jest problemem tylko brak urlopu. gdybym >miala policzyc wszystkie dni ktore soedzamy na wyjazdach w czasie ferii,wakacji,weekendow zaczynajacych sie juz w >piatek czy czwartek lub konczacych w poniedzialek czy wtorek to nie zmiescilabym sie nawet w 60 dniach urlopu... i >nik,nawet w pracy na pol etatu na to nie pójdzie

                W Polsce ludzie maja wiecej urlopu niz w UK bo tutaj to 25 dni rocznie. Poza tym zapisz w koncu to dziecko na jakies zajecia w czasie przerw, zimowiska, karate, plywalnie, klub wakacyjny z okolicznymi wycieczkami do zamkow, parkow, jezior. Nie czyn go asocjalnym. Nie musi to byc tepa swietlica. Kazdy rodzic ma tu 25 dni. To duzo czasu, a wakacje tu sa dluzsze dla dzieci niz w Polsce. Nie widze dramatu w ogole.


                > Moze jak ktos zajmuje jakies niskie stanowisko to tego nie czuje, ale ja gdybym miala wracac do pracy to jednak bede sie zajmowac czyms na czym sie znam i w czym mam doswiadczenie...

                Mam aktualnie caly dzial kobit pod soba tu w UK i jestem head of dep. Nie rozumiem dramatu. Po prostu pracuje sie I mniej spedza czasu w necie. Zaraz spadam niestety bo o 11 mam spotkanie.


                >wierze ze sie da tylko po co? skoro mohe dziecko moze wstac dopiero o 7:45, zawoze do szkoly na 8:30, zaczyna >sniadaniem, potem o 15 odbieram i nie z wywieszonym jezykiem nie mogac nigdzie po pracy pojsc bo nie zdążysz >odebrac o 15. ja jak wracam do domu to mam juz zrobione zakupy,ugotowane,wszystko na moescie zalatwione wiec od tej 15 mamy fzas juz tylko na ewentualne zajecia dodatkowe ktire dziecko lubi i czas dla siebie, posilek, odpoczynek,zabawa.

                Poszukaj blizej pracy ( ja mam 25 min piechota albo 10 min samochodem). Zakupy w tym kraju przywoza ci I nigdzie nie musze jechac. W Polsce chyba wymyslono. Kroje wieczorem, wolnowar gotuje, maszyna do sprzatania czysci automatycznie podlogi, kobita wpada co 2 tyg sciera kurze, myje czasem okna. Ja w ogrodzie dzialam
                Po szkole jedziemy na karate albo od razu do domu I czytamy odrabiamy lekcje.

                To sie da polaczyc, a ja prawie jestem samotna matka ( tzn ojciec jest 2 razy w tyg tylko bo jest czlowiekiem niestety dysfunkcyjnym ( Asperger) ). Trzeba szukac intensywnie po prostu odpowiedniej pracy aby to ogarnac. Wiekszosc rodzicow ogarnia I nie marudzi.
                • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:25
                  princesswhitewolf napisała:

                  > No to sie wybiera prace taka by moc czasami pracowac z domu. Nie rozumiem takie
                  > go rozkimniania.

                  z domu sie da, ze szpitala juz gorzej. z domu babci starowinki w wielu 89 lat przy obsludze koncentratora tlenu, pomaganiu w kazdej czynnosci-juz trudniej.

                  >2 lata temu zaliczylismy 2 infekcje I z 5 angin w jedym roku u dziecka.

                  nie zrozumiemy sie... jedyne co przezylas to kilka infekcji, ja natomiast przezylam duzo powazniejsze rzeczy z operacjami dzieci włącznie...

                  >Princess brala computer pod pache I zapier… z domu gdy byla goraczka.
                  > I nie lzawila z tego powodu.

                  Ty moze nie. pytanie co na to twoje dzieci... i pytanie czy tak samo byc intensywnie pracowala jakbys miala dwoje dzieci z rotawirusem w domu ciagle wymiotujacych... czasem mozna nie nadążać ze sprzątaniem a gdzie jeszcze czuwanie przy dziecku,przytulanie,podawanie lekow itp

                  >Tu nie ma luksusow jak w Polsce pt zwolnienie na
                  > dziecko.

                  współczuję. musiałaś się czuć strasznie.

                  > W Polsce ludzie maja wiecej urlopu niz w UK bo tutaj to 25 dni rocznie.
                  W Polsce tych dni jest 26, plus ewent 2 dni opieki na dziecko czyli 28. To nadal za mało przy naszym trubie zycia. my duzo wyjezdzamy i poki jeszcze nie ma intensywnej nauki w szkole i dzieci mogą sobie czasem zrobic wolne to doputy zamierzamy korzystac.

                  > zapisz w koncu to dziecko na jakies zajęcia w czasie przerw, zimowiska, karate, plywalnie,

                  chodzą na basen 2 razy w tygodniu, na judo i inne tez. nie musze tym zapychac czasu w wakacje czy ferie skoro jest to czas na narty na powietrzu (zimą) czy na plaze (latem)

                  >klub wakacyjny z okolicznymi wycieczkami do zamkow, parkow, jezior

                  nie musze skoro moge wziac moją mame czy kolezanke z dziecmi i pojechac na tydzien w sierpniu na Dolny Śląsk i pozwiedzac „okoliczne zamki” a w lipcu na tydzien na Mazury gdzie poza atrakcjami typu lodka i kapiel w jeziorze sa tez walory krajoznawcze...

                  >Nie czyn go asocjalnym.

                  widze ze usilnie probujesz sobie poprawic humor wmawiając ten absurd smile Zapewniam Cie ze moje dzieci są zsocjalizowane a dodatkowo fajnie spedzaja czas z RODZICAMI, przyjaciolmi, dalszą rodziną, w sprzyjających socjalizowaniu osrodkach nad Gardą,Balatonem,Baltykiem i Mamrami smile

                  > 25 dni urlopu, nie widze dramatu

                  ja tez nie widze ale Twoich dzieci tez nie widze zachwyconych tkwieniem w miescie... Moze napisz po prostu konkretnie-ile trwaja poszczegolne przerwy w szkole i co wtedy robia Twoje dzieci? I czemu robią to z kims obcym a nie z rodzicami?

                  > > Moze jak ktos zajmuje jakies niskie stanowisko to tego

                  > Mam aktualnie caly dzial kobit pod soba tu w UK i jestem head of dep. Nie rozum
                  > iem dramatu

                  tłumaczysz sie? cos tu nie gra. bo albo jestes Head of dep albo jednak masz odpowiedzialnosc. mylisz sie w zeznaniach. jesli wszystko co napisalas wyzej jest prawda to raczej pracujesz na stanowisku malo znaczacym bo gdybys byla szefem to rozumialabys o czym
                  napisalam w pierwszym wpisie.
                  I jesli nie rozumiesz dramatu to znaczy ze poza kilkoma infekcjami dzieci niewiele przezylas.... na szczescie. Inaczej bys spiewala gdyby twoja babcia mieszkajaca po sasiedzku miala wylew,tata zlamal biodro, gdyby dziecko mialo kilka operacji, trudne zlamanie nogi/ręki itp


                  > >wierze ze sie da tylko po co?

                  > Poszukaj blizej pracy ( ja mam 25 min piechota albo 10 min samochodem).

                  nie nie bede szukac. argumenty juz przestawilam. wracanie do pracy dla mnie jest niewarte stresu i obnizenia komfortu zycia calej naszej rodziny. Komfort finansowy mamy zapewniony wiec chodzi o i lnny komfort, ten bardziej wartosciowy.

                  >Zakupy
                  > w tym kraju przywoza ci I nigdzie nie musze jechac. W Polsce chyba wymyslono.

                  owszem ale nie kazdy zywi sie smieciowym zarciem z supermarketu. jak chcesz jest dobre warzywa,dobre pieczywo, dobre steki,dobra cielecine i eko sery to w tesco tego nie zamowisz.

                  >kobita wpada co 2 tyg sciera kurze, myje czasem okna.

                  u mnie tez, ja nie sprzatam.

                  > Po szkole jedziemy na karate albo od razu do domu I czytamy odrabiamy lekcje.

                  my podobnie

                  > To sie da polaczyc

                  da sie ale nie bez straty dla dzieci. zwlaszcza wyjazdy itp
                  • przystanek_tramwajowy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:33
                    Princess jak widzę wykreowała się tu na Matkę Siłaczkę. Szkoda, że trochę minęła się z prawdą. Zapomniała napisać, że do pomocy przy dziecku ma matkę, która z nią mieszka i ojca dziecka. Pamiętam jak sama pisała, że to babcia odbiera syna z przedszkola. Weź i przestań już pitolić księżniczko za pięć groszy.
                    • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:48
                      przystanku, zyjesz dawnymi czasami kiedy moja mama byla zdrowa. Aktualnie moja mama wiecej w Polsce niz tu. Ma atrial fibrillation i nadzieja jest ze electrical cardioversion pomoze jej i obedzie sie bez rozrusznika serca.

                      aby dowiedziec sie aktualnosci z mojego zycia ( a w moim zyciu wiele sie ciagle zmienia) pytaj mnie na biezaco, a nie na bazie danych z przed 5 lat. Tak, kiedys bylam mloda dzis juz nie. Tak, kiedys moglam jesc co chce a dzis juz musze uwazac. Zycie i zmiany. Ehhh .Pozdrawiam

                      • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:12
                        no widzisz. gdybym byla na twoim miejscu to niepracujac moge sie mamą zająć, dopilnowac badan, zagladac do niej czesciej
                        cenie sobie to bardziej niz rozwoj zawodowy
                        • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:21
                          no ale sa opcje pol i cwierc etatowe przynajmniej tu w Uk...
                  • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:35
                    Ty moze nie. pytanie co na to twoje dzieci... i pytanie czy tak samo byc intensywnie pracowala jakbys miala dwoje dzieci z rotawirusem w domu ciagle wymiotujacych... czasem mozna nie nadążać ze sprzątaniem a gdzie jeszcze czuwanie przy dziecku,przytulanie,podawanie lekow itp


                    Moje dziecko mialo raz rotawirusa. Wtedy kiedy dostałam pilne i atrakcyjne finansowo tłumaczenie. To była mordęga - zdanie, lekarstwo, zdanie, nudzi mi sie, zdanie, znowu lekarstwo. Byłam sino-biała ze zmeczenia po 3 dniach. Mimo wszytsko warto było. Poza czasem chorób jest dużo czasu, żeby dziecko mogło wisiec na nas przytulone, na rozmowy i zabawę. Nie odbija się to na ich emocjach jeżeli zdarzy się, że matka czy ojciec nie mogą mu poświęcic 100% swojej uwagi zawsze. A dlaczego warto? Na przykład dlatego, że mozna posłac dziecko do "najlepszej szkoły na swiecie" a nie przechowalni, która ewentualnei przygotuje do egzaminów. (a to tylko jeden z przykładów)
                  • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:10
                    czyli jest dodatkowa zmienna czyli opieka nad babcia wasza? no to troche zmienia sytuacje i faktycznie nie da sie pracowac jak sa i dzieci i opieka nad starsza osoba

                    >widze ze usilnie probujesz sobie poprawic humor wmawiając ten absurd

                    no daj mi poprzesadzac troche. nuda by wionely te wypowiedzi gdyby nie dodawac szczypty absurdu i dramatu tu i tamwink

                    >da sie ale nie bez straty dla dzieci. zwlaszcza wyjazdy itp

                    a tego juz nie kumam, ale moze dlatego ze nie mam czasu wnikac lub cos po lebkach przeczytalam ( forum traci bo odpisuje czasem na polgwizdka). Bo sobie mysle, na czym ow moj dziecior traci skoro i wyjezdza i lazi na rozmaite zajecia tu i tam i mamy czas na lekcje.
                    • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:45
                      princesswhitewolf napisała:

                      > czyli jest dodatkowa zmienna czyli opieka nad babcia wasza?

                      nie jestem opiekunką babci ale chodzi o to ze podejmujac decyzje ze rzucam korpo chcialam byc dostepna dla rodziny ogolnie czyli i ridzicow i tesciow gdyby cos sie stalo. a w wieku pow 70tki juz ma prawo. moge we wszystkim pomoc seniorom, moi seniorzy nie musza sami jezdzic do lekarzy,po zakupy, zalatwiac cos, moge ja. to kwestia tego ze dobrze ze soba wszyscy zyjemy całą rodzinà oraz ze mieszkamy w jednym miescie.

                      > >da sie ale nie bez straty dla dzieci. zwlaszcza wyjazdy itp
                      >
                      > a tego juz nie kumam, ale moze dlatego ze nie mam czasu wnikac lub cos po lebka
                      > ch przeczytalam ( forum traci bo odpisuje czasem na polgwizdka). Bo sobie mysle
                      > , na czym ow moj dziecior traci skoro i wyjezdza i lazi na rozmaite zajecia tu
                      > i tam i mamy czas na lekcje.

                      moze nie traci bo jestes jego mamą a kazda mama swojego dziecka jest the best ale moje dzieci i my -my rodzice tez sie liczymy-my wszyscy mozemy wyjezdzac wiecej, bardzo to lubimy wiec jezdzimy. gdybym pracowala nie moglibysmy tyle
                      • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:05
                        no ale babcie regularnie odwiedzac musisz w tym szpitalu, cos do jedzenia przyniesc i ugotowac pod chora osobe bo w PL ponoc jedzenie w szpitalu to masakra.

                        Korporacja to nie jest dobre rozwiazanie dla matek jesli nie oferuje elastycznego stylu pracy czyli mozliwosci pracy z domu czesto itd. Ale sa i inne opcje poza korpo przeciez. Chyba ze w Pl tylko w korpo placa dobrze bo tu korpo czy nie korpo place sa niewiele rozniace sie i zalezy od samego stanowiska obowiazkow i co wynegocjujesz.

                        Jesli chodzi o wyjazdy to w tym roku bedziemy Na Isle of Wight w kwietniu, w Weymouth polwyspie w Wielkanoc, potem w Polsce tydzien w maju, potem w Kornwalii tydzien w lipcu, a na przelomie sierpnia wrzesnia na Lazurowym Wybrzezu 2 tyg, no i potem na gwiazdke jedziemy na Madere bo tam cieplej.

                        Od kwietnia w weekendy w niedziele praktycznie kazda jezdzimy do okolicznych ogrodow i zamkow ( tu w Uk duzo tego i ja mieszkam pod zamkiem)
                        • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:09
                          ja podalam przyklad babci. rownie dobrze moze byc maz, tesc,dziecko. pracujac bylabym zestresowana i biegająca z obłędem w oczach miedzy praca a szpitalem a tak jak cos sie dzieje to ja mam luz,rzucam wszystko i organizuje wszystko
                    • sasanka4321 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:53
                      > nie mam czasu wnikac lub cos po lebkach przeczytalam ( forum traci bo odpisuje czasem na polgwizdka)<

                      Forumki sa niepocieszone, princess, i ronia lzy. Zdajemy sobie sprawe, ile tracimy...
                      • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:10
                        widzisz
                        princess jest w niedoczasie ale to wypiera
                        nawet czyta po łebkach
                        • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:20
                          oczywiscie to tylko forum. Uwazam ze kazdy powinien miec priorytety
                      • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:20
                        https://www.dogslife.com.au/wp-content/uploads/2009/01/Peeing-on-demand.jpg
                • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:36
                  princesswhitewolf napisała:

                  > W Polsce ludzie maja wiecej urlopu niz w UK bo tutaj to 25 dni rocznie.

                  serio, dla wszystkich? ja znam firmy ktore daja 30 dni plus bank holidays pracownikom pracujacym 37.5h tygodniowo.
                  • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:29
                    5.6 weeks jest czyms znanym jako statutory requirement. W praktyce wiekszosc urzedow i firm daje 25 dni plus wszystkie bank & national holidays.
                    W mniejszosci sa firmy dajace wiecej startujacym pracownikom co nie znaczy, ze ich nie ma. Wiele firm daje wiecej wraz z wysluga lat.
                    • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:17
                      wow ales sie naszukala ale bingo, juz wiemy ze jest roznie
        • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:26
          O 1 wcale nie jest tak łatwo w Polsce, naprawdę nie każda jest wąską specjalistką, większość prac wymaga odsiedzenia dupogodzin na miejscu.
          2 - u nas np. w szkole nie ma dyżurów, półkolonii itp., rodziców stać, żeby pojechać z dzieciakami na ferie, dzieci są zadbane, obyte, w rozjazdach po Polsce i Europie, dobrze im to robi, zamiast wtedy, kiedy powinny odpoczywać, wysiadywać znowu w szkole.
          3. - ja mniej więcej rozumiem, o co chodzi, to nie jest kwestia, że się aż tak zaangazujesz w pracę, to kwestia tego, na ile Cię naciska i żyłuje pracodawca, żebyś mu wyrobiła plan sprzedaży czy coś tam.
          5. I wreszcie - gdzie Ty masz te prace na pół etatu, kiedyś rozważałam taką opcję, z dostępnych mi możliwości nie było opcji ani pół etatu, ani pracy zdalnej. Taki rynek pracy (nie jestem z prężnej metropolii).
          6. Duuuży optymizm. Może akurat kondolyza jest wąską specjalistką, ludzie, którzy zarabiają przeciętnie, zostaną niemal z niczym, jak zaczną wszystko komuś zlecać i płacić, żeby siedzieć w pracy.
          To wszystko jest ok - pod warunkiem, że dobrze zarabiasz. Jeśli zarabiasz mało, możesz dosłownie wyjść na minus wink.
          • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:34
            Akurat mnóstwo prac dostępnych na zlecenie to nie jest nic dla wąskich specjalistek. Fakt, nie są to może rzeczy rewelacyjnie płatne, ale spokojnie można coś dorobić pracując te 10 godzin w tygodniu np.
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:36
              Podaj przykład, chętnie dorobię wink.
              • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:41
                Akurat nawet szukam, ale nie chcę się dekonspirować big_grin
                Ja piszę teksty w stylu: Jesienią często zdarza się, że twoje dziecko ma katar. Na zapchany nosek maluszka najlepszy jest spray X. Redaguję wpisy na fejsa. Robię opisy produktów do sklepów internetowych. Piszę oczywiście o tym, co robię nieraz dla kasy, ot tak, na szybko, bo zdarzają mi się ambitniejsze rzeczy, ale czasami potrzebuję po prostu dorobić nie angażując umysłu.
                Wejdź na useme i poszukaj, tam jest sporo zleceń.
                • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:52
                  Co to jest useme? Pisać pierdoły, coś dla mniewink
                  • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:54
                    Wpisz w google - to platforma ze zleceniami. Jak znasz jakiś język obcy na poziomie takim, że możesz w nim pisać pierdoły to naprawdę dobrze zarobisz. Pierdoły po polsku są gorzej płatne.
                    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:45
                      O!!!
                • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:44
                  Dzięki. Kiedyś pisałam takie rzeczy, to stawki były porażająco niskie. Np. 5 zł za artykuł na 900 zzsp, może o bzdetach, ale musiałam się nakombinować przy nim.
                  Ale wejdę i sprawdzę, dzięki. Lubię takie pierdółki wink.
                  • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:59
                    Ja pisałam takie po 4 zł za 1000 zzs, ale bez myślenia jakiegokolwiek.
                    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:02
                      No, to ja musiałam najpierw zrobić research po włosku big_grin.
                      • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:07
                        To już wyzysk smile
                        • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:52
                          Prawda? big_grin big_grin big_grin
                • 1st.world.problems Re: Moje lęki pracowo-życiowe 09.02.18, 17:52
                  jem.gluten.i.cukier napisał(a):

                  > Akurat nawet szukam, ale nie chcę się dekonspirować big_grin
                  > Ja piszę teksty w stylu: Jesienią często zdarza się, że twoje dziecko ma katar.
                  > Na zapchany nosek maluszka najlepszy jest spray X. Redaguję wpisy na fejsa. Ro
                  > bię opisy produktów do sklepów internetowych. Piszę oczywiście o tym, co robię
                  > nieraz dla kasy, ot tak, na szybko, bo zdarzają mi się ambitniejsze rzeczy, ale
                  > czasami potrzebuję po prostu dorobić nie angażując umysłu.
                  > Wejdź na useme i poszukaj, tam jest sporo zleceń.
                  >
                  No na waciki wystarczy. Chyba ze zapitalasz te teksty z zamkniętymi oczami z prędkością blyskawicy.
                  • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 17:17
                    Owszem tak zwane teksty SEO piszę z prędkością błyskawicy, ogranicza mnie tylko szybkość przebierania po klawiaturze palcami. Poza tym piszę też poważne teksty dużo lepiej płatne. A zdarzają się poważne teksty, które po przeliczeniu nakładów pracy wychodzą za grosze, ale cóż, lubię tę pracę wink
                    A co do zarabiania na waciki. Pracując średnio 2 godziny dziennie zarabiałam nieco ponad 1000 zł miesięcznie. To chyba nie tak źle, prawda? Teraz akurat skończył się tamten projekt, ale pracy mi nie brakuje. Dodaj do tego, że jestem na urlopie rodzicielskim i mam wypłacany zasiłek, więc to są dodatkowe pieniądze.
            • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:42
              jem.gluten.i.cukier napisał(a):

              > Akurat mnóstwo prac dostępnych na zlecenie to nie jest nic dla wąskich specjali
              > stek. Fakt, nie są to może rzeczy rewelacyjnie płatne, ale spokojnie można coś
              > dorobić pracując te 10 godzin w tygodniu np.

              pytanie co zrobisz ze zleceniem gdy ktos z bliskich wyląduje w szpitalu lub zachoruje? ja mam 2 dwie babcie, yesciow i rodzicow juz ok 70tki, dwoje dzieci ktirym juz wiele rzeczy sie przytrafilo i nie chce nigdy wiecej denerwowac sie pracą gdy to bliscy mnie potrzebują.
              • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 19:50
                Poproszę o przesunięcie terminu, przekażę realizację zlecenia komuś innemu, albo napiszę w nocy i tyle. A w ostateczności po prostu napiszę, jaka jest sytuacja i dlaczego nie mgoę zrealizować i w najgorszym wypadku stracę zleceniodawcę. Trudno, zdarza się. Mnie to nie denerwuje w żaden sposób.
                • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:06
                  jem.gluten.i.cukier napisał(a):

                  > Poproszę o przesunięcie terminu, przekażę realizację zlecenia komuś innemu, alb
                  > o napiszę w nocy i tyle. A w ostateczności po prostu napiszę, jaka jest sytuac
                  > ja i dlaczego nie mgoę zrealizować i w najgorszym wypadku stracę zleceniodawcę.
                  > Trudno, zdarza się. Mnie to nie denerwuje w żaden sposób.
                  >

                  wiem, wiem, ale jak masz rakie akcje jedna po drugiej to naprawde to traci sens.
            • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:45
              jem.gluten.i.cukier napisał(a):

              > Akurat mnóstwo prac dostępnych na zlecenie to nie jest nic dla wąskich specjali
              > stek. Fakt, nie są to może rzeczy rewelacyjnie płatne, ale spokojnie można coś
              > dorobić pracując te 10 godzin w tygodniu np.


              no i pytanie jeszcze czy to „coś” co zarobi taka mama jest warte zachodu (szkolenie,wdrożenie) i czy opłaca sie takiej mamie rezygnowac ze swiadczen np rodzinnych czy 500+ na pierwsze dziecko, bo zapewne stracilaby ten dodatkowy blisko 1000 zl chyba na rzecz paru groszy ktire zarobi za 10 godzin tygodniowo... to juz bardziej oplaca sie na czarno pojsc posprzatac kilka chałup... ale jesli dziecko zachoruje to tez jest klopot dzwoniccprzepraszac ze sie nie przyjdzie
              • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:00
                Moim zdaniem kwestia "opłaca sie" nie powinna dotyczyć tylko dnia bieżącego tylko dłuższej perspektywy. Jeżeli do wniosku, ze nam się "opłaca" dojdziemy przed sześcdziesiątką, to może byc z tą pracą gorzej, bo potencjalnemu pracodawcy moze się srednio opłacać zatrudnianie kogoś bez doświadczenia za to tuz przed emeryturą. Odpowiedzialność za dzieci to nie tylko samodzielnie ugotowana zupa codziennie. To także odpowiedzialność za to, żeby było z czego tę zupę ugotować. I dzisiaj i jutro. Żeby potem nasze dorosłe dziecko nie musiało opiekowac się rodzicem, który "zycie poświęciło, żeby nas na basen wozić" a teraz nie ma co do garnka włożyć.
                • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:28
                  joa66 napisała:

                  > Moim zdaniem kwestia "opłaca sie" nie powinna dotyczyć tylko dnia bieżącego tyl
                  > ko dłuższej perspektywy. Jeżeli do wniosku, ze nam się "opłaca" dojdziemy przed
                  > sześcdziesiątką, to może byc z tą pracą gorzej, bo potencjalnemu pracodawcy mo
                  > ze się srednio opłacać zatrudnianie kogoś bez doświadczenia za to tuz przed eme
                  > ryturą. Odpowiedzialność za dzieci to nie tylko samodzielnie ugotowana zupa cod
                  > ziennie. To także odpowiedzialność za to, żeby było z czego tę zupę ugotować. I
                  > dzisiaj i jutro. Żeby potem nasze dorosłe dziecko nie musiało opiekowac się ro
                  > dzicem, który "zycie poświęciło, żeby nas na basen wozić" a teraz nie ma co do
                  > garnka włożyć.


                  nie dramatyzuj. pomiedzy dzieckiem w wieku ponizej 10 lat (czyli rodzic ok. 35) a 60tka jest duze spectrum. to ze jakas mama do wieku okolo 35-40 lat nie pracuje i korzysta z 500+ to nie znaczy ze nigdy nigdzie do pracy nie pojdzie. wroci po 40tce, moze otworzy wlasna dg, ale wyedy gdy bedzie miala na to czas
                  • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:37
                    " nie znaczy ze nigdy nigdzie do pracy nie pojdzie"

                    Chyba, że praca jest po złej stronie mocy.
              • 1st.world.problems Re: Moje lęki pracowo-życiowe 09.02.18, 18:01
                Danaide zyje z zapomog itp wiec musiałaby sobie skalkulowac czy lepiej zarobić dorywczo np na pisaniu czy tłumaczeniach. Np 1000-1500 -2000 czy dostać 500 na dziecko, reszte od rodzicow i z MOPS, a w międzyczasie leżeć i uskuteczyniąc swoje fobie i rozkminy.
                Tu nie ma wdrożeń, przy tych zleceniach konkuruje sie z ledwo pełnoletnia młodzieżą co podbierze zlecenie za 3 razy niższa stawkę niż ty chcesz.
                • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 09.02.18, 21:37
                  Nie pamiętam, bym cokolwiek dostała z MOPS.
                  No nie może być! sad
                • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 17:19
                  Mogłaby zarobić 200-300 zł i odłożyć, po roku miałaby te 3000 zapasu, zawsze lepiej mieć niż nie mieć. Poza tym wiele firm z radością zapłaci pod stołem, więc można dorabiać na czarno, jak ktoś chce. a rodzice jak jej pomagają to chyba nie na podstawie pita, prawda? smile
                  • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 11.02.18, 12:30
                    No właśnie. O to chodzi, żeby mieć swoją kasę, niezależną od świadczeń i rodziców. Pan były mąż nie musi nic o tym wiedzieć, że autorka pisze np. teksty reklamowe za 3 stowki miesięcznie.
          • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:40
            zlababa35 napisała:

            > 6. Duuuży optymizm. Może akurat kondolyza jest wąską specjalistką, ludzie, któr
            > zy zarabiają przeciętnie, zostaną niemal z niczym, jak zaczną wszystko komuś zl
            > ecać i płacić, żeby siedzieć w pracy.
            > To wszystko jest ok - pod warunkiem, że dobrze zarabiasz. Jeśli zarabiasz mało,
            > możesz dosłownie wyjść na minus wink.

