10.05.18, 12:49
Nie wkleję całości bo mnie moderatorki obedrą ze skóry wyborcza.pl/7,162657,23370446,poczulam-przedsmak-piekla-kobiet.html#Z_BoxGWImg - to piekło. Nie widzę tu żadnego szacunku dla życia. To jest chore. Na miejscu tego męża poprosiłbym żonę o wyjście na chwilę na korytarz a lekarzowi zasugerowałbym że nie mam oporów przed odsiedzeniem 25 lat...
Obserwuj wątek
    • tanebo2.0 Re: Piekło 10.05.18, 12:51
      Jesienią ubiegłego roku jako wolontariuszka ruchu Ratujmy Kobiety zbierałam na ulicach Poznania podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie. Z koleżankami wolontariuszkami rozmawiałyśmy o tym, czym grozi zaostrzenie obowiązującego prawa, które i tak w większości przypadków nie działa. Nie przypuszczałam, że sama doświadczę tego, jak niebezpiecznie i traumatycznie jest mieć w Polsce macicę. Tuż po zakończeniu zbiórki podpisów okazało się, że jestem w ciąży. Była to ciąża jak najbardziej chciana, staraliśmy się z mężem o dziecko od dłuższego czasu, cieszyliśmy się, ale jednocześnie bardzo baliśmy, bo trzy nasze poprzednie ciąże kończyły się poronieniami. Żartowaliśmy też dla rozładowania napięcia, że wiszące w powietrzu zagrożenie ograniczenia praw reprodukcyjnych w Polsce pozytywnie wpłynęło na naszą rozrodczość. Wyglądało na to, że tym razem wszystko z ciążą jest w porządku, na kolejnych USG oglądaliśmy ruchy płodu. Niestety, podczas pierwszego badania prenatalnego pojawiło się podejrzenie wystąpienia nieodwracalnej wady. Moja ginekolożka uspokajała, że to jeszcze niczego nie przesądza, to nie diagnoza, tylko ocena ryzyka, ale dała nam skierowanie na badanie inwazyjne (amniopunkcję) do szpitala. Nie byliśmy gotowi na przyjęcie dziecka z ciężką i nieodwracalną wadą genetyczną, wiedzieliśmy, że jeśli zapadnie taki wyrok, to zdecydujemy się na zabieg przerwania ciąży, który legalnie, w przypadku stwierdzenia wady u płodu, wykonać można w Polsce do 22. tygodnia. Byłam wtedy już w 17. tygodniu, nie mieliśmy zbyt wiele czasu, bo na wyniki amniopunkcji czeka się minimum trzy tygodnie. Oprócz standardowego badania zleciliśmy również opcję płatną – FISH, która – choć kosztowna (700 zł) – daje miarodajny wynik już po kilku dniach.
      Wynik badania mieliśmy otrzymać mailem, za to również zapłaciliśmy, jednak po tygodniu wypełnionym nerwowym czekaniem stwierdziliśmy, że spróbujemy odebrać go sami. Nie udało nam się jednak odebrać go ani w laboratorium, które wykonywało badanie (pan w recepcji powiedział, że widzi wynik w systemie, ale nie może nam go wydać), ani w przychodni, w której miałam pobierany płyn owodniowy do badań. Powiedziano nam, że „mamy spróbować” w szpitalu, bo to szpital zlecał przychodni to badanie. W szpitalu bardzo długo szukaliśmy właściwego okienka z właściwą panią, w końcu jakimś cudem trafiliśmy do podziemi, gdzie samą swoją obecnością wkurzyliśmy panią z kolejnego niewłaściwego okienka, która wprawdzie nas ofukała, ale przynajmniej zaprowadziła tam, gdzie trzeba. Była tam pani doktor, która powiedziała, że niestety, na razie nie może nam wydać wyniku badania, bo czegoś tam jeszcze na nim brakuje, ale może mi go przeczytać. I tak właśnie zrobiła – stojąc na szpitalnym korytarzu, przeczytała: wynik wyszedł nieprawidłowy, a płód ma ciężką i nieodwracalną wadę. Po czym sobie poszła, a my zostaliśmy z tą informacją, nie mając pojęcia, co dalej. Byliśmy pogrążeni w rozpaczy i żałobie po dziecku, którego nie będziemy mieć, ale jednocześnie musieliśmy wziąć się w garść i szybko działać, bo był to już 18. tydzień. Moja lekarka powiedziała, że niestety, w Poznaniu z przerwaniem ciąży będzie trudno, szpitalne procedury trwają tak długo, że mimo stwierdzenia wad letalnych płodu i skierowania lekarskiego można nie zdążyć