Niby nie na marginesie wątku o Isabel, która nie chciała się zająć czymkolwiek i niby nie na marginesie czegokolwiek... Uprasza się zwłaszcza triss, starczy_tego czy mapt o konstruktywne (!) wnioski.
Od czasu do czasu pojawiają się wątki o ekwilibrystyce dnia codziennego, kto dziecko zawiezie, kto posiedzi z chorym, kto pójdzie z nim do lekarza, a co w ferie, jak ogarnąć zakupy (och, zamykają centra w niedzielę!).
Ponieważ wielu osobom tutaj kością w gardle stoi "niepracowanie" innych to przedstawiam listę moich lęków, które w kontekście propozycji pracy - szczytne cele, ale słaba kasa, co też nie rzutuje na wyciszenie lęków - nabrały na sile. Możecie dopisać własne. Możecie dopisać rady.
Boję się:
- zarżnięcia. Tego najbardziej. Padania na pysk, niemania czasu i siły dla dziecka. Haseł w stylu: przepraszam, muszę się położyć, nie mam siły zrobić obiadokolacji, weź sobie coś z lodówki/szafki / przepraszam, powiesz pani w szkole, że matka była zmęczona i nie miała siły na pomoc w lekcjach PS. Tak, leci mi czwarty krzyżyk (a może piąty???).
- proszenia się. Przepraszam, ale dziś mam umówioną wizytę u lekarza (czekałam x miesięcy do roku - tak, mam taką miejscówkę) / przepraszam, dziecko mi się rozchorowało / przepraszam, opiekunka nawaliła, muszę zaprowadzić dziecko na zajęcia / przepraszam, zbliżają się ferie/wakacje... - ja nawet umowy o pracę nie oczekuję z tego powodu!
- niespełnienia oczekiwań. Jednym z tricków życia bez pracy jest wolność: ubiór, makijaż, włosy, manikiury. Naprawdę, można wyluzować i sporo zaoszczędzić

. Ale gdy się idzie do ludzi...
- jedzenia byle czego. Nie ukrywam, że ostatnio zafascynowana jestem zjawiskiem gotowego żarcia, wszędobylskie Uber Eat, powiększające się działy "Food to go" w supermarketach. Żeby jeszcze większość jakoś jadalna była...
Punkty 2-4 silnie są powiązane z kasą - czy naprawdę, żeby pracować trzeba w to aż tyle inwestować? Jaka jest granica opłacalności?
- braku czasu dla siebie. Na książkę, na kino, na to co zawsze sprawiało, że nawet jak nastrój mi siadał to znajdowałam coś od czego można się odbić. Nie wiem czy mogę różne rzeczy robić sprawniej - jest taka legenda miejska o zadbanych kobietach, które im bardziej są zajęte tym lepiej wyglądają. Ale jest też (wielko)miejska rzeczywistość - jak się rozejrzeć to jednak sporo kobiet jest zwyczajnie zmęczonych i goniących w piętkę.
W kontekście zadania: jesteście Wy - i tylko Wy. Żadnych ojców dziecka, starych/nowych facetów, rodziców na emeryturze.
Lecimy