yenna_m
25.01.22, 07:20
Wczoraj zadzwoniła do mnie rozżalona kolezanka.
Właśnie zakończyła izolację nałożoną przez sanepid na odstawie testu antygenowego zrobionego w przychodni przez lekarza POZ. Nic absolutnie nie wskazywało, że izolacja jest nałożona w sposob odbiegający od procedur. Przychodnia zapewniała, że na podstawie testu dostanie cert ozdrowieńca. Rozmowa telefoniczna z sanepidem też nie wskazywała na to, że badanie nie jest wystarczająco miarodaje by taki cert otrzymać.
Nikt dziewczyny nie skierował na pcr. Po prostu wsadzili w izolację i finito.
A teraz certyfikat ozdrowieńca sie nie nalezy. Bo to był test antygenowy a nie pcr. Kij, że test robiony w POZ, że przychodnia zapewnila, że to badanie jest wystarczające do nałozenia izolacji (nie kwarantanny a izolacji) i do uzyskania certyfikatu, że sanepid nalożył na chorą izolację a w IKP wisi jak byk, że izolacja naloźona po zrobieniu testu na koronę.
Kobieta jest wściekła i rozżalona, planowała wyjazd za granicę i cert by sie przydał. Zaszczepić się nie zdąży.
Oczami duszy widzę bajzel spowodowany testowaniem się w aptekach.
Nie pamiętam, aby za jakiegokolwiek innego rządu byl taki bajzel w kraju jak za PIS.