Jednorazowo, wyżalnie, ale z humorem, bo rozchodzi się o drobnostkę. Zatem byłam dzisiaj z niemężem i dwiema koleżankami oraz ich niemężami w knajpie. Takie spotkanie post-walentynkowe

My, trzy dziewczyny, znamy się jak łysy konie, mój niemąż i niemąż drugiej koleżanko-przyjaciółki są w miarę nowi (staż poniżej roku), trzeci jest już mocno obwąchany. Umowa była, że panowie nas zapraszają. No i zjedliśmy świetny obiad, popiliśmy dobrego wina i parę drinków, przyszło do płacenia, panowie się szybko ogarnęli (3 rachunki za 3 pary). Jeden z panów (nie mój) zostawił napiwek, pozostałych dwóch (a więc mój również nie). Z zasady nie zostawiają. Pożegnaliśmy się pod knajpą i rozeszliśmy się do domów. I od 3 godzin na Messangerze trwa g-burza między moimi dwiema bliskimi koleżankami, bo jedna (ta od napiwkowego faceta) uważa, że nasi faceci postąpili jak buraki, że nic nie zostawili. Mi to zwisa - nie ja płacę, nie moja brocha, ja zazwyczaj coś zostawiam, ale nie obchodzi mnie co robią inni. Tymczasem druga koleżanka od beznapiwkowego faceta poczuła się w obowiązku bronić go i obrzucają się coraz mocniejszymi inwektywami. Szybko eskalowało - jak w tym memie

I chociaż wiem, że to głupie i śmieszne, problemu żadnego nie ma, to głupio mi i wstyd za obie dziewczyny, że jak typowi Polacy, kłócą się o naprawdę bzdury, zamiast być tolerancyjnymi wobec siebie. Ale (i tu jest mi przykro) widząc ich małostkowość rozważam mocne ograniczenie kontaktów z oboma.
PS Tak, wiem że nic was to nie obchodzi, dlatego zaznaczyłam, że to tylko temat wyżalny i jednorazowy