takamania
05.04.18, 13:22
Pisałam tu zimą. Łudziłam się kilka miesięcy ,że damy radę, ale było coraz gorzej. dostałam wczoraj leki. Chwilę zajmie zanim zaczną działać. Ale przeraża mnie coś innego. Jak mam takie przebłyski świadomości i próbuje głową ogarnąć rzeczywistość to z przerazeniem odkrywam,ze moja wielomiesięczna bierność narobiła strasznych zaległości: ze zdrowiem( z resztą ciągle choruje . 4 misiące infekcji z krótkimi przerwami) . przytyłam. nie mam sił na spacery. jem na tony słodycze(choć smak jest wszsytkiego taki sam).
Z terapią syna. To w sumie dobija najbardziej. Miesiące jego i mojego chorowania plus stan w jakim byłam to spustoszenie w jego ćwiczeniach. Afatyk to nie koniec świata ale moje 4-letnie dziecko mówi kilka sylab, słów. Nawet jak o tym pisze to rycze... W nocy często krzyczy przez sen. 4 neurologów. Teraz przed nami 5. Musimy sprawdzić czy nie ma padaczki. Żaden wcześniej na to nie wpadł. Wszystko sami . Tysiace wydane na terpaie i lekarzy. Bezdechy nocne( jest po usunięciu 3 migdała). A ja mam siłe włączyć co najwyżej bajkę (już dostałam za to na forum łomot ale siedzę z nim od wielu miesięcy z kilkoma dniami przerwy na przedszkole). wszsytkie terapie, które próbowałam w domu niewiele pomogły a mnie do reszty pozbawiły sił. Kiedy tych postępów nie było.
Dom -riuna.
Siedzimy znowu w domu. Ja tydzień temu skończyłam chorować. Syn przed świętami zaczął. Znowu przerwy w terpiach i zajęciach w przedszkolu. Znowu jesteśmy zamknięci w 4 ścianach. A wyjście z niego powoduje fizyczny ból. Dla mężą i syna czasami mi się udaje ogarnąć . Na chwile...
Dobija wszystko. I jak ktoś się nade mną lituje i jak opieprza