Sprzedaje samochód okolo 15 letni..ponizej 10 tysi cena za japończyka w automacie. Przyjeżdża rodzinka z opłaconym mechanikiem szowinistą, który klepie teksty o tym a chociaż olej pani kiedyś zmieniała? Kupiła go pani w jednym kawałku? Z góry zna odpowiedź a pytanie jest drwiące jak do blondynki. Czuję że mnie obraża. Nie zagląda w papiery.
Bez zdjęcia kół stwierdza że klocki i tarcze do wymiany, nie pyta co ja na to i czy wymieniałam bo to jakiś paranoik. Czuję ze sobie pozwala, ze przy facecie by tak
nie postąpił.
Jak słyszy w czymś wahania jak przy klimie gdzie wiem ze moznaby dorzucić czynnik to stwierdza działa tylko przycisk pewnie..bez włączenia klimy..
Kurcze on mnie obrażał, typowy mechanik cham, rozumiem ze chce zbić cenę czy szuka ukrytych wad..ale jaka jest granica tego..znalazł że był lakierowany na drzwiach bo przytarłam w garażu.
Ogłosił to triumfująco..
Chyba powinnam im odjechać i powiedzieć ze nie jestem zainteresowana sprzedażą. Interesy z takimi to trauma. Wolałabym komuś oddać za pół ceny niż ponownie mieć do czynienia z kimś takim.
Sprzedałam mieszkanie skutecznie ale z czymś takim się nie spotkałam. Co można odpysknąć? Spotkaliście się z takimi sytuacjami?
Jestem wąską szanowaną specjalistką IT

i był to dla mnie szok poznawczy.
Za rady weź faceta do sprzedaży dziękuję, jestem samotną matką. Ostatecznie sprzedam w skupie.