...co słabsze umysły przepala.
Byłem dzisiaj u mojej fryzjerki. Jerzu Anaszpanie co się tam odjaniepawla!? W szpitalu na chirurgi jest mniej zabezpieczeń. Jednorazowe okrycia, fryzjerka w przyłbicy i w masce, klient w masce, zakaz używania suszarki, odliczone pieniądze wrzuca się bezkontaktowo do specjalnej kasetki. A brody i wąsów i tak mi nie zrobi, bo ryzyko. Może mi tylko górę obciąć. I jeszcze nowy cennik od 1/06 wywiesiła. No dramat.
Po prostu mózg spalony.
Szukam czy wszędzie takie szaleństwo, bo najwyższy czas na zmianę. Albo spróbuje, może mnie najlepsza z żon wprowadzi w podziemie fryzjerskie. Zarzeka się, że tam cały czas jest normalnie.... i dużo taniej niż na ziemi
Tak mnie to zdruzgotało, że aż musiałem udać się na pierwszego stejka po apokalipsie. Tam przynajmniej spoko, normalne talerze, normalne sztućce, normalny kelner, normalna krowa, normalny terminal...odżyłem lekko po fryzjerskiej rozpaczy.
Mam takie przemyślenie, że jak się ktoś tak boi jak moja fryzjerka to niech lepiej zostanie w domu i nie otwiera biznesu. To nie ma sensu. Konkurencja (albo podziemie) i tak ją zmiecie z planszy, bo po co mi taka połowiczna usługa?!
A wieczorem idę pierwszy raz do kina.....