            ze wszystkim sie zgadzam a do tego ostatniego pkt jeszzcze dopowiem ze pomijając koszty (oplacam potrzebne terapie z 500+) wiec wszystko jedno czy pracuje czy jie to mam te 500 na drugie dziecko.
            ale pomijajac pieniadze.
            sama napisala tam wyzej ze nie mozna dziecka zarżnąć 3 godzinami zajęć codziennie. no właśnie! zalozmy ze dzieciak po urazie musi rehabilitowac kolano. i nie chodzi tu o bioprądy itp czy ismierzanie bólu. tylko np o przykurcz. tutaj trzeba po prostu codziennie po kąpieli wykonac okresloną serie cwiczen. nikt tego nie zrobi poprawnie tak jak ja po cotygodniowym instruktażu u rehabilitanta. a gdybym pracowala to juz musialby to ktos, sukces jesli tata ale jesli on tez ma kolacje niznesową to kto? absurdem jest zatrudnianie rehabilitanta ktory przychodzilby codziennie na pol godziny skoro mozna samemu. a te przykurcz to tylko przyklad. na przestrzeni moich prawie 10 lat maciezynstwa takich rzeczy bylo cale mnostwo,najpierw reh. metoda Voyty maluchow, potem SI, potem logopeda,teraz tez mlodsze ma cotygodniowe zalecenia od logopedy w szkole i chodzi o to aby robic to w domu codziennie, przy okazji zabawy a nie meczyc dziecko wozeniem gdzies.... dochodza jeszcze zalecenia medyczne a to opatrunki trzeba bylo zmieniac, a to wzrok cwiczyc po zaleceniach od ortooptysty, a to cwiczenia na plytce przedsionkowej od ortodonty, a to jakies zalecenia od ortopedy. a to od laryngologa dmuchanie balonika nosem itp... gdy ja im stwarzam te 5 godzin swobody w domu to potrafie bez meczenia ich iles rzeczy przemycić.
            moje dzieci moze są bardziej wymagające, moze wiecej rzeczy im sie przytrafia, a moze wcale nie odbiega to od średniej tylko to ja pilnuje i dbam bardziej niz inni rodzice? bo mam na to czas. bo podjelam decyzje aby z pracy zrezygnowac?
            • ashraf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:31
              A moze inne dzieci maja tez ojcow, ktorzy poswiecaja im tez czas, a nie tylko pieniadze? To, o czym piszesz, to jakis kosmos. My mamy dziecko razem, wiec razem sie nim zajmujemy, organizujemy opieke, w razie choroby na zmiane bierzemy zwolnienie albo pracujemy 50 ja /50 maz lub z domu przez ten czas, oboje pamietamy o terminach, lekarzach, szczepieniach, zakupach, zajeciach dodatkowych... dlaczego niby mialoby to wszystko byc na mojej glowie? I - uprzedzajac pytanie - moj maz pracuje na ponad etat, ja na 80%, dziadkow i innej bezplatnej pomocy na miejscu brak.
              • karen_ann Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:18
                Dobra ale ona pisze o sytuacji samotnego wychowywania dziecka
                • ashraf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:31
                  Ale ja pisze do kondolyzy, nie do autorki watku. Zreszta autorka tez nie jest matka dziecka malenkiego/ niepelnosprawnego, nie ma pod opieka niedoleznych rodzicow i mimo, ze jest samotna matka, nie podejmuje zadnych dzialan, zeby sama zapewnic dziecku utrzymanie, tylko polega na innych. Nie moge pojac takiego sposobu myslenia.
              • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 19:30
                moje dzieci tez mają ojca, konczy prace cidziennie o 17, wiec ma czas zeby razem z rodziną go spedzac, poza tym weekendy i duzo wyjazdow.
                co do pilnowania zajec i lekarzy to owszem-moj maz tez jest w to mocno zaangazowany bo to sa czasem powazne wypadki. natomiast to nasz wybor ze chcemy to ogarnac w godz 8-15 a nie po 17. wtedy odpoczywamy,bawimy sie. dlatego ja chcialam sie tym zajac. oczywiscie nie mam problemu z tym zeby wyjechac na tydzien z przyjaciolmi z liceum w gory i wtedy maz wszystko ogarnia, podobnie gdy jestem chora lub mam auto w warsztacie.
                • ashraf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:05
                  Czyli da sie, ale wolisz inaczej. Twoj wybor, ale po co usprawiedliwiasz go tysiacem wymowek?
                  • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:07
                    da sie ale nie bedzie tak fajnie, ne bedzie tak wygodnie
                    i wlasnie dlatego dokonalismy takiego wyboru, tzn glownie ja wybralam
                    i to nie są wymówki a zdecydowanie ważne powody
                  • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:21
                    Bo mnie uwiera. Bo nie tak mnie wychowano. Bo wychodzę do ludzi - jak tu - a przy różnych okazjach mi się to wytyka. A problem jest bardziej złożony.
                    • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:24
                      Przepraszam, myślałam, że to do mnie, ale skorzystam z okazji wink
                      Co do kondylozy to jestem zdania, że przy problemach z dziećmi możność niepracowania albo poszukania innych form to duża rzecz, a i wyjazdy nie są do przecenienia - sama chciałabym więcej, ale też inaczej, np. przez workaway. Tylko znów ten problem "odrzucenia". Z tego powodu nawet z airb'n'b mam problem. Ale powolutku nad tym pracuję.
                    • kondolyza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:25
                      naprawde ktos Ci wytyka ze nie pracujesz? a ja obserwuje wrecz odwrotne zjawisko-coraz wiecej matek swiadomie rezygnujacych z pracy oraz ze niepracujacym mamom bardzo sie zazdrosci
                      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:36
                        Owszem, na tym forum. W realu... w realu ludzie mają pełniejszy obraz sytuacji i raczej nie spotykam się z negatywnymi reakcjami. Może poza jedną samotną, ale pracującą matką. A tu każdy ma własny obraz, w zależności od tego co przeczytał i zapamiętał.
                        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:37
                          Oczywiście dla ojca jestem porażką, taki miał powód do dumy, a teraz... ale to nie pierwszyzna. wink
                        • ashraf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:53
                          Wiesz co, mnie jest naprawde obojetne jak sie ludzie w zwiazku dogadaja. Sama nie zostalabym w domu z wielu powodow, ale nie jestem z dziecmi sama - gdybym byla, to nie przeszloby mi przez mysl nie pracowac, bo nie pozwoliloby mi na to poczucie odpowiedzialnosci za dziecko. Jakby na to nie patrzec, jak ojciec dziecka sie wymiksuje, to z calym kramem zostaje matka - i dotyczy to nie tylko obiadkow i wozenia na zajecia dzis, ale zapewnienia mu godnego bytu, wyksztalcenia i dobrego startu w perspektywie lat. I tego akurat w twoim watku nie potrafie zrozumiec, a nie samego faktu nie pracowania.
                          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:08
                            No więc wyjaśnię tak. Poczułam tak wielki ciężar odpowiedzialności po wymiksowaniu się ojca i utracie pracy, że mogłam pozwolić żeby mnie przygniótł całkowicie albo wrzucić na luz w stylu que sera sera. Tym bardziej, że życie najpierw mi odwaliło numer w jedną stroną (osobowy), a potem w drugą (finansowy).

                            Poza tym, ja mam przekonanie, że kasa to nie wszystko. Po prostu widzę ludzi, którzy sobie w życiu poradzili. To nie zależało od kasy, choć ta pomaga. To zależało od poczucia własnej wartości. Więc mam priorytet - nie zniszczyć. Po drugie, wykształcenie. Dokształcam. W dwóch językach też pomogę. W trzecim, ojca, jak się wkurzę, to też. Godny byt. A co, nasz niegodny?
                            • ashraf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:19
                              Nie, nie "moglam wrzucic na luz albo sie zalamac", tylko bylo cie stac, zeby olac prace i zyc z cudzych pieniedzy przez iles lat. Jakbys nie miala wyboru, to bys pracowala i okazaloby sie, ze jednak wiekszosc rzeczy naprawde da sie zrobic. I oczywiscie, ze kasa to nie wszystko, ale jakos inni musza ja zarabiac, zebys ty mogla zajac sie opieka nad jednym duzym, zdrowym dzieckiem i tego typu przemysleniami. Poczucie wlasnej wartosci to priorytet, ale nie ma nic wspolnego z tym, czy rodzice pracuja, czy nie. Za to juz umiejetnosc samodzielnego zatroszczenia sie o wlasny byt, rodzine, dzieci, ktore sie sprowadzilo na swiat - bardzo duzo.
                              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:39
                                No dobrze, Ty masz swoje zdanie, ja swoje.
                              • bergamotka77 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:01
                                Zgadzam się z ashraf. Dawno Cię tu nie było, witaj! Co do twojej postawy danaide to jak napisały forumki nie musisz pracować to to rozkminiasz dlaczego nie możesz a większość powodów jest absurdalna. Swoja drogą mnie kiedys tu oklamalas ze pracujesz więc chyba naprawdę masz zaburzenia. Wyobraź sobie ze ja gdy mąż wyjeżdża służbow zostaje z ogarnięciem dwójki dzieci i praca pelnoetatowa z dojazdem 15 km w jedną stronę. I nie narzekam. Kto chce pracować znajdzie sposób, kto nie chce znajdzie wymówke. A ze zdziczalas, to normalne niestety, gdy się latami nie pracuje i nie ma kontaktu z ludźmi. Ja gdy miałam kryzys domowy to dzięki pracy właśnie i kontaktowi z ludźmi nie zwariowalam.
                                • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:10
                                  Wybacz, bergamotka, ale mąż, nawet w rozjeździe, daje Ci siłę psychiczną, której istnienia widać nie podejrzewasz. To dalej bliska osoba w Twoim życiu. Ty z tych wcześnie pobranych? Bo chyba nie masz pojęcia jak to jest po drugiej stronie. Poza tym zostajesz na - ile maksymalnie? Pół roku? A psychicznie? Pół roku nie wolno Ci zadzwonić, podzielić się radością, podzielić się problemem? A jak Ci się nagle posypie AGD to mąż zablokuje Ci konto i odblokuje po powrocie, a pół roku jedziesz na tarze, wyżymaczce i na zmywaku?

                                  Co do pracy.
                                  1) Zajmowanie się dzieckiem to praca. To że jedno i zasadniczo zdrowe - no sorry, praca. To nie zaburzenie. To ustalanie terminologii. Ustal terminologię z rozmówcą, potem pomawiaj.
                                  2) To dorzucam np. garażówki. Praca? Gó...ane pieniądze? Na kawę dla matki i ciacho dla dziecka? Ale praca.
                                  • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:14
                                    danaide napisała:

                                    > Wybacz, bergamotka, ale mąż, nawet w rozjeździe, daje Ci siłę psychiczną, które
                                    > j istnienia widać nie podejrzewasz. To dalej bliska osoba w Twoim życiu. Ty z t
                                    > ych wcześnie pobranych? Bo chyba nie masz pojęcia jak to jest po drugiej stroni
                                    > e. Poza tym zostajesz na - ile maksymalnie? Pół roku? A psychicznie? Pół roku n
                                    > ie wolno Ci zadzwonić, podzielić się radością, podzielić się problemem? A jak C
                                    > i się nagle posypie AGD to mąż zablokuje Ci konto i odblokuje po powrocie, a pó
                                    > ł roku jedziesz na tarze

                                    Tara i wyżymaczka? No, no. Nie pierzesz aby ręcznie w lodowatym potoku? A co jest strasznego w zmywaniu ręcznym?
                                    • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:28
                                      Ja nie. Ja mam mamę, która gdy zobaczyła kupiona przeze mnie nową kuchenkę, to od razu zaproponowała kupno nowej pralki, a za chwilę padła zmywarka to kupiłam i zmywarkę, bo w zmywaniu ręcznym najstraszniejszy jest kręgosłup.

                                      Żyj i pozwól żyć innym. Co Was tak boli? Tak naprawdę?
                                      • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:33
                                        danaide napisała:

                                        > Ja nie. Ja mam mamę, która gdy zobaczyła kupiona przeze mnie nową kuchenkę, to
                                        > od razu zaproponowała kupno nowej pralki

                                        O, to jednak nie używałaś tary i wyżymaczki?



                                        , a za chwilę padła zmywarka to kupiłam
                                        > i zmywarkę, bo w zmywaniu ręcznym najstraszniejszy jest kręgosłup.

                                        Zmywam ręcznie i nie potwierdzam, a kłopoty z kręgosłupem mam.

                                        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:37
                                          Zdaje się, że mamy dwa różne kręgosłupy. Dziwne...
                                          • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:48
                                            danaide napisała:

                                            > Zdaje się, że mamy dwa różne kręgosłupy. Dziwne...

                                            A tak, ja mam wadę kręgosłupa.
                                            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 11:51
                                              "Pani, pani nie ma migreny. Pani zwyczajnie czacha dymi."
                                  • bergamotka77 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:15
                                    Na kilka dni ale nieważne. Tak daje mi siłę ale jak pisałam kiedys byłam bliska rozwodu i go nie wykluczalam ale nie rzuciłam pracy by w spokoju rozpaczac nad kryzysem. Ty się poddałas od razu. Odrzuciłas dziecko podczas gdy ono często trzyma na powierzchni. Eks nie jest jedynym facetem, który chodzi po kuli ziemskiej. Skoro był złym partnerem to powinnaś się już dawno otrząsnąć a Ty nadal nie przerobilas rozstania czy też porzucenia a dziecko już do szkoły chodzi. Zacznij żyć, lecz się chyba ze to robisz ale efektów nie ma.
                                    • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:25
                                      Nie poddałam się, po prostu popełniłam błąd w wyborze i nie zamierzałam dalej iść tą drogą. Zostawił mnie, krzyż na drogę. Muszę mieć kogoś innego? Muszę? A co jeśli ktoś kto był dla mnie ważny zmarł kilka lat temu? Mogę sobie nie chcieć?
                                      Kto rzucił pracę?
                                      Kto odrzucił dziecko?

                                      Płyniesz, płyniesz berga...
                                      • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:33
                                        I tu proponuję Ci zakończyć, bo będzie jak zawsze, tzn. będziesz czytać nawet najbardziej absurdalne kontrargumenty (aczkolwiek np. bergamotka może nie mieć racji co do szczegółu, natomiast mieć ją co do ogółu) i zaczniesz się równie absurdalnie okopywać na swoim stanowisku.
                                        Kiedyś Ci napisałam i powtórzę raz jeszcze - mając środki jakieś do życia, masz też komfort kierowania swoją drogą zawodową dla własnej satysfakcji, nie musisz zatrudniać się do nocnego rozładowywania palet w Biedrze, żeby przetrwać wink. Spróbuj poszukać czegoś, co będzie odpowiadało Ci czasowo i nie zarzynało. W pracy o wiele ważniejsze niż wszystkie układy, towarzystwo itp. ważniejsze są 2 aspekty: kasa i jak długo musisz na nią robić wink. I na tym trzeba się skupić, a nie na współpracownikach. Jak najwięcej kasy za jak najmniej spędzonego w pracy czasu big_grin.
                                        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 00:18
                                          Czyli co? Ewentualne szczytne cele pracy, osławione możliwości rozwoju, wychodzenie ze strefy komfortu, socjalizowanie się i wychodzenie ze strefy zdziczenia, praca dla zasady, dla niewiszenia na podatnikach, nie są warte pracy?
                                          • pade Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 08:55
                                            Niekonieczniesmile
                                          • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:14
                                            Danaide, to już Ty musisz rozstrzygnąć, jakie potrzeby praca może spełniać dla Ciebie. Ale generalnie podstawowy cel każdej pracy to zdobycie środków pieniężnych i nie ma co się czarować, że to nie jest najbardziej istotne wink. Stąd bardziej zwracałabym uwagę na wypłacalność i uczciwość pracodawcy niż na kolegów w pokoju. W pierwszej kolejności.
                                          • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 17:22
                                            Jak chcesz wyjść ze strefy komfortu to przespaceruj się po śniegu boso, też skuteczne smile
                                • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 11:50
                                  bergamotka77 napisała:

                                  > Swoja drogą mnie kiedys tu oklamal
                                  > as ze pracujesz więc chyba naprawdę masz zaburzenia.

                                  Już wiem. W wątku o ustalaniu kontaktów napisałam, że teraz pracuję - jako prawnik.

                                  Wg Ciebie - okłamałam Cię, mam zaburzenia. No cóż, nie napiszę, że wg mnie jesteś mało bystra czy mało lotna, nie łapiesz kontekstu sytuacyjnego, nie czytasz między wierszami i nie rozumiesz ironii ani nie zadałaś sobie trudu, aby zrozumieć o czym piszę albo jak myślę. Nazwę to po prostu nieporozumieniem. Wątek był o ustalaniu kontaktów. Dostałam wniosek z sądu, więc siadłam i pisałam odpowiedź na wniosek - ergo, robiłam robotę prawnika. Dzięki pomocy forum (zwłaszcza jeden wpis z przytoczeniem konkretnych przepisów z kpc) uporałam się w dwa dni z pismem, podrzuciłam je do sądu i pojechałam z dzieckiem na ferie, gdzie przez kolejne parę dni pracowałam jako między innymi tour-operator, przewodnik i tłumacz.

                                  Kwestia przyjętych założeń. Jako wredna feministka nie uważam, że to co kobieta robi w domu to misja / powołanie / powinność / zaszczyt / codzienność. Słowa kształtują rzeczywistość. To co robię, a co nie jest osławioną pracą zawodową, to również praca, dająca mi prawo do chodzenia po tej cholernej Ziemi z podniesioną głową.
                                  • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 11:58
                                    danaide, proszę, nie mieszaj do tego wszystkiego feminizmu.
                                  • sasanka4321 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:00
                                    Tak, donaide, mozesz byc spokojna. Zrobilas sobie kanapke - to praca. Wzielas prysznic - napracowalas sie. W sumie mozna to jeszcze rozbic na namydlenie sie i splukanie - a to juz masa pracy. Poszlas do papierniczego i kupilas zeszyt swojemu dziecku - masa pracy - i to w dodatku takiej na rzecz spoleczenstwa. Co Ci to ktos bedzie marudzil, zew wieku 40 lat nalezaloby sie wziac do roboty...
                                    • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:16
                                      Dudę sobie podtarła - praca...
                                      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:17
                                        No, żeby chłop mógł czystą lać, Triss.
                                    • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:17
                                      A jaka jest Twoja definicja?
                                      • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 14:21
                                        danaide, na pewno feminizmem nie jest przekonywanie innych, że kobieta nie da sobie rady bez opiekuna - rodzica czy partnera.
                                        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 20:41
                                          Sugerujesz, że jestem słabym przykładem?
                                          A w którym momencie awansowałam na przykładną feministkę?
                                    • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 17:25
                                      Ale dlaczego właśnie "należałoby"? Czasy bolszewizmu minęły, nie ma obowiązku pracy.
                                  • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 17:24
                                    Czyli jak ja się dzisiaj wykapałam i umyłam włosy to wykonałam pracę łaziebnej i fryzjera? big_grin A potem się ubrałam - robota garderobianej jak nic. Potem jako kucharka zrobiłam sobie śniadanie i jako kelnerka przyniosłam je do stołu. W tej chwili konsumuję efekty mojej pracy baristki.
                                    • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 17:31
                                      Powiedz - czy nie fantastyczne uczucie?
                                      • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 10.02.18, 18:18
                                        Okropne, czuję się koszmarnie przepracowana smile
                            • berdebul Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:41
                              Czytam to co piszesz z coraz większym zdumieniem. Nigdy Ty nie jestes winna, zawsze jacyś „oni”. Kompletny brak sprawczosci „zycie mi odwaliło numer”. Ostatnio takie podejscie spotykam u emo-nastolatek, jak prowadzę warsztaty dla gimnazjalistów.
                              Masz wszelkie narzędzia, żeby coś z tym zrobić np. podjąć terapie. -masz czas, kasę, duże dziecko, mieszkasz w dużym mieście z dostępem do specjalistów.
                              • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:46
                                berdebul napisała:

                                > Czytam to co piszesz z coraz większym zdumieniem. Nigdy Ty nie jestes winna, za
                                > wsze jacyś „oni”. Kompletny brak sprawczosci „zycie mi odwaliło numer”.

                                Autorka kiedyś pisała, że cierpi na chorobę X (nie napiszę jaką, bo autorka zaraz się na mnie rzuci, że wcale nie wiem i że nie wolno wnioskować na podstawie jej wpisów na forum).

                                Przy chorobie X jasne są zarówno powyższe zachowania, jak i fakt nieakceptowania pani przez społeczeństwo.



                                -masz czas,
                                > pieniądze, duże dziecko, mieszkasz w dużym mieście z dostępem do specjalistów.

                                Z tymi pieniędzmi tobym nie przesadzała, prywatni biorą od stówy za wizytę.
                              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:53
                                Rozumiem, Ty z tej opcji, że na wszystko ma się wpływ. Głupie ludzie, zwolnić się dali, przecież zwolnienie pracownika zależy od pracownika.

                                Tak, możesz mieć trochę racji.

                                Nie krytykuj, nie podskakuj,
                                siedź na dupie i przytakuj.
                                Nie przejmuj się swoją dolą,
                                bo i tak ci przypie....
                                Nie przejmuj się swoją pracą,
                                bo i tak ci gó... płacą.
                                Za pięć czwarta kończ robotę,
                                sraj na szefa, kładź kapotę.
                                Tak dożyjesz starczej renty,
                                nawet w dupę nie kopnięty.

                                (Moderacjo, proszę oszczędzić anonimowy wierszyk zacytowany w "Z głowy" Głowackiego)
                                • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:58
                                  Pomiędzy Twoją skrajnością (wszystko wina ONYCH, życie mi zrobiło numer) a moją (wszystko i zawsze moja wina, mogłam przewidzieć, mogłam zapobiec) jest jeszcze normalne, zdrowe myślenie i umiejętność rozróżniania tego, co od nas zależy i tego, co nie. Podobno fajna sprawa smile
                                  • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:12
                                    Ale czemu, z uporem maniaka, powtarzacie za innymi, że ja twierdzę, że WSZYSTKO jest winą innych.

                                    To ja może poproszę cytat, w którym użyłam wielkiego kwantyfikatora.
                                    • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 22:22
                                      Nie używasz wielkich kwantyfikatorów, ale piszesz o rzeczywistości jako czymś, co "się dzieje" Tobie. Np. życie wycięło mi numer itp. Nawyki językowe mają znaczenie. Powiesz zbiłam szklankę czy zbiła mi się szklanka?
                                      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 22:53
                                        Różnie piszę. Na pewno piszę tak o circa dwuletnim okresie zmian, w którym na niektóre sprawy miałam wpływ, na niektóre mogłam mieć wpływ, ale było też wiele pozostających poza moją kontrolą albo w których trudno było mi uzyskać kontrolę (bo np. nie wiedziałam jak). Przy małym dziecku poczucie braku wpływu bierze się np. z chorób dziecka.

                                        Można też przyjąć robocze założenie, że od wielu lat budowałam kolosa na glinianych nogach i po prostu konstrukcja nie wytrzymała - ale to ja go tak zbudowałam.
                                • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 00:25
                                  danaide napisała:

                                  > Rozumiem, Ty z tej opcji, że na wszystko ma się wpływ.

                                  Wprost przeciwnie.
                                • berdebul Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 10:12
                                  Nie, ja z opcji Dezyderaty.
                                  Oraz „Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym,
                                  czego nie jestem w stanie zmienić.
                                  Daj mi siłę, bym zmienił to, co zmienić mogę.
                                  I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."

                                  Zawsze, jak czytam Twoje wątki to przypomina mi się koleżanka od pietruszki. I to, że poza tą jedną osobą nikt nie mógł, lub nie chciał pomóc. Spotkałaś w ciagu swojego życia setki ludzi, wszyscy byli źli i toksyczni, lub w najlepszym razie obojętni?
                              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:02
                                Ale ja tak się czułam przez kilka lat. Jak w oku cyklonu. Zapewne był w tym mój udział. Nie wiem na ile świadomy. Nie wymyśliłam elementów tej układanki, nie taki miałam plan na życie, nie tak mnie wychowano. Plan był jeden. Pracować. Nawet dzieci mieć nie chciałam. Pracować.
                                • bergamotka77 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:10
                                  W efekcie nie odnalazłasodnalazłas się ani w roli matki ani żony ani pracownicy. Plus ze wszystkimi jesteś sklócona - z eksem z rodziną z koleżankami. Zastanów się czy nie ma w tym trochę Twojej winy.
                                  • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:16
                                    Kto Ci powiedział, że jestem ze wszystkimi skłócona? Znałam ludzi toksycznych to się poodsuwałam. A z nietoksycznymi mam nadal kontakt. Z matką mam taki kontakt jaki zabezpiecza nasze granice. Dziwny, ale mam. Nie spowiadam się już na bieżąco ze swojego życia. Wyszłam z forum "życie rodzinne" między innymi dlatego, że zakończyłam pewien etap.
                                    Wiesz o mnie tyle ile zdołasz wyczytać. Wszystkiego nie ogarniesz i tak.
                                    • bergamotka77 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:26
                                      Wcale nie zamierzam - ja tylko czytałam wiele twoich wątków gdzie sie bardziej odslanialas i takie historie były. Nawet z ta koleżanka od "złej pietruszki" była chryja. Ona twierdziła, ze masz trudny charakter delikatnie mówiąc. Często zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka. Bo życie nie ułożyło się tak jak chciałaś. Tu jest dużo dziewczyn z trudnymi historiami ale żadna nie poddała się tak jak Ty.
                                      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:36
                                        Każdy sobie może twierdzić, co mu się podoba. To jej opinia. Mam inną. Mam też opinię na jej temat. Zapewne odmienną od jej opinii na swój temat.

                                        A wiesz, wiele lat temu (wiele, wiele) przechodziłam koło Karmy. I tak sobie pomyślałam: kurczę, chciałabym tu siedzieć w środku dnia z książką na kawie... Zgadnij czemu.
                                        Jednak gdy do tego doszło nie byłam szczęśliwa... Zgadnij czemu.

                                        Co wiesz o poddaniu się?
                                        Zdefiniuj poddanie się.
                                        • bergamotka77 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 00:08
                                          Uznałas ze dziecko chcial on a teraz Ty się musisz nim zajmować. Obwiniakllas córkę ze chce twojej uwagi, że jest, że Cię ogranicza. To jest dla mnie odrzucenie i obciążenie dziecka sprawami dorosłych. To twój zły wybór a nie jej. Poddałas się tracąc pracę i nie szukając nowej. Poddałas zyjac przeszłością, niechęcią do eksa, ojca, rodzeństwa. Każdy moze miec z kimś lepsze a z innym gorsze relacje, ale Ty masz problemy ze wszystkimi. Nawet ewentualnych współpracowników się boisz w jakiejś potencjalnej pracy. Nie walczysz z lekami, ze strachem, ze swoimi problemami. Nie robisz nic ze swoim życiem. Jeśli Ci tak dobrze to ok ale nie sprawiasz takiego wrażenia. Nie pisze by Ci dowalic ale uświadomić ze wycofałas się z aktywnego życia. Każda żałoba się kiedyś kończy.
                                          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 01:25
                                            A na czym polega aktywne życie? Jak bardzo musi być aktywne, by było dość aktywne? Dziecko, praca i chłop to obowiązkowe minimum? Ile wyjazdów rocznie, ile zjedzonych krewetek, wypitych butelek wina, kupionych torebek, przejechanych tras zjazdowych?

                                            Mieszasz fakty z interpretacjami, przekonania z domysłami. Wrzucasz ileś kwestii z iluś wpisów na przestrzeni iluś lat mojego życia - i co ja mam Ci odpowiedzieć?

                                            Ok, uznajmy, że się poddałam. Że straciłam nadzieję. Że strategia na przeżycie najgorszych chwil stała się strategią na życie jako takie.

                                            W czym mi to pomoże?
                                            • bergamotka77 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 17:48
                                              Aktywność Ci się kojarzy z winem i krewetkami? Aha. Aktywne to taki w które się wiąże z działaniem a nie marudzeniem na forum jaki świat jest zły bo trzeba chodzić do pracy a kasa nie spada z nieba.
                        • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:18
                          Daj spokój, wiesz co ja na forum o sobie czytałam? big_grin
    • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:35
      danaide, mnie mało obchodzi kto pracuje, a kto nie i dlaczego i z czego żyje. To co mi przeszkadza w Twojej postawie, a może i jest własnie Twoim problemem, to obciążanie innych winą i odpowiedzialnością. Szefów, koleżanki, kolegów, rodziców. Zawsze w tle są ci źli "oni". W pracy, domu rodzinnym, w kręgu znajomych - zawsze jest ktoś kto przyniósł "złą pietruszkę" i w związku z tym Ty się odcinasz i tak naprawdę budujesz mur.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:02
        Rozumiem. Pomyślę o tym, a nawet przegadam z kim trzeba. Ale jednak czegoś nie rozumiem. Nie rozumiem skąd biorą się te wszystkie opowieści o przemocowych rodzinach, molestowaniach czy toksycznych relacjach w pracy. Przecież nie wymyśliłam i nie napisałam ich sama. Przecież to się zdarza. Nad wyraz często. Przecież jeśli masz w głowie pewien schemat to zanim się go na dobre nie pozbędziesz - po terapii, rzecz jasna - to swoje będziesz do upęku odtwarzać. Bo będziesz.

        Zaczęłam późno rozplątywać te supły. Właściwie to po urodzeniu dziecka - 35+. Nazbierało się nieproporcjonalnie dużo. A że się odcinam - cóż, na początek składam protest. Bywa że odcinają się inni.

        I powiem Ci jeszcze coś. Od chwili gdy zaczęłam rozplątywać te supły są w moim otoczeniu ludzie. Jest ich bardzo mało. Nie wszyscy są w tym mieście. Jeden człowiek to nawet 6 stóp pod ziemią jest, ale mam go nieustannie z tyłu głowy, jako kogoś, kto pokazał mi właściwy kierunek. Niektórych znałam wcześniej, ale miałam złą perspektywę. To są ludzie po dobrej stronie mocy. Po prostu nauczyłam się ich dostrzegać i doceniać. Niestety, z domu tego nie wyniosłam, więc i później nie było to oczywiste, zwłaszcza jak wpadałam z deszczu pod rynnę. A do kontaktu z ludźmi po złej stronie mocy żadna siła mnie nie zmusi.
        • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:27
          A do kontaktu z ludźmi po złej stronie mocy żadna siła mnie nie zmusi.


          I tutaj musisz uważać – bo jeżeli nie będziesz chciała kontaktu z X to bardzo łatwo przyjdzie Ci wepchnąć X do kategorii „ludzie złej mocy” i już będziesz miała wytłumaczenie i wymówkę. Każdego, dosłownie każdego z nas da się do tej kategorii dopisać przy odrobinie „dobrej” lub złej woli. Każdy z na może być i jest czlowiekiem po złej stronie mocy.

          Nie neguję isntienia toksycznych rodzin czy w ogóle toksycznych ludzi. Ale nie każdy z kim nam nie jest po drodze jest toksyczny. Najczęściej po prostu bywa człowiekiem o innym charakterze, wartościach itd niż my. Z większością tych różnych od nas ludzi da się rozmawiac i współpracować w przywoitej (nawet jeżeli nie najlepszej relacji). To że większośc ludzi pracuje nie oznacza, że zarabiają miliony, sa robotami, nie cenią wolnosci i akceptują toksyczne układy – wręcz przeciwnie – oni tę wolność cenią i dlatego pozwalają innym być różnym od siebie. I tak układają relacje zawodowe, żeby komunikacja i współpraca działały. W pracy nie trzeba się przyjaźnić i szukać pokrewnych dusz. I nie każda niezgodność osobowości oznacza toksycznośc jednej ze stron. Tak się zdarza raczej rzadko.

          I na koniec – w uznaniu, że inni są ok (chociaz nie idealni), że pomagają nie chodzi o czołobitność i lizanie butów osoby, która nam pomaga. To co mi brakuje w Twoich wpisach (ale może nie zauważyłam) to zdanie typu „miałam szczęście, że rodzice dali mi mieszkanie i teraz nie muszę się martwić o spłatę kredytu” (możesz oczywiście zaadaptowac do zdanie do dadzą/użyczają itd. Wspomniałaś o jakimś zasiłku. I też mi brakuje informacji „ na szczęscie zakwalifikowałam się do zasiłku X”. Jako pracownik i płatnik podatków świadomie i w jakimś sensie chętnie dokładam się do zasiłków dla innych, bo wierzę w taki system. Jednak razi mnie – no, wlasnie, nie brak dosłownej wdzięcznosci, bo nie o wdzięcznośc chodzi – tylko takiego docenienia, przede wszytskim na własny użytek, że ten system mi pomaga.

          • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:48
            O. Mądre słowa.
            BTW w tym celu czasem warto przyjąć inną perspektywę, spróbować inaczej niż do tej pory
            Bez epizodu w szkole o wiele mniej ceniłam moje tłumaczenia, w tej chwili maksymalnie dopieszczam moich stałych zleceniodawców, bo poznałam już pewną alternatywę big_grin big_grin big_grin.
            • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:52
              Mam to samo. W którymś momencie po dziecku wymyśliłam, że mam dość siedzenia przy kompie. Popracuję sobie wśród ludzi... Szybko mi przeszło, jak zobaczyłam stawki, i to za cały etat. Masakra...
          • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:51
            A jak byś radziła skończyć z takim obwinianiem innych? Szczególnie, że rodzice mają naprawdę przemożny wpływ na to, jak będzie przebiegać życie dzieci.
            Co do toksyczności. Nie wiem, może się nie zgodzisz, ale ciekawa byłabym Twojego stanowiska. Wydaje mi się mianowicie, że ludzie z toksycznych rodzin mają skłonność do wplątywania się w toksyczne układy w życiu dorosłym. Czyli to nie całkiem musi być wyobrażone, że takich sytuacji jest u takiej osoby więcej niż przeciętnie.
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:56
              Robić coś i sprawdzać? Dążyć do znalezienia się w sytuacjach innych niż dotychczas, ale w miarę możliwości generujących mało problemów okołopracowych dla samotnej matki?
              Te zlecenia, o których pisze tu jedna forumka, to zawsze jakiś pieniądz - a ojciec dziecka nie musi o tym wiedzieć, nikt nie musi, jeśli autorka popracuje w czasie, gdy dziecko w szkole.
              I dalej - nie w każdej pracy są układy i układziki, w małych firmach jest tego mniej, bo i wyścig do stołków niemożliwy (jedyny sensowny stołek zajęty przez właściciela).
              • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:58
                Piszesz o zmianie sytuacji. I dobrze prawisz smile
                Z tym że mnie chodziło bardziej o to, jak to uciąć mentalnie.
                • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:00
                  Tylko przez nowe doświadczenia. Mogą być po prostu zupełnie inne, niż zakładamy.
                  • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:03
                    Ale w jakim sensie inne? Np. do mnie co trochę wraca jakieś co by było gdybym miała lepszych rodziców. I wkurza mnie to. Chciałabym to uciąć, bo tego już nie zmienię. I nie potrafię tak definitywnie, raz na zawsze sad
                    • pade Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:16
                      Mentalnie to można ze sobą porozmawiać. Zapytać się po co obwiniam, co z tego mam, czy moje życie obecne jest naprawdę tak złe, że chciałabym je zmienić ale nie mogę.
                      Jeśli bilans rozmów ze sobą wychodzi ujemny czyli spieprzyli mi życie tak bardzo, że bardziej nie można, to i tak nie zostaje mi nic innego, jak zastanowić się co z tym fantem zrobić. Czyli CO JA SAMA MOGĘ zrobić, żeby było mi lepiej. Bo czasu już się nie cofnie. Można stać w miejscu rozpaczając, a można sobie trochę poprawić komfort życia. Czyli jest wybór, a to dla mnie ważne mieć wybór. MÓC coś zrobić.
                      • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:20
                        Chyba trafiłaś w sedno.
                        U mnie jest chyba tak, że nie mam motywacji, by dalej cokolwiek robić, bo bilans jest zadowalający. Jaki mógłby być w innych okolicznościach, się raczej nie dowiem. Inna sprawa, że ile mnie pracy kosztowało, by mieć ten bilans właśnie taki ja teraz, to tylko ja wiem. Jedynie w słabszych chwilach takie myśli mnie nachodzą, jak napisałam. Muszę się po prostu skupić na ich odpędzaniu. Na to wychodzi.
                        • pade Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:27
                          Tu wkraczamy w jeszcze inny obszar. Bo czym innym jest siedzenie w czarnej d.. i "olaboga, gdyby moja matka była inna to ja bym" a czym innym zadbanie o siebie, praca nad sobą i ..chwilowa słabość. Jesteś 'tylko" człowiekiem Butchsmile Masz prawo do słabości, do współczucia sobie i do docenienia siebie.
                          Czyli może w tych chwilach kiedy wraca "a co by było gdyby" warto by było samą siebie przytulić, pogłaskać, docenić? Może to wystarczy by poczuć się lepiej?
                          • pade Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:28
                            A jeśli myśli są natrętne jak muchy to pomaga gumka recepturka lub metoda "pomyślę o tym o 17"smile
                          • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:06
                            smile
                    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:59
                      Ha! Ja już dawno straciłam zainteresowanie rozkminianiem co by było, gdybym miała lepszych rodziców, bardziej zamożną matkę, która np. sprezentowałaby mi mieszkanie, czy coś. To stało się samo z siebie, w momencie kiedy wyszłam z jakiegos takiego dziwnego dołu, a głównie dlatego, że po zmianie mieszkania dziecko przestało mi chorować (poprzedni semestr - łącznie 7 dni nieobecności, klasowy standard, nigdy więcej kamienicy). I chyba główną przyczyną była ta zmiana mieszkania. Drugą wzięcie kota big_grin - koty super robią na psychikę.
                      Jeśli warunki zewnętrzne zmienią się in plus, to głowa inaczej pracuje. Tyle, że trzeba samemu podjąć jakieś decyzje, żeby mieć lepiej - lepszych ludzi wokół siebie, pracę, z której będzie się zadowolonym, zmianę otoczenia, nie wiem, co jeszcze, co tam komu pasuje.
                      Ja jestem bezustannie pozytywnie nastawiona do wszystkiego, odkąd zamknęłam za sobą drzwi do kamienicy w śródmieściu (mieszkałam w starym domu, mieszkanie było skarbonką remontową bez dna, w hałasie ulicznym, otoczona punktami usługowymi, więc co chwila wszędzie auta, zero wolnej przestrzeni, w dodatku sąsiedzi nie za bardzo - a co najważniejsze wprowadziłam się do mieszkania, w którym miałam mieszkać z tym pajacem, wprowadziłam się jako samotna, kopnięta w du.. kobieta w ciąży i to też warunkowało moje nastawienie).
                      • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:02
                        Z tego, co Ty piszesz, jeśli mama tak Cię uwiera, odstawia jakieś szopki świąteczno-prezentowe, to chyba przemyślałabym charakter kontaktów i relacji. Napiszę brzydko, baba z wozu, koniom lżej wink.
                        • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:17
                          No nie, tu nie da się w ten sposób. Z resztą w powyższych wpisach miałam na myśli szerszą perspektywę, nie jakieś przejściowe wyskoki. Ale dzięki za pamięć smile

                          Ogólnie to ja też mam się świetnie. Natomiast nie mam się też co czarować, że jakaś zadra we mnie siedzi. I chętnie bym się jej pozbyła smile

                          Swoją drogą, a propos mieszkań, skoro już piszesz... wydaje mi się, że trudniej zapomnieć, jak rodzić miał możliwości, a nie zadbał, niż kiedy tych możliwości nie było. Z próżnego i Salomon nie naleje.
                        • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:19
                          A w ogóle to przede wszystkim fajnie, że tak Ci się udało kompletnie odciąć od złych wspomnień. Cieszę się smile Może i mnie się uda.
                          • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:29
                            Może nie kompletnie. Tyle, że z czasem są dla mnie lekcją życia, a nie źródłem rozgoryczenia. Wiem jedno, przerobiłam do głębi lekcję pt. emocjonalne uwieszenie się na psychicznym przemocowcu. I to ja jestem wygrana. Bo on zostanie sobą ze swoim obrzydliwym charakterem do usr... śmierci, bez szans na zmianę.
            • pade Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:11
              Ja bym radziła po prostu skończyć, czyli przestać, nie dla tych ludzi, tylko dla siebie. Dla siebie dlatego, że obwinianie zżera energię obwiniającego a nie obwinionego. Czyli de facto obwiniając jest się na minusie.
              Owszem, obwinienie jest istotne wtedy, kiedy zaczyna się zyskiwać świadomość, widzi się sprawy w pewnym świetle, co pozwala wyjaśnić własną drogę życiową, schematy ect. Ale potem? Na bieżąco obwiniać? Wciąż do przeszłości wracać? A co to zmieni?
              Co do toksyczności, to jest jak piszesz. Dziecko wychowywane w pewnym schemacie, ma ten schemat wmontowany w mózg, dosłownie. Wyłapuje u innych sygnały, które są powiązane ze schematem, a innych nie widzi. Nie widzi, bo ich nie doświadczyło.
              Tak samo jest z cechami charakteru, które widzimy u innych. Nie rozpoznajemy tych, których nie mamy (albo je wyparliśmy). Kiedy nie rozpoznajemy możemy zupełnie inaczej interpretować czyjeś zachowanie, niezgodnie z intencją.
              Oczywiście w toku dorastania pakiet cech, zachowań się, które rozpoznajemy się poszerza, może dlatego, że stajemy się coraz bardziej świadomi siebie, jeśli się oczywiście stajemysmile
              • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:16
                Dziękuję smile
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:59
            Widzisz, co jak co, ale akurat nie rażą mnie inny charakter czy inne wartości. Choćby dlatego, że sama mam inny charakter i inne wartości. I to one często były zarzewiem konfliktu. Choć zapewne nie tylko. Powiem tak: wiele lat temu czytałam w Polityce charakterystykę różnych prac. Przeczytałam tam jedno zdanie o administracji publicznej: nie ma tu team building, ponieważ ludzie są często z nadania czyli przypadkowo dobrani. U mnie bardzo dobrze się to sprawdziło.

