Tam, gdzie ćwiczę sporo dziewczyn było na runmageddonie, więc razem z koleżanką też poszłyśmy. No i powiem Wam, polecam. Wróciła mi wiara w ludzi i ludzkość. Dawno nie spotkałam tylu sympatycznych osób. Sama formuła polega na przebiegnięciu 6km ( lub 3 lub 12) z przeszkodami. Przeszkody raz łatwiejsze raz trudniejsze, część niewykonalna bez pomocy tzn ktoś Cię musi np podsadzić. No i okazało się, że ludzie nie patrzą na czas itp tylko pomagają sobie wzajemnie, komentują pozytywnie, dopingują. My jak dzikuski najpierw nieufnie reagowałyśmy na propozycje pomocy i nawzajem się asekurowałyśmy, ale potem stwierdziłam, że jak tu odmówić panu z bicepsem jak moje udo
Organizacyjnie też bardzo pozytywnie jestem zaskoczona. Tak sympatycznej atmosfery to dawno nie widziałam.