Przeczytałam wątek o przeziębionych pracownikach. O Grażynkach polskiego biznesu czytałam nie raz.Więc teraz po kolei z mojego punktu widzenia. Jestem Grażynką polskiego biznesu. Prowadzę niewielką firmę. Każde L4 mojego pracownika jest moim problemem, nie dość że muszę ogarnąć swoją pracę to jeszcze jego. Pracownik nie ogarnie mojej pracy, a ja jego muszę. Jak to w tych przypadkach bywa nie da się wynająć pracownika z agencji pracy który tą pracę ogarnie (specyfika branży). I wygląda ta tak - że ja kichająca , smarkająca robię co do mnie należy (bo przecież wypłaty muszą być wysłane na czas) , a ktoś kichnie, smarknie i idzie na L4 bo mu się należy . I efekt taki jak napisałam wcześniej że mój pracownik ma wolne 14 dni bo jego żona urodziła, a ja 7 dni po cesarce siedzę przy papierach, bo wiem że inaczej nie zejdą przelewy więc pracownicy nie dostaną na czas wypłat (a przecież rodziny mają) , ale to nie będzie ich problem tylko mój. Zastanówcie się czasem jak wygląda sytuacja od strony Grażynki która musi wypłacić wypłaty, premie itp. ale niestety jej klienci nie zapłacili faktur w terminie, i to ona musi się martwić o to żebyście te należności dostali w terminie. Często , gęsto kosztem swojej rodziny płaci. Chętnie posłucham innych właścicielek firm jak wyglądały ich ciąże. Ja się czułam dobrze i pracowałam do ostatniego dnia przed porodem (nie chcę się czepiać dziewczyn które faktycznie miały problemy w ciąży), bo nie miałam innego wyboru. Nikt mnie nie zastąpił, i wiedziałam że jak zostawię firmę na pół roku to nie będę miała do czego wracać. Dobry, wygadałam się