            Co do tego drugiego - całej wódki nie wypijesz, wszystkich wątków nie przeczytasz. Ale zajrzyj sobie na ten niedaleko. Generalnie trudno czasem dojrzeć szczęście w nieszczęściu, tak bym to ujęła, to też trochę mi zabrało.
            • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:10
              Pracowałam w miejscach, w których nie było planu budowania zespołu. Albo sam z siebie się z budował albo nie. I naprawdę też się da pracować. A uogólnienia to można stosowac raczej po 10 miejscach pracy a nie po jednym czy dwóch (nie wliczając w to opieki nad dziecmi). Policzyła swoje wszystkie, nawet bardzo tymczasowe miejsca pracy. Mam ich na koncie około 15, kilkaset ludzi przeiwneło się przez moje życie zawodowe. I na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, z którymi absolutnie nie dało się pracować. Z jednej pracy odeszłam, bo dominujaca atmosfera bardzo mi się nie podobała, ale (1) miałam inną pracę w perspektywie (2) gdybym nie miała, to spokojnie bym pracowała, nie bratając się specjalnie "po lekcjach".
          • karen_ann Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:59
            Nie wiem czy jesteś psychologiem ale masz świetne wyczucie, fajnie diagnozujesz te nieuchwytne zamglone sprawy.
            To jest tak zwana inteligencja emocjonalna aż się chce czytać, bo rzadko spotykam w swoim zyciu tak świadome osoby.
            Oczywiście podpisuję się pod tym co piszesz, lepiej bym nie ujęła.
            Dodam tylko że jeśli ktos miał cięzkie dzieciństwo, najczęściej sam ma wgrane tak silne zniekształcenia poznawcze i toksyczne schematy że rozpracowanie tego czasem u niektórych jest prawie niemożliwe, nie jest tak że rodzice zli i inni ludzie zli a ja ok. Prawda jest pośrodku. dodatkowo jest myślenie co nie dostałem od rodziców, inni, swiat , rodzice powinni mi wynagrodzić, oddac bo ja miałem gorzej, czyli postawa silnie roszczeniowa i wyuczona bezradność, sam nie mam wpływu na zycie, to inni powinni mi pomóc.
            • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:34
              karen_ann napisała:

              >
              > Dodam tylko że jeśli ktos miał cięzkie dzieciństwo, najczęściej sam ma wgrane t
              > ak silne zniekształcenia poznawcze i toksyczne schematy że rozpracowanie tego c
              > zasem u niektórych jest prawie niemożliwe

              Prawie niemożliwe? Dlaczego?
              Jeśli faktycznie niemożliwie, to byłby już determinizm. A od tego raczej się obecnie odżegnuje.
              • karen_ann Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:14
                Prawie robi rożnice. Wszystko zależy jak bardzo chcesz, jak bardzo jesteś wobec siebie szczera, od Twojej empatii i innych.
                Czasem trafisz na kogoś kto Ci pomoże, czasem szkodliwe mechanizmy np obwiniane przynosi wymierne korzyści bo ktoś się na to łapie, z bliskich z rodziny czy partner i korzystasz ale nie wiesz jak to niszczy relacje i nie zmieniasz tego. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka, można porzucić toksyczne zachowania ale nie jest to proste.
                Sorki ale uważam że jest pewien determinizm, bp narcyzm czy braki empatii w stylu socjopatii nie da się za bardzo terapeutyzować, czyli wszystko zależy..od tego co się komu przytrafiło w tak zwanym trudnym dzieciństwie. Do tego nie oszukujmy się terapeuci są różnej jakości i dają się manipulowac co lepszym graczom
                • butch_cassidy Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:19
                  Ok, teraz rozumiem, co miałaś na myśli.
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:37
            Joa, robisz sobie jakieś podśmiechujki ("Chyba, że praca jest po złej stronie mocy."), ale odpowiem Ci jeszcze raz. Piszesz wiele o obwinianiu. Tak, miałam taki etap. Silnego obwiniania. Tak, miewam takie wpadki cały czas. Ale teraz nie obwinianie jest największym problemem. Wg mnie po prostu uporanie się ze sobą zabrało mi bardzo dużo czasu - ile się zmieniło wiem tylko ja - a i tak jeszcze jest robota przede mną. I przez ten czas zdziczałam. Tak zwyczajnie. Zdziczałam do tego stopnia, że gdy mamy realną sytuację - stoję w kawiarni, którą lubię, jest wywieszone ogłoszenie o pracę, potrafię palcem wskazać właścicieli, miejsce takie, że pracowałabym nawet za grosze, dla funu, jestem tam fizycznie - to stoję i nie jestem w stanie przemóc się, podejść i zapytać. I to więcej niż raz.

            Tylko tyle. Aż tyle.

            Wiem, że gdzieś w tle jest wyuczony wzorzec odrzucenia (nie wchodzimy w fajne prace/miejsca/relacje, bo nas odrzucą, to boli, lepiej wejść w byleco, odrzucenie zaboli mniej) i te sprawy. Ale aż boję się o tym wspominać, bo może to znów coś - a raczej na pewno - z półeczki "ludzie po złej stronie mocy".
      • 1st.world.problems Re: Moje lęki pracowo-życiowe 09.02.18, 18:04
        joa66 napisała:

        > danaide, mnie mało obchodzi kto pracuje, a kto nie i dlaczego i z czego żyje. T
        > o co mi przeszkadza w Twojej postawie, a może i jest własnie Twoim problemem, t
        > o obciążanie innych winą i odpowiedzialnością. Szefów, koleżanki, kolegów, rodz
        > iców. Zawsze w tle są ci źli "oni". W pracy, domu rodzinnym, w kręgu znajomych
        > - zawsze jest ktoś kto przyniósł "złą pietruszkę" i w związku z tym Ty się odc
        > inasz i tak naprawdę budujesz mur.
        Zła natka z marchwi i smiertelny foch na uczynna kolezanke były the best, pamiętam ten epicki watek.

        Tak, joa ma racje. A poza tym danaide, masz dość spory klopot ze skuteczna komunikacja. I znajdziesz bazylion wymówek przed wszystkim
    • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 08:44
      Nikt nie ma obowiązku pracować - stalinizm się skończył i raczej nie wróci. Też przeliczam zlecenia na to, ile kasy muszę wydać dodatkowo, bo np. nie zdążę zjeść w domu. Wielokrotnie pisałam, że i ja, i mój partner z radością bardzo mocno ograniczylibyśmy zaangażowanie zawodowe, gdyby nie trzeba było zarabiać. Nie uważam, że natyranie się to wartość i uszlachetnia smile
      Przy czym żadnych lęków związanych z pracą nie mam. Mam za to lęk związany z pustką na koncie. Muszę mieć oszczędności, nie mogę żyć na styk.
      Inna sprawa, że znalezienie się w sytuacji "tylko ja i dziecko" jest dla mnie niewyobrażalne - może dzięki temu, że mieszkam w miejscu,gdzie się urodziłam, mam przyjaciół i znajomych, nie jestem sama. Nawet, jakby nagle ojciec mojego dziecka np. zginął w wypadku to sama nie będę.
      • princesswhitewolf Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:08
        >Inna sprawa, że znalezienie się w sytuacji "tylko ja i dziecko" jest dla mnie niewyobrażalne

        W Europie zach gdzie danaide mieszka sa rozne opcje darmowej lub dotowanej opieki.
        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:09
          Warszawa?
          Nieee. To chyba jednak maksymalnie Europa Centralna...
          • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:21
            W Warszawie jest masa klubów, klubików z opcją skorzystania np. dwa razy w tygodniu. Są miejsca, gdzie można popracować, a dziecko się bawi. Akurat tutaj oferta jest bardzo szeroka, ale jak ktoś ma lęki w swojej głowie to przecież nie o realia chodzi tylko o głowę.
            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:41
              Wiem, pewnie o wiele więcej niż było za moich czasów. A jednak były i kiedy zostałam sama z dzieckiem przypadkiem znalazłam przedszkole na godziny parę ulic dalej. Dziwna rzecz, gdy po kolejnych paru miesiącach zaczęły się problemy w pracy (a wtedy lęki "co dalej" stały się silne i realne) coś mi się zablokowało - zapomniałam o nim kompletnie na kolejny... rok? Dwa lata? Nie pamiętam. Dość, że ostatecznie nigdy nie skorzystałam z ich oferty...
        • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:12
          Owszem, świetlica dla dzieci w szkole. I przedszkole, z tym że wyżywienie, ubezpieczenie, różne dodatkowe atrakcje są płatne.
      • chocolate-cakes Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:47
        jem.gluten.i.cukier napisał(a):

        >Wielokrotnie pisałam, że i ja, i mój partner z radością bardzo mocn
        > o ograniczylibyśmy zaangażowanie zawodowe, gdyby nie trzeba było zarabiać. Nie
        > uważam, że natyranie się to wartość i uszlachetnia smile
        > Przy czym żadnych lęków związanych z pracą nie mam. Mam za to lęk związany z pu
        > stką na koncie. Muszę mieć oszczędności, nie mogę żyć na styk.
        >

        Ja tak samo smile
        • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 09:51
          Ja tak samo.

          Tylko nie doszłam jeszcze do tej granicy, w której bym się znów zaczęła bać tej pustki bardziej od tych strasznych ludzi w pracy. Cała filozofia.
          • afro.ninja Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:23
            Ale w sumie o co ci chodzi? W Polsce jest kult pracy zawodowej i zawsze, szokuja mnie teksty o tych niepracujacych Polkach z wlasnego wyboru. Ja takich osób nie znam. Wszyscy pracuja, jak nie dla kasy, to dla zasady. Serio, znam takie przypadki, że trudno uwierzyć, że przy takich zarobkach wyslano dzieci do żłobka. Praca podwyższa twoj status społeczny, pisząc takie rzeczy zrozumienia tu nie znajdziesz.
            • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:39
              afro.ninja napisała:

              > Ale w sumie o co ci chodzi? W Polsce Wszyscy pracuja, jak nie dla kasy, to dla zasady.

              raczej dla kasy, z koniecznosci, w Polsce wolontariat jest bardzo slabo rozwiniety wiec nie dla zasady.
              nie pracuje glownie kobiety dla ktorych pracy nie ma albo glupie niunie ktorych mezowie dobrze zarabiaja a im sie wydaje ze tak bedzie zawsze
              • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:53
                Nie pracują również kobiety, które opiekują się członkami rodziny - dziećmi, niepełnosprawnym/chorym rodzicem. One wykonują w domu gigantyczną nieodpłatną pracę, która rynkowo jest wyceniana dość wysoko.
                • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:58
                  triss_merigold6 napisała:

                  >One wykonują w domu gigantyczną nieodpłatną pra
                  > cę, która rynkowo jest wyceniana dość wysoko.

                  To dlaczego nie wykonuja jej odplatnie?
                  • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:00
                    Ale Triss chyba kpi...
                    • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:04
                      Nie kpię. Rezygnacja z pracy w celu zajęcia się kimś z rodziny (czy to własnymi małymi dziećmi czy niepełnosprawnym rodzicem/teściem) zdarza się dość często. Osobom na niskopłatnych stanowiskach zwyczajnie nie kalkuluje się finansowo kurczowe trzymanie roboty, bo podobną - niskopłatną znajdą w przyszłości bez problemu.

                      Nie, to nie Twoja sytuacja Danaide.
                      • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:15
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Nie kpię. Rezygnacja z pracy w celu zajęcia się kimś z rodziny (czy to własnymi
                        > małymi dziećmi czy niepełnosprawnym rodzicem/teściem) zdarza się dość często.

                        tiaaa, jesli ma sie zasilek na dzieci lub maz zarobi wystarczajaco, albo korzysta z emerutury lub zasilku opiekunczego rodzica/tescia. jesli nie wystarcza na oplacenie niezbednych rachunkow, wsad do gara i lach na grzbiet to sie zaciska zeby i pracuje nawet za minimalna a nie rezygnuje z pracy a p.o. pracy zajmuje dziecmi lub niedoleznymi czkonkami rodzina zazwyczaj dzialac ta z innym. takie sa realia triss
                  • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:01
                    Dlatego, że wówczas musiałaby również odpłatnie zlecić opiekę nad tą osobą/osobami w domu.
                    Rozumiesz, fakt, że miejsce w domu opieki dla kontaktującej starszej osoby kosztuje np. 3-4 tysiące , nie oznacza, że personel opiekuńczy zarabia po 3-4 tysiące (minus koszty dojazdu).
                    • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:03
                      No i często te osoby nie zarobią nawet te 3-4 tysiące, żeby pokryć koszty cudzej opieki.
                      Niestety, jeśli koszty opieki przewyższają zarobki, to to się nie opłaca po prostu.
                      • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:05
                        Dokładnie to napisałam. Wyjaśnienie dla Najmy, która próbuje udawać, że zapomniała jak wyglądają realia w Polsce.
                        • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:09
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Dokładnie to napisałam. Wyjaśnienie dla Najmy, która próbuje udawać, że zapomni
                          > ała jak wyglądają realia w Polsce.

                          Kto to jest najma?
                          • anika772 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:32
                            Najma to twój poprzedni nick, zapomniałaś? Siła przyzwyczajenia.
                            • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:03
                              anika772 napisała:

                              > Najma to twój poprzedni nick, zapomniałaś? Siła przyzwyczajenia.

