Dodaj do ulubionych

Legendarne kuchenne wtopy

29.01.19, 21:07
Kojarzycie takie "popisy" kucharza które się mu wypomina później przez lata? Albo same zabłysłyście czymś takim?

Moja znajoma zrobiła dla gości herbatę z odkamieniaczem. Szczęściem po pomieszaniu herbaty łyżeczką owa łyżeczka zrobiła się nagle tak błyszcząca że gospodyni się zorientowała.

Pieczony indyk. Właściwie nieupieczony indyk. Zagoniona gospodyni (z gatunku "patrzcie i podziwiajcie jak ja się zatyrałam na przyjazd gości!") sprawdziła stan upieczenia indyka 20 minut po włączeniu piekarnika... skórka była zarumieniona a indyk szturchnięty widelcem był miękki więc uznała że pieczeń gotowa. Indyk był miękki bo był całkowicie surowy. Najlepszy dowcip, że pomimo braku owego indyka na stole żarcia było na dwa razy więcej osób niż zaprosiła (było inne mięso).

Ja chciałam upiec sam sernik z przepisu na ciasto mieszane (sernik z podeszwą w jednym). Wyszedł z tego żałośnie zwarzony budyń.
Obserwuj wątek
    • malia Re: Legendarne kuchenne wtopy 29.01.19, 21:17
      Czy legendarne to nie wiem. Moja matka robila raz śląskie rolady wołowe obwiązywane nicią. Rzadko to robiła i zapomniała te nici po usmażeniu rolad ściągnąć. Goście ukradkiem odwijali nie skarżąc się i nie pokazując po sobie że coś jest nie tak.
    • grru Re: Legendarne kuchenne wtopy 29.01.19, 21:21
      Moja legendarna wtopa z lat wczesno nastoletnich. Miałam pierwszy raz sama ugotować ziemniaki po powrocie ze szkoły. Mama powtarzała kilkakrotnie: tylko nie zapomnij o soli. No to nie zapomniałam. Za to nie nalałam wody do garnka. Garnek pełen zwęglonych ziemniaków był do wyrzucenia.
    • daniela34 Re: Legendarne kuchenne wtopy 29.01.19, 21:35
      Moja mama - ugotowała warzywa na sałatkę jarzynową na węgiel (garnek nie do uratowania) i jajka na twardo jej eksplodowały. Moja ciotka - gotowała puszkę z mlekiem skondensowanym tak skutecznie, że puszkę rozsadziło a "mleko" znalazło się na suficie.
    • profes79 Re: Legendarne kuchenne wtopy 29.01.19, 22:46
      Legendarne to dwie (i na męską skalę wink )
      1. będąc w gościnie u znajomych złapałem w kuchni coś wyglądającego jak cukierniczka, z łyżeczką w środku i wsypałem dwie łyżeczki zawartości do kawy. Hint: kawa z solą nie smakuje najlepiej (swoją drogą niemalże jak w dowcipie - to, że na szafce w cukierniczce będzie stała sól to w życiu bym nie pomyślał).
      2. Po powrocie z UK, gdzie przez dwa lata posługiwałem się kuchnią elektryczną robiłem obiad. Wstawiłem patelnię na gaz, rzuciłem smalec i na chwilę wyszedłem z kuchni. Jak wróciłem na patelni wesoło buzował metrowej wysokości płomień. W stanie absolutnej paniki pamiętałem jedynie o tym, żeby nawet nie myśleć o gaszeniu wodą. Na szczęście akurat zadzwonił kumpel, który słysząc o problemie spokojnym głosem poinformował mnie "pokrywka, głupcze". Pomogło. (I zapamiętałem zapewne lepiej niż wszystkie szkolenia ppoż i bhp...).
    • ga-ti Re: Legendarne kuchenne wtopy 29.01.19, 22:51
      Mama smażyła wieczorem faworki, pyszna, ja posypywałam cukrem pudrem. Zostały na następny dzień, tylko że cukier wsiąkł, więc postanowiłam posypać jeszcze raz, tylko że nie wiem jakim cudem, zamiast cukru pudru użyłam soli. A grubo posypałam wink
    • evee1 Re: Legendarne kuchenne wtopy 29.01.19, 23:18
      Moj pierwszy biszkopt w zyciu wygladal tak, ze na spodzie byla centymetrowa warstwa zoltej, polprzezroczystej gumy, pokryta centymetrowa warstwa zbitego ciasta. Do tej pory nie wiem w jaki sposob udalo mi sie osiagnac taki efekt, bo od tamtej pory nie zdarzylo mi sie, zeby biszkopt mi nie wyszedl, nawet jak robie go na oko i skladniki mieszam lyzka.
      Moja znajoma z kolei robila makowiec i zerkajac do przepisu przez pomylke przeczytala te sama linijke raz jako 250g maku, a potem jako 250g maki. Makowiec wyszedl taki malo makowy smile.
    • maslova Re: Legendarne kuchenne wtopy 29.01.19, 23:50
      Miałam ok. 13-14 lat, byłam sama w domu, w lodówce był rosół na obiad. Niespodziewanie przyjechala ciocia z kuzynka (a mieszkały daleko, kilkaset kilometrów od miasta, w którym ja mieszkałam). No więc rzuciłam się do podania obiadu, no bo jak to tak, goście głodni z podróży. Nalozylam na talerze domowego makaronu, nalalam gorący rosół i zadowolona podałam na stół. Ciocia miała trochę dziwna minę, w końcu okazało się, że makaron należało przed podaniem ugotować. Jakoś wtedy nie przyszło mi to do głowy 😁
      • maslova Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 08:58
        O, to moja ciocia kiedyś przygotowała na obiad jakieś zapiekane w piekarniku mięso. Ciekawy przepis, tyle, że przed włożeniem brytfanki do piekarnika zapomniała zdjąć z niej plastikową pokrywkę wink
        • summerland Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 18:00
          My kiedys sie przeprowadzalismy i kupilismy mrozona pizze, zeby juz nie gotowac tylko ja upiec po przeprowadzce. Ropakowalam pizze ale nie zauwazylam, ze pod spodem bylo kolko ze steropianu. Nie udalo sie uratowac pizzy, steropian sie rozpuscil, polaczyl z ciastem, na dodatek smierdzial okropnie uncertain
      • bulzemba Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 11:38
        znajomy facet usmażył ziemniaki w głębokim oleju. Stwierdził, że najlepiej będzie je odcedzić przelewając przez sitko. Plastikowe. Po tej czynności sitko miało jedno, duże oczko. Dobrze, że zlew miał metalowy.
      • frey.a86 Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 13:23
        Ja tak zmarnowałam jakąś drogą rybę. Usmażyłam na patelni, ziemniaki jeszcze nie doszły, więc chciałam przykryć patelnię deską do krojenia, żeby nie straciło temperatury. Zamiast drewnianej deski sięgnęłam po plastikową. Oczywiście stopiła się, a krople plastiku spłynęły na rybę.
    • summerland Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 08:14
      Moj pierwszy pieczony indyk - zapomnialam wyjac ze srodka te rozne dodatki jak watrobka, chyba serce, szyjka. Wogole nie wiedzialam, ze to bylo w srodku. Mieso bylo upieczone, goscie mili bo chwalili, ze i tak bylo dobre :p
    • eliszka25 Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 08:19
      Moja ciocia pewnego razu na zajęciach praktycznych w szkole gastronomicznej miała ugotować zupę. Chciała błysnąć przed nauczycielem i zdobyć dobrą ocenę, więc wymyśliła, że ugotuje nie jakiś krupnik czy pomidorówkę, tylko zupę rabarbarową. Gotowanie swojej zupy zaczęła od..... wstawienia kości wołowych na wywar 😄. Od tamtej pory zupa rabarbarowa na kościach jest legendą w naszej rodzinie 😂
    • smoczy_plomien Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 11:38
      Babeczki z kruchego ciasta z owocami i galaretką - ciasto przygotowane na słono. Na obronę wykonawczyni mogę powiedzieć, że jest to osoba na bardzo ścisłej diecie i nigdy nawet nie próbuje potraw, które przygotowuje. Z reguły wychodzą jej bardzo dobre.
    • bmsien Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 12:28
      Zrobiłam sobie tort na urodziny. Z przepisu "pani Walewska" czy jakoś tak. Upiekłam wszystkie spody - każdy inny, ugotowałam budyń, budyń następnie przerobiłam na krem. Zaczęłam składać: pierwszy placek, trochę kremu, drugi placek, odwróciłam się tylko na moment i usłyszałam że coś gdzieś upadło, odwracam się do ciasta - a tu tylko dolny placek leży, krem i drugi placek na ziemi. Już teraz wiem że budyń do kremu musi być porządnie wystudzony! a jak nie jest wystudzony to się układa ciasto w tortownicy z brzegami a nie na paterze.
    • memphis90 Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 13:00
      Raz nie miałam ani odrobiny tłuszczu oraz pilną potrzebę smażenia na tłuszczu i nagle tak mi przyszło do głowy, że mam tran. Bezwonny. Skoro można na smalcu, masle, oleju, to czemu nie na tranie...? Odór, jaki wydobył się z patelni tuż po nalaniu łyżeczki tranu, uświadomił mi dlaczego tego się NIE robi.

      Nie da się zagescic wodnistego puree z ziemniaków mąką ziemniaczaną, choć teoretycznie powinno to zadziałac. Nie działa. Robi się glutowata kluska.
    • redheadfreaq Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 13:48
      Mój pierwszy wątek na ematce był o kuchennych kataklizmach, niestety za nic nie pamiętam tytułu sad

      Z takich spektakularnych to mam dwie historie, jedna opisana w wątku, który zamierzam znaleźć, a druga to była potworna zapiekanka. Nie wiem, co poszło nie tak, chyba zmutowałam dwa przepisy w jeden i wrzucilam zdecydowanie za dużo czosnku. Efekt zawierał dużo warzyw trochę "spod dużego palca", jakieś kawałki indyka, nędzne resztki sosu i czosnek. Bardzo, bardzo dużo czosnku. Zapiekankę próbowaliśmy zmęczyć przez dwa dni, obficie okraszając różnymi sosami, po czym zrezygnowani wywaliliśmy do śmieci. Potworność ta już zawsze będzie budziła grozę jako "zapiekanka z czosnkiem" wink
    • gragi_tara Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 13:50
      Chyba 2 lata temu namiętnie, ciągle robiłam falafele. Był to mój wstęp do kuchni roślinnej. Któregoś dnia na rodzinny obiad postanowiłam zrobić oprócz falafeli kotlety z czarnej fasoli. Zrobiłam Tak samo jak falafele czyli namoczylam fasolę, zmieniłam bez gotowania , doprawiłam i usmażyłam. Były paskudne.
    • hamerykanka Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 14:23
      Kupilam bardzo droga i wypasiona maszyne do chleba. Wrzucilam skladniki, wlaczylam na wielkosc bochenka, kolor skorki itp...zapach byl cudowny. Niesttey, to co wyjelam, rozlupujac zeby wydobyc z pojemnika, nadawalo sie do wbijania gwozdzi w sciane. Do tej pory nie wiem, co zle zrobilam!

      Drugim razem robilam sliczne, male pierozki z miesem i tak sie meczylam i meczylam, bo chcialam zeby byly malenkie. Ale ciasto jakos srednio sie lepilo. Po wrzuceniu pierwszej porcji na wrzatek maz sprobowal...i wyszlo na jaw. Kochany maz do pojewmnika z maka wsypal torebke cukru pudru!
      Slodkie pierozki z miesem nie smakuja dobrze...

      Innym razem chcicalm mezowi dogodzic, bo miesozerca, zrobilam teksanskie chili, ktore mialo zawierac pol lyzeczki sosu habanero. Na caly gar. Ja dodalam cala buteleczke, bo przeciez smaku to nie mialoby, pol lyzeczki? Maz po sprobowaniu zrobil sie caly czerwony i puszczal dym uszami. Jego przyjaciel, rodowity Teksanczyk, porcje zmeczyl, ale caly czas wycieral twarz i lysine scierka kuchenna, bo chustka byla za mala smile Na koniec pochwalil, ale sadze ze z uprzejmosci, bo dokladki nie chcialwink
    • arwena_11 Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 16:53
      Jak byłam w podstawówce, wpadłam na pogaduchy do koleżanki. Ona akurat piekła sernik. No to gadałyśmy, ona łączyła składniki. Potem wlała wszystko do formy, wstawiła do piekarnika i poszłyśmy do niej do pokoju na godzinę. Jak wróciłyśmy - to pierwsze co nam się rzuciło w oczy - to była miska z serem. Jak to się stało - nie mam pojęcia big_grin. Ale sernik bez sera był świetny smile.

      Druga wpadka - to moja i mamy, a właściwie piekarnika. Mieli przyjść goście, więc postanowiłyśmy upiec ciasto drożdżowe. Wszystko fajnie, ale mieliśmy piekarnik na gaz i coś tam się działo, że od czasu do czasu robiło głośne BUM, jakby blacha pod wpływem gorąca się odkształcała. Kto piekł ciasto drożdżowe to wie - że ono nie lubi wstrząsów. No i ciasto pięknie rośnie, trzymamy kciuki żeby nic się nie stało i nagle słyszymy to BUM. No oczywiście ciasto pięknie opadło i powstał piękny zakalec. Ojciec poleciał do cukierni po jakieś ciastka, ale w między czasie przyszli goście. Ciotka od progu - ale piękny zapach ciasta, a my że niestety ładny to już tylko zapach, bo zrobił się zakalec. Na to ciotka - dawajcie na stół, uwielbiam zakalce. No i kupne ciastka przestały nietknięte całą imprezę, a drożdżowe z zakalcem zniknęło do ostatniej okruszki.

      Pierwszym zakupem moich rodziców po 89 roku - było zakupienie nowej kuchenki z elektrycznym piekarnikiem.
      • zurekgirl Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 20:04
        Tez uwielbiam zakalce. Jak mnie ktos na ciasto zaprasza, to sie modle, zeby klapniete bylo.

        Anty-hicior kulinarny w wykonaniu mojej mamy, to ryba po grecku, ale zamiast mieszanki warzyw do ryby po grecku, nasypala mrozonych burakow, bo cos jej sie "w oczach pozmienialo". Nie polecam.

        I druga historia, tym razem z happy endem. Moja mama pracowala czasem nocami, rano gotowala cokolwiek, zebym jej nie budzila po powrocie ze szkoly, tylko sobie odgrzala. Zaprosilam po szkole kolezanke, zaoferowalam zupe. W zupie plywaly kawalki marchewki. Zupelnie nieobrane. Kolezanka od dwudziestu lat twierdzi, ze to najlepsza zupa, jaka jadla.
    • nenia1 Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 20:47
      Moja największa kuchenna wtopa to ugotowanie na gazie wody na herbatę w czajniku elektrycznym.
      Plastikowe denko elektrycznego czajnika się oczywiście stopiło, plastik paląc się strzelał, ale ja byłam tak wyluzowana i zajęta czym innym, że nie zwracałam na to uwagi, ocknął mnie dopiero smród i czarny gryzący dym. Okopciłam całą kuchnię (białe meble) a na dodatek stopiony plastik zalepił palnik i doprowadził do jakiegoś zwarcia elektrycznej zapalarki, która zaczęła sobie "strzelać" co pięć sekund, więc z obawy o wybuch gazu wezwałam straż pożarną. Przyjechały fajne chłopaki, jak to w straży pożarnej i to był najmilszy punkt programu. A jeszcze jak jechali to uświadomiłam sobie, że mam na sobie zwykłą domową koszulkę więc poleciałam przez ten dym do szafy, by coś lepszego założyć smile Co tam dym, jak jadą strażacy smile
      Mój osobisty partner, gdy wrócił z pracy i zobaczył jak wygląda kuchnia oraz wysłuchał mojej wersji wydarzeń nic co prawda nie powiedział (o przebierance przemilczałam) ale oczy mówiły wszystko smile I tak jeszcze z tydzień na mnie dziwnie patrzył.
      • arwena_11 Re: Legendarne kuchenne wtopy 31.01.19, 08:52
        No ze spalonym czajnikiem też miałyśmy z mamą przygodę. Miałam 15 lat, mama zaczynała prowadzić firmę. Siedziałyśmy w dużym pokoju i sprawdzałyśmy bilans firmy, której księgowość mama przejmowała. Nie zgadzał się, brakowało grosza. Kto pracuje w księgowości ten wie, co to znaczy szukać grosza tongue_out.
        Nastawiłyśmy wodę na herbatę i pracowałyśmy. Nie usłyszałyśmy gwizdka, ten spadł, woda się wygotowała, czajnik się spalił. No to nastawiłyśmy kolejny - znów to samo. Mama wyciągnęła jakiś taki, który miał gwizdek przyczepiony na stałe. I co? Też go spaliłyśmy. Po tej akcji został kupiony czajnik elektryczny.
    • bmsien Re: Legendarne kuchenne wtopy 30.01.19, 21:28
      Zapomniałam o kompocie! Latem nazbierałam jabłek prosto z sadu, ugotowałam garnek kompotu, chciałam dosłodzić ale pomyliłam opakowania i zamiast cukru nasypałam mąki. Oba opakowania papierowe, kilogramowe, z różowymi napisami. Kompot do wyrzucenia oczywiście.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka