Adopcja - problem z miłością.

12.04.18, 09:57
Witam,
jestem mamą dwóch synów. Jeden ma 10 lat, jest moim dzieckiem biologicznym, kocham go calłm sercem, jest najwazniejszy dla mnie. Pokochałam go od chwili gdy go zobaczylam.
Przez komplikacje przy porodzie nie moglam zostac po raz drugi mama. Zawsze marzyłam o większej rodzinie, tak tez uzgadnialiśmy z mężem.
Jak starszy miał kilka lat zaczęliśmy się starać o adopcję. Chcieliśmy chłopca do około 2 lat. Jak zadzwonił upragniony telefon byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, fruwałam. Pojechaliśmy na spotkanie i tak się zaczęło. Kiedy młodszy trafił do naszego domu miał 5,5 miesiąca, teraz ma 13 miesięcy. Rozwija się super, jest fajnym i zdrowym dzieckiem. Mój mąż bardzo kocha go , syn przepada za bratem, tylko ja nie potrafie go pokochac. Robie przy nim wszystko, przebieram, kąpie, przytulam i glaskam, bo wiem, ze to dla dziecka ważne i nie chcę żeby z tego względu syn miał jakieś braki. Nie ma we mnie tej milości w stosunku do młodszego, takiej jak do starszego. Wszystko robię z przymusu, z konieczności, bo tak trzeba.
Dziecko chyba czuje, bo jak tata wychodzi do pracy mały płacze i stoi pod drzwiami, tak samo jest jak syn wychodzi do szkoły. Jak wracają dla małego ja już nie istnieje, najpierw uwiesza się na bracie, potem na tacie.
Czasem jak starszy zrobi lekcję wychodzi na dwór, a jak widzi ze ja mam gorszy z młodszym dzień zostaje, bo chyba czuje się odpowiedzialny za małego. Nawet jak go namawiam, żeby wyszedł on woli pobawić się z bratem, czasem rzuca jakieś uwagi w moją stronę zarzucając mi, że za mało się nim zajmuję, żebym gdzieś na spacer wyszła. Kiedyś mnie pytał czy jak on był mały ja też TAKA byłam? co mam mu odpowiedzieć, że nie, bo jego od razu pokochałam?
Z mężem nie mogę na ten temat rozmawiac, jak zacznę to krzyczy, że przecież to ja chciałam i jak mogę go nie kochać, przeciez to małe bezbronne dziecko i że przesadzam, żebym się wzięła za siebie, bo stracę wszystko.
Starszy po jednej z takich awantur przyszedł spłakany do mnie i mnie pyta "czy dlatego nie kocham X , bo go nie urodziłam i dlaczego nie postaram się bardziej?" .
Z mamą też nie mogę rozmawiać, ona od początku była przeciwna, twierdziła że skoro mam jedno zdrowe dziecko to powinnam się cieszyć z tego co mam, a nie myśleć o zaadoptowaniu cudzego, bo nie wiadomo co z niego wyrośnie. Ona małego w ogóle nie uznaje za swojego wnuczka, nawet na rok nie dała mu żadnego upominku, a o wszystkich wnukach zawsze pamięta.
    • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:10
      Ale czego oczekujesz? Serce peka serio. Takie decyzje nie sa dla kazdego , chcialas i co teraz zrobisz ? Krzywdzisz dziecko ktorego nie oszukasz zebys nie wiem co robila z tego przymusu. Zawsze uwazalam ze dzieci to nie zabawki , nie mozna sie na nie decydowac od tak, adopcja jeszcze wieksze wyzwanie. Na twoj post nie ma dobrej rady, odpowiedzi . Nikt nie zmieni tego co czujesz a raczej tego czego nie czujesz. Posune sie dalej teraz cierpi cala twoja rodzina nie przez adopcje bo to piekne jest. Twoj maz i syn sa szczesliwi a przez to ze nie potrafisz pokochac tego dziecka . Bardzo przykry watek bez rozwiazania. Zycze zeby jednak cos sie zmienilo, serce zabilo mocniej do tego dziecka.
      • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:14
        Tak sobie pomyslalam ale nie wiem czy mam racje moze ktos zweryfikuje. Obnazanie sie z braku milsci do adoptowanego dziecka przed starszym synem nie bylo chyba dobre, wychodzi na to ze podswiadomie odebral to jako przezucenie na niego odpowiedzialnosci dlatego woli zostac z bratem niz wyjsc. Zle to wyglada.
      • niu13 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:36
        Dlaczego od razu z armaty- krzywdzi dziecko. Nie krzywdzi. Zrobiła wielką rzecz: dała rodzinę dziecku, które było skazane na nieszczęście. A miłość? To sprawa emocji, nie do przeskoczenia. Albo się kocha, albo nie. Co więcej, uważam, że nie wszystkie biologiczne matki umierają z miłości do własnych dzieci, zdarza się. Zaakceptować swoje uczucia, dawać dziecku co można, być sprawiedliwą dla obu synów i nie zadręczać się poczuciem winy. To jedyne, co można w tej sytuacji zrobić.
        • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 18:35
          "Zrobiła wielką rzecz: dała rodzinę dziecku, które było skazane na nieszczęście. "

          Brednie. Zafundowała już raz odrzuconemu dziecku kolejne odrzucenie. A mogło trafić do naprawdę kochających rodziców ☹️
          • niu13 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 21:35
            A Ty uważasz, że na etapie procesu adopcyjnego można dziecku zagwarantować szczerą, bezwarunkową miłość? Że można to jakoś zmierzyć i zbadać, kto je pokocha, a kto nie? Gratuluję szklanej kuli.
            Poza tym nie popadaj w dramat- autorka nie pisze, że dzieciaka nienawidzi i jest matką Madzi, tylko, że nie potrafi go kochać tak, jak biologicznego. Uczucia nie są czarno- białe.
            • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 21:53
              Niu, napisałaś o niej jakby była bohaterką. Nie jest. Jest kobietą, która nie radzi sobie z sytuacją, jaką stworzyła.
              Nie to jest złe, że ona miłością nie zapałała, ale to, że nie rozumie, że dziecku nie wystarczy zmiana pieluchy i butla w buzi. Dziecko, zwłaszcza już raz odrzucone, potrzebuje jak powietrza miłości i akceptacji. Mnie najbardziej razi w jej wypowiedzi nie przyznanie się do braku uczuć, bo to rozumiem - ciężko pokochać cudze dziecko, może mieć depresję poadopcyjną - ale to, że twierdzi, że dziecko nie doświadcza krzywdy w tej sytuacji.
              Ono jest krzywdzone. Krzywdzone jest też starsze dziecko. I ślepota na tę krzywdę mi się nie podoba.
              • niu13 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 22:04
                Z pewnością dlatego, że nie zrozumiała, że dziecko potrzebuje czegoś więcej niż zmiany pieluchy, oraz nie rozumie powagi sytuacji i swojej życiowej porażki, wysmarowała wielkiego, dojrzałego emocjonalnie i wyważonego posta, w którym dzieli się swoim poważnym problemem. Nie jest bohaterką, ale osobą o bardzo wysokim poziomie samoświadomości, co doceniam.
                • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 22:49
                  Cieszę się, że doceniasz. Ja jednakże uważam, że dopóki nie zrozumie, że swoją postawą krzywdzi swoje dzieci (a z jej postów wynika, że nie rozumie), nie będzie lepiej nikomu.
        • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 22:05
          Dac rodzine to kochac sory nie ma rodziny bez milosci jest teatr odgrywany na potrzeby wszystkich i jest to krzywda.
          • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 22:50
            "Dac rodzine to kochac sory nie ma rodziny bez milosci "

            Dokładnie.
            • niu13 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 23:17
              Piękne to słowa, ale życie w realu to nie poezja forumowa. Co ma kobita zrobić teraz? Iść się zabić? Nie kocha tego dziecka, ma odwagę się do tego przyznać, jest to jej tragedia, a wy jeszcze psy na niej wieszacie w myśl typowego polskiego schematu, że wszystkie dzieci to święte istoty, którym włos z głowy spaść nie może. Ma się kobita zarżnąć teraz z poczucia winy.
              • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 13.04.18, 00:40
                To nie poezja forumowa a fakty. Co ma zrobic ? Moim zdaniem sytuacja jest mega trudna ale mamy tutaj glosy dziewczyn ktore adoptowaly dzieci i pisza ze ta milosc przychodzi czesto z czasem , czyli powinna dac sobie czas. Mniej skupiac sie na tym co czuje negatywnego a wiecej na tym co czuje pozytywnego. Isc na terapie teraz juz cala rodzina bo i starszy syn jest juz pocharatany emocjonalnie. Slowa meza " stracisz wszystko" sa bardzo niepokojace i nie nalezy przechodzic obok nich obojetnie. Terapia nie sprawi ze zacznie kochac to nierealne ale moze bardzo pomoc w relacjach rodzinnych. Zrobic ciecie kontaktow z matka. Bardzo mi przykro ale gdybym ja byla matka i by mi moja wlasna matka krzywdzila dzieci albo jedno z dzieci nie ma przebacz. Postawic matce warunek albo traktuje na rowni oboje wnukow albo kontakty zostana skasowane do minimum. Jesli nic sie nie zmieni to nauczyc sie dobrze grac przed synem milosc , traktowac tak samo jak starszego. Czas pokaze natomiast ostatecznie gdy juz wszystko zawiedzie nie uda sie powinna stracic wszystko dla dobra meza i synow bo w tej chwili krzywdzi ta rodzine nawet tego syna ktorego tak bardzo kocha. Dziecko wychowywane przez matke ktora go nie kocha bedzie mialo wieksza traume niz takie ktore tej matki na codzien nie widzi . Nie kocha zacznie widziec wszystkie wady i je demonizowac, porownywac do biologicznego syna zupelnie nie obiektywnie bo milosc potrafi byc slepa a milosc matki do syna podwojnie. To dziecko nie bedzie wiecznie mialo roczku , zaczna sie problemy wychowawcze i autorka wtedy dopiero zacznie krzywdzic dziecko. W rezultacie zniszczy jego poczucie wartosci i zapewni kolejnego wieloletniego pacjenta psychologom i psychiatrom.
          • ponis1990 Re: Adopcja - problem z miłością. 21.08.18, 07:01
            Dokładnie Jolu.
        • ponis1990 Re: Adopcja - problem z miłością. 21.08.18, 07:00
          Srutututu, mówie to jako dziecko z rodziny zastępczej. Po tekstach ,,żałuję, że cie wzięłam, to był mój najgorszy błąd" szczerze? wolałabym do bidula, niż teraz wysłuchiwać jacy to oni dobrzy nie byli bo mnie wzięli jaak się poświęcili. Zawsze odczuwałam że jestem obca. Teraz widujemy się tylko na kawkach parę razy do roku, żal mi pozostał.
    • hopsi-daisy Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:13
      masz opcję iść do psychologa? im wczesniej tym lepiej.
    • pani-noc Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:18
      Pracujesz zawodowo czy całe dnie spędzasz z dzieckiem?
    • alpepe [...] 12.04.18, 10:19
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:24
        Jak nigdy ale musze sie z toba zgodzic . Nie mialam odwagi tak tego ujac bo serce mi peklo po przeczytaniu ale mysle podobnie jak ty.
      • przystanek_tramwajowy Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:27
        Trudno się nie zgodzić z tobą alpepe. Pani na cito potrzebuje psychiatry, a starszy syn psychologa.
      • lea.letizia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:30
        Jak mozesz tak pisac? Dziewczyna ma problem, widzi to i chce go rozwiazac. Po co ta agresja, aby poczuc sie lepsza?
        Nie mozna zmusic sie ani nikogo innego do milosci, a skad ona miala wiedziec PRZED adopcja ze bedzie wlasnie tak? W koncu sa osoby majace problem z pokochaniem wlasnego dziecka.
        Ale psycholog i terapia to najlepszy pomysl
        • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:35
          Psycholog i terapia nie ucza kochac ewentualnie zaakceptowac. Skad miala wiedziec? Jest jedna odpowiedz jak sie tego nie wie ze na sto procent sie bedzie kochac to nie idzie sie adoptowac dziecka. Proste . Ale tu chyba jest inny problem. Autorka chciala adopcji i wiedziala ze pokocha a to co jest to prawdopodobnie efekt upranego mozgu przez mamusie.
          • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:44
            Nie - autorka nie wiedziała, że pokocha. Wydawało jej się, że wie.
            • lea.letizia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:45
              Tez tak mi sie wydaje; w koncu "tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono"...
              • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:50
                Ja zawsze wiedziałam, że nie pokocham. Dlatego nigdy bym nie podchodziła do adopcji - bo po co odbierać dziecku szansę na rodzinę, która stworzy mu kochający dom
                • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:03
                  Ale ten wątek nie jest na temat "co sądzicie o adopcji i czy potrafiłybyście pokochać adoptowane dziecko?"
                  Tak że ups..
                  • nowi-jka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:40
                    jak mozna 8 miesiecy zajmowac sie dzieckiem i go nie pokochac albo chociaz nie zaakceptowac w takim stopniu zeby stał sie "mój" ale do cholery jak mozna w to wmieszac 10latka? jesli jak twierdzisz syn biologiczny jest dla ciebie najwazniejszy to zrób to dla niego bo on go pokochał jak brata
                • memphis90 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 18:05
                  Nie trzeba kochać "biologicznie", żeby dbać, troszczyć się, przytulać. Ja przytulam małe sąsiadki, ba- garną się do mnie koleżanki z klasy moich dzieci "ciocia, bo...". Ale ja jestem tulaśna i ogólnie lubię dzieci jako takie.
                  • aguar Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:09
                    No właśnie, jestem mamą jedynaka i on potrafił okazać lekką zazdrość, gdy okazywałam czułość innym małym dzieciom. Normalnie jak dziecko zostaje starszym rodzeństwem, to nawet jak tego bardzo pragnie, cieszy się i kocha malucha, to odczuwa w jakimś stopniu zazdrość albo może lepiej lekki niepokój o swoją pozycję w rodzinie, o to czy będzie tak kochane jak dotąd. I zastanawiam się, jak musiała się zachowywać autorka, że u niej się to całkowicie odwróciło, że jej starsze dziecko nie martwiło się o siebie tylko o to, że ten brat jest za mało kochany. To jest tutaj przerażające, a nie sam fakt trudnych uczuć do adoptowanego dziecka.
          • lea.letizia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:44
            Jesli masz racje, to psycholog powinien pomoc za uprany mozg.
            Ale jesli nawet tylko zaakceptuje, polubi, to juz i tak bylby ogromny krok na drodze do pokochania tego dziecka w przyszlosci
          • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 18:37
            "Autorka chciala adopcji i wiedziala ze pokocha a to co jest to prawdopodobnie efekt upranego mozgu przez mamusie."

