Spotkałam dziś na korytarzu w firmie szefa wszystkich szefów. Widujemy się średnio raz na rok. Uśmiechnął się na mój widok i zagadnął, jak dziecko i w ogóle co słychać. No i jak myślicie, że co mu odpowiedziałam? Że córka ok, a jeden z projektów prowadzonych przeze mnie idzie rewelacyjnie? Nie, speszyłam się (nie wiem czemu, jestem stara baba i dobry fachowiec, nie ma powodu się peszyć z powodu spotkania przełożonego!) i szczerze powiedziałam, że mała cudowna, ale właśnie chora, więc się denerwuję, jak sobie beze w domu poradzą, a jeden z projektów, prowadzonych przeze mnie, kiepsko idzie. Kuźwa, no po prostu mistrzyni autoprezentacji! Musiałam gadać akurat o tym, z czego wynika, że pracownik ze mnie do niczego? I tak jest zawsze, jak trzeba dobrze wypaść, to się zawsze speszę, coś chlapnę i piorun w bombki strzelił. Przerypane. No nic, nieprędko się znowu spotkamy, pewnie znowu za rok, może do tego czasu nabiorę trochę rozumu

Jest tu ktoś, kto mówi coś głupiego, gdy trzeba dobrze wypaść? Ja to robię stanowczo zbyt często, no już nie mam do siebie siły.