Po przeczytaniu wątku hedny doszłam do wniosku, że dobrze zrobi nam szczere wyznanie, jakie największe dziwactwa wyrabiamy w związku z obawą przed koronawirusem i jakie mamy najbardziej absurdalne przekonania. Często to są śmieszne rzeczy, a jak coś jest śmieszne, to jakby mniej straszne. Uśmiejmy się więc zbiorowo z naszych schiz. Dedykuję hednie i potworii. Nabijajcie się, dziewczyny, do woli. Zaczynam:
1. Wyczytałam gdzieś, że koronawirus w człeku może objawiać się utratą smaku i apetytu. Od rana chodzę poddenerwowana, nie mam apetytu. Mimo to co i raz nadgryzam różne pokarmy i przeżuwam niczym wytrawny degustator, by przekonać się, czy mam jeszcze smak. Na ogół mam. Ale zaraz idę coś nadgryźć i się upewnić...
2. Jest na mym balkonie karnisz, który miałam wyrzucić. W porywach dochodzi do 4 metrów. Nie wyrzucę za nic, wszak mogę go wystawić z II pietra, gdy będę w kwarantannie, a jakieś dobre dusze przyczepią mi doń na kółkach i "żabkach" bułki w foliówce, i ja wtedy ten karnisz wzniosę do góry, a bułki zjadą wprost do moich dłoni. Żabki odkażę na oczach moich dobrodziei - i niech jadą z szarlotką!

...
I tak, kochani moi, w mym umyśle się roi... A w Waszych?...