Dodaj do ulubionych

natrzaskać dzieci, a potem....

04.03.21, 09:41
www.onet.pl/informacje/onetslask/mykanow-19-latek-w-spiaczce-po-rodzinnej-klotni-nabral-za-duzo-jedzenia/k36rwlx,79cfc278
nieodmiennie mnie fascynuje po co ludzie robią dzieci jak nie dają rady finansowo, a potem sytuacje jak w linku uncertain
Obserwuj wątek
        • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 10:11
          Więcej się nie da. Pierwsze postanowienie o zastosowaniu TA może być maksymalnie na 3 miesiące. POtm ewentualnie można przedłużać, ale na raz więcej się nie da.
          Można krócej, ale sąd ani prokurator nie mają złudzeń- nie da się w polskich realiach zakończyć nawet tej dość oczywistej sprawy w miesiąc.
          Przy czym, jak uważam, że w Polsce się nadużywa TA i areszty są zbyt długo stosowane, to to jest akurat piękny przykład sprawy, w której ten areszt dla dobra postępowania przygotowawczego powinie być stosowany.
            • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 10:39
              Wiesz co, w tym przypadku nie będzie to żaden areszt wydobywczy, tylko jak najbardziej zasadny areszt zabezpieczający tok postępowania- z artykułu wynika, że pan najprawdopodobniej nieźle manipuluje bliskimi, skoro podtrzymywali wersję o nieszczęśliwym wypadku. Czyli chodzi po pierwsze o odseparowanie podejrzanego od świadków (rodzina!) po drugie- o i ich ochronę.
              A co do przewlekłości- trzeba sporządzić opinię o obrażeniach i o mechaniźmie ich powstania, najprawdopodobniej też psychiatyczną. Nikt tego nie zrobi na hop siup, sam obieg dokumentów trwa, a biegli są przeciążeni (nikt się na biegłych u nas nie pcha, jest ich za mało, mają za dużo opinii do sporządzenia). Akurat w tym przypadku dziwować się nad trzymiesiecznym aresztem nie widzę powodu, ani też nie widzę podstaw, żeby pan miał odpowiadać z wolnej stopy. Kto weźmie na siebie ryzyko, że pan następny noż wbije pod żebro żonie albo drugiemu synowi.
              • thank_you Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 10:50
                Ale ja nie mówię o tym konkretnym przypadku, tylko generalnie o tych 3 miesięcznych aresztach, o które prokuratorzy występują niejako z automatu. Brzydzi mnie czas postępowań, tak jak mówisz - obieg dokumentów "trwa", biegli są przeciążeni (o kompetencjach wielu biegłych nie będę wspominać...). Ale to wszystko może się dziać, gdyż areszt można przedłużać w nieskończoność.
                • lauren6 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 10:58
                  O jakim automacie w tym momencie mówisz?

                  Facet mieszka pod jednym dachem z ofiarą, którą chciał zamordować. Już sam ten fakt przemawia za tym, że trzeba go odizolować od rodziny. Po pierwsze może chcieć dokończyć dzieła, po drugie z pewnością będzie próbował manipulować rodziną. Jest zagrożony wysoką karą, więc może próbować uciec z Polski.
                  Cholera, mówimy tu o próbie morderstwa, a nie o przejściu przez jezdnię na czerwonym świetle!
                    • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:21
                      Ale nie będzie miał szybkiego procesu, bo nie ma szybkich procesów w Polsce. I instytucja aresztu nie ma tu nic do rzeczy. Sprawy niearesztowe nie odbywają się szybciej. Przecież, skoro jesteś moją koleżanką po fachu, to doskonale wiesz, z czego wynika czas trwania postępowań (nie tylko karnych, ale skupmy się nad karnymi) w Polsce.
                      • triss_merigold6 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:31
                        Off topowo, nie mam dobrej opinii na temat efektywności prokuratury, o ile nie mają sprawy na tacy, opierają się głównie na małych koronnych z art. 60 k.k. To dopiero jest patologia, bo korzystają z rzekomych zeznań ludzi już skazywanych za fałszywe zeznania.
                        • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:38
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Off topowo, nie mam dobrej opinii na temat efektywności prokuratury, o ile nie
                          > mają sprawy na tacy, opierają się głównie na małych koronnych z art. 60 k.k.

                          A myślisz, że ja mam? smile Poza indywidualnymi przypadkami zaangażowanych prokuratorów, to jest instytucja mieląca papiery, jak wiele urzędów. I najbardziej mi to pokazały praktyki studenckie (miałam świetne nawiasem mówiąc, zaiwaniałam jak mały samochodzik przez miesiąc prawie codziennie od 9.00 do 15.00 i nie było to kserowanie papierów, tylko pisanie postanowień i aktów oskarżenia).

                          To
                          > dopiero jest patologia, bo korzystają z rzekomych zeznań ludzi już skazywanych
                          > za fałszywe zeznania.

                          Tak, w przypadku spraw wieloosobowyh jest tylko rozgrywka, który chłopak pierwszy pójdzie na małego świadka (reszta ma wtedy przechlapane)- a on sobie opowiada, co mu ślina na język. Czasem kompletnie wbrew faktom (zeznaje że prochy sprzedawał mu X, a X wtedy mieszkał w Irlandii), ale tym gorzej dla faktów.
                          • thank_you Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:56
                            Oj tak, znam przypadek, gdzie oskarżony przyznał się do wszystkich stawianych zarzutów, więc prokurator poszedł dalej i zaczął sugerować także inne przestępstwa, do tych też oskarżony się przyznał. Potem okazało się, że jednego dnia był w Szczecinie, Białymstoku, Zamościu, Krakowie i z powrotem w Szczecinie. wink

                      • thank_you Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:50
                        Gdyby aresztu nie można było przedłużać w nieskończoność - a gość musi być odizolowany, bo jest niebezpieczny - to warto by było go szybko skazać, aby nie musieć wypuszczać z aresztu. Ale w związku z tym, że można go sobie przedłużać w nieskończoność, zależnie od fantazji prokuratora - to procesy się wloką.

                        Tak, jak napisała daniela34, wloką się też te, gdzie nie zastosowano aresztu, ale to po prostu zwykła patologia.
                        • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:11
                          To też nie tak.
                          Na etapie postępowania przygotowawczego to może być i czasem zła wola, polityczne zamówienie albo i fantazja prokuratora, ale czasem obiektywne "niedasie" naszego systemu.
                          Na etapie sądowym (czyli to, o czym piszesz- proces)- fantazja prokuratora nie ma wiele do rzeczy, za to wychodzi brak biegłych, brak obrońców, zła organizacja sądów, braki kadrowe, braki lokalowe, problemy z instytucją Poczty Polskiej (kiedyś InPostu), , konwojowaniem i jeszcze parę innych.

                          Pewnie, że procesy powinny się odbywać inaczej (dajmy na to, że o zabójstwo; mamy biegłych, świadków, dowody rzeczowe)- powinno być zaplanowanych załóżmy 10 terminów, przez dwa tygodnie, dzień w dzień, od rana do 15.00.

                          Realia:
                          Wpływa akt oskarżenia do sądu. Sąd wyznacza posiedzenie organizacyjne (wprowadzono tę instytucję, żeby usprawnić, przyspieszyć itd.). Spotykamy się na miejscu, chcemy wespół w zespół zaplanować przebieg sprawy. Sąd sprawdza kalendarz i swoje wokandy, weryfikuje z kalendarzem prokuratora. Nie jest źle, udało nam się ustalić trzy terminy, w których kalendarz się zgrywa. Niestety, sprawdzam swój terminarz i odpada trzeci zaproponowany termin, bo mam wtedy zaplanowaną mowę obrończą w sprawie o przestępstwo menedżerskie, która toczy się od 9 lat, nie wyślę substytuta, bo jakby coś wyskoczyło, to nie zna akt, nie ogranie. Ale dobra, wyznaczamy kolejne terminy.
                          Nie jest źle.
                          Pierwsza rozprawa: bum! Nie ma konwoju. Nie ma oskarżonego
                          Druga rozprawa: bum! Nie dotarli świadkowie. Do dwóch nie trafiła korespondencja, trzeci napisał, że umarła mu siostra szwagra.
                          Trzecia rozprawa: bum! biegły się nie stawił, bo mu kręgosłup pękł. Biegły przeprasza, że wysyła tylko dokumentację ze szpitala. Wie, ze powinien wysłać zwolnienie od lekarza sądowego, ale najbliższy lekarz przyjmuje w miejscowości 100 km dalej, a on z tym kręgosłupem nie dojedzie (autentyk)

                          Teraz w pandemii znieśli ten obowiązek zaświadczeń od lekarzy sądowych ale to na tyle.Trochę ruszyła informatyzacja. Tyle jesteśmy do przodu.
                          • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:21
                            Co by pomogło: rozprawy planowane dzień po dniu (ale: brak kadr, brak sal, brak obrońców, brak wyodrębnionego korpusu obrońców z urzędu).
                            Porządne planowanie i organizacja -pilnujemy wezwań, zawiadomień, potwierdzamy telefonicznie, gromadzimy wszystkie dokumenty, dowody, jak trzeba terroryzujemy konwój, żeby był na miejscu i na czas wink (ale: brak kadr pomocniczych w postaci sekretarzy i asystentów, dobrze opłacanych, przyzwoicie wykształconych, odpowiedzialnych).
                            Biegli: dobrze opłacani, wysoko wykwalifikowani (nie, kilkutygodniowy kurs badania pisma ręcznego nie powinien wystarczyć do zostania biegłym), nie zastraszani przez kolejnych ministrów sprawiedliwości, co to im nie grozi za wydanie błędnej opinii (przy czym błędna to taka, z którą nie zgadza się prokurator)
                            • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:36
                              thank_you napisała:

                              > No właśnie - cały ten system to jedna wielka degrengolada.

                              Tak, ale nie przez areszty. To długie areszty są przez wady systemu.

                              Trzeba by wywrócić to do góry nogami od początku do końca. Sale, kadra- czyli kasa. Oczywiście też zmiana mentalności i to wszystkich: obrońców, sędziów, prokuratorów.
                              Ciekawie rozmawiało mi się na ten temat z adwokatami angielskimi prowadzącymi karne sprawy.
                              • thank_you Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:54
                                Oczywiście, że zmiana mentalności nie tylko prokuratorów, ale także obrońców wyspecjalizowanych w graniu na czas. wink Jednak jeśli prawo na to pozwala, to każdy korzysta i odbija się od bandy do bandy, a efektem jest właśnie degrengolada.
                                • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 13:18
                                  thank_you napisała:

                                  ale także obrońców wy
                                  > specjalizowanych w graniu na czas. wink

                                  Hmmm, tylko takie uwagi co do obrońców- w sprawach aresztowych obrona gra na czas wyjątkowo rzadko- może jeśli sprawa na dniach się przedawnia, w innym wypadku nie ma to sensu i działa na niekorzyść klienta, bo lepiej siedzieć "na karze" niż "na sankcji"

                                  Natomiast rolą obrońcy jest obrona i nie widzę powodu do oburzenia na obrońcę, jeśli gra na czas, bo jego klient ma szansę na to, że sprawa się przedawni, poprzedni wyrok się zatrze, odpadnie recydywa czy nie odwieszą się zawiasy. Dopóki nie podaje nieprawdy, nie przedstawia fałszywych zaświadczeń, nie symuluje choroby, a działa w ramach przepisów, to zaiste jego rolą nie jest sprawne doprowadzenie do skazania klienta. Akurat kary na obrońców za świadome przewlekanie postanowień małe nie są. Jedna pani mecenas dostała nawet taką za to, że ośmieliła się mieć wypadek samochodowy smile


                                  Problem podejścia obrońców leży gdzie indziej. Ale też wynika z takiego nie innego ukształtowania naszego systemu pomocy prawnej.
                        • alicia033 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:15
                          thank_you napisała:

                          > Ale w związku z tym, że można go sobie przedłużać w nieskończoność, zależnie od fantazji prokuratora - to procesy się wloką.

