aguar
23.10.18, 11:40
Mój syn jest aktualnie chory, ale że wcześniej obiecaliśmy odwozić ze szkoły jedną syna koleżankę (nazwijmy ją roboczo Pamelą) dziś i jutro, to mąż po nią jeździ (przynajmniej będziemy mieć informacje z pierwszej ręki, co syn ma uzupełnić.)
To jest czwarta klasa, Pamelka chodzi z nimi od trzeciej klasy, mieszkają blisko nas, jej mama jest moją koleżanką z dawnych lat.
Wczoraj mój mąż był świadkiem, jak mama innej dziewczynki (Ramonki) odnosiła się w niemiły sposób do Pamelci. Mój mąż się do tego nie mieszał. Ale potem Pamela podobno płakała przez telefon rodzicom (oboje wyjechali). Mama Pameli dzwoniła do mojego męża, żeby jej zdał relację. Ogólnie dzisiaj mój mąż czuje się w obowiązku zareagować jakby sytuacja się powtórzyła. A ja mam wątpliwości. Z jednej strony wiadomo, że powinno się bronić dziecko. Ale z drugiej strony tam jest jakiś konflikt od jakiegoś czasu i po prostu nie wiem, czy warto, żebyśmy psuli sobie relację z Ramonką i jej rodzicami, skoro od początku pierwszej klasy między nami i naszym dzieckiem a nimi było wszystko ok. W tamtym konflikcie chodzi m.in. o to, że Ramonie gorzej idzie w czwartej klasie, nie nadąża z zapisywaniem. Jej mama robiła zdjęcia z zeszytów Pameli, podobno czasem bez zgody, w tym celu grzebała w jej rzeczach ( w naszej szkole dużo się zostawia, są szafki, ale nie zamykane na klucz czy szyfr). Ale w trzeciej klasie one się przyjaźniły, nawet były razem na wakacjach. Wtedy mama Pameli uważała mamę Ramony za fajną i inteligentną...Teraz ją obrabia. Jak widać ja uważam, że mąż powinien się nie mieszać, ale on po wczorajszej rozmowie z mamą Pameli jest skłonny coś ostrego powiedzieć mamie Ramony. Prosić go, aby tego nie robił? Jak radzicie?