            Też mam takie wrażenie.
        • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:42
          Może to wina ośrodka adopcyjnego, że nie wyłapał tego iż autorka nie nadaje się na matkę adopcyjną? Z drugiej strony ja zawsze wiedziałam, że nie nadaję się na matkę adopcyjną - też bym nie umiała pokochać. Ale w związku z tym- się za to nie biorę. Gdybym nie miała własnych dzieci - nie miałabym żadnych.
          Zgadzam się z matką autorki, że mając jedno zdrowe dziecko - powinna na tym poprzestać. Autorka ubzdurała sobie, że musi mieć dużą rodzinę - ale dziecko to nie lalka, którą posadzisz i ładnie wygląda na zdjęciach. To mały człowiek, który potrzebuje miłości - bo opiekunki to miałby w dd.
          To dziecko miało szansę na normalną kochającą rodzinę, a będzie żyło w rodzinie - gdzie matka go nie kocha. Jak to wpłynie w przyszłości na jego psychikę i relacje międzyludzkie? Czy będzie umiało pokochać kiedyś swoje dziecko?
          • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:45
            arwena_11 napisała:

            > Może to wina ośrodka adopcyjnego, że nie wyłapał tego iż autorka nie nadaje się
            > na matkę adopcyjną? Z drugiej strony ja zawsze wiedziałam, że nie nadaję się n
            > a matkę adopcyjną - też bym nie umiała pokochać. Ale w związku z tym- się za to
            > nie biorę. Gdybym nie miała własnych dzieci - nie miałabym żadnych.

            Medal z ziemniaka dla tej pani.
            Ktoś pisze dramatyczny post "nie kocham swojego dziecka" a tu odpowiedź "a bo JA też bym nie pokochała ale jestem mądra więc nie adoptuję"
            Mogę wiedzieć po co smażycie takie komentarze pt. JA? Aż tak nisko leży wasza samoocena że musicie ją sobie podbijać kosztem leżącego?

            • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:53
              Bo autorka nie chciała dać rodziny dziecku - a mieć dużą rodzinę. Robiła to dla siebie - nie dla dziecka. Już na tym etapie powinna się zastanowić nad motywami. Teraz musi się ogarnąć i zminimalizować straty u dziecka, a nie rozczulać się nad sobą. Jej mąż ma racje.
              • miss_fahrenheit Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:09
                Tyle, że autorka się nie rozczula nad sobą, a szuka możliwości ogarnięcia się i zminimalizowania strat u dziecka. Problemem jest to, że mimo bycia, jak rozumiem, dobrą opiekunką do dziecka, chciałaby być także kimś więcej dla niego i zastanawia się, dlaczego nie jest.
              • schwarzkobler Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:51
                arwena_11 napisała:

                > Bo autorka nie chciała dać rodziny dziecku - a mieć dużą rodzinę. Robiła to dla
                > siebie - nie dla dziecka. Już na tym etapie powinna się zastanowić nad motywami.

                Wszyscy zakładamy rodzinę dla siebie.
              • wanda_co_nie_chciala_niemca2 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 20:46
                Zawsze adopcję robi się dla siebie. My jeszcze tego dziecka nei kochamy, nie widzimy go, to my mamy to pragnienie. Gdyby adopcja była przede wszystkim dla dzieci, to wszyscy biliby się o dzieci chore i problemowe, to one najbardziej potrzebuja miłości. Jakoś tak nie jest jednak.
                • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 21:55
                  Zgadzam się z Tobą, Wanda.
            • babcia.stefa Re: Adopcja - problem z miłością. 21.08.18, 08:15
              >Aż tak nisko leży wasza samoocena że musicie ją sobie podbijać kosztem leżącego?

              W przypadku arwena_11 tak, ona ma samoocenę na poziomie Rowu Mariańskiego i jakieś 99% tego, co pisze, to właśnie rozpaczliwe próby jej podbicia w jakikolwiek sposób.
      • ewa_mama_jasia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:35
        Ulżyło Ci? Dziewczyna wykazała się odwagą cywilną, że przyznała się nie tylko sama przed sobą ale i publicznie do problemu. To duży krok. I naprawdę brawo za tę odwagę. Teraz będzie działać dalej. I należy wspierać, a nie wdusić butem w podłogę.
      • pani-noc Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:37
        Sama jesteś głupia jak but.

        Myślisz, że pomożesz temu dziecku wyzywając jego matkę? Autorka dostrzega problem i szuka pomocy. To olbrzymi plus. Przy wsparciu psychologa jej rodzina wyjdzie na prostą. Prawdziwy idiota myśli, że adopcja to taka prosta sprawa, hop siup i rodzina akceptuje cudze dziecko.

        Autorka z pewnością jest dobra mamą dla swoich chłopców, ale zmęczoną. Potrzebuje wsparcia, a nie wyzwisk.
        • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:44
          Dla drugiego jest opiekunką a nie mamą.
          • pani-noc Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:49
            Jest mamą, która przeżywa kryzys.
    • kozica111 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:20
      Myślę, że problem w tym że oczekujesz że uczucie względem drugiego dziecka będzie identyczne jak do pierwszego, a tak nie musi być i często nie bywa. Dziewięć miesięcy ciąży tworzy wieź która teraz ty musisz "nadrobić",daj sobie czas i nie naciskaj sama na siebie.Wg mnie ta miłość będzie się rodzić, spokojnie.
      • gulweig31 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:31
        Dokładnie. To samo miałam napisać. I przestań się skupiać na tym czego nie ma , a zamiast tego doceniaj to co jest, każdy drobiazg na plus w swoim podejściu do syna. Tylko też nie na siłę, bez presji np. młodszy synek uśmiechnął się , a Tobie leciutko drgnęło serce itd. I psycholog to dobry pomysł, bo może podświadomie nie pozwalasz sobie pokochać adoptowanego synka z obawy, że możesz kochać go bardziej niż rodzonego. Kiedyś chciałam adoptować dziecko, ale mąż "stanął okoniem" właśnie z tego powodu.
      • aguar Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:36
        Mnie nie dziwi to, że autorka nie czuje do adoptowanego dziecka tego samego, co do rodzonego. Ale to, że okazuje to w taki sposób, że starszy syn to widzi. Że mąż by zauważył, to ok, on jest dorosły, zrozumie. Jedyna rada, jaka przychodzi mi do głowy, to dla dobra rodziny okazywać młodszemu więcej czułości, a o własnych uczuciach porozmawiać ze specjalistą.
        • asia_i_p Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:13
          Mnie się raczej wydaje, że starszy syn usłyszał kłótnię między rodzicami na ten temat, więc zaczął matkę bacznie obserwować pod tym kątem. A że mąż też ją obserwuje i ona sama siebie też obserwuje, to pod taką potrójną obserwacją trudno wykrzesać spontaniczną czułość. Na zbudowanie więzi trzeba czasu i jakiejś swobody.
          • aguar Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:11
            No chyba, że tak. Bo też się zastanawiałam skąd ten starszy wie, że był inaczej traktowany w wieku 13 miesięcy, przecież tego nie pamięta.
            • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 13.04.18, 00:46
              Ale zna matke i wie jak zachowuje sie do niego , zachowywala od kiedy pamieta a co widzi tutaj no sory autorka sama pisze ze jak tylko maz pojawia sie w domu to on tylko zajmuje sie dzieckiem. Jest jeszcze cos takiego ze jak ludzie zyja ze soba pod jednym dachem, znaja sie to czesto slow nie trzeba , wystarczy troche inteligencji, wyczucia i intuicji a syn autorki z tego co opisuje oprocz tego wszystkiego raczej wrazliwy jest.
      • mossygreen Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:07
        Bardzo mądre słowa.
        Z własnymi dziećmi też tak bywa. Na pewno pora siegnąć po profesjonalną pomoc: psycholog, psychiatra, jakieś warsztaty wspomagające tworzenie więzi z dzieckiem (w moim mieście są więc wiecej ludzi widocznie potrzebuje).
        Zresztą Gidena jest moim zdaniem dobrą matką - przejmuje się. Złe matki naprawdę mają gdzieś czy I co czują do dziecka.
        Trzymam kciuki za całą rodzinkę!
    • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:25
      Ale jak to sie stalo ze tak latwo dostaliscie to dziecko?
      Przeciez ematki tutaj krzycza ciagle ze to prawie niemozliwe dostac niemowlaka w polskiej rzeczywistosci.....
      Jesli o mnie chodzi to dziwi mnie ze w tym calym zamotanym systemie adopcyjnym nie ma zasady ze pierwszenstwo maja pary ktore dzieci miec nie moga i na pewno docenia taka szanse przed parami ktore maja swoje dzieci i maja chwilowa fanaberie......
      • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:31
        Co to ma wspolnego z tematem watku? Mowa o uczuciu do dziecka nie o systemie.
        • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:36
          Gdyby system nie byl chory to dziecko i matka, i brat , i ojciec by nie cierpieli.
          Podobno w kraju sa tysiace nieplodnych par ktore bardzo pragna dziecka, dlaczego takie cenne dziecko ( to znaczy niemowle ktore w przeciwienstwie do starszych dzieci rozchodza sie jak swieze buleczki) dostala autorka a nie ktos naprawde potrzebujacy, nie pojmuje tego?
          • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:44
            Tutaj autorka tez bardzo pragnela dziecka i ty mi tu nie bredz . Tak sa osoby co pragna a potem jest jak u atorki i sa takie co kochaja od pierwszej chwili. Sa tez takie co pragna ale sie nie decyduja ani urodzic ani adoptowac z roznych powodow. Zaden system nie da gwarancji milosci.
        • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:37
          Jola, spokojnie, nie może mieć nic wspólnego z tematem wątku, bo to wypowiedź asmarabis😀
          • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:42
            Fakt.
    • lea.letizia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:25
      Smutne, ale w jakiś sposób Cie rozumiem, dlatego niegdy nie zdecydowalabym sie na adopcje.
      Ale Ty juz to zrobilas, wiec nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem, idz na terapie, jak najszybciej, to moze nie sprawi ze pokochasz adoptowanego synka tak jak wlasnego, ale moze sie bardziej na niego otworzysz i uda Ci sie traktowac obu chlopcow tak samo. Maz ma racje; ale zeby "wziac sie za siebie" potrzebujesz pomocy specjalisty, bo inaczej rzeczywiscie stracisz wszystko.
      Pozostaje jeszcze kwestia mamy, nie wiem jak ona na to zareaguje, ale jej tez by sie przydalo kilka wizyt, tak aby zrozumiala, ze nie musi kochac adoptowanego wnuka, ale powinna sie dla dobra Twojego i Twojej rodziny "wysilic" na rowne traktowanie wszystkich wnukow
    • dziennik-niecodziennik Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:28
      Mieliscie badanie wytworzonych wiezi czy jeszcze nie??
    • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:33
      Idź do dobrego psychologa, poważnie. Do miłości ani żadnych innych uczuć nie można zmusić człowieka, ale teraz musisz „wziąść na klatę” konsekwencje swojej decyzji. Ty, jeszcze raz powtórzę: ty, a nie 10-cio letnie dziecko, które nie jest „małym dorosłym” tylko człowiekiem z bardzo delikatną konstrukcją psychiczną, którą właśnie dewastujesz. Wbrew temu co piszesz to nie maluszek jest najbardziej przez ciebie skrzywdzony tylko twój biologiczny syn. Twierdzisz, że go kochasz. Moim zdaniem kochasz i to bardzo, całym sercem, ale nie jego tylko siebie. Nie rób tego 10-cio latkowi, idź z nim do dobrego psychologa (myślę, że to niezbędne), ale zacznij od siebie. Znam kilka rodzin adopcyjnych, w których są też biologiczne dzieci pojawiające się przed albo po adopcyjnym rodzeństwie. W tych rodzinach różnie było z „równą miłością” do wszystkich dzieci, nigdzie nie było sielanki, ale w żadnym przypadku nikt z dorosłych swoimi problemami nie obarczył dzieci. Nie wolno tego robić. Nigdy! Pod żadnym pozorem! Tobie też!
      • gidena Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:49
        Ja go nie obarczam, nigdy nie chciałam go obarczać, on sam czuje się odpowiedzialny za młodszego. Ja chciałabym żeby jak inne dzieci beztrosko bawił się i szedł pograc z chłopakami, żeby nie myślał o całej tej sytuacji. Jemu małego jest szkoda, choć ja krzywdyy mu nie robię, tylko nie potrafię wykazać się więcej niż jest to konieczne. On to widzi i próbuje mnie w tym zastąpić. Nie potrafię sobie z tą sytuacją poradzić, nie mam wsparcia od nikogo, a mąz nawet nie próbuje mnie zrozumieć.
        Obecnie nie pracuje, przed adopcją podjeliśmy decyzje, że do 3 roku życia dziecka zostanę z nim w domu. Maż pracuje dość długo, ale po pracy praktycznie tylko on się małym zajmuje, ja nie mam ani siły ani chęci. Coś ze mnie uszło, coś odeszło.
        • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:55
          A ja nie moge tego czytac. Jako osoba rezygnujaca z maciezynstwa w trosce o dziecko bo uznalam ze zeby je miec to trzeba byc sto procent zdrowa osoba, stabilnie emocjonalna , nie moge sie uspokoic po przeczytaniu tego co napisalas. Uszlo, przeminelo- kupilam sobie zabawke ale mi sie znudzila. Przepraszam ale zaraz ... ech.
          • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:59
            następna egocentryczka.
          • lea.letizia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:03
            Jolus, ale tu nie chodzi o Ciebie, ani o Twoje problemy.
            A Twoje wynurzenia ani echy nie pomoga w niczym tej dziewczynie ani jej rodzinie. Dziecko ma kochajacego ojca i brata i ogolnie krzywda mu sie nie dzieje, a jesli matka pojdzie na terapie, to jest szansa, ze bedzie mialo tez kochajaca mame i ogolnie swietna rodzine.
            Na tym sie trzeba skupic, dla dobra dziecka, a nie na dolowaniu tej i tak juz zdolowanej kobiety
            • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:09
              A ja nie wierze ze matka pokocha to dziecko terapia nie nauczy kochac.
              • lea.letizia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:17
                A rozstrzasanie Twoich problemow i obrzydzenia jakie czujesz czytajac watek to w czyms pomoze?

                Terapia pomoze poznac przyczyny problemu, moze je usunac i otworzyc matke na dziecko, to nie zaszkodzi, a moze z tego narodzi sie milosc
              • asia_i_p Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:20
                Terapia nie, czas i spokój tak. Terapia ma jej dać ten spokój i przekonać ją, że ma czas.
        • ewa_mama_jasia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:57
          Spokojnie, dziecko ma dopiero 13 miesięcy i Ciebie ma w domu cały dzień. A pozostałych członków rodziny po kilka godzin. To też robi swoje. Wiele matek ma problem z faktem, że dzieci bardziej tęsknią za ojcem, który bywa w domu rzadziej bo pracuje. Nie ma to nic wspólnego z tym, że matka jest gorsza. Tobie nałożyły się różne problemy, samo siedzenie w domu z małolatem w tym wieku bywa dla aktywnej matki problematyczne. Skup się na przeżywaniu poszczególnych dni, tygodni. Nie żądaj od siebie więcej niż możesz dać codziennie. Będzie lepiej.
        • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:08
          Potrzebna jest ci droga autorko realna pomoc psychologiczna (i to szybko), to fakt. Przeczytaj jednak sama swoją wypowiedź. Tutaj rozmawiasz z matkami, które wiedzą jak funkcjonuje małe (szkolne) dziecko. Jeśli 10-cio letni chłopczyk rezygnuje z tego, co dla niego ważne aby zająć się rocznym bratem by ten nie doświadczał braku miłości od matki to tak, ten dzieciak jest bardzo obarczony twoim problemem, przerasta go to (to oczywiste w tym wieku), ale robi co może by zminimalizować straty malca. Obarczenie dziecka to niekoniecznie powiedzenie w twarz „słuchaj mały, matka nie kocha tego dzieciaka, albo ty to zrobisz albo niech mały idzie na straty”. Masz myślącego empatycznego biologicznego syna, to nie głuptasek, który nie zauważa wagi problemu. On wie co złego się dzieje nawet jak nie powiedziałaś wprost, nie godzi się na to, czuje ogrom krzywdy brata i stara się naprawić sytuację na swój dziecięcy sposób. Idź do fachowca, szybko, a jak się trochę pozbierasz to pomóż synowi. Temu biologicznemu.
        • chyba.ze Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:14
          gidena napisał(a):

          > choć ja krzywdyy mu nie robię, tylko nie potrafię wykazać się więcej n
          > iż jest to konieczne.

          Czyli ubierzesz, nakarmisz i nie zwracając uwagi na jego stan emocjonalny (płacz, marudzenie) odkładasz do kojca/łóżeczka.
          Smutne to okropnie.

          > Maż pracuje dość długo, ale po pracy praktycznie tylko
          > on się małym zajmuje,

          Czyli raptem przywita się z synkiem, który chwilę później idzie spać.
          Maluch ma tylko brata sad

          ja nie mam ani siły ani chęci. Coś ze mnie uszło, coś od
          > eszło.

          W przeciwieństwie do dzieci jesteś DOROSŁA.
          Może to depresja? Psychiatra powinien Cię zobaczyć
        • princy-mincy Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:36
          A czemu nie wrocisz do pracy?

          Ja mam dwoje dzieci i drugie dziecko dalo mi mocno popalic. Kocham go nad zycie, ale codzienna opieka nad nim, to byl w pewnym momencie dla mnie duzy stres, ogromne wyzwanie.
          Tez mialam takie wrazenie jak Ty napisalas- cos ze mnie uszlo, cos odeszlo.
          Gdy wrocilam do pracy i odpoczelam od zajmowania sie dzieckiem (maly byl z opiekunka 8,5h dziennie), okazalo sie, ze z radoscia chcę spedzac z nim czas.
          Rozwaz powrot do pracy, moze to da Ci oddech i dystans?
          • mayaalex Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:15
            zgadzam sie w 100%. Przebywanie caly dzien, siedem dni w tygodniu, z roczniakiem, moze byc bardzo trudne i moze wykonczyc rowniez matke wyczekiwanego dziecka biologicznego. Po prostu, niektore dzieci tak maja i niektore kobiety tak maja (i nie sugeruj sie tym, jak bylo 10 lat temu z pierwszym synkiem, bylas wtedy 10 lat mlodsza i mialas jedno dziecko na glowie).
            Psycholog to dobry pomysl - i zdecydowanie psycholog dla starszaka. Bo w calej tej historii najgorsze wg mnie jest to, ze starszy syn slyszy, jak klocisz sie z mezem o mlodszego, ze jako wrazliwe dziecko stara sie przejac Twoje zadania, ze wchodzi w role doroslego. Jemu musisz pomoc natychmiast. Tobie tez dobry psycholog na pewno sie przyda, pomoze Ci to wszystko poukladac. Matke tez musisz ustawic do pionu, to sa w ogole jakies niedopuszczalne zagrania.
        • pani-noc Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:06
          Jeżeli jesteś w domu cały dzień, a brat i tata chodzą do szkoły i do pracy, to nic dziwnego, że dziecko zdąży się za nimi stęsknić.

          Moim zdaniem robisz błąd nie wracając do pracy. Te kilka godzin przerwy od siebie zrobilyby dobrze i Tobie i synkowi. Zdążycie od siebie nawzajem odpocząć, zatęsknić.

          Dopadło Cię zmęczenie materiału, które prędzej czy później dopada każdą pelnoetatową mamę. Nie ma to nic wspólnego z brakiem więzi.
        • evee1 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 14:16
          A może Ty masz po prostu depresję i to ona powoduje, że trudno nawiązać Ci więź z maluchem.
          Jaki by nie był powód, to najlepiej rozwiązać do że specjalistą, który zajmuje się takimi własnie sytuacjami.
        • nangaparbat3 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 16:58
          Może Ty masz depresję po prostu. Tak to wygląda.
          • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:00
            "Może Ty masz depresję po prostu. Tak to wygląda."

            Bardzo prawdopodobne. Istnieje coś takiego jak depresja poadopcyjna, która jest bardzo podobna do poporodowej.
        • asia_i_p Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:18
          Idealizujesz starszego syna i demonizujesz siebie.
          Nadopiekuńczość starszego wobec młodszego może wynikać z zazdrości, normalnej, zdrowej i naturalnej w jego sytuacji. Część starszych dzieci właśnie tak to załatwia, że staje się opiekunem doskonałym i w ten sposób nadal pozostaje w centrum uwagi rodziny, tak to załatwiała moja córka. Niepotrzebnie traktujesz jego zachowanie jako dowód twojej nieadekwatności.

          Brak wsparcia męża to jest realny problem. Dobrze, że się zajmuje małym, ale w tym wypadku on ma ciebie wesprzeć w budowaniu więzi, a nie pokazywać ci swoją jako niedościgniony wzór.
          • aguar Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:21
            "Nadopiekuńczość starszego wobec młodszego może wynikać z zazdrości"
            Ciekawe, nie wiedziałam o tym!
        • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 18:48
          "ja krzywdyy mu nie robię, tylko nie potrafię wykazać się więcej niż jest to konieczne. "

          A teraz wyobraź sobie, że Twojemu starszemu dziecku dajesz to, co jest "konieczne". Uważasz, że jemu byłoby dobrze? Byłby szczęśliwy?
          Brak miłości to jest krzywda. Bardzo realna krzywda, która znaczy psychikę dziecka na całe życie.
          Niekochane dzieci wyrastają na kalekich dorosłych, którzy nie potrafią kochać ani siebie, ani innych.
          I najbardziej tragiczne jest to, że nie widzisz jak krzywdzisz swoje (sic!) młodsze dziecko 😢
    • princesswhitewolf [...] 12.04.18, 10:37
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:40
        ale zobacz ile ci radości sprawiła tym swoim problemem!
        i uważasz czego życzysz.. zresztą sama piszesz o karmie
        • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:49
          jess chyba zartujesz ? zawsze sie cieszysz gdy widzisz znieczulice?

          Nic mnie tak nie wk... jak cierpienie dzieci.

          Chyba ze autor to troll. No to machnac wtedy lapa.
          • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:52
            No i sądzisz że tym swoim "ale jesteś gupia" pomogłaś w czymś temu dziecku?
            Czy tylko sama poczułaś się lepiej kosztem tej rodziny?
            • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:54
              A w czym ty pomogłaś? Autorce nie potrzebne głaskanie po główce a porządne potrząśnięcie - bo niszczy życie trzem osobom.
              • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:58
                serio myślisz że ona nie wie że ma problem?
                i że ty swoim "ja bym tak nie zrobiła!" jej to uświadomisz? egocentryzm level max..
            • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:12
              >No i sądzisz że tym swoim "ale jesteś gupia" pomogłaś w czymś temu dziecku?


              pomoglam pokazujac autorce by zastanowila sie troche nad a. swoim decyzjami b. zyciem uczuciowym c. wlasna matka d. wartosciami w zyciu.

              >Czy tylko sama poczułaś się lepiej kosztem tej rodziny?

              alelujah She made my day! Jakze cudownie sie przez to czuje

              Wez jess zejdz na ziemie

              • asia_i_p Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:27
                A w wyniku tego zastanowienia w kwestii a) ma cofnąć czas, w kwestii b) włączyć przełącznik z napisem "miłość", którego z czystego lenistwa nie włączyła, w w kwestii c) znaleźć inną matkę, a w kwestii d) znaleźć inne wartości.

                Dziewczyna ma odpowiednik depresji poporodowej albo kłopoty ze zbudowaniem więzi z dzieckiem. Zdarza się, da się pokonać i da się być potem świetną matką, więc zamiast się zastanawiać, należy iść do psychologa/psychiatry i na terapię rodzinną, żeby mąż z sercem na właściwym miesjcu ogarnął, że to nie konkurs i żonie ma pomóc, a nie rozliczać ją z emocji od niej niezależnych.
      • miss_fahrenheit Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:03
        princesswhitewolf napisała:

        Przesadziłaś grubo, albo nie przemyślałaś tego, co piszesz.

        > Jestes autystyczna emocjonalnie czy trollujesz?

        Nie, po prostu autorka ma problem, z którym próbuje się zmierzyć. Żeby to zrobić, musi być szczera z samą sobą, co właśnie robi.

        > Proste: Nie zaslugujesz na to dziecko ani na tak sensownego meza z sercem we wl
        > asciwym miejscu. Mam nadzieje ze biologiczny syn bedzie ci mial za zle, ze byla
        > s zimna wobec mlodszego syna.

        O... jesteś pewna, że to nie ty jesteś "autystyczna emocjonalnie"? Naprawdę, bez żadnego poczucia wstydu jesteś w stanie napisać takie słowa kobiecie, która próbuje uporać się z ogromnym problemem?

        > Dlaczego w Polsce daja autystykom emocjonalnym dzieci?

        Nie dają, w UK dają?

        > Szukasz idealnych rozwiazan a kazda jedna milosc to kwestia pracy i wyrzeczen.
        > Moze jak kiedys los cie mocniej kopnie to docenisz co masz.

        > rozpieszczony biologiczny syn.

        A to "rozpieszczenie" widać po tym, że biologiczny syn domaga się uczuć matki także dla młodszego i że przejmuje odpowiedzialność za brata? Masz specyficzną definicję rozpieszczenia.

        > O twojej matce nie wspomne bo az mnie mdli. Patologia emocjonalna.

        Tu się zgodzę.
        • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:15
          >O... jesteś pewna, że to nie ty jesteś "autystyczna emocjonalnie"? Naprawdę, bez żadnego poczucia wstydu jesteś w stanie napisać takie słowa kobiecie, która próbuje uporać się z ogromnym problemem?

          Alez oczywiscie ze jestem autystyczna uczuciowo nazywajac decyzje co do dziecka nie fanaberia chwili. Natomiast super uczuciowym i pelnym milosci jest czlowiek ktory zaadoptowal dziecko a nastepnie je odrzuca uczuciowo. Witamy na ksiezycu.

          >A to "rozpieszczenie" widać po tym, że biologiczny syn domaga się uczuć matki także dla młodszego i że przejmuje >odpowiedzialność za brata? Masz specyficzną definicję rozpieszczenia.

          Rozpieszczenie nastepuje wszedzie gdzie jest faworyzowanie. Naturalny proces.
          • miss_fahrenheit Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 15:32
            princesswhitewolf napisała:

            > Alez oczywiscie ze jestem autystyczna uczuciowo nazywajac decyzje co do dzieck
            > a nie fanaberia chwili. Natomiast super uczuciowym i pelnym milosci jest czlowi
            > ek ktory zaadoptowal dziecko a nastepnie je odrzuca uczuciowo. Witamy na ksiezy
            > cu.

            Przede wszystkim nie czytasz ze zrozumieniem - z postu autorki nie wynika, że traktuje dziecko jak fanaberię. Przeciwnie - gdyby je traktowała tak, jak piszesz, jej post prawdopodobnie by nie powstał. Pozdrawiam z Ziemi.

            > Rozpieszczenie nastepuje wszedzie gdzie jest faworyzowanie. Naturalny proces.

            Człowiek to nie maszyna, nie istnieją takie proste zależności. Z postu rozpoczynającego wątek wynika, że raczej zapowiada się odwrotna sytuacja - starsze dziecko będzie nadmiernie obciążone brzemieniem odpowiedzialności za młodsze.

            Może jednak wykazałabyś się odrobiną empatii? Bo to, co napisałaś było zwyczajnie jej brakiem.
      • konsta-is-me Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:49
        Masz prosciutki emocjonalnie swiatek princess i mysle, ze to ty jestes rozpieszczona emocjonalnie i nie tylko.
        Po prodtu to problem za skomplikowany dla ciebie.
        • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:21
          konsta, powiem krotko. Nie znasz mnie ani mojego zycia. Zycze ci mojego zatem zycia abys doswiadczyla jego prostoty i poziomu rozpieszczenia a majac potem swiadomy wybor zaciagniesz sie szybciej do wojska.

          Poza tym to podziwiaj glebie duszy ludzi adoptujacych nieodpowiedzialnie w fanaberii chwili dzieci nie zdolnych potem do oduczuwania uczuc. Twoj wybor co okreslasz glebia.

          Poza tym nie tylko ja okazalam sie taka "prosciutka" jak sie okazuje po wypowiedziach.

          Zycie to nie je bajka i moim zdaniem "prosciutcy" emocjonalnie sa ci ktorzy adoptuja cokolwiek, chocby kota czy psa a potem okazuje sie ze go porzucaja bo... wyobrazali sobie to inaczej. Konsekwencje swoich czynow bierze sie "na klate" i warto dobrze sie zastanowic biorac czyjes zycie jako odpowiedzialnosc.
          • konsta-is-me Re: Adopcja - problem z miłością. 13.04.18, 01:19
            Przeciez autorka nie wyrzuca tego dziecka na ulicę, tylko dzieli sie watpliwosciami.
            I doskonale wie, ze to moralnie naganne. Pomijam juz fakt, ze post wyglada na falszywy, chodzi o zagadnienie.
      • jowita771 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:29
        princesswhitewolf, jesteś podła.
        • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:16
          oczywiscie ze jestem podla a nie autorka watku. Wszak to ja odrzucam zaadoptowanie dziecko i to ja wybralam je w fanaberii chwili a teraz nie kocham.
          • kandyzowana3x Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 14:17
            tak to ty jestes podla
            • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 13.04.18, 00:50
              A moze ona jesz zwyczajnie szczera?
          • araceli Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:08
            princesswhitewolf napisała:
            > oczywiscie ze jestem podla a nie autorka watku.

            Może pochwalisz się z jak bardzo 'kochającym' człowiekiem strzeliłaś sobie w desperacji tykającego zegara biologicznego dziecko? Hę?
        • zla.m Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:36
          jowita771 napisał:

          > princesswhitewolf, jesteś podła.
          >

          O, piękne podsumowanie. Podpisuję się pod tym rękami obiema
        • cosmetic.wipes Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 18:33
          jowita771 napisał:

          > princesswhitewolf, jesteś podła.
          >

          Jest po prostu głupia.
      • araceli Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:06
        princesswhitewolf napisała:
        > Proste: Nie zaslugujesz na to dziecko ani na tak sensownego meza z sercem we wl
        > asciwym miejscu. Mam nadzieje ze biologiczny syn bedzie ci mial za zle, ze byla
        > s zimna wobec mlodszego syna.
        >
        > Adoptowane koty i psy ludzie sa w stanie kochac nie wspominajac dziecko.


        To co napisałaś jest głupie i okrutne. W Twojej sytuacji ostatnia powpinaś rzucać kamień. Może pośmiejemy się z Twoich 'wyborów' życiowych?
    • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:38
      A kontakt z ośrodkiem adopcyjnym? Przecież to o czym piszesz to jest ich chleb powszedni. Szukaj dla siebie pomocy, dobrze że widzisz problem - to już pierwszy krok do sukcesu.
      • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:48
        Kontakt z tym osrodkiem to chyba po to zeby ich pozwac do sadu, najpierw autorka a potem synek jak osiagnie pelnoletniosc za zmarnowane zycie.....
        • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:07
          idź trolować w jakimś politycznym wątku
      • afro.ninja Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:50
        Ludzie się wstydzą, boją się odebrania dziecka?! Tak, ośrodek powinien wspierac po adopcji, bo jak widać nie wiadomo co będzie z psychika rodzica adopcyjnego. Szkoda, że tak się traktuje matke adopcyjna. Maz sie awanturuje, zrzuca wszystko na nia, bo to ona chciala, matka nie akceptuje, a autorka potrzebuje wsparcia, a nie szkalowania. A nawet tu na forum po niej jadą.
        • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:57
          Jeśli adopcja jest zakończona (po rozprawie) to mają takie same szanse na odebranie dziecka jak rodzina biologiczna. W sytuacji gdy rodzeństwo jest zżyte, ojciec kochający a matka ma problem i szuka jego rozwiązania nie wyobrażam sobie zabrania dziecka z tej rodziny.
          Wiele zależy od ośrodka, pomoc po adopcji to nie jest jakiś ewenement. Jeśli nawet ośrodek sam z siebie nie oferuje, to można iść na własną rękę do specjalisty.
        • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:24
          >Szkoda, że tak się traktuje matke adopcyjna. Maz sie awanturuje, zrzuca wszystko na nia, bo to ona chciala, matka nie akceptuje, a autorka potrzebuje wsparcia, a nie szkalowani

          biedna. Nie dziecko biedne tylko onasmile))

          Natomiast zgodze sie, ze osrodek adopcyjny powinien byc zaangazowany tzn uwazam ze powinien przeprowadzic badania psychologiczne rodzicow przed adopcja oraz powinny byc spotkania z psychologiem w okresie po adopcji.

          Tu w Uk zanim zaadoptujesz dziecko jest czas tzw fostering czyli "rodziny zastepczej". Nie daje sie dziecka z marszu i jest okres posredni.
    • feliz_madre Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:40
      Strasznie smutne to co piszesz. Nie wiem co Ci doradzić. Może to jakiś rodzaj depresji "poadopcyjnej"? Jest dopiero pol roku po adopcji, moze to częste zjawisko? Nie możesz porozmawiac z psychologiem z ośrodka?

      To co mówi twoja mama, że nie wiadomo co z niego wyrośnie to straszna głupota. Z biologicznych, najbardziej ukochanych dzieci też nigdy nie wiadomo co wyrośnie.
      Pomyśl sobie, że ten maluszek to Twój kochany synek. Że nie mogłaś go urodzić, bo gdybyś zaszła w ciążę to byś poronila lub z przyczyn medycznych urodziła martwego. Wtedy być przeżywała dramat i Twoje życie już nigdy by nie było takie jak dawniej, bo stracić dziecko to najgorsza rzecz na świecie. Ale Ty miałaś szczęście. Twoje dziecko urodziło się zdrowe, tyle że wyszło z innego ciała. Ale to Twoje dziecko! Kocha Cię nad życie, potrzebuje Cię, jesteś dla niego całym światem, uratowałaś je.
      Cudownie, że Twój starszy syn je zaakceptował, że jest takim odpowiedzialnym i opiekunczym bratem, bo między rodzeństwem bywa różnie. Wspaniale, że Twój mąż nie ma problemu z dawcą genów i widzi w Małym bezbronne własne dziecko. Ucz się miłość i od swoich chłopców. Masz w domu trzech muszkieterów! Jeden za wszystkich wszyscy za jednego!
      Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją wspaniałą rodzinę 😘
      • manon.lescaut4 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:35
        Wzruszyłam się czytając te wypowiedz... Powinnaś Autorko sobie ja wydrukować i powiesić na ścianie. Tez mam nadzieje, ze się wszystko ułoży, zastanawiałam się, czy istnieje zjawisko będące odpowiednikiem depresji poporodowej u matek adopcyjnych, całkiem możliwe... Powinnaś pójść czym prędzej na terapie, bardzo dużym plusem jest to, ze mąż i syn pokochali nowego członka rodziny. Obawiam się, ze postawa matki (karygodna) może się tez przyczyniać do Twoich problemów, nawet jako dorośli ludzie często podświadomie pozostajemy pod wpływem rodziców.
      • ponis1990 Re: Adopcja - problem z miłością. 23.08.18, 17:14
        \Pięknie jej to napisałaś smile
    • konsta-is-me Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:41
      Pokochac "nie swoje" dziecko jest niesłychanie trudno, chocby się miało "morze milosci" i ogrom entuzjazmu.
      Wiec nie oceniam autorki.
      I to jest post do wszystkich, ktorzy uwazaja ze adopcyjne dziecko latwo trafi do "kochajacej rodzin
      y".
      Nie wiem co poradzić-mysle ze moze jakos da sobie rade, dziecko ma brata.
      Sama nie wiem.

      • milva24 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:51
        Ja też nie oceniam. Sądzę, że nie byłabym w stanie pokochać obcego dziecka tak samo mocno jak biologicznych dlatego za adopcję się nie biorę. Jednak jeśli chodzi o miłość to nawet dwójki biologicznych dzieci nie kocha się dokładnie w taki sam sposób (co nie znaczy, że jedno mocnej). Maluch jest pewnie absorbujący, autorka zmęczona i odwykła od niemowlaków i stąd może brać się część jej odczuć. A jeśli chodzi o płacz za bratem czy ojcem to znam rodzinę gdzie dziecko wprost przepada za ojcem i zawsze jest płacz kiedy wychodzi i wielka radość kiedy wraca. Zawsze jeślj ma wybór wybierze ojca mimo, że matka kocha je bardzo. U mnie z kolei starsza córka zawsze wolała i nadal woli mnie. Dla autorki i starszego syna psycholog.
      • mama303 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 21:24
        konsta-is-me napisała:

        > Pokochac "nie swoje" dziecko jest niesłychanie trudno, chocby się miało "morze
        > milosci" i ogrom entuzjazmu.

        małe bezbronne dziecko, będące od nas całkowicie zalezne z natury swojej wyzwala ogromne uczucia. To jest bardzo niepokojące co pisze autorka i trzeba szukać pomocy a musi byc żle jeśli nawet 10 latek wyczuwa że cos jest nie tak. Miłośc do dziecka nie rodzi sie z faktu że sie je urodziło.
        Żle że autorka nie ma u kogo szukac pomocy.
    • spanish_fly Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:43
      Zastanów się czy to, co czujesz nie jest spowodowane zachowaniem Twojej matki. Niektórzy długo nie są w stanie zerwać pępowiny i nie potrafią wyzwolić się emocjonalnie spod wpływu rodziców.
      • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:50
        To amo chciałam napisać. Być może podejście matki autorki ma na jej postawę bardzo duży wpływ.
        • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:54
          A mnie dziwi ze autorka W OGOLE nie wziela pod uwage argumentow matki przed adopcja, to jest MATKA wiec zna swoja corke, mysli i czuje pewnie to samo wiec wiedziala zapewne co sie swieci.....
      • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:51
        Ale nigdy nie bierzecie pod uwage zdania rodzicow?

        Ja jakos absolutnie nie widze tego zeby w opisanej sytuacji - majac juz biologicznego wnuka- moje dziecko adoptowalo jakies dziecko z zapewne patologicznej rodziny i tez bylabym absolutnie przeciwna.....
        • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:55
          W takiej sytuacji absolutnie nie brałabym pod uwagę zdania rodziców.
        • milva24 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:57
          Oczywiście, że nie. To moje życie a nie mamusi.
        • spanish_fly Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:59
          Czasem biorę, ale tylko wtedy, kiedy uznam to za stosowne. W tym wypadku babcia zachowuje się głupio, bezdusznie, niesprawiedliwie.
          • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:03
            Chciałabym subtelnie zwrócić uwagę, że dziadkowie potrafią równie głupio i niesprawiedliwie zachowywać się wobec swoich biologicznych wnuków, faworyzują jedno i ignorując drugie dziecko.
            • rosapulchra-0 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:24
              Wyjątkowo zgadzam się z tris.
          • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:06
            A gdyby wasze corki wpadly na taki pomysl, bylybyscie wtedy w skowronkach czy nie?
            • spanish_fly Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:09
              Zależy, ale nawet gdybym nie była, to nie ma nic do rzeczy. Adoptowane dziecko stałoby się częścią rodziny i tak byłoby przeze mnie traktowane.
              • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:14
                Aha, czyli tez bylabys przeciwna.
                Nie rozmawiamy o zachowaniu po fakcie, to inna sprawa

                I juz tak nie wieszajcie kotow na tej matce, akurat roczne dziecko rozumie co to prezent i ze powinno go dostac od babci , aha
                tutaj babcia chciala ewidentnie utrzec nosa corce , ktora mimo jej rad wpakowala sie w klopoty
                • spanish_fly Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:23
                  Napisałam zależy, od wielu bardzo czynników. Nie dopowiadaj sobie. Zresztą nawet gdybym była przeciwna i zdecydowała się dziecku powiedzieć o swoich wątpliwościach to ograniczyłoby się to do jednej rozmowy. Wnioski i decyzje należałyby do dziecka - wtedy już dorosłego przecież człowieka. Nie mam najmniejszej ochoty brać odpowiedzialności za wybory mojego dziecka, kiedy będzie dorosłe.
            • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:13
              Sama nie miałam potrzeby rozważania adopcji, ale w wypadku dzieci - gdyby nie mogły mieć swoich biologicznych albo chciały mieć więcej dzieci - nie miałabym nic przeciwko. Wyjątek - dziecko z FAS, bo zaburzenia FAS-owe niszczą całą rodzinę.
              • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:16
                Ale to przeciez diametralnie inna sytuacja gdyby dzieckow ogole nie moglo miec swoich dzieci, zaloze sie ze i babcia z watku inaczej by sie zachowala
            • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:15
              Asmarabis, wkurzysz mnie swoją bezdenną głupotą i podłym sercem nie po raz pierwszy, ale w tym wątku wyjaśnijmy sobie jedno: dzieci adoptowane i adopcyjne wnuki nie są ani gorsze ani lepsze od biologicznych. Dla zwykłych, normalnych ludzi, którzy myślą i czują. Tylko dla niektórych ludzi (takich jak ty) ich geny to ósmy cud świata, a cudze geny to odpady.
              Uprzedzając twoje pytanie: wszystkie moje dzieci urodziłam osobiście i noszą moje geny.
              • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:18
                Nie chodzi o to czy gorsze czy lepsze - chodzi o uczucia. A do nich się nie da zmusić.
                • spanish_fly Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:31
                  Natomiast do przyzwoitego zachowania można się zmusić, nawet wbrew uczuciom.
                  • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:07
                    Nadal pytanie co rozumiesz przez przyzwoite traktowanie. Bo bycie uprzejmym - zgadzam się, ale czy wylewnym? Czy danie ukochanemu wnukowi prezentu o którym marzył ( czyli wyszukujesz, starasz się itd ) a drugiemu czegoś zwykłego ( nie mówię o badziewiu ) - bo rzeczywiście, nawet jak do dziecka znajmych idziesz na imprezę, a jest drugie dziecko - to coś tam zawsze małego dajesz ( mówię o małych dzieciach - bo potem rozumieją, że impreza i prezenty dla jednego ). itd.
                    • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:20
                      "Ona małego w ogóle nie uznaje za swojego wnuczka, nawet na rok nie dała mu żadnego upominku, a o wszystkich wnukach zawsze pamięta." - to nie jest przyzwoite traktowanie. teraz małemu wisi, ale za moment załapie że babcia się dziwnie zachowuje. a starszy syn już to widzi i pewnie chce nadrobić za kolejnego członka rodziny.
                      • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:30
                        A opisane zachowanie syna tez dziwne i przesadzone. Zamiast zloscic sie ze maly zabiera czas rodzicow przeznaczony wczesniej dla niego, tak jak kazde zdrowo rozwijajace sie rodzenstwo, kilkulatek odgrywa role swietego Franciszka i uczy matke milosiedzia, tja
                        • jess432 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:38
                          nikt się nie złapał na twój post o oddaniu dziecka?
                          chyba jesteś tu znanym trololo smile
                          • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:34
                            zacznijmy tego ze poczatkowy post to trolling.
                            • janja11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 14:09
                              Dokładnie. Post o nieszczęśliwej matce adopcyjnej to mało finezyjny trolling.
                              Koleżanki dały się wkręcić w tą mało wiarygodną historyjkę rodem z kiepskiej telenoweli.
                    • spanish_fly Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:38
                      >>>Nadal pytanie co rozumiesz przez przyzwoite traktowanie.

                      Zapewne coś innego niż Ty.
                      • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:14
                        Przyzwoite traktowanie - to miło z sympatią ( o ile dziecko da się lubić ), ale bez wylewności. Jak dzieci znajomych. Nie każdy jest z opcji "wszystkie dzieci nasze są".
                        • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:16
                          Nie „wszystkie dzieci nasze są”, ale dzieci naszego potomstwa są naszymi wnukami. Czy się nam to podoba czy nie.
                          • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:30
                            Tu bym polemizowała. Bo prawo to jedno - a życie to inna sprawa,
                            • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:40
                              Tak, masz rację - fiśnięci egocentrycy istnieją, ale to margines. Skupmy się na zwykłych, normalnych ludziach.
              • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:26
                Niestety juz post startowy tego watku obala twoja przepiekna i wymuskana teorie w brudny pyl......a tak sie staralas
            • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:20
              "A gdyby wasze corki wpadly na taki pomysl, bylybyscie wtedy w skowronkach czy nie?"

              Oczywiście, że byłabym w skowronkach gdyby wpadł na taki pomysł mój syn. Jeden z moich (!) synów.
          • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:16
            Tylko od babci - nie można oczekiwać, że pokocha obce dziecko. Na to nie ma nikt wpływu, o czym się sama autorka przekonała. Można oczekiwać, że będzie się zachowywała poprawnie.
            • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:20
              Nie musi kochać, wystarczy że będzie zachowywać się przyzwoicie i unikać nierównego traktowania.
              Przyzwoicie, rozumiesz?
              • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:03
                Co rozumiesz przez nierówne traktowanie? Bo nawet w biologicznych rodzinach są jedne dzieci bardziej przez dziadków rozpieszczane od innych.
                Pewnych rzeczy nie wykluczysz. Jak kogoś kochasz- to chcesz dla niego jak najlepiej. Dla innych jesteś po prostu miła.
                • nenia1 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:12
                  arwena_11 napisała:

                  > Co rozumiesz przez nierówne traktowanie? Bo nawet w biologicznych rodzinach są
                  > jedne dzieci bardziej przez dziadków rozpieszczane od innych.

                  No i to wcale nie jest dobre. Będąc zdrową psychicznie, dorosłą, zrównoważoną osobą potrafisz na tyle nad sobą panować, że nie będziesz traktować małych dzieci tak, by jedno było wyraźnie faworyzowane, a drugie czuło się gorsze. Myśli i emocje to jedno, działanie to coś innego.

                  Dzieci to też ludzie, również czują, to że są całkowicie zależne od dorosłych powoduje, że jako dorośli tym bardziej mamy obowiązek o nie dbać, a nie pozwalać sobie na więcej, bo mamy nad dziećmi przewagę.
            • claudel6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:06
              to nie jest obce dziecko, to dziecko jej córki. co wy z tym "obce"? kot/pies też jest wasz dopiero jak go urodzicie?
              • ardzuna Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:10
                Ja nie mam problemu z nawiązaniem kontaktu z dorosłym adoptowanym kotem czy psem, ale znam przypadki że ludzie wymuszają adopcję odpowiednio małych kociąt czy szczeniąt bo twierdzą że innych nie pokochają. Takie egzemplarze o sercach z kamienia.
        • jola-kotka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:22
          Ta jeszcze z patologia wyskoczyla. Ja mam niepokolei we lbie ale ty to juz pobijasz rekordy.
          • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:29
            Aha, bo dzieci do adopcji to dzieci z rodzin profesorow itp, wez w koncu zejdz na ziemie
            • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:38
              Tak tylko przypomnę: twoje też nie są z rodziny profesorów😝😝😝😂😂😂
        • husmus Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:46
          asmarabis napisała:

          > Ale nigdy nie bierzecie pod uwage zdania rodzicow?
          >
          > Ja jakos absolutnie nie widze tego zeby w opisanej sytuacji - majac juz biologi
          > cznego wnuka- moje dziecko adoptowalo jakies dziecko z zapewne patologicznej ro
          > dziny i tez bylabym absolutnie przeciwna.....
          >
          >
          >
          Ale ty się pytałaś swojej matki, czy możesz w ciążę zachodzić?
          Uważasz, ze to zdrowy układ, że dorosła kobieta ma konsultować takie decyzje z matką?
          I że ta matka wie lepiej, co czuje jej córka? no błagam..............
          • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:49
            Zachodzenie w ciaze to jezt rzecz normalna a adoptowanie dziecka mniej
            • husmus Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:58
              asmarabis napisała:

              > Zachodzenie w ciaze to jezt rzecz normalna a adoptowanie dziecka mniej
              >
              A możesz mi wyjaśnić tę różnicę w kontekście zakładania rodziny przez dorosłą córkę/syna?
              Ich wybory, ich życie. Mają pytać rodziców, czy wolno im adoptować dziecko? A jak rodzice tupną nóżką i nie wyrażą zgody, to co? Córka powinna pokornie spuścić głowę? Faktycznie, to jest dopiero "normalny" układ.
              • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:20
                Nie chodzi tu wcale o narzucanie wyboru ale czy corka nie przesadza i nie jest zbyt roszczeniowa?

                Pisze: "Z mamą też nie mogę rozmawiać, ona od początku była przeciwna, "- skoro zna zdanie matki i go w ogole nie wziela pod uwage to po co chce teraz jej zawracac glowe i rosci sobie prawo do rozmowy? Co niby mialaby powiedziec jej matka?
                • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 15:37
                  Rości sobie prawo do rozmowy? 😱😱😱😱😳😳😳😳 Że co????? Czy ty wiesz, że mówisz o matce i córce? Twoje dzieci mają czelność mówić do ciebie tylko wtedy gdy potulnie wykonują twoje polecenia??? Wśród normalnych, niezaburzonych ludzi, którzy nie mają serca i rozumu zalanego własnym jadem ludzie bliscy (nie tylko dzieci ale też niespokrewnieni, np. przyjaciele) oczekują rozmowy od bliskich gdy mają problem. Nawet gdy zrobili coś wbrew woli rozmówcy i stąd wynika problem. I wiesz co? Dostają nie tylko rozmowę, ale także wsparcie i pomoc. Tak po prostu. Jak ludzie.
                  • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 15:48
                    Ale co mialaby ta biedna matka powiedziec oprocz " a nie mowilam"?
                    • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 16:13
                      Jeśli jest głupią babą to dokładnie tak powie. Jeśli natomiast jest przynajmniej przeciętnie bystra to pocieszy córkę, wysłucha i życzliwie doradzi (chociażby tylko wizytę u psychologa). Najprawdopodobniej (wciąż zakładam, że matka autorki to nie idiotka) wspomoże córkę np. zajmując się młodszym wnukiem gdy córka w tym czasie będzie chodzić na terapię/leczyć depresję/czy w inny sposób pomagać sobie.
                      • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 16:31
                        Tylko dla matki autorki - to nie jest wnuk, z tego co autorka mówi.
              • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 16:28
                No ale rodzice to też dorośli ludzie i co? Na tupnięcie nóżką córki - mają pokochać to dziecko?
                • ykke Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 16:42
                  arwena_11 napisała:

                  > No ale rodzice to też dorośli ludzie i co? Na tupnięcie nóżką córki - mają poko
                  > chać to dziecko?
                  Nie pokochać, do tego się nie zmusi, ale traktować jak pelnoprawnego członka rodziny. Tak samo i jednakowo jak inne wnuki.
                  • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:00
                    Skoro nie uznają jego za wnuka - nie da się traktować jednakowo jak wnuki. Można traktować jak dzieci znajomych - miło, sympatycznie - ale bez wylewności.
                    • jeziorowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:14
                      Można nie uznać dziecka córki za wnuka, męża córki za zięcia, matki żony za teściową. Można też nie uznać, że ziemia krąży wokół słońca, papierosy szkodzą zdrowiu a ogień jest gorący. Jeszcze wielu innych spraw można nie uznać. I chodzą tacy „mędrcy” po bożym świecie - wiem o tym. Przychodzi jednak czasem pora aby puknąć się mocno w głowę aby klepki powróciły na swoje miejsce.
                    • cosmetic.wipes Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 18:41
                      arwena_11 napisała:

                      > Skoro nie uznają jego za wnuka - nie da się traktować jednakowo jak wnuki. Możn
                      > a traktować jak dzieci znajomych - miło, sympatycznie - ale bez wylewności.


                      Niech ten post przeczytają twoje dzieci i uświadomią sobie, że będziesz uznawać wyłącznie dzieci córki, a dzieci syna będą tylko tymi, które jakaś głupia przypadkowa zdzira urodziła.
                      • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 18:52
                        A może ty doczytaj - więzy krwi. I zdajcie sobie sprawę, że nie każdy nadaje się na adopcyjnego rodzica czy dziadka. Musi?
                        • asia_i_p Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:00
                          Musi.
                          Jeżeli chce być babcią/ dziadkiem w ogóle, to musi uznawać wszystkie swoje wnuki. Może się nie oprzeć lubieniu jednego bardziej, a drugiego mniej, ale nie może któregoś ze swoich wnuków nie uznawać, bo nie. A wnuk to jest dziecko mojego dziecka - ja tu nie decyduję, które jego dziecko i jaką drogą pozyskane jest moim wnukiem. Jeżeli moje dziecko ma dziecko, to ja mam wnuka. Tak, jak jeśli się żeni, to ja mam synową. To jest decyzja mojego dziecka, nie moja.
                          • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 20:12
                            Ale rozmawiamy o prawnych powiązaniach? Czy może uczuciowych? Bo co z tego, że prawo cię zmusza do uznania czegoś/kogoś - ale uczuć nie oszukasz? Będziesz miła, z dystansem - ale nie będzie miłości.

                            Tak jak często synowe nie lubią/nie tolerują teściowych - tak często jest również odwrotnie. Uczuć nie da się zaplanować.
                            • asia_i_p Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 23:55
                              Ani o jednym, ani o drugim. O uznaniu faktu - że skoro to jest dziecko mojego dziecka, to jest to mój wnuk. I jeśli go nie kocham, to jest to mój niekochany wnuk - ale jednak mój wnuk.
                        • cosmetic.wipes Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:19
                          arwena_11 napisała:

                          > A może ty doczytaj - więzy krwi.

                          Matka jest pewna, a ojciec tylko domniemany tongue_out
                          Chyba, że każesz synowej robić testy genetyczne.
                          • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 20:14
                            Testy dna nie są głupie w obliczu tego, że podobno co 10 facet wychowuje nie swoje dziecko.
                            • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 21:59
                              "Testy dna nie są głupie"

                              Ale że co, myślisz, że Twoja krew to kochasz, a jak się okazuje, że jednak nie, przestaniesz kochać? Czy może wstrzymujesz się z miłością do momentu potwierdzenia pokrewieństwa?
                              • arwena_11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 22:07
                                Niezależnie - uważam, że jak ma ktoś wątpliwości, powinien zrobić testy jak najszybciej. Mając wynik podejmie decyzję co dalej. Żeby potem nie narzekać, że wychowuje obce dziecko czy po rozwodzie płaci na obce dziecko.
                                • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 22:50
                                  Nie odpowiedziałaś na pytanie.
    • chyba.ze Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:44
      Bo widzisz
      Adopcja jest DLA DZIECKA, któremu CHCE się stworzyć dom.
      U Ciebie było odwrotnie- chciałaś dziecko DLA SIEBIE (Twoje wizje większej rodziny)
      Odwróciłaś niestety priorytety.
      Egoizm, egoizm, egoizm.
      Współczuję adopcyjnemu dziecku.
      • lea.letizia Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:53
        Chyba przesadzasz, niemal kazda adopcja jest "dla siebie", jakos nie zauwazylam aby byli ludzie ktorzy "dla dziecka" rezygnuja z wlasnych dzieci, ktore mogliby miec, tylko adoptuja.
        Rodzicami adopcyjnymi zostaja zwykle ludzie, ktorzy nie moga miec dzieci biologicznych, po latach staran, terapii i nieudanych iv, oczywiscie ze to jest "dla siebie", co nie wyklucza tez mozliwosci stworzenia dobrego domu dziecku.

        Autorka widzi ze ma problem, chce go rozwiazac i trzeba trzymac kciuki zeby jej sie to udalo, a nie ja dolowac
        • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:01
          Dokładnie. Ludzie adoptują dzieci dla siebie, bo chcą mieć rodzinę. I zasadniczo każda decyzja czy to o urodzeniu, czy adopcji dziecka wynika z egoizmu, z potrzeby zaspokojenia własnych potrzeb emocjonalnych, psychicznych, społecznych.
      • konsta-is-me Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:13
        Glupoty piszesz, nikt nie ma/adoptuje dziecka z altruistycznych powodów, nawet jesli tak mu sie wydaje.
        Wszelkie adopcje pt"zal mi dziecka"koncza sie,... zle.
        Po prostu.
        Wudzialam takie przypadki.
        Jesli ktos chce pomoc, to niech pomaga, ale nie w ten sposob.
        Biologiczni rodzice maja dzieci bo?
      • livia.kalina Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:29
        Jest dokładnie na odwrót. Największe szanse na udane adopcje są tam, gdzie rodzina adopcyjna po prostu chce mieć dziecko. Wszelkie "altruistyczne dobre panie" odsiewane są jako pierwsze bo takie potem oczekują czegoś w zamian- uznania, wdzięczności i peanów na swoją cześć.
    • tajemnicza.a.m Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:53
      Nie wiem czy to jakieś prowo czy co. I nie dlatego, że tak nie bywa, tylko schemat się nie zgadza.
      Czytałam sporo o adopcjach. Byłam w domu dziecka itp. swego czasu tam " pracowałam".
      Sama noszę się z podobnym zamiarem w przyszłości. Ja np wiem, że mogłabym pokochać cudze dziecko. To się czuje. Nie wiem tylko czy i jak poradziłabym sobie z niełatwym zadaniem i czy po fakcie, nie załowałabym. Nie mówię o tym, że uczucia wyparowałyby.

      Po pierwsze rzadko kiedy para decyduje się na adopcję mając już jedno dziecko i " nie czujac tej misji"
      Statystycznie najwiekszy problem z uczuciami mają ojcowie, później matki, które tak bardzo pragną mieć dziecko, że sytuacja je przerasta ( one nie mają swojego potomstwa i nie do końca czasem potrafią ocenić swoje uczucia, zaślepia je takie pragnienie i wyidealizowany obraz dziecka). To tyczy się kobiet bezdzietnych w dużej mierze.
      Sorry, ale tak mi nie pasuje obraz biologicznej matki, która chcę drugie adoptowane dziecko, jest bezgranicznie szczęśliwa po telefonie..ale potem stwierdza, że nic nie czuje.
      Przecież do adopcji trzeba przejść przez całą procedurę , która akceptuje kandydatów..
      Przecież to nie jest tak, że ty zgłaszasz chęć i czekasz a potem ci do domu wpychają dziecko po kiedyś tam chciałaś.
      Przecież to nie jest tak, że ty idziesz na spotkanie, dostajesz dziecko w reklamowce i pa.
      Z tym dzieckiem się przebywa. Albo to czujesz albo nie.
      Nie mozesz wziąć jak robot do domu, bo za rok pokochasz?
      Poza tym rzadko się zdarza noworodek 5,5 miesieczny z na tyle uregulowaną sytuacją prawną, aby trafił do adopcji dla rodziny mającej już biologiczne dziecko...nie byliście rodziną zastępczą dla niego...oj, jedzie mi tu prowokacją.
      Czytałam ostatnio taki fajny artykuł o adopcji z mniej różowej perspektywy.
      Bezdzietne małżeństwa decydują się na adopcję. Ona zawsze chce bardziej. Adoptują nie zdrowe, śliczne noworodki ale dzieci około 3,4,5 letnie dzieci. Tyle mają jak są już u nich w domach. Zdarza się młodsze dziecko, ale często mają wady rozwojowe. Niektóre z nich mają chorobę sierocą, mylnie zdiagnozowaną jako wada rozwojową.
      Pojawia się dużo wątpliwości. To nie są malutkie lub/ i zdrowe dzieci. ( fizycznie, bądź tylko psychorozwojowo) ojcowie mają problem uczuciowy. Matki raczej wątpliwości czy dobrze zrobiły. Miłość i przywiązanie jest. Są tylko ciężkie przeprawy z dziećmi, które potrafią ranić i być takie inne niż te wymarzone.
      Ale czy żałują czy nie, jednak to jakieś uczucie, ślepe kazało im wybrać spośród kilkorga innych dzieci właśnie te ( starsze, chore, czasem w pakiecie z bratem i siostrą) odwiedzali, zabierali na weekendy a kiefy dzieci przeginały - rezygnowali, odwozili dzień wczesniej. Po czym wracali po te same. a Tobą co kierowało?
      • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:10
        > Poza tym rzadko się zdarza noworodek 5,5 miesieczny z na tyle uregulowaną sytua
        > cją prawną, aby trafił do adopcji dla rodziny mającej już biologiczne dziecko..
        > .nie byliście rodziną zastępczą dla niego...oj, jedzie mi tu prowokacją.

        No wlasnie, byl ostatnio taki raczej prawdziwy watek ematki ktora miala podobna fanaberie i osrodek adopcyjny ja pogonil i dziecka nie dal....
        A tu nagle ktos wyskakuje z watkiem ze moze sobie przebierac w niemowletach i brac ich tyle ile mu sie uwidzi.......
      • rosapulchra-0 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:26
        5,5 miesiąca to niemowlak, nie noworodek. I zgadzam się co do prowokacji i słabego trollingu.
        • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:24
          > zgadzam się co do prowokacji i słabego trollingu.


          dokladnie
      • la_mujer75 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:28
        Tez mi to jakoś "nie pasuje" - zdrowy niemowlak, który trafia do rodziny posiadającej już własne biologiczne dziecko...
        Może ktoś "wspomóg" omijając procedury? Rodzice z reguły przechodzą długą procedurę weryfikacyjną, właśnie po to, aby zminimalizować nieudaną adopcję. W tym wypadku - coś - gdzieś- na którymś etapie- coś poszło nie tak.

        Do autorki wątku- do psychologa całą rodziną marsz!
        • asmarabis Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:32
          Ale ja nie rozumiem dlaczego wszystkie jak jeden maz przyklaskujecie zeby autorka kontynuowala ta adopcje ?

          Przeciez chyba sa opcje zeby dziecko zwrocic w zaistnialej sytuacji?

          I to jak najszybciej poki jest male i niewiele zrozumie i w mig znajda sie chetni dla ktorych dziecko to cos najwazniejszego a nie gadzet do zdjec na facebook
          • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:29
            "Przeciez chyba sa opcje zeby dziecko zwrocic w zaistnialej sytuacji?"

            Przepraszam, niech wykasują, ale ciebie P O J E B A Ł O.
            Wyobraź sobie, że nie, nie da się dziecka ZWRÓCIĆ.
            Trzeba rozwiązać adopcję, a to procedury sądowe, w których bierze się pod uwagę dobro DZIECKA oraz całej rodziny. W sytuacji, kiedy dziecko jest kochane i akceptowane przez tatę i brata, żaden sąd nie rozwiąże adopcji.
        • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:36
          Przypomnę, że na forum była kobieta, która wraz z mężem zaadoptowała małe dziecko. Przy adopcji upierał się mąż, jemu zależało bardziej. Przeszli wszelkie postępowania kwalifikacyjne. Niedługo po zakończeniu procedur adopcyjnych i wzięciu malucha, pan zrobił innej pani dziecko i z hukiem odszedł z małżeństwa. Zrezygnował też z wszelkich praw rodzicielskich wobec adoptowanego.
          A procedury i kwalifikacje przeszedł śpiewająco.
          • rosapulchra-0 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:49
            Ale co to ma do trollingu w tym wątku?
          • tajemnicza.a.m Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:28
            Abstrahując od prawdziwości histori na forum, od prawdziwości szczegółów danych histori na forum co ma jedno do drugiego? Bywa i tak, że mąż upiera się na ciążę partnerki, po czym spektakularnie ją rzuca i wypiera się dziecka. Biologicznego. Ludzie, tak mają. Częściej mężczyźni. I co w związku z tym?
            Mężczyźnie jest łatwiej tak zrobić. Wielu z nich bezgranicznie oddaje się pewnym przedsięwzięciom i plonom z daną kobietą czy to pod jej wpływem czy po to by ją uzależnić od siebie. Jednak to trwa tylko do momentu aż wierzy, że ta kobieta jest tą właściwą..a z tym jest różnie.
            Wiele nowych kobiet, robi dużo aby partner swoje biologiczne dziecko olał, a co dopiero adopcyjne.
            I sorry można się zrzec praw do dziecka adopcyjnego w świetle prawa ? Hmm..to nie zabawki. Myszą zaistnieć ważne powody. Nowa żona i dziecko po tym jak dorosły człowiek podejmuje się obowiązku opieki, wychowania dziecka adopcyjnego to chyba nie jest ten ważny powód.
            • miniulowa Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 19:34
              "I sorry można się zrzec praw do dziecka adopcyjnego w świetle prawa ? "

              Po adopcji wobec rodziny stosuje się takie same zasady jak wobec biologicznej.
              Jeśli był rozwód, jednego z rodziców można pozbawić władzy, tak jak w przypadku rozwodu biologicznych rodziców. To, że pan się zrzekł, może oznaczać, że po prostu nie protestował przeciwko pozbawieniu go władzy, zwłaszcza jeśli pani np.obiecała nie wnosić o alimenty.
        • przystanek_tramwajowy Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:53
          To samo chciałam napisać, ale nie zrobilam tego, bo "pikające serduszka" zaraz rzuciłyby mi się do grdyki. Ktoś chyba mocno ułatwił pani tę adopcję (powody mogły być różne), przymykając oko na to, że się nie nadaje na adopcyjną matkę.
          • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:56
            Przypomnę, że na forum była kobieta, która wraz z mężem zaadoptowała małe dziecko. Przy adopcji upierał się mąż, jemu zależało bardziej. Przeszli wszelkie postępowania kwalifikacyjne. Niedługo po zakończeniu procedur adopcyjnych i wzięciu malucha, pan zrobił innej pani dziecko i z hukiem odszedł z małżeństwa. Zrezygnował też z wszelkich praw rodzicielskich wobec adoptowanego.
            A procedury i kwalifikacje przeszedł śpiewająco.
        • tajemnicza.a.m Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:06
          Może. Dla mnie jednak to prowokacja. Nasmarowano post, na pierwszy rzut oka dość logiczny. Sprytnie ominięto pewne istotne szczegóły, które mogłyby wzbudzić podejrzenia. Doświadczony troll wie, że należy krótko i bez zbędnego wdawania się w szczegóły, które wyłapie podejrzliwa, czepialska ematka. Jednak idąc w las, można zauważyć wiele nieścisłości. Nie jest to niemożliwe, ale dość hmm rzadkie, żeby tak małe dziecko, zdrowe dziecko trafiło do rodziców z biologicznym dzieckiem, nawet przy deficycie par adopcyjnych spowodowanym in vitro.
          Prócz tego:

          - Zbyt różowa wersja adopcji, gdzie śliczne, malutkie, zdrowe fizycznie i bez żadnych deficytów psychoruchowych dziecko popyla po domu, gdzie ojciec i syn kocha a matka ma problem, mimo ze chciała.
          - sprytnie wpleciono wątek - obce dziecko z obciążeniami genetycznymi z którego nie wiadomo co wyrośnie. Żeby ustrzec się oskarżeń przed " wasza wina" zrzucono to na babcię a nie na siebie, męża czy syna.
          - syn, który w chwili adopcji ma kilka lat, dziś jest tylko ciut starszy i robi matce awantury i pretensje mimo, że jej zaniedbania względem dziecka nie są tak widoczne, żeby spostrzegawczy kilkulatek wyciągał tak dalekosiężne wnioski. A mężowi trzeba było powiedzieć...
          - nawet jeśli zrobionoby adopcję na skróty, to z tym dzieckiem trzeba najpierw się spotykać. Nie idzie się do sklepu, nie patrzy na produkt 2 minuty i nie dostaje go do reklamówki na zawsze.
          Czesto rodzice adopcyjni dostają tak małe dziecko jako rodzina zastępcza lub w ramach proadopcji a przed właściwą adopcją. Pytanie klucz. Co autorką kierowało. Czy coś czuła. Nie wierze, że można nic nie czuć i wziąć dziecko skoro to nie 2 minuty na zastanowienie? Nad wiezią się pracuje, więź potrafi słabnać w trakcie wychowania dziecka ale jakies uczucie musi zaistnieć w kontakcie: dziecko - rodzic adopcyjny w pierwszych kontaktach. Głównie chodzi o matki. A już nie mówię o matce, która ma dziecko i doskonale wie jak wygląda miłość rodzicielska. To inny poziom dojrzałości emocjonalnej. Matka bezdzietna pewnych doświadczeń nie ma.
          Statystycznie najwiecej ojców ma problem z pokochaniem dziecka adopcyjnego lub deklarują strach przed tym. Głównie ci, ktorych partnerka namówiła, bo oni sami raczej nie zdecydowaliby się. Wiem, że są spotkania psychologiczne i taka pomoc o czym są informowani rodzice. A autorka zdaje się nie mieć o niczym pojecia, jakby nigdy przez ten proces nie przechodziła. A teraz siedzi wygodnie i czyta wypociny ematki. Niektóre trolle odpisują, bo wierzą, że w ten sposób uwiarygodnią historie. Czesto zamiast tego się plączą. Inne przezornie nasmarują coś i znikają. Świetnie się bawią. Odpisze pewnie na koniec coś.
          • janja11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:31
            To jest historia wymyślona na potrzeby napisania artykułu o nieszczęśliwych matkach adopcyjnych.
            Fabuła słabiutka. A już postać wrażliwego nastolatka, który opiekuje się przybranym rodzeństwem jak rodzona matka i porusza sumienie autorki pytaniami o jej uczucia do adoptowanego dziecka, to jest jakaś kiepska telenowela.
            Kolega z pracy z żoną starali się o adopcję. Pamiętam jaka skomplikowana procedura to była i jakim testom byli poddawani. Sama pisałam mu opinię.
            A tu telefon i jest dziecko(????)
            No, słabiutka historyjka.







      • claudel6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 17:16
        oby!
        ulżyłoby mi. bo jak przeczytałam ten wątek to serce mi sie ścisnęło. oto adoptowane dziecko, "uratowane", by mieć miłość i rodzinę, skończyło z niekochającą matką (i jeszcze sie okaże, że to matka adopcyjna "wyhoduje" mu zaburzenia więzi).
    • kropkacom Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:55
      Napisz pod starym nickiem.
      • janja11 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 12:29
        Raczej jest to nick stworzony na potrzeby założenia tego jednego wątku i napisania artykułu o nieszczęśliwej matce adopcyjnej.
        • princesswhitewolf Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 13:25
          otoz to
    • zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 10:55
      Terapia psychologicza/psychiatryczna dla całej rodziny, zajęcia dla starszego syna z psychologiem, kontakt z ośrodkiem adopcyjnym.

      Napisz co jest inaczej niż sobie wyobrażałaś?
      • miss_fahrenheit Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:05
        zuleyka.z.talgaru napisała:

        > Terapia psychologicza/psychiatryczna dla całej rodziny, zajęcia dla starszego s
        > yna z psychologiem, kontakt z ośrodkiem adopcyjnym.

        O, i to są sensowne, konkretne rady.
    • kolibeer2 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:01
      Strasznie to smutne, co napisałaś, ale mam pytanie - czy przed adopcją nie miałaś jakiegoś przygotowania do tej nowej sytuacji, jakichś spotkań z psychologiem? Nie wiem, na ile można się przygotować, jakie założenia poczynić w głowie jeszcze przed przyjęciem dziecka do rodziny, by to zagrało? Wracając do teraźniejszości - masz jakiś kontakt z ośrodkiem adopcyjnym, bo być może oni mają specjalistów-psychologów, którzy by byli ci w stanie pomóc? Dla mnie to trochę wygląda jak depresja, czy opłakałaś już dziecko, którego nie mogłaś urodzić? Zdałaś sobie sprawę, że młodszy syn nie jest zamiast?
      PS. mam nadzieję, że się mylę, ale między wersami przebrzmiewa chęć do oddania go? Tego byś chciała?
    • phantomka Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:03
      Pytanie, co da ocenianie autorki? Ona to wszystkie wie i czuje. Deklaratywnie to my sobie mozemy o podcieraniu dupska pogadac, a tu mowa o czyms, na co autorka wplywu nie ma obecnie. Koniecznie terapeuta, wiez mozna zbudowac, nie trzeba jej miec z gory, od razu. Pomoz sibie wlasnie tym sposobem, ze nie tylko wyrwiesz sie z domu na chwile i bedziesz miala ten czas dla siebie, ale tez w ten sposob mozesz pracowac nad problemem.
      • triss_merigold6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:09
        To nie jest więź dana przez biologię, z dzieckiem adopcyjnym więź się buduje, a na to potrzebny jest czas.
    • leni6 Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:17
      Nie potrzebujesz rozmowy z mężem czy mama tylko z psychologiem. Możesz mieć depresję. Pomysl też nad powrotem do pracy.
    • ykke Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:41
      Bardzo Ci współczuję tego, co przeżywasz. I tego, że twój stosunek do młodszego widzą inni. Nie wiem, co tu radzić, bo kompetentne do tego mogą być chyba tylko kobiety, które adoptowaly dziecko. Na pewno bez pomocy specjalisty się nie obejdzie. Potrzebna terapia i jakis plan Twojego działania tak, aby synek nie odczuwał deficytu uwagi i jednak......miłości.
      No i te rozmowy z mężem. Nigdy przy dzieciach.
      Zachowania mamy/babci nie skomentuję, bo to jakis koszmar.
    • kanga_roo Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:44
      dziewczyno, spokojnie. to, że jest inaczej, niż oczekiwałaś, to żadna Twoja wina. gdyby to było Twoje biologiczne dziecko, też mogłabyś kochać go inaczej niż starsze. to się zdarza, że jedno z dzieci bardziej przypada nam do serca, kocha się je łatwiej. z różnych powodów.

      poza tym pomyśl: zdecydowaliście się dać dom, fajny, malutkiemu dziecku, które go nie miało. niezależnie od Twoich odczuć dbacie o to dziecko, chcecie dla niego dobrze. gdzie tu może być mowa o winie? gdzie tu może być mowa, że dziecko jest nieszczęśliwe? jest zadbane, zaopiekowane, szczęśliwe.

      natomiast nieszczęśliwa jesteś Ty, ponieważ kiedy powiedziałaś rodzinie otwarcie o Twoich uczuciach, spotkałaś się z krytyką, wyrzutami i hejtem (btw, na forum dokładnie tak samo).
      odpowiedz im (a przede wszystkim sobie) tak:

      każde dziecko kocha się inaczej. i wychowuje tez inaczej, bo każde ma inne potrzeby, bo rodzi się w innym momencie naszego życia, a my też się zmieniamy, dojrzewamy. Ty, tak samo jak ojciec i brat, zapewniasz małemu to, czego potrzebuje. starasz się tak, jak powinnaś, nie za mało. poświęcasz dziecku cały swój czas. większość tego czasu to pilnowanie i obsługa, tego można nie lubić. drugie dziecko to zawsze logistyka na wyższym poziomie, nie jest tak łatwo, jakl przy jedynaku, a roczniak jest cholernie męczący, nieważne, czy rodzony, czy nie. łatwiej żywić ciepłe uczucia, kiedy ktoś zajmuje się dzieckiem przez chwilę (pracujący mąż, brat), niż 24/7, jak Ty. masz prawo być zmęczona i niechętna, i to nie ma nic wspólnego z więzami krwi czy ich brakiem.

      rady praktyczne:
      1. jeśli chcesz pogadać o problemie z Twoimi uczuciami, najwyraźniej nie z rodziną i nie z forum. psycholog, tak, albo chociaż zaufana koleżanka, przed którą będziesz mogła się wygadać.
      2. w rozmowach z rodziną nie mów, że nie kochasz. mów, że kochasz, ale inaczej. to nic złego, naprawdę, a mąż i syn odbierają Twoje "nie kocham" jako odrzucanie małego. a to nie tak działa.
      3. ciesz się, że Twoi faceci mają z małym dobry kontakt, będzie miał fajne dzieciństwo. mama to mama, a chłopiec potrzebuje dobrych męskich wzorców.
      4. skończ dyskusje z mężem, szczególnie, jeśli kończą się kłótnią. ucinaj krótko i zdecydowanie pretensje starszego syna. "ja jestem mamą i ja wiem, co dobre dla moich dzieci, Ty jesteś dzieckiem więc proszę, nie pouczaj mnie" pewność siebie i spokój - tego potrzebujesz Ty, ale i Twoi synowie. kiedy Ty jesteś niepewna, oni tym bardziej.
      5. zweryfikuj plany pozostania w domu do 3 roku życia młodszego. nie służy Ci bycie kurą domową, potrzebujesz kontaktu z dorosłymi, oddechu od dzieci. idź do pracy, jednym słowem. a mały do żłobka.
      6. bądź dla siebie dobra, i daj sobie czas. odwalasz naprawdę kawał dobrej roboty, co jest tym trudniejsze, że wszyscy próbują Cię zgnoić.

      pozdrawiam, kanga smile
    • flo-bo Re: Adopcja - problem z miłością. 12.04.18, 11:49
      Daj sobie i dziecku czas. Nic na siłę. Znam kobiety, ktore nawet rodzone dzieci pokochały po roku, dwóch. Nie przyznawały sie do braku głębszych uczuc, dpiero po latach opowiadały. Zauważaj fajne rzeczy w waszym wspolnie spedzanym czasie, zauważaj zalety dziecka. Nawet dzieci swoich braci/sióstr sie kocha często bardzo mocno, mimo ze sie nie spedza z nimi tyle czasu co z wlasnym. Nie panikuj. Podejscie matki tylko pogarsza Twoje nastawienie, budzi wątpliwości
Pełna wersja