Dodaj do ulubionych

naszych matek dziwactwa

17.12.20, 13:22
nieszkodliwe i te bardziej...

Na kanwie wątków o pięknych matkach zatroskanych o swoje brzydkie kaczątka i brzydszych sióstrsmile

Moja mama od zawsze ma hopla na punkcie wagi. Kiedyś w młodości była okrąglejsza, w dorosłym życiu zawsze 36/38. Ja zwykle o 1-2 wyżej.
Było to dość dolegliwe w czasach dojrzewania, jak słyszałam:" widziałam Twoją koleżankę, dużo grubsza od Ciebiesmile Albo zobacz jaka ta gruba, a nosi krótkie spodenki, a Ty się wstydzisz..."
Teraz mnie to śmieszy. Jak mi czasem opowiada, że spotkała jakąś moją koleżankę z podstawówki (ja wyjechałam z rodzinnego miasta) to zwykle zaczyna: widziałam X, ale przytyła... Albo szła Y z mężem, super wyglądali, oboje tacy szczuplutcysmilesmile
Po jej zjeździe klasowym usłyszałam, która chuda a która zapuszczona.
Jak schudnę do jej wymiarów, to zatroskana o moje zdrowiesmile

Innych rzeczy nie komentuje - włosy, ubiór, zachowanie. Tylko wagasmile


Obserwuj wątek
    • trilllian Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 13:40
      Moja jest mistrzem wyszukiwania wad, ale takim łaskawym. Np. widzi jakaś bluzkę i zawsze powie "ladna, w ogóle nie widać że ten szew skręca". Albo przywożę jej choinkę na co ona: tu obetnę i będzie prosta. Itd..

      Moja teściowa z kolei ma fiksację na składach produktów, ale tylko wybranych. Czyli np. śmietany ze stabilizatorem nie kupi choćby zabrakło innej (i jeszcze skomentuje jak u mnie taka stoi w lodówce) ale np. coca cola i bułeczki maślane z terminem pół roku do przodu już spoko smile
      • zona_glusia Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 15:50
        >Moja jest mistrzem wyszukiwania wad, ale takim łaskawym. Np. widzi jakaś bluzkę i zawsze powie "ladna, w ogóle nie widać że ten szew skręca". Albo przywożę jej choinkę na co ona: tu obetnę i będzie prosta. Itd..
        Mojej tez się to zdarza. smile Taki komplement połączony z anty-komplementem.
      • 1maja1 Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 14:14
        Moja tesciowa to samo, nie uzywa maggi, bo glutaminian sodu pani, fuj, ale w lodowce w drzwiach trzyma kostki Winiary😆 Cole pije litrami od niepamietnych czasow, bo na cos trzeba umrzec😉
    • daniela34 Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 13:41
      To u mnie raczej lajtowo, mama nigdy nie krytykowała mojego wyglądu, ale ma 2 obsesje u siebie które usiłuje mi wszczepić: metki i tasiemki (wieszaczki) od ubrań. Nie znosi jak wystają (ok) i wycina. Usiłuje mnie skłonić do wycinania moich, ale się jej nie udaje. Poza tym w koj wyglad nie ingerowała nieproszona i go nie komentowała.
        • daniela34 Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 14:57
          Raczej nie byłam 😀 natomiast rzeczywiście pewnie zdarza mi się do tej pory, że wystaje mi jakaś metka albo tasiemka, jak nie zauważę. Sokoli wzrok mamusi wypatrzyłby na pewno.

          Natomiast moje zmiany wagi na przyklad nigdy nie były komentowane. Jak zeszczuplałam mocno to, ponieważ widziala, że chudnę stopniowo i jem, to jedyny komentarz był taki: "Ale fajnie wyglądasz w tej sukience, kup sobie te czerwone szpilki."
          Mama byla rzeczywiście sliczną dziewczyną i kobietą, ale raczej nie jest zafiksowana na wlasnym/cudzym wyglądzie."
          Z obsesji ma natomiast następujące: "wyciąć, wyciąć, natychmiast wyciąć " (obsesja metkowa), "jadę na 2 dni w związku z tym WSZYSTKO mi się przyda"(obsesja taboru cygańskiego) oraz "schowam starannie w kompletnie nielogiczne miejsce" (obsesja: idealnym miejscem na nici do haftu jest zabytkowa waza do zupy)
                • morekac Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 19:22
                  😁
                  Takie duperele wrzucam do wazonika na komodzie - by nie spadło i się nie zgubiło. Myślę, że to wsadzanie do wazy jest z podobnych przyczyn. Najtrudniejsze do znalezienia są rzeczy schowane tak, by nie zginęły.
                  Moja mama miała obsesję brania tysiąca rzeczy i niezliczonej ilości żarcia na wyjazdy, upychania wszystkiego po kątach i pakowania wszystkiegi tak, że rzeczy ginęły jej bezpowrotnie i musiała kupować nowe.
                  • iwoniaw Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 10:13
                    Moja z tym jedzeniem na wyjazdy ma tak do dziś - Jak to nie bierzesz dziecku kanapek na drogę? To może chociaż owoce? - Mamo, jedziemy max trzy godziny, większość trasy po autostradzie, właśnie zjedliśmy śniadanie, przed obiadem będziemy na miejscu. - No jak uważasz, ale ja bym tam na wszelki wypadek coś zapakowała... 😉
                    • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 10:43
                      Ja też bym zapakowała, ale to dlatego, że w drodze może się coś wydarzyć i z 3 godzin może się zrobić np. 8. A czekając na pomoc (a wcześniej policję) na autostradzie raczej nic nie kupisz.
                        • morekac Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 11:45
                          Toteż wcale nie miałam na myśli kanapek na drogę. Moja matka gotowała tuzin jajek, piekła kurczaka i schab,brała pomidory, kanapki, owoce, przegryzki, 3 termosy itp. Na trasę do Zakopanego czy nad morze.
                          Kiedyś jechali z ojcem z góry (normalnym 4osobowym samochodem o normalnym rozmiarze bagażnika) i zabierali moją córkę, wówczas 4letnią. Młoda ledwo się zmieściła...
                          • huang_he Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 12:26
                            Ja się kiedyś z tego śmiałam u własnej matki, ale po prostu zaczęłam to dostrzegać jako osoba co najmniej nastoletnia. I dopóki nie urodziły mi się głodomory.
                            Teraz jest niby zatrzęsienie restauracji, ale czasem nielatwo znalezc w nich zjadliwe jedzenie, ktore podpasuje wszystkim. I dlatego sama wolę byc przygotowana, bo mam mizofonię i odgłos wysokotonowych jęków z powodu konania z głodu zabija we mnie wszelką radość z wycieczki. Zapewne za 10 lat moje dzieci będą się ze mnie nabijać, bo pewnie nie zauważę tego momentu, kiedy tona żarcia nie będzie potrzebna.
                            • morekac Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 12:37
                              Nie widziałaś tych zapasów mojej mamy. To było dziwactwo. Brała tego zawsze sporo za dużo, połowę się wyrzucało, bo nikt normalny nie był w stanie tyle zjeść. W zamrażarce zawsze mnóstwo rzeczy - nie wiadomo kiedy tam włożonych (i w sumie nawet nie wiadomo co to jest, prawie nic nigdy nie podpisywała), bo po co podpisywać. Namiętnie robiła przetwory i tak je chomikowała, że nawet mój ojciec ich nie znajdował. A poza tym zawsze " nie rusz tego, to na święta"😁
                              Wywalałam z piwnicy 18letnie przetwory (tu akurat napisała datę), niektóre były pewnie starsze.
                          • abecadlowa1 Re: naszych matek dziwactwa 19.12.20, 19:44
                            morekac napisała:

                            > Toteż wcale nie miałam na myśli kanapek na drogę. Moja matka gotowała tuzin jaj
                            > ek, piekła kurczaka i schab,brała pomidory, kanapki, owoce, przegryzki, 3 termo
                            > sy itp.

                            Oooo! To jest moje "w poszukiwaniu straconego czasu". Kiedyś zrobiłyśmy sobie z siostrą taką retro wycieczkę. Bez kawy i hot-dogów na stacji benzynowej za to z koszem pełnym kotletów, kurczaka pieczonego, jajek gotowanych i ogórków kiszonych. No i herbata w termosie. Takie smakowe wspomnienie rodzinnego wyjazdu na wakacje.
                      • iwoniaw Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 11:00
                        z_lasu napisała:

                        > Ja też bym zapakowała, ale to dlatego, że w drodze może się coś wydarzyć i z 3
                        > godzin może się zrobić np. 8. A czekając na pomoc (a wcześniej policję) na auto
                        > stradzie raczej nic nie kupisz.

                        No to byście się dogadały 😉 Ja nadal jednak nie widzę opcji, że nie dość, iż muszę czekać na policję/lawetę 8h, to jeszcze ktokolwiek wówczas ma chęć wyjąć sobie kanapeczkę i przegryźć 😉
                        • huang_he Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 11:06
                          Nie jezdzisz z dziecmi, albo masz dzieci wyjątkowe.
                          Ja tez kiedys nic na drogę nie brałam. Teraz godzinna trasa to obowiązkowe: zarcie, hektolitry wody oraz worki na wymioty. Przy czym - to, które wymiotuje, w trasie nic nie je i nie pije, a to, ktore nie wymiotuje, jest glodne po 5 minutach od odpalenia silnika i po prostu UMIERA natychmiast z glodu i pragnienia. A jak nie dostanie, to jest jak ten miałczący kot w samochodzie i jestem w stanie zrobic wszystko, żeby się zamknął.
                          I tak mam obok siebie siedzące - jedno jedzące, a drugie haftujące.
                          • ginger.ale Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 11:44
                            Moja matka tak ma. Ledwo wyruszy w trasę, to robi się głodna. Pociąg, samochód nieważne. Pociąg rusza, wyciagnij prowiant za 3...2...1...
                            Na szczęście w autobusie miejskimi nie wyciąga pomidora i kanapki 😂

                            Ja siedzę w aucie z tyłu między bliźniakami z chorobą lokomocyjną. Czasem nie nadążałam podstawiać worków 🙄
                        • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 11:36
                          Utknęłam tak kiedyś na trasie Poznań-Wrocław bladym świtem (wyjeżdżałam 5-6 rano) - zasypało drogę tak, że stała się nieprzejezdna. Chyba 5 godzin jechałam (zamiast 2), na szczęście bez dziecka. Gdyby trasa była dłuższa to pewnie jechałabym 8 zamiast 3.

                          > to jeszcze ktokolwiek wówczas ma chęć wyjąć sobie kanapeczkę i przegryźć

                          A mnie jest trudno sobie wyobrazić, że przez 8h czekania nikt nie zechce nic zjeść, choćby z nudów. Szczególnie jeśli w samochodzie są dzieci.
                    • magdallenac Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 12:43
                      Ja też nie znoszę "jedzenia na drogę" jak zgłodniejemy to się zatrzymamy i coś kupimy, każdy bierze po butelce wody, ja ewentualnie kawę w kubku termicznym. Kiedyś byli u nas znajomi z 2 dzieci i razem podróżowaliśmy- każde wyjście z domu wiążące się z jazdą dłuższą niż 30 min, to musowo chlebak przekąsek dla każdego dziecka, my gotowi do wyjścia, a oni pakowali te wszystkie chipsy, krakersy, kabanosy, żelki itd.
                      • chicarica Re: naszych matek dziwactwa 19.12.20, 17:02
                        Myślałam że to tylko ja to tak odbieram bom bezdzietna, ale dokładnie takie miałam odczucia jak z koleżanką i jej dzieckiem jechałyśmy nad jezioro. Sterta pudełek wypełnionych żarciem (jechałyśmy rowerami więc jeszcze chciała część tej sterty wcisnąć mnie pomimo że moich pudełek tam nie było), do tego po drodze trzeba było się jeszcze zatrzymać "na fryteczki" w jakiejś kebabiarni, w dodatku miała lekki problem z wytłumaczeniem panu w kebabiarni że chce kupić same frytki, bo tu po prostu się tak nie je, frytki to dodatek do jedzenia, jak ziemniaki. OJP. Serio to normalne że dziecko musi tak wiecznie coś mielić, bo jak nie to umrze z głodu i nieszczęścia albo ktoś MOPS zawiadomi?...
                        • iwoniaw Re: naszych matek dziwactwa 19.12.20, 17:18
                          Zależy czy przez "normalne" uważasz "powszechne" czu coś innego. Te kilkanaście lat temu, gdy chadzałam z maluchami na place zabaw, bywałam tam jedyną opiekunką nieletnich bez zapasu jedzenia i nie wtykającą do dziobów a to ciasteczka, a to chrupeczka, a to bananka... Ponadto cały czas, od urodzenia pierwszego dziecka (tzn. wcześniej też, ale odnoszę się do argumentu "jak ktoś nie jeździ z małymi dziećmi, to nie wie, o czym mowa), co najmniej kilka razy w roku odbywamy podróże małe i duże, które trwają po te kilka h i NIGDY nie zdarzyło się, by dziecko którekolwiek nie wytrzymało od jednego posiłku do drugiego i MUSIAŁO zjeść coś już, natychmiast, w tej chwili. Wyjątkiem małe niemowlęta na etapie "wyłącznie na piersi", ale reszta spokojnie obywa się bez jedzenia pomiędzy posiłkami. Rozumiem zabranie prowiantu na całodzienną wędrówkę przez dzikie okoliczności przyrody, ale nie na krótką (krótszą niż przerwa między śiadaniem a obiadem) podróż trasą, na której nie brak możliwości zakupu jedzenia w formie dowolnej (to na wypadek "nieprzewidzianych okoliczności").
                          • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 19.12.20, 20:16
                            Ej, no tak piszecie, jakby nie było nic pomiędzy: albo prowiantu po sufit i pochłanianie bez przerwy, albo kompletnie nic. Nigdy nie pakowałam na podróż wałówki na cały tydzień, ale lubię mieć coś na wszelki wypadek. Coś! Jabłko, banana, paczuszkę małą krakersów, wafelek. Kanapki niekoniecznie, bo jak się nie przydadzą, to potem nie ma chętnych. Nigdy Wam się nic nie przydarzyło na trasie? Tak mi właśnie dzisiaj mignęło w wiadomościach, że coś tam coś tam na A4 i w związku z tym jest 22-kilometrowy korek. I od razu mi się ten wątek przypomniał.
    • koraleznasturcji Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 14:20
      Moja babcia (ale mama mamy, więc powiedzmy, że mieści się w temacie) bardzo przestrzega rozróżnienia między "strojem młodzieżowym" a "stosownym do wieku". I wydaje w tej materii zaskakująco szczegółowe wytyczne - np. moja mama ubiera się niestosownie, bo ma czerwone buty (czerwone, czyli młodzieżowe), ale np. ja w latach nastoletnich ubierałam się nie dość młodzieżowo, jako że nie miałam długiego ciemnego swetra z wykładanym kołnierzem golfowym, ciemnych rurek, butów z cholewami z futerkiem lub chociaż szerokiego paska z błyszczącymi dżecikami. Co ciekawe, udało mi się w końcu dociec źródła przekonania o tym, że tak właśnie ubiera się młodzież, źródłem była stylizacja bohaterki serialu "Klan". Moja babcia uważała ją za wyrocznię, bo to była córka pana doktora i studentka big_grin
    • bi_scotti Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 14:45
      Moja matka miala (w moim przekonaniu wink) "obsesje" na temat wlasciwego poslugiwania sie sztuccami, niejedzenia ryby nozem i inne takie tam panienko-z-dobrego-domu swiry. Przy czym, oczywisicie, never ever (never!)nie zwrocilaby komukolwiek uwagi a i mnie tylko w cztery oczy etc. Poniewaz jednak znalam ja i rozumialam jej "facial expressions" to czasem a z wiekiem czesciej ciezko mi sie bylo powstrzymac od smiechu gdy widzialam jej reakcje na rozne ludzkie zachowania przy stole big_grin I przyznam, ze zapadlo - ile razy widze cos, co wiem, ze moja matka by "ocenila" usmiecham sie na wspomnienie ...
      Cheers.
            • alpepe Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 19:51
              No nie do końca, ja na przykład nie potrafię sobie wyobrazić jedzenia ciasta czymś innym niż widelczykiem, tymczasem u moich rodziców to w przyrodzie nie istniało, więc jadło się łyżeczkami.
              Kiedy więc nie masz pierdyliona sztućców i kieliszków różnego przeznaczenia, to się posługujesz tym, co masz, dlatego będę broniła tych nieszczęsnych dwóch widelców, choć u mnie to już w ogóle człowiek się męczył jednym.
                • nangaparbat3 Re: naszych matek dziwactwa 19.12.20, 21:16
                  Podano sandacza, którego Wokulski zaatakował nożem i widelcem. Panna Florentyna o mało nie zemdlała, panna Izabela spojrzała na sąsiada z pobłażliwą litością, a pan Tomasz... zaczął także jeść sandacza nożem i widelcem.

                  "Jacyście wy głupi!" - pomyślał Wokulski czując, że budzi się w nim coś niby pogarda dla tego towarzystwa. Na domiar odezwała się panna Izabela, zresztą bez cienia złośliwości:

                  - Musi mnie papa kiedy nauczyć, jak się jada ryby nożem.

                  Wokulskiemu wydało się to wprost niesmaczne.

                  "Widzę, że odkocham się tu przed końcem obiadu..." - rzekł do siebie.

                  - Moja droga - odpowiedział pan Tomasz córce - niejadanie ryb nożem to doprawdy przesąd... Wszak mam rację, panie Wokulski?

                  - Przesąd?... nie powiem - rzekł Wokulski. - Jest to tylko przeniesienie zwyczaju z warunków, gdzie on jest stosowny, do warunków, gdzie nim nie jest.

                  Pan Tomasz aż poruszył się na krześle.

                  - Anglicy uważają to prawie za obrazę... - wydeklamowała panna Florentyna.

                  - Anglicy mają ryby morskie, które można jadać samym widelcem; nasze zaś ryby ościste może jedliby innym sposobem...

                  - O, Anglicy nigdy nie łamią form - broniła się panna Florentyna.

                  - Tak - mówił Wokulski - nie łamią form w warunkach zwykłych, ale w niezwykłych stosują się do prawidła: robić, jak wygodniej. Sam zresztą widywałem bardzo dystyngowanych lordów, którzy baraninę z ryżem jedli palcami, a rosół pili prosto z garnka.

                  Bolesław Prus, "Lalka" rozdział XVI, tom I
          • bi_scotti Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 20:24
            koronka2012 napisała:

            > Serio? przecież są specjalne noże do ryb a poza tym używanie dwóch widelców jes
            > t lokalnym kuriozum. Coś jak zgięty paluszek...

            Eeee ... to nie tak. Historycznie rzecz biorac, posiadanie i uzywanie special fish forks & knives wiaze sie z pojawieniem sie sporej klasy nouveau-riche w wiktorianskiej Anglii (rewolucja przemyslowa i nagle wzbogacenie sie wielu, ktorym sie powiodlo). Panny zaczely zyczyc sobie na prezenty slubne zestawow sreber z uzglednieniem fish forks & knives, co cwani producenci dzielnie propagowali i z czego finansowo korzystali. Przez dluuugi czas, jeszcze dobrze do po-wojny (WW2) ci z "old money" consistently uzywali wylacznie dwoch (regular, nie spacial fish forks!) widelcow do rozprawiania sie z ryba ale wraz z nimi i te umiejetnosci odeszly w zaswiaty wink Do tego stopnia, ze teraz (niektorym) sie wydaje, ze fish forks & knives byly "od zawsze" wink A to po prostu niegdysiejsi nowobogaccy stali sie sami stara gwardia big_grin Life.
    • jolie Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 15:10
      Głównym problemem mojej matki i chyba trudno nazwać to dziwactwem, bo jest powszechne, to " co ludzie powiedzą". Na przykład - jestem u rodziców sama z dziećmi/ z najmłodszym, a moja matka roztrząsa, dlaczego Zdzisław nie przyjechał chociaż na chwilę, jeszcze sąsiadka z góry pomyśli, że się rozwiodłam😳. I oczywiście uważa, że sąsiedzi patrzą na wszystko z okna. My z siostrą mamy z tego bekę, zresztą czytamy sobie w myślach w pewnych sytuacjach. Z bardziej autorskich dziwactw to odwieczny problem nieumytej głowy - tzn. gdzieś nie pójdzie, nawet na moment, bo jak twierdzi, ma nieumytą głowę.
      • koronka2012 Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 20:08
        jolie napisała:

        > Głównym problemem mojej matki i chyba trudno nazwać to dziwactwem, bo jest pows
        > zechne, to " co ludzie powiedzą".

        My z siostrą naszą matkę nazywany między sobą Kardashianką 😜 Bo nie wiedzieć czemu wydaje się jej że oczy reszty świata są skierowane na nią i jej poczynania 😂.

        Zdarza mi się jej uświadamiać że jest przeciętną emerytką a nie celebrytką, za którą ganiają paparazzi...
        • aniani7 Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 10:30
          Moja ma podobnie, potrafi do trzech godzin zastanawiac sie, w co sie ubrac, bo sasiadka juz widziala ja w tym i tym. Dodatkowo opowiada, jak jakies tam mlode dziewczyny patrzyly np. na jej torebke (dodam, ze chanel nie ma) i panowie jacys tam mijani po drodze, wszyscy sa w niej zakochani. Odbilo jej tak mniej wiecej z 15 lat temu, wczesniej ani sie nie stroila, ani wszyscy sie w niej nie podkochiwali, byla skromna kobieta. Dodatkowo ma dziwactwa zwiazane z wiara, np. w niedziele nie mozna sie kapac czy myc wlosow, bo to praca.
    • heca7 Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 15:14
      O moja matka ma tego mnóstwo.
      Nie wolno było prać skarpetek w pralce. Bo pralka się zużywała (kompletnie niezrozumiałe bo męskie skarpety były zbierane do wora i prane hurtowo w pralce). Jak tylko przemyciłam jedną parę to dostawałam straszny ochrzan. Przy czym rodzice absolutnie nie musieli tej pralki oszczędzać ze względów finansowych. W każdym razie musiałam do wyprowadzki z domu męczyć się piorąc skarpety w ręku tongue_out
      Wieszanie prania miała swoje zasady. Pranie do linek musiało być przypinane w taki sposób aby nie okręcało linki tylko do niej przylegało i było złapane tylko ząbkami od spinacza. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Żadna rzecz nie mogła być po prostu przewieszona przez sznurek. Każdy rodzaj odzienia miał swój sposób wiszenia, którego nie wolno było zmieniać.
      Matka miała drzemkę w środku dnia. Nie wolno było jej absolutnie budzić. Chyba, że kolejna wojna tongue_out Kiedyś w czasie kiedy spała (byłam może w 6 klasie) robiłam na ZPT naszyjnik z drutu. Paskudnie rozcięłam sobie palec- bliznę mam do dziś. Matka spała w tym samym pokoju a ja na palcach przeszłam obok niej z kapiącą na podłogę krwią i sama się opatrzyłam.
      Prezentów pod choinką nie wolno było tknąć nawet palcem dopóki nie zjadło się każdej potrawy wigilijnej. Nawet takich , których się nie lubiło.
      Do kościoła chodziła dwa razy do roku. Na BN i Wielkanoc. Przygotowania trwały już od rana. Atmosfera jak w schronie Hitlera przed kapitulacją. Każdy na palcach. Matka wybierała strój- kożuch/futro. Czapka z lisa czarna czy srebrna itd. Ojciec musiał być dopasowany ze strojem tongue_out W Wielką Sobotę szła z koszyczkiem (w niedzielę i poniedziałek nie chodziła). Koszyk musiałam nieść ja. Iść jakieś dwa metry przed rodzicami. Koszyk nieść przed sobą nie przy nodze bo "mogą jajka wypaść". Jak żyję w życiu mi nie wypadły!
      Na wakacjach był absolutny zakaz spożywania kultowego napoju z torebki foliowej. W związku z tym nie mam zielonego pojęcia jak to smakowało wink
      W kuchni każda potrawa musiała być robiona w takiej kolejności i w taki sposób jak matka robiła. Dla mnie ważny jest efekt i smak. Dla niej wszystko musiało być dokładnie tak jak ona robi.
    • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 15:30
      Chowanie noży. Nóż nie ma prawa leżeć na wierzchu, bo dziecko może sobie zrobić krzywdę. Nieważne, że dziecko ma już 15-30-45 lat smile W ogóle już tu nie mieszka i akurat nie przebywa nawet gościach. Widok noża leżącego na wierzchu wywołuje w mojej matce odruch natychmiastowego umycia go lub wytarcia i schowania do szuflady. Przykładowo ojciec szykuje sobie kolację, odwraca się po coś do lodówki, wraca do stołu - noża, z którego przed chwilą korzystał, już nie ma smile Można się przyzwyczaić smile

      Podobnie ma mój mąż z gaszeniem światła. Robię coś w pokoju (ewidentnie dłuższy temat), wychodzę dosłownie na minutę np. żeby coś wyrzuć, jak wrócę to na bank światło już będzie zgaszone smile Zresztą nawet nie muszę wychodzić, mąż w każdej chwili gotów jest uznać, że do tego co robię światło mi nie potrzebne i zgasić. smile

      Strasznie jestem ciekawa co by mój syn (13 lat) wpisał w tym wątku 🤔
      • 3fanta Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 15:54
        W pralce nie wolno prać obuwia bo się zniszczy zarówno pralka jaki buty.Wszyscy prali trampki i adidasy w pralce a my szorowałyśmy szczoteczką.Na każde wyjście sobotnio niedzielne musiała być sukienka lub spódnica bo co babcia powie.Mama i jej siostry zawsze się bały co babcia powie.Nie oglądaj horrorów bo będziesz miała koszmary.Jakoś nigdy nie miałam.Nie ucz się w łóżku.Uwielbiałam się uczyć w łóżku.
      • bi_scotti Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 16:04
        z_lasu napisała:


        > Podobnie ma mój mąż z gaszeniem światła. Robię coś w pokoju (ewidentnie dłuższy
        > temat), wychodzę dosłownie na minutę np. żeby coś wyrzuć, jak wrócę to na bank
        > światło już będzie zgaszone smile Zresztą nawet nie muszę wychodzić, mąż w każdej
        > chwili gotów jest uznać, że do tego co robię światło mi nie potrzebne i zgasić
        > . smile
        >
        > Strasznie jestem ciekawa co by mój syn (13 lat) wpisał w tym wątku 🤔

        Mam jak Twoj maz - ergo, ja juz wiem, co by wpisaly moje dzieci big_grin Thanks za wrazenia "z drugiej strony" lustra/lampy wink Cheers.
        • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 16:58
          Ja już nauczyłam przynajmniej tyle, że nawiązuje kontakt wzrokowy jak mi gasi światło w mojej obecności (no, bo przecież nie można wymagać żeby zapytał wprost jak człowiek, prawda? 😠). Więc trzyma rękę na włączniku i czeka na reakcję, a jak nie zauważę w porę to gasi i czeka na reakcję 🙄 Najgorzej jak idę po coś i wracam np. z piramidą kieliszków na tacy 😉 a tu światła już nie ma 😤
          • basiastel Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 17:41
            Rozumiem, że robi to z oszczędności. Trzeba mu wytłumaczyć, że włączenie światła zużywa więcej energii niż pozostawienie zapalonego przez 6 minut. Gaszenie światła przy wychodzeniu tylko na chwile się nie opłaca.
            • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 17:46
              Ależ on to doskonale wie! Podobnie jak moja matka - na poziomie racjonalnym - wie, że można bezpiecznie zostawić nóż w zasięgu prawie 50-letniej pełnosprawnej kobiety 😄. Tylko co z tego?
                • ga-ti Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 20:11
                  Moi rodzice oboje tak mają ze światłem. I zawsze gdy są u nas to skomentują, że światła nie gasimy, dzieci nie nauczyliśmy świateł gasić, u nas to ciągle wszystko rozświetlone, pali się w każdym pomieszczeniu itp. Ale fakt, że moja rodzinka przegina w drugą stronę wink
            • evee1 Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 07:31
              basiastel napisała:
              > Rozumiem, że robi to z oszczędności. Trzeba mu wytłumaczyć, że włączenie światł
              > a zużywa więcej energii niż pozostawienie zapalonego przez 6 minut. Gaszenie św
              > iatła przy wychodzeniu tylko na chwile się nie opłaca.
              To jest akurat nieprawda. Mythbusters robili doswiadzcenia i wyszlo im, ze gaszenie swiatla jest bardziej ekonomiczne niz nie gaszenie go, nawet przy krotkim czasie gaszenia.
        • m_incubo Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 23:25
          Ja mam odwrotnie. Znaczy mój egzemplarz. Jak włazi do domu, to włącza wszystkie światła po drodze, od przedpokoju począwszy, i tak już zostawia, więc gdy przebywa w domu, sam, siedząc w salonie, świeci się w sypialni, obu łazienkach, wszystkie lampy w kuchni, światło w przedpokoju i dwie lampy w salonie.
          Mnie krew zalewa, tak idiotyczne to jest, że się niedługo przez to rozwiodę, to jeszcze durniejsze niż ciągłe gaszenie światła za kimś, tak ma moja matka. Można sobie wyobrazić ich dwoje w jednej chacie, np. w święta. Samo opisanie tego w poście podniosło mi ciśnienie.
      • mikams75 Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 23:23
        o rany! to z nozami to takie swojskie! Babcia zawsze chowala noze i zawsze ochrzaniala moja mame i mnie, ze zostawiamy noze. Bo jak u nozownikow. Albo ktos wejdzie i nas tym zadzga. Takie argumety slyszalam jak w dziecinstwie zaczynalam dociekac dlaczego babcia sie znowu awanturuje o noze. Moja mama sie z babci smiala, ze swiruje i sie nozami nie przejmowala. Babcia natomiast regularnie nas ochrzaniala za te noze. Babcia zmarla i.... moja mama maniakalnie chowa noze. Gorzej... ja na swoim tez chowam noze, choc nie az tak maniakalnie, zdarza mi sie zostawic jak np. w ogole zostawiam balagan w kuchni, ale nie a opcji, zeby sobie ot tak sam jeden noz lezal cala noc, w dzien mi nie przeszkadza. Zeby tradycja nie zginela ostatnio powiedzialam corce, ze noze sie chowa big_grin
        • ga-ti Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 23:43
          Ja słyszałam tłumaczenie, że to na wypadek jakby ktoś lunatykował w nocy, żeby sobie nie wszedł do kuchni i noża nie wziął.
          U mnie przeważnie leży sobie na desce do krojenia chleba.
        • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 09:02
          A to ciekawe. Uważałam szajbę mojej mamy za raczej nietypową i dającą się racjonalnie wytłumaczyć (nabrała takiego nawyku jak dzieci były małe i tak jej zostało - nie miała powodu, by z tym jakoś usilnie walczyć). Ale argument "jak u nożowników" mnie rozwalił. O co chodzi?
          • mikams75 Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 09:10
            nie wiem big_grin mnie sie nozownik z rzezimieszkiem kojarzy.
            I musze przyznac, ze taka walka z nozami na wierzchu miala na mnie silny wplyw - ja np. takie popularne drewniane bloki z nozami na blat uwazam za wyjatkowo beznadziejna ozdobe kuchni, dla nie nie do przyjecia.
            • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 09:15
              > mnie sie nozownik z rzezimieszkiem kojarzy

              No tak, ale jaki to ma związek z nożem na kuchennym blacie? Rozumiem gdyby się babci kojarzył z nożownikiem nóż za cholewką na przykład. Ale nóż w kuchni??? Tylko nożownicy używali noży w kuchni? Wiem, że próbuję zracjonalizować coś, co racjonalne nie jest, ale chciałabym dociec genezy smile
              • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 09:18
                Hmmm... Tak sobie myślę... Że kiedyś jednak przemoc domowa była znacznie bardziej rozpowszechniona i może stąd kobiety miały ten odruch, że lepiej, żeby nóż nie leżał w zasięgu wzroku (i ręki) agresora.
                • mikams75 Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 09:51
                  niestety babci nie dopytam, przekazac sie jednak udalo.
                  W mojej rodzinie kobiety od pokolen bojowe byly a babcia bardzo mlodo owdowiala, mysle, ze tak zle nie bylo albo nie zdazylo byc.

                  ale dalej drazac temat - noze na wierzchu przeszkadzaja mi w moim odzinnym domu, w moim teraz a juz w domu wakacyjnym (nie moim, moze to ma znaczenie) jak sa na suszarce na wierzchu, to mnie zupelnie nie ruszaja. Ale ak tak sobie mysle, ze ktos mialby wpasc i uzyc, to tam jest wieksze ryzyko. No i po co bylo mi rozmyslac?? wink
      • z_lasu Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 09:33
        O, a moja teściowa to kolei chowa wszystko. Mamy suszarkę nad zlewem i taką na sztućce i jest kilka rzeczy, które po prostu na tych suszarkach mieszkają, ponieważ są używane codziennie lub prawie codziennie (obieraczka do jarzyn, mały nożyk, miarka kuchenna). Jak teściowa wpadnie do kuchni to wszystkie te rzeczy znikają pochowane w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach 😁
        • mikams75 Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 09:53
          moja uwielbia odwieszac scierke. Potrzebuje scieke pod reka, bo dlonie co chwila obcieram. Ledwo sie odwroce, to scierka z drugiej strony na wieszaku juz jest. A zeby tam siegnac, to chlapie na podloge uncertain
    • stephanie.plum Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 15:47
      zawsze uważałam, że dziwactwem mojej mamy jest jej abnegacja.

      przenigdy się nie maluje
      przenigdy nie bywa u fryzjera (włosy, cieniutkie, szarutkie, podcina sama i spina w coś co przypomina pęczek sznurówek...)
      przenigdy nie kupuje sobie ciuchów. nosi najczęściej to, co dam jej ja, siostra, albo ciotka - jej siostra.
      jest dla niej zupełnie normalne, że "donasza" po mnie stare dżinsy.

      zależy jej tylko na butach i torebce. przy całości wizerunku takim, że niejedna bezdomna ubrana jest lepiej, te muszą być tip top, i tu mama naprawdę wykazuje się gustem.
      oraz sprecyzowanymi preferencjami - szlachetna prostota. mój ojciec nie szczędzi kasy, bo to w sumie jedyna rzecz, którą może mamie kupić.
      (jeszcze kupuje jej samochody, mogę użyć liczby mnogiej, bo ostatnio kupił drugi raz, i bilety do filharmonii, mama mogłaby chodzić codziennie)

      znam mamę raczej dobrze, a jednak zaliczyłam zdziwienie, bo kiedy przytyłam (pisałam już o tym) zaczęła "pochylać się z troską" nad tym, że zmieniła mi się figura.
      no fakt, racja, ale czemu ona myśli, że musi mi to uświadamiać???
      przecież ja znakomicie o tym wiem, niestety.

      oczywiście mama jest szczupła jak sylfida. albo raczej jak ascetka.

      gdyby nie to, że zawsze była naprawdę świetną mamą, i jest fajną babcią, uznałabym, że pomyliła drogi życiowe i powinna być mniszką.
      • aqua48 Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 17:38
        stephanie.plum napisała:

        > gdyby nie to, że zawsze była naprawdę świetną mamą, i jest fajną babcią, uznała
        > bym, że pomyliła drogi życiowe i powinna być mniszką.

        O to moja też tak miała. Mimo że była z wykształcenia artystą-plastykiem wiec powinno jej zależeć na wrażeniach estetycznych w życiu prywatnym stosowała abnegację modową, makijażową i dentystyczną. Najlepiej jej było na wsi, we własnym ogródku z rękami unurzanymi w ziemi i nawozie, w powyciąganych portkach i starym, dziurawym t-shircie. Oczywiście na wyjścia w mieście "do ludzi" ubierała się porządnie smile
        Do fryzjera chodziła podcinać włosy na krótko, bo (kolejne dziwactwo) nie znosiła dotykać włosów. Nosiła prawie wyłącznie spodnie i do końca życia pouczała mnie z troską, że powinnam też się tak ubierać bo a) marznę b) przecież będzie mi wygodniej. Mnie akurat w spodniach jest potwornie niewygodnie i jak jest chłodno marznę w nich, czego moja Mama nigdy nie umiała zrozumieć smile Jadła wybiórczo "odchudzając się" np. przy pomocy chleba ze smalcem na obiad zamiast normalnych dań, które na stole były.. Nie umiała gotować i robiła to z musu i bez serca.
        A w ogóle była bardzo kochaną mamą i fantastyczną babcią. I typem kobiety-kumpla z którym można konie kraść, skłonnym do wygłupów i rozmaitych szaleństw..
        • stephanie.plum Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 22:34
          podobne te mamy.
          moja (pani architekt-ka), o zęby na szczęście dbała, ale spodnie! racja!
          zawsze spodnie, kieckę wkłada raz do roku na wielki dzwon.

          (to akurat po niej dziedziczę, uważam, że sukienki dobre są dla facetów...)
        • znowu.to.samo Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 11:01
          O matko to jak moja. Kompletnie o siebie nie dba. Zakłada ciuchy sprzed pierwszej wojny, bo jeszcze nie dziurawe, a włosy pół życia na króciutko. No, higienę utrzymuje. Nie przeszkadza jej to prenumerować np Twojego Stylu i krytykowania wyborów moich strojów i torebek. Oczywiście nie wprost, tylko przewracając oczami: " jak tobie się podoba to jest najważniejsze..."
      • bei Re: naszych matek dziwactwa 18.12.20, 10:37
        Gdy przytyjesz, to Twoja garderoba nie będzie pasować na mamęsmile, może to miała na myśli?

        Mój tata był b wrażliwy na cudze tycie, wpierw sam był szczupły, później przytył i dla niego tycie było synonimem chorob.
    • mrs.solis Re: naszych matek dziwactwa 17.12.20, 15:53
      Jedyne czym mnie wkurzala moja mama to jej ciagle psioczenie, ze smierdze. Chyba dopiero z ematki sie dowiedzialam o nadwrazliwosci wechowej czy sluchowej u doroslych ludzi. Przeszkadzaly jej moje perfumy, dezodoranty potrafila nawet sie krzywic jak tylko umylam rece mydlem szczegolnie jesli to bylo "mydelko fa siaba daba da". Ja za to z wiekiem nabawilam sie nadwrazliwosci sluchowej na odglos rzucia i ciamkania, nawet moj kot mnie drazni jak mi mlaska nad uchem albo jak slysze jego odglosy jedzenia. Czasem sie zastanawiam czy mam kota czy mala wlochata swinie.