Rozmawiałam dziś ze znajomą mamą, była lekko wkurzona, że nie zna jeszcze konkretnych terminów dodatkowych zajęć, bo przez to nie może ustalić terminu korepetycji. A najlepsi korepetytorzy już zajęcie i niedługo w ogóle miejsc zabraknie. Na moje wielkie ze zdziwienia oczy stwierdziła, że to przecież ósma klasa, więc bez korepetycji przed egzaminem ani rusz.
No i tu mam pytanie, jak jest u Was?
Mi do głowy nie przyszedł pomysł z korkami. A teraz zaczynam mieć wątpliwości. A jak wszyscy będą po korkach, a my się obudzimy z ręką w nocniku?
Może choć angielski podszkolić? Ale wewnętrznie się buntuję, korki w podstawówce? Za moich czasów...

A może schować swój bunt głęboko i ruszyć tyłek w poszukiwaniu korepetytorów?
Nie dojrzałam do posiadania tak dużego dziecka.