niebieska_groteska
19.07.21, 23:42
Dziewczyny, pomocy, bo ja już nic nie rozumiem 🤨
Poznałam mężczyznę, w końcu singla, w końcu nie geja, w końcu nie dupek i w końcu się zakochałam, ale co z tego...
Widuję go regularnie z okazji pracy, dwa, trzy razy w miesiącu mamy osobisty służbowy kontakt i to ja muszę do niego przyjść. Kilka razy w miesiącu muszę do niego zadzwonić w ramach pracy. Podczas tych okazji zawsze porozmawiamy trochę prywatnie, on to zaczął, właściwie zaczął mnie wypytywać i tak się rozkręciło, że teraz coraz mniej i szybciej załatwiamy pracę, a później rozmawiamy długo. Teraz to są już naprawdę coraz głębsze te rozmowy, jakbyśmy się znali lat wiele, ale on niewiele o sobie sam z siebie mówi, to znaczy mówi, nie żeby cis ukrywał, ale jest taki wyważony, ja jestem bardziej otwarta, a on to chłonie, pamięta szczegóły. Rozumiemy się idealnie, ja zaczynam zdanie, a on je kończy, często się śmiejemy, oboje mamy poczucie humoru i mega dużo wspólnych tematów. Widujemy się jeszcze w drodze do pracy, w tym samym czasie jesteśmy w tym samym miejscu, aczkolwiek po przeciwnych stronach ulicy, oboje wypatrujemy siebie, szukamy wzrokiem i gdy się znajdziemy to jak wariaci machamy do siebie i się śmiejemy jak idioci (No zakochałam się No), a późniejsze rozmowy zaczynamy często: widziałem cię, ładna sukienka... nie widziałam cię, wszystko ok? Kilka razy zatrzymał się samochodem na środku ulicy obok mnie żeby mi życzyć miłego dnia albo powiedzieć mi coś miłego. Gdy byłam chora i pracowałam z domu to wracając z pracy przywiózł mi kilka drobiazgów, lekarstwa, wczesniej zapytał, wejść nie chciał... rozmawialiśmy godzinę w drzwiach, ja potargana i blada, a on cały w skowronkach i w okularach bo poprzedniego dnia wspomniałam, ze fajnie wyglada. Teraz zawsze gdy przychodzę to zakłada okulary i moja ulubiona koszule.
Co jeszcze? A więc on patrzy mi głęboko w oczy, cały czas aż oddychać nie mogę, na mój widok cały się rozpromienia, rzuca wszystko i od razu jest przy mnie, przeciąga każde spotkanie, przedłuża każdą rozmowę, pomaga mi ze wszystkim i kilka razy mega ułatwia mi pracę. Raz w ramach podziękowania przyniosłam mu kawę to niemal zszedł ze szczęścia. Porozumiewamy się spojrzeniami albo wręcz mrugnięciem oczu. Komplementuje mnie bardzo często. Troszczy się. No długo mogłabym jeszcze pisać, aż strach sprawdzić, ile mi tej paplaniny już wyszło.
On jest kilka lat młodszy ode mnie,, ja gorąca 40. Oboje jesteśmy samodzielni, nawet samochody mamy takie same, no może ja z trochę większym domem i doświadczeniem. Nie widać różnicy między nami, nie czuć jej, my nawet lubimy to samo.
On lekko nieśmiały, bardzo dobrze wychowany, bardzo wyważony, poukładany, trochę myśliciel. Ja podobnie, jestem bardziej odważna i jak widać dużo gadam.
No i do sedna. Znamy się 8 miesięcy. Nigdy do mnie pierwszy nie zadzwonił do pracy, prywatnie nigdy (to tylko on ma mój numer telefonu, ja znam jego tylko ten z pracy). Nigdy nie przysłał smsa. Nigdy nie spotkaliśmy się, nie umówiliśmy. Nigdy niczego nie zaproponował. Sugerowałam kilka razy, że może byśmy porozmawiali; powiedziałam wyraźnie, ze może do mnie zadzwonić albo napisać gdyby chciał; wspomniałam ze się nudzę... Zero inicjatywy z jego strony! Tylko patrzy na mnie z tym zachwytem.
Czy pozostaje mi juz tylko odkochać się?