malgorzata_bielinska
01.02.22, 12:34
Jestem w drugiej ciąży tuż przed porodem i przeżywam właśnie straszne rozczarowanie moim życiem i mężem. Mąż remontuje sypialnię żeby zrobić kącik dla malucha - oczywiście wszystko na ostatnią chwilę, byle jak, szybko. Ja "siedzę" w domu w tym remontowym syfie i mam już serdecznie dosyć, bo gdzieś tam tłucze mi się po głowie, że zasłużyłam na to żeby na chwilę przed porodem być traktowana jak księżniczka, powinnam leżeć i pachnieć a nie stresować się czy będę miała gdzie przywieźć dziecko ze szpitala. Remont odbywa się głównie w weekendy więc siłą rzeczy mąż nie ma czasu mi dogadzać ani choćby iść na spacer czy odciążyć w porządkach i gotowaniu ok, ale też wygląda to tak, że zanim wstanie i się ogarnie to jest godzina 14! Wiadomo, że cokolwiek można robić do godz. max 22 - już sąsiedzi na nas się skarżą i psioczą, że zakłócamy ciszę. Poza tym jestem przerażona tym, że wrócę po porodzie ze szpitala i będzie mnie czekać układanie wszystkiego do szaf i wielkie sprzątanie z noworodkiem u piersi jak będę jeszcze obolała. Kto mi pomoże - bo mój mąż na pewno nie, już jest gadanie jak to wszystko on sam musi robić! Kwestia porodu - ja oczywiście chciałabym rodzić z mężem tak jak przy pierwszym porodzie, natomiast on wymiguje się tekstami: a co jak będę miał pozytywny test na covid to załatwisz mi kwarantannę. Widzę też, że w ogóle nie interesuje go ten osobnik w moim brzuchu, nie przytula mnie, nie daje mi żadnej uwagi. Gdzieś po drodze usłyszałam tekst, że to za późno na drugie dziecko, ale skoro sobie wymyśliłam... Wymyśliłam? Chcieliśmy mieć 2 dziecko, to nie taśma produkcyjna, że zamawiasz i jest! Więc póki co siedzę w tym remontowym syfie i jestem przerażona a mój mąż coraz częściej jest dla mnie niemiły, opryskliwy, robi mi na złość - zamiast coś robić, kończyć to ostentacyjnie leży na kanapie i odpoczywa opowiadając mi jak to jest psychicznie wykończony. Zakres remontu był uzgodniony wcześniej, nawet ja chciałam mniejszy, wcześniej się za to nie zabierał i tak się zastanawiam dlaczego? Bo miał nadzieję, że to dziecko się nie urodzi?? Strasznie mnie dobija taka myśl i ta cała sytuacja...