Dodaj do ulubionych

Pocieszcie

11.04.18, 09:52
Osoby, którym mówię o tym w realu, uznają mnie za grubo przewrażliwioną (mamusia moja głównie).
A ja już nie wyrabiam.
Kolejna praca nad dokumentacją medyczną, onkologiczną.
Młoda kobieta, matka dzieciom, od ponad 2 lat leczenie inwazyjnego raka sutka, kilka stron dokumentacji. Opisy leczenia, czyli chemia, radioterapia, wycięcie guza pierwotnego itp., wszystko na nic, przerzuty wielonarządowe. To są dokumenty żywego człowieka, któremu prawdopodobnie medycyna nie pomoże już, ale który przez 2 lata się qrewsko męczył, biegając na te biopsje, chemie itp. itd. Jeszcze gorzej jest, jak trafia do mnie dokumentacja dziecka - które zamiast normalnie żyć też męczy się inwazyjnymi zabiegami w szpitalach. I nic nie pomaga.
Rak mnie przeraża. Bo przeraża mnie bezsilność, czas, wysiłek i męczarnia zainwestowane w leczenie - na nic. Zwłaszcza ta męczarnia - biopsja kości, chemia, radioterapia (są też często opisy skutków dla pacjenta, uch). Przeraża mnie odchodzenie dzieci z takiego powodu i bezsilność lekarzy oraz rodziców.
To głupie odczucia, ale ostatnio mam ileś takich dokumentów pod rząd i tak mi się ulało. W tym dzieci np. 3-letnie, 11-letnie. Trudno mi o tym nie myśleć, to są realni ludzie. Po prostu chciałam się wygadać. Ech...
Obserwuj wątek
    • milka_milka Re: Pocieszcie 11.04.18, 10:02
      Ja Cię rozumiem, znam paru lekarzy, którzy odeszli z zawodu właśnie z powodu takich problemów. Ja nerwowo nie wytrzymałbym, też się boję chorób. Wystarczyło mi, gdy widziałam mojego tatę, odchodzącego z powodu nowotworu, jeszcze parę innych bliskich osób. Ciągła styczność z takimi sprawami może emocjonalnie wykończyć.
    • jola-kotka Re: Pocieszcie 11.04.18, 10:03
      Pocieszam .
    • la_mujer75 Re: Pocieszcie 11.04.18, 10:22
      Pocieszam, ale...
      Właśnie wczoraj byłam na pogrzebie ojca przyjaciółki. Facet 67 lat. Wziął 4 emerytury, więcej nie zdążył sad Nie młodzieniec, ale nie staruszek.
      Dwa lata temu robił u mnie malowanie- facet jak tur. Sam bez wysiłku montował ciężkie drzwi. Dumny ze swojej sprawności i siły, a potem dorwał go rak - chłonniak mózgu- 1,5 roku leczenia i piękna trumna i wzruszający pogrzeb sad

      Mój brat jest patomorfologiem- mówi, że coraz więcej jest zachorowań na raka i to takiego typu, który statystycznie nie dotyczy danej grupy wiekowej.
      Twierdzi, że w zależności od typu raka, który by go dorwał, podjąłby leczeniu lub nie (na obecny stan wiedzy medycznej). Często ciężkie leczenie tylko na chwilę przedłuża życie, ale bardzo obniża komfort ostatnich miesięcy. Sam zna kilku kumpli po fachu, którzy na wieść, że mają raka jakiegoś tam typu ( i mają minimalne szanse na wyleczenie), z dnia na dzień odchodzili z roboty, nie podejmując prób leczenia, bo wiedzieli, że tylko się namęczą, nacierpią, a efekt będzie zerowy. Woleli pożyć spokojnie kilka miesięcy...
      Straszne...
      Ja tam nie jestem typem fighter'a. I gdybym się dowiedziała, to boję się, że załamałabym się sad
    • lellapolella Re: Pocieszcie 11.04.18, 11:05
      Bardzo ci współczuję, wierzę, że ta praca może być obciążająca, szczególnie, gdy człowiek ma sporą dozę empatii lub, co gorzej, wyobraźnię, która przekłada mu historię chorób na bliskie osoby. Jeśli wierzyć temu, co mówią inni, powinnaś z czasem zobojętnieć i nabrać "grubej skóry", teraz pozostaje ci wierzyć, że robisz dobrą i potrzebną robotę, na swój sposób pomagając tym osobom.
    • zetkaad Re: Pocieszcie 11.04.18, 11:09
      Poznałam wiele dzieci i nastolatków chorujących na raka i to siedzi we mnie zawsze. Najtrudniejszym dla mnie wspomnieniem są maluchy z łysymi główkami ściskające misie i czekające na mamusie przy wejściu na oddział. I
      • lea.letizia Re: Pocieszcie 11.04.18, 11:32
        Nie jestes przewrazliwiona, jestes po prostu czlowiekiem i empatia nie jest Ci obca.
        Moj tata byl lekarzem, ponad 30 lat w zawodzie, ale tez zdazalo sie, ze "nie wyrabial", w szpitalu w ktorym pracowal napatrzyl sie na tak wiele zla i cierpienia, ze musialo to sie jakos na nim odbic.
        Pomysl ze jakos im jednak pomagasz i skup sie na typ, aby jak najlepiej wykonac swoja prace,
        postaraj sie wyciagnac z tych doswiadczen jakies pozytywy; jestes swiadoma, wiec dbaj o siebie i o corke, o Wasza diete, badaj sie regularnie, nie bagatelizuj ewentualnych symptomow choroby.
        Jesli mozesz w jakikolwiek sposob jeszcze pomagac chorym osobom, zrob to; ja wspieram w ramach fundacji chore osoby, w tym wlasnie matke dwojga dzieci, ktorej odmowiono finansowania terapii, bo nawrot choroby byl za wczesnie sad, moj maz i inni znajomi prawnicy wspieraja tez przed sadami takie osoby, gdy maja juz sile zawalczyc o swoje. Kilka razy oddawalam tez swoje wlosy, na szczescie rosna mi blyskawicznie smile.

        Mnie tez przeraza ta bezsilnosc ktora czasem dotyka chorego i jego rodzine, ale ja akurat mam w rodzinie i wsrod znajomych mnostwo lekarzy, wiec pewnie by mnie ktos z nich uswiadomil, ze czas sie poddac, tylko ze ja z kolei jestem typem fighter'a, walczylabym nawet jakby bylo beznadziejnie.
    • znowu.to.samo Re: Pocieszcie 11.04.18, 13:02
      Mój tato swego czasu miał prace w centrum Onkologii.
      Akurat leczył sie tam Niemen...zwolnił sie ale po tej pracy sam ciągle podejrzewał u siebie raka. Ciągle miał jakieś bóle i dolegliwości. Dopiero jak sie prześwietlił wzdłuż i wszerz, i zrobił chyba wszystkie możliwe badania i upewnił sie że nic mu nie jest- to mu przeszło.
      Ludzie ja sobie nie wyobrażam że lekarz mi mówi: prosze pani, zostało pani góra pół roku, tylko leczenie paliatywne. I ja mam to powiedzieć dzieciom.
      No nie wyobrażam sobie w ogóle takiej sytuacji. Świadomość że to już koniec filmu, game over...
      Nie dziwie sie że ludzie nawet w beznadziejnych przypadkach walczą do ostatniej chwili, bo kurcze chyba nie można sie pogodzić z takim zymś.
    • bei Re: Pocieszcie 11.04.18, 13:29
      Przytulam...nawet jak czytam post, to już robi się słabo i smutno. Wyobrażam sobie co czujesz...całe szczęście są tacy ludzie jak Ty, co jeszcze czują...
    • anika772 Re: Pocieszcie 11.04.18, 16:22
      A jak Cię pocieszyć? Jak masz jakąś empatię i jesteś świadkiem (bo jesteś poniekąd, przy tej robocie) ludzkiego nieszczęścia, to się przejmujesz.
      Postaraj się jednak zdystansować, bo zwariujesz. Wiem, łatwo się mówi.
      • zlababa35 Re: Pocieszcie 11.04.18, 16:32
        Chyba trochę za dużo tego było naraz. W tym chłopiec 11-letni, który miał cykl chemii ze 2 lata temu, a na przełomie 2017/18 przeszedł 3 biopsje z kości udowej (i to jest niestety bardziej inwazyjne niż np. wkłucie się cienką igłą w tarczycę. A przeszedł 3 biopsje, bo 2 ośrodki wydawały sprzeczne opinie co do charakteru zmiany, rozpoczęto chemię i wstrzymano. W tej chwili są metastazy do płuc. Jestem jakoś tam w stanie mentalnie ogarnąć chorobę, nawet może i nowotwór, bezsensowną śmierć młodych osób, ale tego męczenia się PO NIC już nie ogarniam. W ogóle chyba nie radzę sobie z tym, że pewne kwestie są nierozwiązywalne czy negatywnie się kończą mimo ogromnych starań, wysiłku czy cierpień sad.
    • andaba Re: Pocieszcie 11.04.18, 16:33
      Rak u dzieci i ludzi młodych jest straszny, ale odkąd zetknęłam się z kilkoma przypadkami demencji starczej, to się przestałam bać raka u siebie, przeciwnie.
      • zlababa35 Re: Pocieszcie 11.04.18, 16:41
        Ja się nawet nie boję raka jako takiego, tylko jak czytam i tych wszystkich procedurach i ich skutkach ubocznych (bo jest np. z detalami w karcie szpitalnej, jak dziecko gorączkowało, miało neutropenię i niedrożność jelit po chemii), to mi wszystko opada. I że tak powiem, te dokumenty trafiają do mnie bynajmniej nie dlatego, że młody człowiek wyzdrowiał, tylko że zdesperowana rodzina w końcu szuka możliwości leczenia za granicą.
        • andaba Re: Pocieszcie 11.04.18, 16:46
          Wiem, rozumiem o co ci chodzi.

          Nie wiem, czy byłabym w stanie podjąć taką decyzję w sprawie dziecka, ale mnie bliskie jest stanowisko o jakim pisze la_mujer.
          • zlababa35 Re: Pocieszcie 11.04.18, 17:41
            No, w odniesieniu do samej siebie zrobiłabym właśnie dokładnie tak samo.
            Wobec dziecka człowiek na pewno chwyta się wszystkiego.
    • lilia.z.doliny Re: Pocieszcie 11.04.18, 17:35
      złababo, nie pocieszę cie, bo sama becze po przeczytaniu twojego postu sad
    • marcelina4 Re: Pocieszcie 11.04.18, 17:59
      masz naprawdę obciążającą psychicznie pracę, trzeba mieć tzw. grubą skórę, nie wczuwać się się w sytuację chorych i ich rodzin, ale łatwo się mówi, a trudniej robi
      nie wiem czym się dokładnie zajmujesz, ale sądzę, że w jakiś sposób im pomagasz, więc skup się na tym, że robisz co możesz, żeby pomóc, choroby nie zatrzymasz, cierpienia nie zmniejszysz, ale działasz
      mąż mojej koleżanki jest lekarzem, facet czasem musi sobie ostro odreagować, kiedyś jak stracił pacjenta, o którego bardzo długo walczył, to wyładował emocje na rąbaniu drzewa do kominka, ponoć narąbał zapasu na dwa lata za jednym razem, potem padł i spał dwa dni, zdarza mu się to czasem, ale i tak zawsze leci na każde wezwanie, bo inaczej nie potrafi
      • zlababa35 Re: Pocieszcie 11.04.18, 18:22
        Jestem tylko tłumaczką, na szczęście. Jestem dobra w dokumentacji medycznej, która nie wiem dlaczego uchodzi za trudną tematykę, no i dużo tego dostaję. Jak już napisałam andabie, ludzie zwracają się o te tłumaczenia, bo leczenie w PL nie poskutkowało i szukają nadziei za granicą.
        Drugi rodzaj takich tłumaczeń, na który też ostro reaguję, ale po prostu WQRWEM - to dokumenty do leczenia za granicą rdzeniowego zaniku mięśni. Lek stosowany normalnie w ramach procedur leczenia na Zachodzie, dobry, skuteczny, nie jest lekiem typowo przepisywanym w Polsce, nie wiem nawet, czy jest normalnie sprowadzany. Koszt leczenia np. w Belgii - bagatela, cykl kosztuje polskiego pacjenta powyżej 40 tysięcy zł.
        • marcelina4 Re: Pocieszcie 11.04.18, 18:48
          skoro dostajesz dużo tych tłumaczeń, to znaczy, że Twoja praca jest ważna i potrzebna, robisz coś ważnego dla tych chorych, ale niestety naczytasz się też dużo ich cierpieniu i walce, to działa ma wyobraźnię, jesteś człowiekiem, ruszają Cię historie tych ludzi
          pewnie myślałaś o tym, żeby nie robić takich tłumaczeń, ale pewnie też wiesz, że to bardzo ważne dla chorych, że jest presja czasu i robisz to dalej, uważam że to bardzo dobra i odpowiedzialna praca, niestety dosyć obciążająca psychicznie
    • butch_cassidy Re: Pocieszcie 11.04.18, 18:54
      Podziwiam.
      Nie uniosłabym takich tłumaczeń.
    • joa66 Re: Pocieszcie 11.04.18, 19:15
      Rozumiem i przytulam.
    • dziennik-niecodziennik Re: Pocieszcie 11.04.18, 22:32
      Nie wiem czy Cie to pocieszy, ale...
      Jest MNOSTWO chorych na nowotwory wszelakie - wyleczonych. Takich ktorzy owszem, przeszli te meczarnie o ktorych piszesz, te biopsje, chemioterapie, radioterapie - i sa zdrowi. Tak, pewnie wiele z nich mialo skutki uboczne leczenia - ale to też przeszli. I ŻYJĄ. Wiec to nie sa cierpienia bezsensowne, bo daja szanse na przezycie.
      O wiele gorsze sa przypadki kiedy czlowiek zmaga sie z choroba nieuleczalna, jak wlasnie ten rdzeniowy zanik miesni, stwardnienia rozsiane, mukowiscydozy itd.
      Mamy pacjentke chora na taka nieuleczalna chorobe - mloda dziewczyna, chorobę rozpoznano w dziecinstwie, jest leczona, przeszła naprawde duzo - ale juz zyje w czasie "pozyczonym", bo przekroczyla sredni wiek przezywalnosci chorych i niebezpiecznie zbliza sie do gornej granicy. Bez zadnej nadziei na wyzdrowienie, bo lekow nie ma....
      Twoja praca przynajmniej kilku osobom mogla pomoc w uratowaniu zycia. Porzadnie przetlumaczona dokumentacja to podstawa. Niech to Ci da sile by dalej to ciagnac.
    • rulsanka Re: Pocieszcie 11.04.18, 22:41
      Aż mi się w głowie zakręciło, jak przeczytałam te historie...
      Dziewczyny dobrze piszą, dzięki twoim tłumaczeniom część z tych chorych dostanie kolejną szansę. Część tej części wyzdrowieje, część pożyje dłużej.
      Jesteś dzielna, wspaniała.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka