arista80
29.07.20, 10:29
Słuchajcie wczoraj musiałam pojechać do Rzymu i normalnie poraziła mnie stacja Termini. Miałam wrażenie, że uczestniczyłam w jakiś przygotowaniach do wojny. Już na samym wejściu ujrzałam wojsko włoskie podzielone jakby na dwie części. Częśc miała swoje stanowisko i kontrolowała ludzi a druga część poruszała się po stacji też w celu kontroli. Oprócz wojska byli też karabinierzy. Wszyscy podróżujący przechodzili kontrolę temperatury i to dwukrotną, najpierw termoscannerem z daleka, a potem by dostać się do pociągów trzeba było przejść przez bramki i tutaj każdemu z osobna przykładano termometr do czoła. Jeżeli ktoś był odprowadzany, to ci którzy odprowadzali musieli zatrzymać się przy bramkach i nie mogli już wejść na peron. Przy wejściu na peronie kolejny rodzaj policji (policja kolejowa chyba) kontrolowała by ci którzy udają się na pociąg nie stykali się z tymi, którzy wysiedli już i udawali się do wyjścia ze stacji. Było kilka różnych wyznaczonych tras, każdemu pokazywali w jakim kierunku ma się udać. Wszędzie telekamery. Oczywiście ścisła kontrola czy wszyscy są zamaskowani, w razie nieprzestrzegania wlepiali kary jak leci, co niektórzy nawet kontrowali by pary nie były zbyt blisko siebie i był zachowany ten metr bezpieczeństwa. O ile generalnie zgadzam się z tym, że w tym okresie należy zachować ostrożność to jednak te kilka rodzajów policji w jednym miejscu robiła jakieś dziwne wrażenie. Nawet jak mówiło się o zagrożeniu terrorystycznym to nie było tyle służb co teraz.
W samym mieście już było w miarę swobodnie, ale mimo wszystko dało się wyczuć, że jest inaczej. Nie było tego tłumu turystów co kiedyś, żadnych spacerujących grup (kiedyś to można było ich spotkać na każdym rogu), raczej indywidualni no i było ich o wiele mniej. Dużo lokali zamkniętych, zaś te otwarte nakazywały noszenie masek i dezynfekowanie rąk przed wejściem. Ja poruszałam się wczoraj tylko taksówkami (ze względów czasowych, bio musiałam potem wrócić pociągiem i bałam się, że nie zdążę) i w każdej taksi między kierowcą a pasażerem była plastikowa folia z dziurą na uiszczenie płatności.
Piszę to, bo zrobiło to na mnie wrażenie ten fizycznie odczuwalny strach przed covidem. Ja mieszkam w małej pipidówce, która praktycznie nie została dotknięta przez wirusa, także wiele obostrzeń było i jest traktowane jako uprzykrzanie życia, w wielu przypadkach też narzucone restrykcje nie są przestrzegane i nikt kompletnie nie zwraca na to uwagi. Rzym natomiast doświadczył wirusa choć w nie takim stopniu jak miasta położone w Lombardii.
Jakkolwiek wczoraj ta kontrola wywarła na mnie wrażenie, nigdy nie spotkałam się z tak ścisłą kontrolą, a wczoraj miałam wrażenie, że jestem w jakiejś innej rzeczywistości.