                              gdybym chciala go uzywac to bym go nie zmieniala, nie uwazasz? niektore ematki maja silna maniere uzywania starych nikow. po co?
                              • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:15
                                Po to, żeby wykazać, że pamiętają wszystkie potknięcia danego nicka w poprzednim wcieleniu big_grin.
                                • anika772 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:19
                                  No co Ty. Najma nie miewa potknięćwink
                                • leyre2 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:27
                                  zlababa35 napisała:

                                  > Po to, żeby wykazać, że pamiętają wszystkie potknięcia danego nicka w poprzedni
                                  > m wcieleniu big_grin.
                                  >
                                  jakis durny cel oczywiscie w tym jest, jak widac wlasnie
              • afro.ninja Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:29
                Dla zasady, bo praca jest najważniejsza. Praca w Polsce określa byt materialny i społeczny. Tu jest Polska, tutaj kobiety marzą o pracy zawodowej, wątek laaisy, która za najniższą krajową chce iść do pracy.
                • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:03
                  Po prostu mało kto może sobie pozwolić na bycie rentierem, a życie z zasiłków nie dla każdego jest satysfakcjonujące.
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:51
              A ja znam wink.
              O wiele lepiej im się powodzi niż mnie big_grin.
              • afro.ninja Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:00
                Ty masz dziecko w prywatnej szkole, to może i faktycznie są takie panie. Ja znam bardzo bogate, wyłącznie pracujące. Kobieta zostaje nauczycielką, chociaż ma kilkadziesiąt milionów na koncie. moglaby szkołę otworzyc, a ona chce byc tylko "zwyczajna" nauczycielką. To wyjatek, reszta popyla do pracy jak popylala od 24. roku życia jak studia skończyli, chociaz, maja fortujne na koncie. A przy tym narzekanie, jaka to praca ciezka, jacy oni chorzy, zmęczeni. Często się zastanawiam w jakim ja żyję świecie, ze wy te bezrobotne naokolo widzicie?! Ale wyłączając bardzo bogatych i bardzo biednych, to kobieta raczej o niepracowaniu w Polsce może pomarzyć, chyba, że aktualnie jest na bezrobociu.
          • pade Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:27
            Danaide, cechuje Cię czarno białe myślenie.
            Albo "siedzisz w domu, masz czas, nie jesteś zmęczona" albo się "zarzynasz". Albo nie masz kontaktu z ludźmi w pracy i tym sposobem unikasz pracowych gierek albo jesteś uwikłana w jakieś manipulacje. Albo ludzie są po dobrej strony mocy albo po złej.
            To jest do przepracowania na terapii.
            Po pierwsze, można znaleźć pracę zdalną, na zlecenie, w wymiarze jaki Tobie będzie odpowiadał. Albo sobie tę pracę stworzyć. Tak. Stworzyć, w necie. W ten sposób można uniknąć również "pracowych gierek".
            Po drugie, ludzie zazwyczaj są i dobrzy i źli, jednocześnie. Ten podział to sobie sama stworzyłaś. Owszem, są tacy, z którymi nam bardziej po drodze, i tacy, z którymi mniej. Ale z tymi ostatnimi to wcale nie jest tak, że są po złej stronie mocybig_grin tylko, że nie nadajemy z nimi na tych samych falach. Albo mamy inne wartości.
            Tylko Ty z góry zakładasz, że jak praca to w firmie, z ludźmi, godzinne dojazdy, pensja na waciki, układy i układziki i na dodatek mobbingujący szef. A tu mamy 21 wiek i można sobie samemu stworzyć stanowisko pracy. Tylko po to, by robić coś w miarę pożytecznego i mieć +50 do zajefajnoścismile
            • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:48
              Rozumiem. Ja chyba nawet wiem skąd ten bajzel. Przekonania wpojone mi w domu w domu i reakcja na moje porażki + niefajne doświadczenia pracowe + wzorzec odrzucenia. Razem dość paskudny koktajl.
              • pade Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:00
                To, że widzisz i wiesz to połowa sukcesusmile Teraz trzeba zakasać rękawy i próbować, próbować. I nagradzać się za samo próbowanie.
    • zuleyka.z.talgaru Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:18
      Ja zrezygnowałam z pracy i to była najlepsza decyzja. Nie wyobrażam sobie w tej chwili powrotu na pełen etat do pracy.
    • spanish_fly Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:21
      Słusznie się boisz tych rzeczy, wiele z ich w mniejszym lub większym stopniu jest udziałem rodzin, w których dorośli pracują.
      Natomiast jeśli żyjesz wyłącznie z oszczędności, zasiłków i alimentów to na Twoim miejscu chyba bardziej bałabym się zostać bez środków do życia.
    • stephanie.plum Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:27
      jejku.
      po co Ty to sobie robisz? mam na myśli: po co tutaj o tym piszesz?

      jeżeli - jak wynika z tego, co piszesz o własnym życiu, jesteś osobą wrażliwą, po co narażasz się na taki napór negatywnych emocji innych ludzi?

      co do pracy - po prostu spróbuj.
      nie spróbujesz, to rzeczywiste dla ciebie będą tylko wyobrażenia i lęki.
      spróbujesz - zweryfikujesz. wątpię, by miało okazać się tek trudno i źle, jak piszesz. wszystkie złe rzeczy na pewno nie zdarzą się na raz.

      co do niepracowania zawodowo - ja uważam, że osoby wybierające opiekowanie się rodziną są bardzo cenne. zwłaszcza w dużej rodzinie, wielopokoleniowej, dobrze, żeby był ktoś, kto MA CZAS. dla babci, dziadka, siostry, która nagle zachorowała, mamy, której trzeba pomóc w czymśtam, i przede wszystkim - dla swoich dzieci.

      mam sąsiadkę, socjolożkę. odkąd urodziły się jej dzieci, pracuje w domu. chłopaki są już w wieku szkolnym, jeden może nawet gimnazjalnym.
      a ona mówi tak: kasy mam mniej, prestiż mniejszy, niż gdybym na szpileczkach dreptała do biura, ale jestem w domu, bo zauważyłam taką prawidłowość: kiedy tylko podejmowałam pracę na etat, chłopcy zaczynali gorzej się uczyć, zachowywać byle jak, stwarzać problemy. kiedy jestem w domu, gdy wracają ze szkoły, są spokojni, pracują systematycznie i widzę, że lepiej się rozwijają. dla mnie to sytuacja zerojedynkowa.
      • marianna_gers Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:43
        stephanie.plum napisała:

        >
        > mam sąsiadkę, socjolożkę. odkąd urodziły się jej dzieci, pracuje w domu. chłopa
        > ki są już w wieku szkolnym, jeden może nawet gimnazjalnym.
        > a ona mówi tak: kasy mam mniej, prestiż mniejszy, niż gdybym na szpileczkach dr
        > eptała do biura,

        przecież ta kobieta pracuje zawodowo

        • stephanie.plum Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:47
          tak, ale w domu, co sprawia, że odpada część problemów poruszonych w tym wątku.
          dla niektórych osób zapewne też jest leniem, bo siedzi w domu, do pracy nie chodzi, nie wie co to ciężkie życie...
        • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:52
          W domu. Mimo wszystko to nieporównywalny luksus. Wiem, co mówię.
          To jest optymalny układ dla kogoś, kto nie ma zaplecza rodzinnego do opieki nad dziećmi np. w przypadku chorób, delegacji itp.
          • marianna_gers Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:58
            zlababa35 napisała:

            > W domu. Mimo wszystko to nieporównywalny luksus. Wiem, co mówię.
            > To jest optymalny układ dla kogoś, kto nie ma zaplecza rodzinnego do opieki nad
            > dziećmi np. w przypadku chorób, delegacji itp.
            >
            Ja nie miałam. Często rano okazywało się, że dziecko/dzieci są chore i wtedy gorączkowo dzwoniłam do byłej opiekunki czy ona lub ktoś z jej licznej rodziny nie zająłby się dziewczynkami albo sama zostawałam (co było źle widziane w pracy) albo zostawał mąż. Faktycznie, źle wspominam tamten czas.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:54
        Chodzi o to, że pisanie na forum jest narażaniem się na negatywne emocje? Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale ja piszę od wielu lat na forum i spotkałam się z wieloma negatywnymi reakcjami, ale przez lata coraz lepiej sobie z nimi radzę. W pewnym sensie piszę między innymi dlatego - wiem, że niektórzy mogą mi zarzucić instrumentalne traktowanie innych więc wyjaśniam, że nie tylko dlatego - aby się z takimi emocjami zetknąć i nauczyć się z nimi radzić. Od zawsze wiele czasu spędzałam w samotności (ach, klątwa własnych pokoi i oddanych do użytku mieszkań... ;D). Więc w ten sposób trenuję relacje interpersonalne.
        Oczywiście piszę też dla funu, z ciekawości, żeby się czymś podzielić, komuś pomóc. Ale terapeutycznie też.
        Negatywne reakcje w realu to inna broszka. W realu jest trudniej.
    • marianna_gers Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:46
      U mnie w domu rodzinnym zawodowo pracowali wszyscy za wyjątkiem jednej chorej przewlekle osoby, więc jako dziecko wydawało mi się, że to norma.
      • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 10:59
        Moja samotna mama też musiała pracować. Jestem dzieckiem przedszkolno-świetlicowym, przywożona jako jedna z pierwszych, odbierana pod koniec dnia.
        Koleżanka z chorobą genetyczną miała niepracującą mamę na zasiłku pielęgnacyjnym. Były obiadki, celebrowanie wspólnego czasu, szkoła nie traktowana jak przechowalnia. Z perspektywy dziecka nie widziałam stresów tej kobiety związanych z chorobą dziecka - widziałam dom, w którym zawsze ktoś był, w którym można było spokojnie odrobić lekcje, w którym się później samej nie siedziało. Zazdrościłam bardzo.
        • helenaizuza Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:45
          No a ja jestem dzieckiem pracujących rodziców. Świetlicowo-podworkowym. I zawsze to uwielbialam. Dobrze mi było. Zawsze współczulam koleżance, której mama nie pracowała. Wieczna kontrola, zero swobody, znienawidzone przez nią obiadki. Ależ tęsknię za tamtym czasami z kluczem na szyi. Rozmarzylam się... A, i nigdy zaniedbana się ni czułam. Kocham moich rodziców najbardziej na świecie. Ja po prostu ZAWSZE kochałam swobodę smile
          • marianna_gers Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:56
            helenaizuza napisał(a):

            > No a ja jestem dzieckiem pracujących rodziców. Świetlicowo-podworkowym. I zawsz
            > e to uwielbialam. Dobrze mi było. Zawsze współczulam koleżance, której mama ni
            > e pracowała. Wieczna kontrola (...). A, i nigdy zaniedbana się ni czułam. Kocham moich rodziców najbardziej na świecie. Ja po
            > prostu ZAWSZE kochałam swobodę smile

            Mogę się pod tym podpisać. Rozumiałam, że mamy nie ma bo pomaga chorym w szpitalu. Za to ona miała wieczne wyrzuty sumienia, że jestem sama w domu.
          • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 13:14
            Bo pewnie zależy, jakie dane dziecko ma potrzeby psychiczne. Z perspektywy czasu sądzę, że brakowało mi emocjonalnego bezpieczeństwa.
    • klaramara33 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 11:03
      No ja w pracy swojej biurowej odpoczywam fizycznie i mam właśnie więcej siły dla dziercka i na obowiązki domowe niż gdy nie pracowałam (dużo bawiłam się z dzieckiem,spacerowałam, większość obowiązków domowych na mojej głowie było). To dużo zależy jaka praca i w jakich godzianch się pracuje. Uważam jednak gdy dziecko jest podrośnięte, to kobiecie dobrze robi pracowanie, rozwijanie się (bo mi o to najbardziej w pracy chodzi, kontakty z ludźmi cenię najbardziej poza pracą) oraz poczucie niezależności finansowej.
    • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:51
      Haseł w stylu: przepraszam, muszę się położyć, nie mam siły zrobić obiadokolacji, weź sobie coś z lodówki/szafki

      Wiesz co? Takie zdanie powiedziaam mojemu dziecku kiedy miało niewiele ponad dwa lata, a ja byłam na 4 letnim urlopie wychowawczym - "pani domu full time" . Ale wiesz, migrena. Dziecko wzielo sobie serek. A potem przyszło się zapytac czy bardzo mnie boli i czy mi też przynieśc serek albo coś innego.

      Sama jestem wielbicielką 'domowej zupy" ale fetyszyzowac jej nie ma sensu.
    • szironna Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 12:57
      Nie zamierzam Cię oceniać, za to napiszę jak jest u mnie. Może wniosę inne spojrzenie wink
      Jestem po rozwodzie, mam dziecko z ZA. Ojciec się wymiksował dawno temu, alimentów nie płaci, wyjechał za granicę i kontakt niemal zerowy. Mogę liczyć tylko na siebie.
      Moje życie codzienne to:
      - odstawienie dziecka do szkoły i jazda do pracy (pracuję na cały etat, praca wymagająca, stanowisko samodzielne)
      - odebranie dziecka ze szkoły
      - zakupy, powrót do domu, jazda na terapie, obiad
      - odrabianie lekcji, terapia w domu
      - konieczne porządki itp.
      W soboty poza zwykłymi obowiązkami jest też terapia poza domem.
      Terapie są tylko prywatnie. Zarabiam marnie (mimo ukończonych studiów, studiów podyplomowych, szkoleń itp.), ale nie mogę poszukać pracy np. w Warszawie, bo nikt mnie nie zastąpi przy dziecku. Taki life. Chętnie bym dorobiła, ale zdalnie i najlepiej nocami.
      Jak się czuję? Szczerze to często padam na pysk, życie pt. "ja" jeszcze nie istnieje, wierzę że kiedyś będzie. Teraz poświęcam ten czas dziecku i pracy. Nie narzekam, choć czasem żałuję, że nikt mi dużego spadku nie zostawił wink
      Aha - opcja mama jest zmęczona i czegoś nie zrobiła/nie zrobi, nie istnieje. Co do chorowania, to mam alergika w domu, alergie są pięknym podłożem do infekcji. Nie będę pisała przez co przeszliśmy, bo książka by wyszła wink Ratowałam się jak mogłam, był okres gdy ponad połowa pensji szła na opiekunkę, a ja żyłam trawą wink
      Wybacz że pytam, ale z czego teraz żyjecie? Piszesz, że pkt 2-4 z Twojej listy są silnie powiązane z kasą, a przecież nie wymieniasz tam niczego czego nie pracując, mieć nie musisz. Dzieci i tak chorują, jeść trzeba, ubrać i tak się musisz (a nie ma obowiązku każdego miesiąca odświeżania garderoby). Jedyny faktyczny problem to okres ferii/wakacji, ale i to jest do załatwienia, tyle że czasem wymaga większej ekwilibrystyki. Zresztą mnie nie stać na niepracowanie, taka prawda, zatem musiałam to wszystko poukładać. Państwo mnie nie utrzymuje (nie mam alimentów z FA, nie mam świadczenia, nie mam 500+ i innego wsparcia, jedyne co dostaję to 153 zł zasiłku na syna).
      Skoro się zastanawiasz, to rozumiem, że masz ten - nazwijmy to luksus - by nie pracować na etacie. Od Ciebie zależy jaką decyzję podejmiesz, bierzesz pod uwagę wszystkie składowe i wybierasz co dla Ciebie/dla Was najlepsze. Ja żałuję, że nie mam więcej czasu dla dziecka, że dopada mnie wypalenie, ale aktualnie innej alternatywy nie mam.
      • stephanie.plum Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 20:49
        szacun!!!
        • szironna Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 11:31
          Nie dlatego to napisałam, ale dziękuję za miłe słowo smile smile
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:07
        Szironna, przykro mi i gratuluję. Wiem, że jest wiele takich matek. Wybacz, ale lęk bycia taką matką - nie dlatego, że to ktoś gorszy, ale dlatego, że chyba nie jestem dość silna psychicznie na takie życie - mocno we mnie tkwi. Kiedy miałam roczne dziecko zaczęto wyrzucać mnie z pracy. Trochę im to zajęło. Miałam lęki takie, że budziłam się na bezdechu. Przejadałam oszczędności, potem pojawiły się "dochody" - świadczenie od pracodawcy, uregulowanie alimentów, zasiłek na dziecko z kraju ojca. Mimo to był to najkoszmarniejszy okres mojego życia. Dopóki moje dziecko nie poszło do przedszkola - a nawet potem - funkcjonowałam na jakimś autopilocie. Mimo jakoś tam zagwarantowanego bytu. Najgorsza była wielka samotność, nie brak chłopa, ale taka ludzka, po prostu. Nie wszyscy mamy taką samą konstrukcję psychiczną.
        • szironna Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 11:47
          Danaide ja Cię naprawdę nie oceniam. Swoje przeszłam. Najpierw zdrada i odejście byłego męża, bo przerósł go fakt posiadania wcześniaka w domu i związane z tym problemy. Następnie diagnoza syna, terapie, podejmowanie wszelkich działań z myślą o jego lepszym funkcjonowaniu. Dalej tak działam. Do tego wieczne choroby. I nieustanna walka o byt, o pieniądz. To bardzo wykańcza. Był moment, że miałam ogromny żal do życia, na szczęście szybko się z tym uporałam. Nie mogłam sobie pozwolić na załamanie, moje dziecko ma tylko mnie. Pewnie wiesz jakie to obciążające. Są noce, kiedy myśli galopują w głowie jak szalone, spać nie można, leżę i myślę. Czuję się przeciążona, czasami mam dosyć, ale przecież nie jestem w tym odosobniona (niestety). Życie pisze różne scenariusze, musimy się w tym odnajdywać. I nie zawsze jest pięknie i łatwo. Nie piszę tego wszystkiego po to, by Cię zdołować. Wiem, że każdy inaczej odreagowuje. Ty musisz podjąć decyzję czy wracasz do pracy. Najgorzej zacząć. Ze swojego doświadczenia napiszę Ci, że wiele można poukładać - lekcje, zajęcia dodatkowe (w naszym przypadku terapie). Oczywiście zawsze jest coś kosztem czegoś. Mnie boli, że mój syn ma trudniej, że żyję trochę jak chomik w kołowrotku, ale zawsze staram się szukać pozytywów w życiu. Inaczej chyba bym nie dała rady.
          Trzymaj się, życzę Ci, by udało Ci się pokonać własne lęki. Pewnie wiesz, że sami je karmimy, prawda? Życzę, by te Twoje udało Ci się ujarzmić.
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:11
            Szironna, wiem, że nie jesteś przeciwko mnie, bardzo doceniam to, że napisałaś, co napisałaś i bardzo Ci za to dziękuję. Wiem, że miałam wiele szczęścia - dzięki robotnej matce, która swoim dzieciom zapewniła dach nad głową, wyborowi partnera (może nie najlepszego, ale przynajmniej płacącego alimenty i pochodzącego z kraju, w którym zasiłek przysługuje na każde dziecko), podjęciu określonej pracy (która na pewnym etapie zapewniła mi dochód, a na innym - zabezpieczenie), a także temu, że moje dziecko urodziło się zdrowe. Wiem, że moje lęki podyktowane są w dużej mierze świadomością, że takie zarżnięte matki jak Ty znajdują się w tym kraju i lękiem, że będę jedną z nich. To że zawsze starasz się szukać pozytywów w życiu jest cenne, niestety, mam świadomość, że sama nigdy nie byłam materiałem na Polyannę. Nie wiem co robić z taką konstrukcją psychiczną. Nie wiem co robić z sytuacją, gdy po latach wzlotów i upadków skończyłam z lękiem przed odrzuceniem i problemem z wychodzeniem do ludzi, byciem z ludźmi. Cały czas nad tym pracuję. Żałuję, bo kiedyś roiłam sobie, że skoro już siedzę na dupie tu, w Warszawie i mam te swoje przysłowiowe 500 funtów rocznego dochodu, własny pokój i wykształcenie (Nie! Nie mam 500 funtów, to cytat z Virginii Woolf!) to warto byłoby zrobić coś dla kobiet takich jak Ty, które nie mają czasu, żeby zawalczyć o siebie, bo walczą o każdy dzień - i nie potrafię.

            Najlepszego.
            • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:14
              DOROSNĄĆ! Dorośnij, witamy w prawdziwym życiu.
              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:36
                A jak nie to co? Dasz mi w tyłek?
            • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:18
              Najpierw zadbaj o siebie. A potem o te inne kobiety.
              Trudno jest być wsparciem dla innych, kiedy samemu ma się głowę pełną lęków i zahamowań.
              • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:31
                Wiem.
            • joa66 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 12:19
              to warto byłoby zrobić coś dla kobiet takich jak Ty, które nie mają czasu, żeby zawalczyć o siebie, bo walczą o każdy dzień - i nie potrafię.


              Ale na czym polega ta Twoja walka i jaki jest jej cel?

    • anika772 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:31
      Moja rada- najpierw spróbuj i zobacz na ile Twoje obawy były zasadne.
    • dzikka Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 14:38
      Z doświadczenia:
      najlepiej byłam zorganizowana kiedy: byłam sama, dziecko miało 5,6 lat, pracowałam a rodziców miałam ciężko chorych. Nie wiem jak to robiłam ale wszystko ogarniałam. Dziecko co prawda nie miało zbyt wielu zadań ale biedactwo siedziało w szkole od 7.30 do 17-18.
      Co do ubioru, makijażu itd. to chyba sprawa indywidualna. Niekoniecznie musisz nakładać tapetę idąc do ludzi. jeśli nie lubisz to trochę pudru, błyszczyk i ok.
      Największy problem to oczywiście choroba dziecka czy ferie/wakacje. Ja ogarniałam to półkoloniami ale jestem z dużego miasta. Choroby na szczęście nas omijały.

      jednak widzę, że szukasz wymówek. No i musi ci być na tyle łatwo, że po prostu życie cie nie zmusiło do pójścia do pracy.
    • asia_i_p Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:20
      Ile Twoje dziecko ma lat? Bo jeżeli 8+ to małe dawki punktów 1,2 i nawet 4 mu nie zaszkodzą, naprawdę.

      Brak czasu się pojawi, zmęczenie się pojawi, to na pewno. Ale jesteś w tej dobrej sytuacji, że pamiętasz lepsze czasy, pamiętasz, jak to jest mieć czas na książkę, kino czy hobby, więc jest szansa, że nie dasz się w to wpędzić do końca. Musisz, banał, wiem, ale prawdziwy, zarezerwować trochę czasu dla siebie i tylko dla siebie, pomimo tego, że dziecko ma cię mniej.

      Problemy z chorobami dziecka, itd. są przejściowe, dzieci rosną. A kasę lepiej mieć niż mieć.

      Co mnie niepokoi w tym, co piszesz, to słaba kasa - słaba to znaczy ile? - i umowy o pracę. Nie oczekujesz czy nie proponują? Bo tu masz rozkminy egzystencjalne jak Marynia z Połanieckich Sienkiewicza (zawsze mnie zdumiewało, że te kobiety u Sienkiewicza nic nie robią, tylko czują i myślą, zero codziennej pracy, a przecież prowadzenie domu to była całkiem konkretna robota wtedy), a tam cię za moment ktoś orżnie, wykorzystując, że jesteś skupiona na czym innym. Nie daj się.
    • budyniowatowe Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 15:58
      Danaide, mam troje dzieci, od zawsze pracuje zawodowo. Dziadkow i babc do pomocy nie mam. A jak czytam Twoje wymowki to dochodze, ze jestes leniwa panienka, ktora szuka sobie tylko wymowki zeby nie robic.

      Widac musi Cie bardzo uwierac to nic nierobienie, ze musisz szukac sobie 1500 usprawiedliwien na to.
    • merode Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:15
      A ja jednej rzeczy nie rozumiem. Z jednej strony jestes myslaca, oczytana babka (tak wynika z Twoich postow) a z drugiej strony to jakby wogole nie dawalo Ci powera zeby ustawic sobie zycie i ludzi tak jak Ci pasuje. No i co sie stanie jak powiesz dziecku ze jestes zmeczona? Sama wiesz ze nic, moze nawet dziecko bedzie zadowolone ze ma okazje sie wykazac, nie poddawaj sie stereotypom ze dobra matka to zawsze dyspozycyjna matka. Nie musisz tez kopiowac wygladu innych w pracy, malo jest prac gdzie jest pisemny dress code.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:18
        Wiem, że córka mnie kocha i akceptuje.
        Z ludźmi jest jednak inaczej. Latami walczyłam. Nie chcę walczyć dalej, a nie mam daru zjednywania sobie ludzi. To znaczy pojedynczych, czasami, tak. Jestem z tych "trudniejszych" przypadków, do których trzeba się przełamać, przekonać.
        • merode Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:10
          Ale czy musisz walczyc zeby zjednywac ludzi? Czy na pewno gdybys byla po prostu soba to bys byla przez wszystkich szykanowana i odrzucona? Ja w pracy i wokol mnie widuje sporo osob ktore w jakis sposob odstaja (a to ubior dziwaczny, a to odludek, a to ktos ze sztywno ustawionymi godzinami pracy bo musi, itp.). Ludzie najpierw sie zdziwia, skrytykuja, poplotkuja... A potem im przechodzi i uznaja ze tak poprostu jest. Czasami mnie to wkurza bo ja jestem ogolnie konformistka (wcale z tego nie jestem dumna), a tym bezczelnym niekonformistom tyle uchodzi na sucho😉!
          • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:33
            Przez wszystkich nie. Przez większość, jako dziecko/nastolatka bywałam. Dodatkowo moje doświadczenie w Polsce nie przekładało się np. na Europę Zachodnią. Tam była większa tolerancja dla odmienności, wypadałam zgoła normalnie.
            Teraz bywa różnie, przestałam się tak spinać, także dlatego że nie muszę. No i Internety, XXI w., nie takie rzeczy ludzie widzieli.
            Ale praca to dla mnie trudny teren.
            • jem.gluten.i.cukier Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:01
              Ale wiesz, że tej małej odrzucanej Danaide już nie ma? Jest ktoś zupełnie inny. W pracy już nigdy nie wróci koszmar bycia wybieranym jako ostatnim do drużyny na wf wink W ogóle nie ma potrzeby, żeby ludzie Cię w pracy lubili. Ot, idziesz, robisz swoje, możesz nawet za bardzo nie gadać z innymi, zależy jaka praca.
              • zlababa35 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 23:12
                To samo miałam napisać.
                Dzieciory potrafią być nieokrzesanie wstrętne i wredne, a od akceptacji grupy zależy, na ile dobrze będziesz czuć się w klasie.
                Praca to - no właśnie - praca - a nie kółko wzajemnej adoracji, ludzie nie muszą się nawet zanadto lubić, żeby wykonywać swoje indywidualne obowiązki zebrani w 1 miejscu. No i dorośli najczęściej są na tyle "wypolerowani", że nie będą tak jaskrawo okazywać swoich antypatii.
          • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:39
            merode napisała:

            > Ale czy musisz walczyc zeby zjednywac ludzi? Czy na pewno gdybys byla po prostu
            > soba to bys byla przez wszystkich szykanowana i odrzucona? Ja w pracy i wokol
            > mnie widuje sporo osob ktore w jakis sposob odstaja (a to ubior dziwaczny, a to
            > odludek, a to ktos ze sztywno ustawionymi godzinami pracy bo musi, itp.)

            To są właśnie te rodzaje inności, które mieszczą się w normie. tongue_out Takie nieduże. tongue_out
    • lalkaika Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 16:25
      sama sobie odpowiedzialas .nie oplaca .Nie chce mi sie czytac 256 odp. i tak pewnie zawsze te same palladyny. Ah ja. Nie pracuje bo nie lubie .
      • taki-sobie-nick Co masz na myśli przez "paladyny"? 07.02.18, 22:41
        lalkaika napisała:

        > sama sobie odpowiedzialas .nie oplaca .Nie chce mi sie czytac 256 odp. i tak pe
        > wnie zawsze te same palladyny. Ah ja. Nie pracuje bo nie lubie .

        Paladyn to taki sławny rycerz był...
    • kitek_maly Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 18:14
      Jeśli masz kogoś kto Cię utrzymuje to w czym problem?
    • 18lipcowa3 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 21:33
      nie miałabyś co żreć to by cie lęki mineły
      • triss_merigold6 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:00
        Ujęłabym to ciut subtelniej, ale zgadzam się co do zasady.

        Danaide może pielęgnować swoje lęki, schizy, traumy i ból istnienia, bo ktoś jej zapewnia żarcie i dach nad głową.
      • danaide Re: Moje lęki pracowo-życiowe 07.02.18, 22:34
        Może nie, może tak. Może one by mnie pożarły.
      • szpil1 Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 18:20
        18lipcowa3 napisała:

        > nie miałabyś co żreć to by cie lęki mineły
        >

        Dokładnie. 1500 wymówek, żeby tylko nie pracować. Brak odwagi, by powiedzieć sobie szczerze: "Nie pracuję, bo nie chcę, lubię gdy ktoś mnie utrzymuje".
        • taki-sobie-nick Re: Moje lęki pracowo-życiowe 08.02.18, 21:30
          szpil1 napisała:

          > 18lipcowa3 napisała:
          >
          > > nie miałabyś co żreć to by cie lęki mineły
          > > >
          > Dokładnie.

          Nie, to tak nie działa.
      • agnes_topesto Re: Moje lęki pracowo-życiowe 11.02.18, 15:05
        18lipcowa3 napisała:

        > nie miałabyś co żreć to by cie lęki mineły

        całymi rodzinami Polacy wyjezdzaja z tego kraju za chlebem, poniewaz pracując tutaj, nie starcza im na to żarcie i na wiele innych rzeczy...


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka