agnstep
21.09.19, 23:25
Córka w I klasie zaczęła mówić że chciałaby mieć swój smartfon bo koleżanki mają, bo chciałaby mieć swoje gry (ja jej pozwalam na swoim smartfonie zainstalować maksymalnie 2-3 gry i grać w sytuacjach typu podróż, oczekiwanie do lekarza czy na pociąg, itp.). Dla nas to było stanowczo za wcześnie i odsuwając problem w czasie powiedziałam jej że może dostanie pod koniec 3 klasy (nie pamiętam czy oboje to ustaliliśmy, więc załóżmy że to był mój pomysł). Czas szybko mija i córka jest już w trzeciej klasie i coraz częściej wspomina o smartfonie. Ja uważam że potrafi rozsądnie korzystać z gier na moim smartfonie. Zawsze odkłada go gdy o to proszę, głównie gra w sytuacjach wspomnianych wyżej, czasem chce pograć w domu ale gdy stanowczo powiem, że za dużo, wystarczy, to odkłada. Mój warunek smartfona miał być taki, że nie będzie wynoszony przez córkę do szkoły (szkoła i tak zabrania i córka o tym wie i akceptuje to) i nie będzie miał karty sim (córka ma zwykłą nokię żeby mieć z nami kontakt) - będzie zatem przeznaczony tylko do gier, zdjęć, filmików i podłączony do domowej sieci Wifi (z cenzurą dostępu do netu). Ale im bliżej terminu tym większy opór zaczął stawiać mój mąż twierdząc, że popsuje sobie wzrok bo mały ekran, bo będzie ciągle grać itd. Mała w coraz większej rozpaczy bo mówi że marzy o tym od 2 lat, że to dla niej ważne, że nie chce ciągle korzystać z mojego bo nie pozwalam jej zaśmiecać pamięci rysunkami, przerabianymi fotkami itd. i chce mieć własny. Moje zdanie jest takie że jeśli dochowa warunków to może mieć, no ale mąż też powinien się zgodzić. I córka zaczęła "męczyć" tatę dlaczego się nie zgadza, że ona o tym marzy itd. Dzisiaj już było apogeum - mąż po spędzeniu dnia z córką naskoczył na mnie (nie było mnie dzisiaj w domu), że mnie chyba zaćmiło, że smartfon dla niej to będzie największy życiowy błąd, że dałam jej grać w gry żeby mieć od niej spokój (oczywista bzdura - co weekend chodzimy na jakąś wycieczkę i spędzamy razem czas - smartfon służy głównie jako rozrywka w chwilach gdy trzeba na coś czekać). Więc nie ma tu jednomyślności między rodzicami. I jak to rozwiązać? Dla mnie to nie jest piekielna maszyna która wypala oczy i nie mam nic przeciwko pod warunkiem przestrzegania przez córkę ustalonych zasad. Mąż się wścieka i naskakuje na mnie więc bez jego zgody smartfona nie będzie bo chyba do 18-tki małej musiałabym codziennie słuchać wyrzutów. Nie ma to jak rodzice mówiąc "jednym głosem"....