Tłumacze panu z recepcji przychodni orto jak głupia, ze dzieci są odizolowane od 2 miesięcy, nie maja fizycznego kontaktu z rówieśnikami ( spacer z koleżanka w maskach się chyba nie liczy?

bo starszemu się drucik z aparatu wysunął. Pan w gabinecie się obawia, bo wie pani mamy bliski kontakt z pacjentem, ale skonsultuje się z szefowa czy dadzą radę go przyjąć. Przyznał, ze jego przypadek wymaga pilnej interwencji bo inaczej efekty leczenia i mnóstwo kasy pójdzie na marne. Decyzji jeszcze nie znam. A jak wasi ortodonci, przyjmują choć pilne przypadki? Niech ten koszmar się skończy.