gidena
12.04.18, 09:57
Witam,
jestem mamą dwóch synów. Jeden ma 10 lat, jest moim dzieckiem biologicznym, kocham go calłm sercem, jest najwazniejszy dla mnie. Pokochałam go od chwili gdy go zobaczylam.
Przez komplikacje przy porodzie nie moglam zostac po raz drugi mama. Zawsze marzyłam o większej rodzinie, tak tez uzgadnialiśmy z mężem.
Jak starszy miał kilka lat zaczęliśmy się starać o adopcję. Chcieliśmy chłopca do około 2 lat. Jak zadzwonił upragniony telefon byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, fruwałam. Pojechaliśmy na spotkanie i tak się zaczęło. Kiedy młodszy trafił do naszego domu miał 5,5 miesiąca, teraz ma 13 miesięcy. Rozwija się super, jest fajnym i zdrowym dzieckiem. Mój mąż bardzo kocha go , syn przepada za bratem, tylko ja nie potrafie go pokochac. Robie przy nim wszystko, przebieram, kąpie, przytulam i glaskam, bo wiem, ze to dla dziecka ważne i nie chcę żeby z tego względu syn miał jakieś braki. Nie ma we mnie tej milości w stosunku do młodszego, takiej jak do starszego. Wszystko robię z przymusu, z konieczności, bo tak trzeba.
Dziecko chyba czuje, bo jak tata wychodzi do pracy mały płacze i stoi pod drzwiami, tak samo jest jak syn wychodzi do szkoły. Jak wracają dla małego ja już nie istnieje, najpierw uwiesza się na bracie, potem na tacie.
Czasem jak starszy zrobi lekcję wychodzi na dwór, a jak widzi ze ja mam gorszy z młodszym dzień zostaje, bo chyba czuje się odpowiedzialny za małego. Nawet jak go namawiam, żeby wyszedł on woli pobawić się z bratem, czasem rzuca jakieś uwagi w moją stronę zarzucając mi, że za mało się nim zajmuję, żebym gdzieś na spacer wyszła. Kiedyś mnie pytał czy jak on był mały ja też TAKA byłam? co mam mu odpowiedzieć, że nie, bo jego od razu pokochałam?
Z mężem nie mogę na ten temat rozmawiac, jak zacznę to krzyczy, że przecież to ja chciałam i jak mogę go nie kochać, przeciez to małe bezbronne dziecko i że przesadzam, żebym się wzięła za siebie, bo stracę wszystko.
Starszy po jednej z takich awantur przyszedł spłakany do mnie i mnie pyta "czy dlatego nie kocham X , bo go nie urodziłam i dlaczego nie postaram się bardziej?" .
Z mamą też nie mogę rozmawiać, ona od początku była przeciwna, twierdziła że skoro mam jedno zdrowe dziecko to powinnam się cieszyć z tego co mam, a nie myśleć o zaadoptowaniu cudzego, bo nie wiadomo co z niego wyrośnie. Ona małego w ogóle nie uznaje za swojego wnuczka, nawet na rok nie dała mu żadnego upominku, a o wszystkich wnukach zawsze pamięta.