Nick nowy, nie chce pisać pod na co dzień używanym.
A więc tak... jest mąż, żona i 2 córki. Żona to ja dla jasności

I jest chrześniak męża, syn jego brata, chlopak ma 10 lat. Matka wychowuje go samotnie, ojciec odszedł, zamieszkał zagranicą i mało się chłopakiem interesuje.
Mieszkają niedaleko nas, mąż lubi chłopca i w związku z tym często wyświadcza szwagierce i jej synowi przysługi. Chłopak chodzi na piłke, matka nie zawsze może go odwozić, więc mój mąż zaoferował, że w te dni on go bedzie wiózł, bo i tak niedaleko od hali wiezie dziewczynki na tańce. Sęk w tym, że to było jakies 2 lata temu, teraz trenuje na innej hali w zimie, a w lecie na boisku w całkiem innej części miasta, a mąż dalej go odwozi. dziewczynki w te dni kiedy on jedzie z bratankiem odwożę ja i w inne oczywiście też. Chłopiec ma coraz więcej treningów, jakiś meczy, sparingów, trzeba go dowozić w różne miejsca i mąż się oczywiście oferuje. Doszło do tego, że nawet jak nie musi, bo szwagierka mówi, że może syna odwieść, on i tak z nim jedzie. Nasze corki już nie wiem jak długo na tance nie zawiózł, w ogóle nie interesuje się co u nich, jak sobie radzą. Oczywiście na występy idzie, ale jakoś nie angażuje się w to nic poza minimum.
Sytuacja zaczyna mi doskwierać, bo mąż więcej poświęca czasu bratankowi niż naszym dzieciom. Lubie chłopaka naprawdę, ale ta cała sytuacja mnie boli. Widzę jak mąż przeżywa mecze chłopaka, on nawet już z rodzicami z drużyny jego jest na ty, zaangażował się w to i widzę, że mu to bardzo odpowiada.
Wiem, ze chłopakowi męski wzorzec jest potrzebny, że to przeciez syn brata i mąż niejako czuje się odpowiedzialny, ale ma też córki i one też ojca potzrebują. Na razie im to jakość szczegolnie nie przeszkadza, ale będa coraz starsze.
Powiedzcie mi czepam się bez sensu?