                          JESZCZE RAZ: procesy nie wloka się dlatego, że istnieje instytucja aresztu.
                          I nie, nie można go też przedłużać w nieskończoność.
                              • thank_you Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:30
                                Jeśli celem aresztowania (tak jak w przypadku ze startera) jest odizolowanie, to całe postępowanie musiałoby skończyć się w określonym terminie, gdyż oskarżony nie mógłby zostać wypuszczony na wolność. Ale skoro nie ma ograniczeń czasowych - ani z jednej, ani z drugiej strony, to można trzymać i 12 lat. smile
                                • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:41
                                  Nie, wtedy (jeśli będzie bezwzględnie określony maksymalny termin)- po prostu by go wypuścili. Nie jest możliwe zapisanie, że taki a taki podejrzany czy oskarżony "nie może zostać wypuszczony na wolność"- jest niewinny w świetle prawa, więc wypuszczą go kryci przepisem KPK określającym maksymalny czas stosowania TA, a sprawa się będzie toczyć dalej w dotychczasowym tempie. Bo choćby skały skruszały, nie przeskoczymy innych braków systemu. Po prostu.
    • borsuczyca.klusek Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 10:14
      Gdy w rodzinie jest wieloletnia przemoc to powód do wybuchu agresji zawsze się znajdzie. Równie dobrze syn mógł za głośno zamknąć drzwi, nie wytrzeć należy butów wchodząc do domu czy nawet krzywo spojrzeć.
      W biednej, ale normalnej funkcjonującej rodzinie to ludzie potrafią od ust sobie odjąć by dziecku dać.
    • 3-mamuska Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 10:23
      2 dzieci to nie dużo facet najmłodszy już nie był. Wiec nie płodził bez zastanowienia.
      Myśle ze to wcale nie chodziło o jedzenie, po prostu olewacze stosunek syna do rodziny. PENWIE w wielu kwestiach lub wygórowane oczekiwania ojca wobec syna.
      Wiadomo gotuje się pewna ilość jedzenia i rodzina powinna się podzielić.
      Często tez faceci maja konflikty z synami i nerwy poniosą przy błahej sprawie.

      Co oczywiście w żaden sposób nie tłumaczy ojca.
      Konflikt narasta zbierają się żale do tego często butna postawa młodzieży. Rzucił w afekcie tym co miał w ręce.

      Artykuł oczywiście napisany żeby miał „branie”
      Zobaczymy co będzie dalej w toku śledztwa.
      • aqua48 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 10:57
        3-mamuska napisała:

        > olewacze stosunek syna do rodziny.
        > butna postawa młodzieży.
        > Rzucił w afekcie tym co miał w ręce.

        Nałożenie sobie zbyt dużej porcji jedzenia nazywasz butną postawą młodzieży i w reakcji rzucasz w dziecko nożem?
        Hmm.. niektórzy nie wyszli jeszcze z jaskiń..
        • yadaxad Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:17
          Najprawdopodobniej dobra, tradycyjna jak bóg przykazał, rodzina, w której pan i władca wyznacza zasady. Chłopak przekroczył, czym uraził autorytet Pana, co wywołało niepohamowaną irytację. A dobra tradycja nie pozwala skarżyć na Pana, to go oddana żona kryła. A dzieci i ryby głosu nie mają.
        • majaa Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:17
          Ja tak tego nie odbieram. Butna postawa mogła wyrażać się na tysiące innych sposobów, natomiast to jedzenie mogło być zwyczajnie kroplą przepełniającą czarę. I od razu uprzedzam - nie usprawiedliwiam ojca, bo tego się nie da usprawiedliwić. Uważam po prostu, że mamy za mało danych, żeby dokonać pełnej oceny sytuacji.
        • 3-mamuska Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 21:46
          aqua48 napisała:

          > 3-mamuska napisała:
          >
          > > olewacze stosunek syna do rodziny.
          > > butna postawa młodzieży.
          > > Rzucił w afekcie tym co miał w ręce.
          >
          > Nałożenie sobie zbyt dużej porcji jedzenia nazywasz butną postawą młodzieży i
          > w reakcji rzucasz w dziecko nożem?
          > Hmm.. niektórzy nie wyszli jeszcze z jaskiń..


          Nie to był pewnie kolejny powód do kłótni ,zwady pokazania coś ojcu, albo synowi. Konflikt narastał do tego stopnia ze poszło o łyżkę ziemniaków.
          Nie wiesz jak miga wyglądać zimne wojny w domu.

          Ja się kiedyś pokłóciłam z matka o rosół.
          Pisałam tu o tym kiedyś ,ze karmiła siostrzeńca który pluł do talerza , a to marchewkę a to pietruszkę ,a potem mamusia wlała ta wodę(rosół) z powrotem do garna ,bo szkoda rosołu wylać jak on zjadł tylko kluski. A cały płyn został w talerzu wiec jej powiedziałam ze zlewków nie jadam. Płacz rozpacz i ogólna histeria ale matka jako dziecko zaznała głodu ,potem była samotna matka 3 dzieci i się nie przelewało. Dopiero gdy poznała mojego ojca żyło jeje ie lepiej .Ale trauma została.

          Wiec kto wie co tak się wydarzyło ze ojca poniosło PENWIE kropla nad przysłowiowym „i”
      • asia_i_p Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:40
        Nie pasuje do reakcji ani jego ani reszty rodziny.
        Facet, którzy "rzuci w afekcie czym miał pod ręką" i przypadkowo zrani swoje dziecko nie wymyśla historyjek dla ratowania tyłka, a żona i drugie dziecko mu nie pomagają tych historyjek sprzedawać. Dodajmy do tego, że żeby nóż "rzucony w afekcie" wbił się w brzuch w mocno niebezpieczny sposób, to musiłaby być japoński nóż do ryb (albo naprawdę gigantyczny pech). Zwykłym kuchennym obstawiam, że go jednak pchnął.
        • volta2 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:55
          ja jednak obstawiam, że w razie wieloletniej przemocy to w tych dorosłych fizycznie niemal chłopakac w tym momencie coś by pękło i we dwóch by sobie w krytycznej chwili z przemocowcem poradzili sami. otatecznie nie kryliby go, tylko się ucieszyli że na dłużej pójdzie siedzieć(matka i syn, bo ten drugi to walczy o życie)

          coś jak żona, która zabija męża gdy ten przeleje miarkę. i nagle ona morderczyni straszna

          wydaje mi się prędzej, że to jakieś nowe ja ojca się objawiło i stąd próba krycia go.
      • bardzo.cicho Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:58
        Mamuska, wiem o czym piszesz. Każdy pewnie zna choć jedną taka rodzinę, gdzie sytuacja potrafi stawać co jakiś czas na ostrzu noża przez brak komunikacji między rodzicami a nastolatkiem. Nie mniej, to nie wina nastolatków, ale i też rodzice nie muszą być patologia, tylko wprowadzają dysfunkcje przez własne osobiste frustracje, zawsze winne jest dziecko, nigdy oni. Kozioł ofiarny musi być. Pewnie równie dobrze to syn mógł ugodzić ojca, też w afekcie. Jak rodzina sobie nie radzi, powinien obowiązki przejść system. Z dnia na dzień problemy wychowawcze się nie pojawiają
        • 3-mamuska Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 22:02
          Dokładnie nie wierze ze tam poszło o talerz zupy.
          Czy innego rodzaju jednie.
          Właśnie na fb jedna matka się żali ze 17-latka jara trawę wraca, kiedy chce.robi co chce. Nic w domu nie robi.
          Wyżera z lodówki ,ale zakupów nie zrobi a zostawiła kasę na zakupy wydaje na trawę alkohol. nie chce sprzątać ,ani się uczyć. Tylko towarzystwo.
          Opieka społeczna ( pracują z rodzina już jakiś czas ) ma na względzie dobro młodszego rodzeństwa i każe matce wywalić młoda z domu ( rzecz nie dzieje się w pl)
          Bo złe to wpływa na młodsze dziecko z diagnoza.
          Matka jest samotna pracuje stara się ,a cóż małolata swoje.

          Może tu poszło o coś zaczęła się przepychanka, i tak się skończyło .
          sama znam rodzinę gdzie najstarszy synek terroryzował rodzine ojca matkę rodzeństwo. Ukradł i sprzedał rzeczy z komunii najmłodszego dziecka , ruszyć się go nie dało bo zameldowany. Widziałam siniaki odetchnęli, gdy poszedł siedzieć.

          Wiec może być tak ze ojciec furiat ,ale tez tak ze to syn jest gorszy. Zwłaszcza ze żona i drugi syn próbowali to ukryć.

          Mam nadzieje ze się to wyjaśni. Mam po prostu awersje do dziennikarskiej paplaniny i pisania tak aby robią niezdrowa sensacje.
            • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 11:43
              Tam zarobić... nie szalejmy z wymaganiami... Było wysłać żonę do MOPSu, albo pierwszej lepszej instytucji charytatywnej.
              Nawet w czasach o wiele większej biedy i bezrobocia (lata 90-te) czego jak czego, ale żywności dla ubogich w kuchniach, caritasach i innych tego typu instytucjach nie brakowało. Kto przyszedł, ten dostał.
            • 3-mamuska Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 22:07
              triss_merigold6 napisała:

              > Jeśli rodzina była głodna to rolą pana było ruszyć d..ę i zarobić, a nie wydzie
              > lać jedzenie.


              A może 19- latek może iść do pracy.
              Nie raz padło tu na forum ze dorosły byk w domu do roboty by się wziął i na swoje ,na studiach może pracować.

              Może z powodu epidemii rodzinie obniżył się standard życia. A starszy synuś roszczeniowy sobie z tego nic nie robi i zje 4 kotlety nie patrząc na to ze matka z bratem nie zjedzą bo mu się należy.

              A może ojciec furiat despota i przemocowiec.
              • daniela34 Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 22:12

                > A może ojciec furiat despota i przemocowiec.

                Chyba chciałaś napisać "na pewno", ponieważ nie format nie wsadza swojemu dziecku noża w brzuch nawet jeśli zjadło posiłek dla całej rodziny.
                19-latek z nożem w brzuchu obniża standard finansowy rodziny i do pracy tez nie pójdzie. Kotletów się już w ten sposób tez nie odzyska ergo nie jest to racjonalny sposób eliminacji problemu ergo-ojciec jest furiatem.
              • iwles Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 05.03.21, 01:13
                3-mamuska napisała:


                > A może 19- latek może iść do pracy.
                > Nie raz padło tu na forum ze dorosły byk w domu do roboty by się wziął i na sw
                > oje ,na studiach może pracować.
                >
                > Może z powodu epidemii rodzinie obniżył się standard życia. A starszy synuś ros
                > zczeniowy sobie z tego nic nie robi i zje 4 kotlety nie patrząc na to ze matk
                > a z bratem nie zjedzą bo mu się należy.

                No to "tatus" chcial rozwiazac problem: jedna geba mniej do wyżywienia. Za jakis czas pewnie rozprawiłby sie z drugą gębą, a na koniec z żoną.


                >
                > A może ojciec furiat despota i przemocowiec.


                Masz wątpliwości?
    • bardzo.cicho Re: natrzaskać dzieci, a potem.... 04.03.21, 12:49
      Dlaczego takim rodzinom nikt nie pomaga? Przecież to eskalacja konfliktów w wyniku nieudolności wychowawczej, do tego presja społeczna, że nastolatka należy spacyfikować, aby zamknął dziób. Nie wiadomo czy facet jest psychopata. Niekontrolowana agresja to też objaw nie radzenia sobie z życiem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka