Jak w tytule, w ramach przedwakacyjnych postanowień

by zapewnić sobie trochę ruchu, coby dopełnić dobrodziejstw diety. Pomijam fakt, że dawno nie biegałam i dobrze że miałam pulsometr bo z czystym sumieniem biegłam 4km /h, coby nie zejść na zawał niedzielnego sportowca. Ale... potwierdza się, że ludzie to świnie. Biegaliśmy koło stadionu i dawno nie widziałam takiego śmietnika. Butelki po coli, fancie, sokach, piwie, wódce, ba, nawet kieliszki, puste opakowania po chipsach walały się żałośnie wzdłuż trasy. Oczywiście, kosze na śmieci do dyspozycji były w zasięgu ręki. Czy tych ludzi nikt nie uczy, że jak się da przynieść to się da i zabrać, zamiast zostawiać po sobie syf?