przed 22. tygodniem. Ale chciała mi pomóc, napisała skierowanie i doradziła, żeby zadzwonić do pewnej kliniki w Warszawie, gdzie na pewno mnie umówią na zabieg. Zadzwoniłam z pełnym przekonaniem, że wszystko powinno się odbyć oficjalnie i legalnie. Od razu jednak dostałam kubeł zimnej wody na głowę. Osoba z kliniki zareagowała bardzo nerwowo, powiedziała, że nie rozumie, o co mi chodzi, tu się takich zabiegów nie wykonuje, i to był koniec rozmowy. Wtedy naprawdę zaczęłam się bać. Z jednej strony chciałam przejść oficjalną drogę, otrzymać świadczenie, które mi się należy ustawowo, skorzystać z prawa, które mi przysługuje. Czułam się zobowiązana do tego, aby zawalczyć o legalną aborcję w szpitalu, najlepiej w moim mieście, a jeśli się nie uda, to w innym, ale jednak w Polsce. W końcu jestem feministką, działam na rzecz praw kobiet, zbieram podpisy, chodzę na manifestacje. Jednocześnie w panice myślałam – a co będzie, jeśli faktycznie nie zdążę? Mam to ogromne szczęście, że znam wiele wspaniałych, wspierających, cudownych kobiet aktywistek. Miałam więc do kogo zwrócić się o pomoc. I dostałam całe morze wsparcia oraz kontakty do organizacji. Rozmawiałam z dziewczynami z Aborcyjnego Dream Teamu, pisałam z Ciocią Basią. Pewna prawniczka radziła, żebym spróbowała w warszawskich szpitalach, może nie być łatwo, ale ze skierowaniem od lekarki i z wynikiem badania jednoznacznie stwierdzającym wadę płodu powinno się udać. Potrzebowałabym tylko uzyskać odmowę wykonania zabiegu w moim lokalnym szpitalu. Inne dziewczyny z kolei mówiły, że w Polsce to zbyt duże ryzyko, lepiej od razu jechać za granicę, w przypadku tak zaawansowanej ciąży jak moja, to tylko do Holandii. Postanowiłam, że spróbuję przejść drogę oficjalną, ale zarezerwowałam sobie również termin w klinice aborcyjnej w Holandii, za bardzo się bałam.
      • tanebo2.0 Re: Piekło 10.05.18, 12:52
        W poniedziałek na Wyborcza.pl opisaliśmy trzy opinie do projektu ustawy zakazującej prawo do aborcji z powodu wad płodu. Opinie zamieściło Biuro Analiz Sejmowych (BAS). Dwóch autorów zewnętrznych wyraża się pochlebnie o projekcie („godząc się na zajście w ciążę, kobieta godzi też się na pewne ograniczenie swej wolności, stosownie do – od wieków przecież niezmiennych – obowiązków wynikających z ciąży, porodu i wychowania dziecka” – czytamy w jednej z opinii). Krytyczna jest opinia przygotowana przez specjalistki BAS. Przywołano w niej badania, zgodnie z którymi 43 proc. Polaków opowiada się za pozostawieniem obowiązującej ustawy bez zmian, a 37 proc. popiera liberalizację przepisów.Aborcja. Trzy opinie do projektu ustawy. Kobieta w ciąży godzi się na pewne ograniczenie swej wolności Autorki opinii zwracają uwagę m.in. na to, że „poza obszarem zainteresowania projektodawców, którzy np. nie przewidują finansowanych skutków wdrożenia regulacji”, znalazły się kwestie wsparcia rodziców, u których dziecka w okresie prenatalnym zdiagnozowano wadę letalną bądź ciężką niepełnosprawność. Jak twierdzą, autorzy ustawy nie uwzględniają również „dylematów etycznych, które mogą się rodzić po wprowadzeniu tych regulacji w życie”. Pisząc o kosztach zmian, BAS wymienia: finansowe, społeczne (np. trauma i cierpienie kobiety), prawne (unikanie przez lekarzy niektórych badań) czy polityczne (projekt stanowi m.in. „przyczynek do silnej polaryzacji debaty światopoglądowej”). Fundacja Życie i Rodzina zapowiada, że podczas poniedziałkowego posiedzenia sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny „po raz kolejny upomni się o projekt ustawy”. Komisja, która od czasu skierowania do niej projektu zebrała się już kilka razy, ustawą „Zatrzymaj aborcję” jeszcze się nie zajęła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka