Niestety. Pora powiedzieć to głośno. Roztylam się okrutnie. Czytam Was namiętnie i łudzę się ze Może mi coś podpowiecie. Albo kopniecie. Po odchowaniu 2 dzieci wróciłam do pracy. Niestety 8 h za biurkiem nie służy mi wcale.
W 2 lata przytulam prawie 20kg. Jak do tego doszło nie wiem... cytując klasyka.
Tzn wiem, nie mam ruchu i zrę słodycze. Ot wyjaśnienie
Nie mogę się powstrzymać przed podjadaniem, nie mogę się zmobilizować do ruchu a mieszkam pod fitnessem gdzie jako bezrobotna hasalam na treningi.
Muszę sobie w głowie poprzestawiać bo wiem ze skrótu nie ma. Jak tak dalej pójdzie i będę tyla i tyła może już nigdy mi się nie uda

chyba jestem na dnie, muszę się odbić. Chodziłam do dietetyczki, mam rozpisany jadłospis pode mnie. Wyniki w normie.
Jak zacząć drogie Bravo?

jak się zmobilizować?