julita165
29.05.18, 12:26
Wczoraj po raz pierwszy od rozwodu 4 lata temu pozarlam się z ex. Oczywiście poszło o mlodego, lat 6.,5. Otóż wczoraj o 21 dostałam smsa żeby synka spakować na dwa dni bo go jutro ex odbierze z przedszkola i pojadą na wycieczkę. Jak najpierw zaczęłam dochodzić o co "kaman" to plan był taki - wyjeżdżają ok 14 ( mając doświadczenie z ex to +/- 1h jest w standardzie ) i jadą 300 km, nie do końca tak na wycieczkę bo ex ma tam sprawę do załatwienia.. Wracają no chyba że będzie późno albo przelew nie przejdzie to zanocuja w hotelu i wrócą w środę, ewentualnie wrócą bardzo późno, za późno żeby rano wstał do przedszkola to przenocuje u taty a ex mi go odwiezie wczesnym wieczorem w środę ( dzień z tatą na środę został potwierdzony kilka godzin wcześniej, o 14 jeszcze o żadnym wyjeździe nie było mowy ). Popatrzyłam na mapę, jakiś planer podróży i wyszły 4 bite h jazdy w jedną stronę. No to sobie liczę na szybko 14-18 jazda, że 2h na sprawę zawodiwa, ok. 20 zameldują się w hotelu. Młody jest nocny marek, standardowo chodzi spać o 22, zasypia 22.30. Niech mu będzie że zasnie o północy nawet. No ale co on tam będzie z tym tata robił po nocy ? Wstaną ok 10, wymelduja się do 11. Atrakcji w okolicy niewiele, można podjechać do jakiegoś parku krajobrazowego i polazic. Niech zajada na 12, max 2h i zjazd do domu. I to kalkulacja przy najlepszych wiatrach bo różne rzeczy mogą wypaść i wyjdzie jeszcze gorzej. W czwartek o 6 rano wyjeżdżam z młodym na długi weekend o czym ex wiedział i też nie chce żeby po nocy wracał i zaraz znów wyjeżdżał bo będę miała problem żeby go w czwartek dobudzić stąd konieczność powrotu wczesnym wieczorem w środę. Ocenilam że to wyjazd polegający na wielogodzinnych jazdach samochodem przez pół Polski i z powrotem. Ale zgodnie z prośbą ex pytam syna czy chce jechać bo ex stwierdził że jeśli nie chce to nie ma problemu. No i synek początkowo stwierdził że chce ale jak się dowiedział dokąd i ile potrwa podróż to zmienił zdanie. Ja go naprawdę na nic nie namawiałam ani nie zniechęcam, uczciwie tylko powiedziałam dokąd i ile to prawdopodobnie potrwa. Oswiadczyl tacie że chce żeby go odebrał z przedszkola i zabrał na rower. Już mnie zdziwiło że ex właściwie od razu urwal z synem rozmowę. No i się zaczęło - dostałam serię SMS że się tego nie spodziewał że go będę nastawiać przeciwko niemu, że on w ogóle do syna nie przyjedzie bo nie będzie się narzucał, że jak ja go gdzieś zabieram to jest ok a jak on chce to źle, że traktuje go jak idiotę a on też ma pełnię praw rodzicielskich i też może gdzieś syna zabrać, że on nie ma czasu w weekend bo pracuje ale może prace rzucić i wystąpić o obniżkę alimentów, że też będzie synkowi różne rzeczy do głowy kładł. Posunął się nawet do tego że wypisywał co nagada w sprawie wyjazdu na zielone przedszkole choć to przecież z nim ani ze mną nie ma nic wspólnego. No stek bzdur który jednak wkurzył mnie okropnie. Od razu sobie przypomniałam dlaczego się rozwiodłam. No halo, owszem mamy oboje władze rodzicielska ale syn mieszka ze mną, czy to znaczy że ja na każdy nawet najgłupszy pomysł muszę się zgadzać bo jak nie to będę wysłuchiwać takich bzdur i gróźb ? Ex jest typowy weekendowy tatuś, właściwie to zabiera syna tylko na niedzielę, bardzo sporadycznie częściej niż raz w tygodniu, ale sam tak chce, to nie ja wprowadziłam jakieś limity, przeciwnie nawet delikatnie zachęcałam do częstszych kontaktów ( delikatnie żeby ex nie urazić, jakbym wyłożyła kawę na ławę uznałby że to atak na niego że jest złym ojcem ) . Nigdy syna nigdzie nie zabrał, na żadne wakacje, wycieczki. Raz byli w zoo, raz przejechali się kilka stacji pociągiem i raz byli nad morzem od nocy z pt na sobotę do późnego wieczora w niedzielę przy czym ex był tam służbowo i spędził z synem tylko kilka godzin, resztę teściowa która zabrał do opieki. I to by było na tyle przez 4 lata. A sama nie raz go pytałam czy chciałby gdzieś z synem wyjechać. Stacjonarnie też się nie udziela, to ja nauczyłam młodego jeździć na rowerze, ja z nim chodz na basen, nawet ja na piłkę go woze, obskakije kinderbale, kinowe "hity" dla dzieci, jeżdżę po jakiś parkach rozrywki itp. Ex nigdy nie ma czasu, strasznie zapracowany biznesmen za dychę. Teraz też podejrzewam że ta sprawa firmiwa wyszła nagle i zwyczajnie postanowił młodego jakoś w to "upchnąć" licząc się z tym że nie da rady przyjechać po niego w środę o 10 rano jak było uzgodnione. A zatzuty do mnie że w poprzedni weekend go nie widział bo pracował, w ten go nie będzie widział.bo ja wyjeżdżam ( na co przecież mógł się nie zgodzić ale wspaniałomyślnie się zgodził ) w następnym on znów ma pracujący weekend....Zawsze uważałam że dorośli ludzie sami się dogadają a teraz sobie myślę że może jednak ustalone przez sąd "widzenia" to nie najgłupszy pomysł. Najlepsze w tym jest jednak to że największy problem z takim sztywnym grafikiem to miałby sam ex, w życiu nie dalby rady się go trzymać. Ja o tym wiem więc myśląc o synu nigdy nie próbowałam żadnych sztywnych ram ustawiać, ale może powinnam. W trosce o własny psychiczny spokój żebym nie musiała się z dziadem użerać.