Dodaj do ulubionych

To czego nie wiemy

06.07.22, 07:20

Ale później się dowiadujemy.
Jak was odmieniły nagle spadające z niebios oczywistosci?
Nigdy nie kupię już "ślicznej jedwabnej apaszki" po tym, jak dowiedziałam się, jak powstaje jedwab sad.
Wyświechtane "marnowanie jedzenia" dotarło do.mnie, gdy kelnerowalam nie tak dawno i zobaczyłam te klimaty od kuchni, nomen omen. Ryczeć mi się chciało. No ale w sumie czego się spodziewałam? Że to chodzi o nadgryzione i wyrzucone ciastko?
Miałyście w życiu takie zdarzenia, które coś zmieniły na zawsze? Postrzeganie czegoś, zastopowanie/ rozpoczęcie działania? Wydarzenia na miarę odkrycia, że cukier waniliowy to cukier wanilinowy. I to od zawsze.
Obserwuj wątek
    • mashcaron Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 07:30
      Ja, jak pracowałam na kuchnię hotelu, gdzie codziennie się gotowało na500-600 osób zobaczyłam co to znaczy "marnowanie jedzenia". Codziennie wyrzucane były cale masy żarcia, od jajecznicy, przez warzywa, chleb, zupy, mięso. Możnaby tym wyżywić średniej wielkości wioskę.
      • mashcaron Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 07:31
        A, i nie piszę o nadgryzionym ciastku, tylko o czystym jedzeniu, które nie zostało przez gości zjedzone. Wracało na kuchnię i bach do śmieci. Do domu oczywiście nie można było nic wziąć.
          • turzyca Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:09
            >prędzej sprzedać za jakąś symboliczną kwotę i odprowadzić podatek. No ale tak właśnie można było przecież zrobić.


            Zaczęto! 🙂Istnieje apka "too good to go", bardzo polecam. Trochę loteria, ale ogólnie pozytywnie.

            Niemieckie piekarnie często mają półkę z rzeczami z wczoraj, za pół ceny. Też fajna sprawa.
            • wapaha Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 14:09
              miałam - ale nie udało mi się skorzystać bo raz że to szybkie akcje a dwa - konkretne jedzenie
              a ja jedzeniowo jestem zawsze przygotowana wink tzn nie zjem czegos na co nie mam ochoty tylko dlatego że jest za darmo
            • nolus Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 14:34
              turzyca napisała:

              > >prędzej sprzedać za jakąś symboliczną kwotę i odprowadzić podatek. No ale
              > tak właśnie można było przecież zrobić.
              >
              >
              > Zaczęto! 🙂Istnieje apka "too good to go", bardzo polecam. Trochę loteria, ale
              > ogólnie pozytywnie.
              >
              > Niemieckie piekarnie często mają półkę z rzeczami z wczoraj, za pół ceny. Też f
              > ajna sprawa.
              >

              Tak, istnieje coś takiego. Ale na skromną skalę.
              Brałam raz coś ze Starbucksa, żeby zobaczyć jak to działa. To co dostałam nie miało takiej wartości jak mówiła aplikacja - wartość produktów była niewiele wyższa od obniżonej ceny. Także liczą tam wszystko, nie zauważyłam super okazji wink Polityka raczej taka żeby nie dac za dużo, czyli chyba jak wszędzie.

              Już nie mówiąc o tym, że niektóre sklepy dają po prostu rzeczy już słabo nadające się do jedzenia, czyli już po terminie czy blisko terminu - i potem dostajesz jakieś zwiedle sałaty...Trudno się dziwić, że sporo osób nawet nie będzie próbowała z tego korzystać.
        • mgla_jedwabna Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 08:05
          Straszna niegospodarność, bo można było umówić się z organizacją charytatywną na odbiór i jeszcze wrzucić w koszty czy tam odpisać od podatku, nie znam się na szczegółach księgowości, ale więcej pieniędzy by przedsiębiorstwu zostało. Jeśli nawet nie obchodził ich los jedzenia.
      • fifiriffi Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 16:33
        mashcaron napisała:

        > Ja, jak pracowałam na kuchnię hotelu, gdzie codziennie się gotowało na500-600 o
        > sób zobaczyłam co to znaczy "marnowanie jedzenia". Codziennie wyrzucane były ca
        > le masy żarcia, od jajecznicy, przez warzywa, chleb, zupy, mięso. Możnaby tym
        > wyżywić średniej wielkości wioskę.


        A u nas dyrektor hotelu zarządził że wszystko co zostawało po śniadaniu w bemarach i całej reszcie było dla pracowników.
        I każdy dział szedł i jadł śniadania. A później komu się chciało i był w pracy to obiady.
    • woman_in_love Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 08:26
      Wyświechtane "marnowanie jedzenia" dotarło do.mnie, gdy kelnerowalam nie tak dawno i zobaczyłam te klimaty od kuchni

      Jezu, a to nie robiliście potem z tego mielonych i klusków śląskich, żeby wasz szef mógł sprzedać to potem w swojej drugiej garkuchni albo jako catering na weselu?
          • umi Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:42
            Potwierdzam. Żywego homara wrzuca się do gara z wrzątkiem. Biedne zwierzę, śmierć w męczarniach. Nie jem homarów, raków, ślimaków itd. Nic, co jest bestialski mordowane we wrzątku.
            • chatgris01 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 14:07
              umi napisała:

              > Potwierdzam. Żywego homara wrzuca się do gara z wrzątkiem. Biedne zwierzę, śmie
              > rć w męczarniach. Nie jem homarów, raków, ślimaków itd. Nic, co jest bestialski
              > mordowane we wrzątku.

              Humanitarniej jest je zabić przez wcześniejsze zamrożenie, śmierć przez zamarznięcie jest bezbolesna.
            • kochamruskieileniwe Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 13:12
              umi napisała:

              > Potwierdzam. Żywego homara wrzuca się do gara z wrzątkiem. Biedne zwierzę, śmie
              > rć w męczarniach. Nie jem homarów, raków, ślimaków itd. Nic, co jest bestialski
              > mordowane we wrzątku.

              Raz jadłam takiego, który "łapkami"jeszcze do mnie machał sad

              Było to w superhiper restauracji, gdzie było akwarium w którym pływały stworzenia do konsumpcji. Zamawiający wybierał, które będzie spożywał. No i przynieśli takiego rozłupanego homara z wrzątku, białko mało scięte. Ponoc przysmak niesamowity (i drogie jak cholera). Stół miał w środku koło, na którym stawiało się półmiski (rzecz działa się w Chinach - taki typowy chiński stół). Spróbowałam odrobinę, bo ze względów towarzyskich nie wypadało inaczej. A potem odwracałam ten stół, by nie patrzeć na machające łapki indifferent Dopóki nie zabrali go, by zrobić z niego zupę.

              Tak - ten homar nie żył już, ale miał odruchy. Tak jak karp na wigilię - nawet świeży filet potrafi jeszcze skoczyć.

              Generalnie traumatyczne dla mnie to było. Do dzisiaj pamiętam...
          • lilia.z.doliny Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:42
            sad
            To jest jakaś makabra. Wiem.od lat, wyrzucam z głowy, nie jem NIGDY, nie wspieram.okrucienstwa. brytyjski rząd wprowadza właśnie nowelizację do przepisów o traktowaniu owoców morza zgodnie z aktualnym stanem.wiedzy, a co za tym idzie, chce wyeliminować zbędne cierpienie. Oby.
        • ykke Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:42
          lilia.z.doliny napisała:

          > Tak. Znam niestety tajniki produkcji mięsa, ale MIMO TO zrodził się we mnie bun
          > t przed gotowaniem żywych . Żywcem.

          A wiesz, ile musi ŻYWCEM przecierpiec zwierzę hodowlane aby być na talerzu? Taki jedwabnik rach ciach i koniec.
          > .
        • mister-monster Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 15:40
          kotekfelek napisała:
          > Dzialam w moim miescie w organizacji, ktora zbiera jedzenie w restauracjach, ho
          > telach i sklepach i rozdaje bezdomnym.

          Jak to działa?
          Jaki procent pełnowartościowego jedzenia udaje wam odzyskać i jaki procent bezdomnych z tego korzysta?
    • fornita111 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 09:35
      Kupowanie ciuchow- iles lat temu dotarlo do mnie, jakie to glupie i puste: dla nowych szmatek koszmarnie niszczyc srodowisko. Wlasciwie ten sam kaliber, co noszenie futer i uzywanie kosmetykow firm testujacych na zwierzetach. I to samo z olejem palmowym. Akurat to forum jest pod tym wzgledem strasznie zacofane. W mojej bance kupowanie nowej kiecuni for fun to obciach nie do pomyslenia- tutaj to normalka.
      • mae224 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 09:41
        có, ten sam kaliber, co kupowanie nowego samochodu za 200 tys, jak stary jeszcze jeździ, albo w ogóle jazda autem, skoro jest rower i pociąg, i w dodatku cały sektor turystyczny.
        ale ja wiem, że jest druga strona, środowisko środowiskiem, ale dzięki kiecuniom, kosmetykom i wydobyciu całe masy ludzi mają pracę i mogą przeżyć. wtedy dochodzimy do sedna problemu, ludzi jest za dużo….
        • leosia-wspaniala Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:43
          >ale dzięki kiecuniom, kosmetykom i wydobyciu całe masy ludzi mają pracę i mogą przeżyć. wtedy dochodzimy do sedna problemu, ludzi jest za dużo….

          Nie jest. Polecam film Kasi Gandor na ten temat, fajnie wyjaśnia. Problemem jest nadmierna konsumpcja, ale nie dotyczy ona raczej tych państw, w których przyrost naturalny jest ogromny. Sednem problemu jest to, że ludzie chcą dużo i tanio. Kiedyś w mieście był sklep obuwniczy, sklep z bielizną, sklep z ubraniami. Teraz masz galerię wypchaną sieciówkami. Jest taniej, kupujesz więcej, a zarabiają na tym wielkie korporacje, bo lokalne sklepy padły, nie mając szans być konkurencyjne.
        • jednoraz0w0 Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 06:54
          Nie, to nie jest sedno problemu. Sednem problemu jest to, ze jeśli Kowalski wyhoduje kapustę a ty tej kapusty potrzebujesz żeby przeżyć to musisz na to zarobić jako, powiedzmy, junior account ds. social mediów. Czyli praca nikomu do niczego niepotrzebna, świat jeszcze 15 lat temu znakomicie bez tej profesji funkcjonował, ty jeżdżąc do pracy niszczysz środowisko, ale dostajesz pensję. a ta kapusta u Kowalskiego rośnie niezależnie od tego czy zarabiasz jako ów junior account i cię na nią stać czy tyrasz przy teściowej z alzheimerem całkiem za darmo i cię na nią nie stać wiec kapusta sie finalnie u Kowalskiego zmarnuje.
          • aagnes Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 14:40
            Mnie też się to w głowie nie mieści. Pomijajac sytuację kiedy cały dobytek np spłonął jsk to możliwe że 40 czy 50 letnia kobita nie ma w szafie żadnej kiecki na wesele, musi kupować wszystko od zera. A te propozycje które widuje tutaj to dramat, nic dziwnego że potem to się wala po śmietnikach czy lumpeksach.
            • yuka12 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 19:26
              Ja nie mam w szafie kiecki na wesele. Ba, ja mam w szafie 1 spódnicę i żadnej sukienki. Od co najmniej 8 lat nie byłam na żadnej większej uroczystości czy innej okazji wymagającej eleganckiego i uroczystego ubrania. Poza tym kształty mi się zmieniły, nie mówiąc o stroju. Nie posiadam też spodnium czy wizytowych spodni. W ogóle wszystkie moje ubrania mieszczą się w jednej niedużej szafie i 1 komodzie (z ikei zresztą). Więc gdyby dostała zaproszenie na ślub i wesele w Polsce, też pewnie szukałabym kreacji i pytałabym na forum 😀.
        • fornita111 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:07
          A po cholere mam "buszowac"? Tak, kupuje rzeczy z drugiej reki, ale na lata. Szczerze mowiac, trudno mi sobie przypomniec, kiedy ostatnio kupowalam jakies ubranie. Nie niszcze rzeczy, nie rosne juz, dzieci brak. To jakies chore, ze ludziom sie wydaje, ze musza ciagle miec cos nowego.
            • fornita111 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:13
              Staniki jak najbardziej. Gacie akurat kupowalam nowe, ale jak mowie- lata temu, bo jak sie nie kupuje byle jakich szmatek i uzywa ich normalnie, to cale zycie moga takie gacie posluzyc tongue_out
              • fornita111 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:15
                *aha, jak ktos ma fobie, ze bielizna/buty tylko nowe- niech kupuje nowe. Ale tyle ile faktycznie potrzebuje. To jednak dla mnie inna sytuacja, niz kupowanie co sezon nowego bikini i co miesiac nowej kiecy.
                    • fornita111 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:01
                      Tak, to prawda. Tak samo na vinted, pelno rzeczy tak naprawde nowych. Ale da sie zwracac na to uwage i kupowac rzeczy uzywane i w dobrym stanie. To sto razy lepsza opcja dla srodowiska, niz kupowac nowki smile
                      • wapaha Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 14:14
                        fornita111 napisała:

                        > Tak, to prawda. Tak samo na vinted, pelno rzeczy tak naprawde nowych. Ale da si
                        > e zwracac na to uwage i kupowac rzeczy uzywane i w dobrym stanie. To sto razy l
                        > epsza opcja dla srodowiska, niz kupowac nowki smile


                        te rzeczy na vinted też były nowe wink
                        masz je, bo ktoś sobie zechciał mieć fanaberie i kupić nowe wink

                        mam dużo ubrań, wiele z nich mam latami- dzięki temu że jest ich dużo nie niszą się tak jakby się niszczyły noszone i prane często. ale też- gdy w końcu mi się znudzą ( tylko kilka razy udało mi się doprowadzić ciuch do zniszczenia ) puszczam je w drugi obieg wink
                        • fornita111 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 15:27
                          Tak, uzywane rzeczy tez byly kiedys nowe- odkrycie na miare nobla tongue_out Ale wiesz, w czym rzecz z tym kupowaniem uzywanych? Chodzi o to, zeby nie napedzac popytu. Im mniej ludzie kupuja nowych, tym mniej sie ich produkuje a to lepiej dla srodowiska. Lopatologiczniej juz nie potrafie, sorry.
                          • noc_na_pustyni Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 15:36
                            Oj, ja też się musiałam przełamać. Kiedyś? Używane?! To dla biedoty, nie będę po kimś (!) korzystać. Teraz - uwielbiam, serio, rzeczy z drugiej ręki. Większość zakupów robię na all i nigdy, jak czegoś szukam, nie zaznaczam opcji "tylko nowe" czy jak to się nazywa. Kocham tę chwilę, gdy dostrzegam, że moje zapotrzebowanie idealnie trafia w czyjąś chęć zbycia 😊 Zawsze korzystam.
                            • mgla_jedwabna Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 08:15
                              A ja kupuję używane, bo na nowe mnie nie stać. Nie stać mnie ani na kaszmirowy sweter za 600 zł ani na wyrzucenie stówki na akryl, w którym się spocę, ale nie ogrzeję. Natomiast kupić za 100 zł używany kaszmir to już mogę. Mam wiele używanych rzeczy, których sama także używam od kilku lat, dbam o nie i wyglądają lepiej niż szmatka z promocji po kilku praniach.
                          • wapaha Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 08:48
                            fornita111 napisała:

                            > Tak, uzywane rzeczy tez byly kiedys nowe- odkrycie na miare nobla tongue_out Ale wiesz,
                            > w czym rzecz z tym kupowaniem uzywanych? Chodzi o to, zeby nie napedzac popytu
                            > . Im mniej ludzie kupuja nowych, tym mniej sie ich produkuje a to lepiej dla sr
                            > odowiska. Lopatologiczniej juz nie potrafie, sorry.


                            wiem, śmiesznie po prostu zabrzmiało wink
                            też kupuję używki -jeśli coś mi się spodoba, lubię też dostawać ubrania po kimś wink
                            co nie zmienia faktu, że czasem trzeba kupić nowe - najwięcej kasy wydaję na buty ( mimo że zostawiam je dosłownie do końca, do momentu az mogę je wyrzucić do śmieci/zostawić nad jeziorem wchodząc do wody i nie mysleć ze ktoś zabierze/nie przywieźć do domu z wakacji )
                            • nenia1 Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 15:23
                              wapaha napisała:

                              > co nie zmienia faktu, że czasem trzeba kupić nowe

                              nawet więcej, ktoś musi kupić nowe, żeby kolejny mógł kupić używane.
                              Gdyby nagle wszyscy przestawili się na używane długo bo to nie pociągło.

                              • fornita111 Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 15:34
                                Dobra, dobra, jak na razie mamy wszedzie nadmiar ciuchow w bardzo dobrym stanie- nawet domy dziecka i domy samotnej matki ich nie chca ich juz przyjmowac. Wiec gadanie "kupuje nowe, zeby ktos mogl po mnie uzywac" to wylacznie pretekst, zeby sobie zrobic dobrze.
                                • nenia1 Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 15:41
                                  fornita111 napisała:

                                  > Dobra, dobra, jak na razie mamy wszedzie nadmiar ciuchow w bardzo dobrym stanie
                                  > - nawet domy dziecka i domy samotnej matki ich nie chca ich juz przyjmowac. Wie
                                  > c gadanie "kupuje nowe, zeby ktos mogl po mnie uzywac" to wylacznie pretekst, z
                                  > eby sobie zrobic dobrze.

                                  Oj nie oceniaj ludzi po sobie, to jest często bardzo złudne. Masz radykalne poglądy, nie tylko
                                  w tym temacie, a życie jest trochę bardziej skomplikowane.
                                    • nenia1 Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 21:00
                                      fornita111 napisała:

                                      > Aha- czyli przeszlismy do ad personam, zamiast faktow.

                                      Faktem byłoby stwierdzenie "jest za dużo ubrań" ale ty uderzasz w ton
                                      kaznodziei, który na coniedzielnym kazaniu bardzo stara się wzbudzić w "grzesznikach" poczucie winy.

                                      A poza tym upraszczasz, bo zjawisko jest trochę bardziej skomplikowane niż tylko "kupujesz nowe = źle",
                                      "kupujesz używane = dobrze". A że kojarzę twoją zapalczywość i podobny uproszczonych schematyzm
                                      odnoście zwierząt domowych "ze schroniska = dobrze", "z hodowli = źle" wnoszę, że po prostu odnajdujesz się w takich uproszczeniach.
                                      I nie chodzi wcale, jak byś chciała bo tak łatwiej kopać, o "nie patrz w górę". Ale o rzetelne podejście i mądrą konsumencką edukację, bo świat cichulandów nie wziął się z ekologii i wielu przypadkach nie uczy i nie utrwala ekologicznych postaw. Przeciwnie "bo tanio" to się ze dwie siatki zakupów wyniesie. Jak się zniszczy, to nie szkodzi, za grosze kupi się nowe, po co szanować. Polska przez ciucholandy stała się "tekstylnym śmietniskiem Europy", jesteśmy największymi odbiorcami używanych ubrań z WB, i tak samo jak z samochodowym szrotem z Niemiec, nie ekologia za tym stoi.
                                      • fornita111 Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 21:22
                                        Ok, nawet tej epistoly do konca nie czytam, juz widze, ze jednak w personalne nawalanki poszlo na calego smile W kwestii ekologii wole sluchac specjalistow, nie domoroslych merdczyn z ematki. Eot
      • nevertheless123 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:21
        Mnie nawet nie tyle chodzi o nieniszczenie środowiska, co o pewien przesyt. No ileż można mieć tych ciuchów: sukienek, koszulek, spodni? Kiedyś zakupy ubraniowe to była przyjemność i skok adrenalinowy, ale chyba już z tego wyrosłam. W tej chwili robię listę tego, czego faktycznie potrzebuję i wtedy dopiero kupuję, dwa razy zastanawiając się, czy jest mi to do czegoś potrzebne.
        • gryzelda71 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:19
          No widzisz,isz ja już wszystko na gr,biecie miałam. Ot moda zakręca, więc mnie nie bawia nowe ciuchy w tych samych fasonach z gorszych materiałów. Ale moja córkę owszem kreca, więc nie skr,ecze jej nad głową nie kupuj środowisko.... dojdzie do tego.
        • noc_na_pustyni Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 15:43
          Gdy chce mi się kupić jakiś ciuch, bo do mnie "przemawia" 😂 Wyobrażam sobie moją pełną szafę, pełną fajnych rzeczy, które lubię, bo inne dawno wywaliłam. Zwykle pomaga. A jak nie, to uznaję, że to właśnie ten przypadek, gdy powinnam odejść od zasady i "zaszaleć". Tym sposobem kupuję może jeden t-shirt na kilka miesięcy, albo i nie. Dodatkowo nie muszę patrzeć na cenę.

          W każdym razie ekstremizm i asceza mi nie służą, bo po takich okresach miałam wychylenia wahadła w drugą stronę i rajdy po sklepach... Najlepiej sprawdza mi się więc łagodne podejście. Nie nic nie kupować, a kupować jak najmniej.
        • yuka12 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 19:32
          Można mieć dużo 😂 np. cały pokój (który nazywa się garderoba).
          Lubię mieć wybór i xyz ubrań do wyboru. Ale kupuję obecnie wyłącznie ciuchy potrzebne, na wymianę, już minęło mi gromadzenie dla posiadania.
    • eliszka25 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 09:56
      Wanilia i wanilina, to dwie różne rzeczy. Wystarczy uważnie przeczytać napis na opakowaniu. Zawsze kupuję cukier waniliowy. Poza tym możesz kupić po prostu laskę wanilii i zrobić sobie cukier waniliowy sama.
      • yuka12 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 13:34
        Hm. Ja odkryłam różnicę jako dorosła osoba, zaraz po studiach. Wiedzą podzieliłam się z mamą, która wtedy miała około 60 lat. Była zszokowana. Bo w czasach PRL-u używano cukru wanilinowego z przekonaniem, że zawiera wanilię. Mama, ciotki, sąsiadki i moje koleżanki i ich rodziny nazywały go cukier waniliowy, a o różnicy mało kto wiedział (albo dokładnie czytał). Myślę, że dopiero w latach 90. wraz z napływem różnych towarów i modą na Zachód ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę (a i tak nie wszyscy), jaka jest różnica między wanilią a waniliną.
        • jednoraz0w0 Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 07:02
          Ja to wiedziałam jak miałam jakieś 5 lat i się uczyłam czytać, między innymi to co jest na opakowaniach. Nie wiedziałam, dlaczego ludzie mówią „cukier waniliowy” na „cukier wanilinowy”.
    • nevertheless123 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:13
      Mnie zmieniło na zawsze przekonanie się, że istnieją ludzie naprawdę bardzo źli i zaburzeni, tacy, którzy szkodzą innym, BO TAK, bo to lubią. Wcześniej wydawało mi się, że ludzie robią złe rzeczy z powodu cierpienia albo w obronie własnej, a tu się okazuje, że bezsensowne cierpienie może być zadawane ludziom (czy zwierzętom) z zupełnej bezmyślności i całkowitego braku empatii.
      • fornita111 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:22
        Ale w zasadzie to tez nie ich wina, ze sie urodzili psychopatycznymi sadystami. Troche jakby miec pretensje do kota, ze sie bawi ofiara- takie oprogramowanie od natury dostal i tyle. Duzo gorsi sa dla mnie ludzie, ktorzy maja empatie- a pomimo to dla swoich celow sa gotowi popelniac najgorsze zbrodnie.
        • umi Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:47
          Nie tak samo. Kot jest zwierzęciem i jest programowany w znacznym stopniu przez instynkt. Człowiek nie jest tak programowany. Nawet małpa może się wielu rzeczy wyuczyć bez zrozumienia i będą jej działały. Człowiek do pewnego stopnia tez powinien ogarnąć.
        • nevertheless123 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 10:58
          Serio. Nie potrafiłam zrozumieć, po co właściwie ktoś może chcieć kogoś krzywdzić? (To znaczy nadal nie rozumiem, ale przyjmuję do wiadomości, że tak już u takich ludzi jest.) Tym bardziej, że dostęp do nauk psychologicznych był kiedyś marny i zarówno w telewizorni jak i w kościółkach wbijano ludziom do głowy, że należy zło dobrem zwyciężać, że źli mężczyźni czekają tylko na swojego anioła, który ich wybawi i że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. Teraz mamy większy dostęp do edukacji i raczej nie ma takich osób, które nie słyszały o narcyźmie, borderline, socjopatach itp.
          • lilia.z.doliny Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:07
            kościółkach wbijano ludziom do głowy, że należy zło dobrem zwyciężać,
            Przez lata hulalo jednak, że zło należy ogniem i.mieczem. I trzeba przyznać, że duch nam hetmanił. Zło zwalczone większym złem (stosem, dajmy na to) cudownie przeistaczalo się w dobro. Krisznowski sznyt na ambonie nastal wraz z Popieluszką
      • aandzia43 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:30
        Że istnieją ludzie naprawdę źli wiedziałam chyba od wczesnej młodości, mrok miałam oswojony, ale zaskoczeniem było dla mnie w dorosłym już wieku jak blisko mogą podejść niepostrzeżenie.
    • asia_i_p Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:10
      Co do jedwabiu, pocieszę - da się kupić tak zwany jedwab eko, gorszej jakości, ale bez zabijania owadów - wykorzystuje się pociętą nić z kokonów, z których się wykluły, jakoś ją klejąc.
    • asfiksja Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:17
      Miałam kiedyś takie oświecenie, którego nie zapomnę. Przyszła do nas do domu żebraczka i poprosiła o coś do jedzenia (nie o pieniądze). Na to ja cała zadowolona z siebie dałam jej wielką torbę odłożonych niezdrowych słodyczy (takich o składzie tluszcz palmowy + syrop g-f), które moje dzieci dostają od babć. A ona na to, że słodyczy to oni dużo dostają i tego nie chce, chciałaby coś konkretnego. Bardzo się zawstydziłam, dałam jej konkretne jedzenie, podziękowała, nigdy więcej jej nie widziałam.
      To było wiele lat temu, ale od tej pory tego typu słodycze bez mrugnięcia okiem wyrzucam, nie traktuję tego jako żywności.
      • leosia-wspaniala Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:48
        >Miałam kiedyś takie oświecenie, którego nie zapomnę. Przyszła do nas do domu żebraczka i poprosiła o coś do jedzenia (nie o pieniądze). Na to ja cała zadowolona z siebie dałam jej wielką torbę odłożonych niezdrowych słodyczy.

        100 x facepalm. Dobrze, że się tego wstydzisz, ale pamiętasz, co tobą kierowało w tym momencie? Głodnemu człowiekowi dawać słodycze?
        • asfiksja Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 14:03
          Po pierwsze byłam młoda, a młody człowiek nie jest za mądry. Po drugie - to było łatwe. Łatwiej dać estetycznie opakowaną, higieniczną i niepsującą się "żywność" niż odlać zupy do słoika czy odkroić pieczeni do pudełka po lodach itp.
          • leosia-wspaniala Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 16:21
            >Po pierwsze byłam młoda, a młody człowiek nie jest za mądry.

            Buagam, miałaś już dzieci, więc co to za tłumaczenie.

            >Łatwiej dać estetycznie opakowaną, higieniczną i niepsującą się "żywność" niż odlać zupy do słoika czy odkroić pieczeni do pudełka po lodach itp.

            No łatwiej, ale jak ktoś prosi o jedzenie, to jest głodny i chyba oczywiste, że się nie naje batonem.
      • gryzelda71 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:51
        Twoj wpis jest przerazajacy. Po pierwsze uznałaś że słodyczami się pani naje, po drugie, wydałeś jej coś, czego sama jesc nie chciałaś bonuwazalas za badziew. I byłaś już wówczas dorosła i miałaś dzieci.
    • misiamama Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 11:52
      owszem, wiedza o pedofilii w KK oraz skali jej ukrywania i wyrządzonych tym krzywd. Oglądałam film Sekielskich i robiło mi się niedobrze. Ogólnie, w moim życiu ten film i inne powiązane spowodowały reakcję jak u prof. Smoczyńskiej.
        • simply_z Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:18
          mysle, ze nie bylo takiej wiedzy, a przynajmniej nie bylo to tak rozpowszechnione. Chodzilam na religie, do kosciola (choc nie przesadnie), mam rozne tzw. sakramenty ale nie spotkalam sie z przypadkami pedofilii (to nie znaczy oczywiscie, ze takie zjawisko nie istnialo w moich czasach). Ksieza raczej z tego co kojarze mieli po prostu romanse, dzieci lub zwiazki z kobietami ( i to w swoim wieku). Dwoch, ktorych kojarze wystapilo zreszta z kaplanstwa i maja normalne rodziny.
          • aandzia43 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 12:48
            Gdzieś w dziwięćdziesiątych latach zaczęły się pojawiać w polskiej prasie artykuły o kościelnych paskudztwach na dużą skalę wylewających się w Europie i Stanach. Potem zaczęło się w Polsce, np. proces w Tylawie. U mnie padło na podatny grunt bo nigdy nie traktowałam kk jak organizacji bez skaz, a księży jak bożków, różne rzeczy się wcześniej widziało i czytało. Chociaż skala tego gówna mnie przerosła.
        • misiamama Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 13:25
          chodzi o skalę - uważałam, że to incydenty. Oraz o celowe i systemowe ukrywanie przestępców, posyłanie ich do innej parafii, co bezpośrednio skutkowało kolejnymi ofiarami. Oraz o sposób traktowania ofiar, ich rodzin, odbieranie przysięgi milczenia. No nie, nie wiedziałam, że tak to wygląda.
    • primula.alpicola Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 13:06
      Powiem przekornie i cynicznie- mniej wiesz, lepiej śpisz.
      Staram się żyć tak, żeby robić mało szkód, ale nie chcę i nie mogę żyć pustelniczym życiem w puszczy i nie korzystać z osiągnięć cywilizacji. Próbuję zachować umiar.
      Moje zmiany na ogół wynikają z tego, że posiadłam jakąś wiedzę, której wcześniej nie miałam. Czasami dokonuję zmiany, a czasami nie- bo jestem wygodna, bo nie wierzę, że moje jednostkowe działanie coś zmieni.
        • noc_na_pustyni Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 15:20
          lilia.z.doliny napisała:

          > Złoty środek zawsze na propsie, zgadza sie
          >
          Tak, wg mnie to najlepsza filozofia w dziejach. Żadne ekstremizmy, nawet w słusznej sprawie, nie przynoszą nic dobrego.

          Co do olśnień... Generalnie miewam co jakiś czas i zwykle nie są to przyjemne objawienia, ale dwa najbardziej chyba ciekawe:

          - Szłam z noworodkiem w wózku przez park i przyszła mi do głowy myśl, że najgorsza szuja, najgorszy menel też kiedyś był takim bezbronnym dzieciątkiem... Co się musiało wydarzyć potem? Zmieniło to moje podejście do ludzi.

          - Zasadniczo mam problemy w relacjach przez sprawę więzi wczesnodziecięcych, itd. Przez kilka lat zastanawiałam się nad tym, czemu skoro wiele się na ten temat dowiedziałam i szanuję innych, staram się być otwarta, itp. nadal nie jestem dobrze odbierana. Odpowiedź znalazłam w książce, z której wynikało, że ludzie wyczuwają mój lęk przed nimi, taki głęboki jakby instynktowny, pomimo fasady wyuczonej otwartości - może nie umieliby tego nazwać, ale wychwytują niespójność, którą odbierają jako fałsz.
          • lilia.z.doliny Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 15:49
            Tak...
            A któż to jest ten mały dzi­dziuś w ka­fta­ni­ku?
            Toż to mały Adol­fek, syn pań­stwa Hi­tle­rów!
            Może wy­ro­śnie na dok­to­ra praw?
            Albo bę­dzie te­no­rem w ope­rze wie­deń­skiej?
            Czy­ja to rącz­ka, czy­ja, uszko, oczko, no­sek?
            Czyj brzu­szek pe­łen mle­ka, nie wia­do­mo jesz­cze:
            dru­ka­rza, kon­sy­lia­rza, kup­ca, księ­dza?
            Do­kąd te śmiesz­ne nóż­ki za­wę­dru­ją, do­kąd?
            Do ogród­ka, do szko­ły, do biu­ra, na ślub
            może z cór­ką bur­mi­strza?

            Bobo, anio­łek, kru­szy­na, pro­my­czek,
            kie­dy rok temu przy­cho­dził na świat,
            nie bra­kło zna­ków na nie­bie i zie­mi:
            wio­sen­ne słoń­ce, w oknach pe­lar­go­nie,
            mu­zy­ka ka­ta­ryn­ki na po­dwór­ku,
            po­myśl­na wróż­ba w bi­buł­ce ró­żo­wej,
            tuż przed po­ro­dem pro­ro­czy sen mat­ki:
            go­łąb­ka we śnie wi­dzieć - ra­do­sna no­wi­na,
            te­goż schwy­tać - przy­bę­dzie gość dłu­go cze­ka­ny.
            Puk puk, kto tam, to stu­ka ser­dusz­ko Adolf­ka.

            Smo­czek, pie­lusz­ka, śli­nia­czek, grze­chot­ka,
            chłop­czy­na, chwa­lić Boga i od­pu­kać, zdrów,
            po­dob­ny do ro­dzi­ców, do kot­ka w ko­szy­ku,
            do dzie­ci z wszyst­kich in­nych ro­dzin­nych al­bu­mów.
            No, nie bę­dzie­my chy­ba te­raz pła­kać,
            pan fo­to­graf pod czar­ną płach­tą zro­bi pstryk.

            Ate­lier Klin­ger, Gra­ben­stras­se Brau­nau,
            a Brau­nau to nie­wiel­kie, ale god­ne mia­sto,
            so­lid­ne fir­my, po­czci­wi są­sie­dzi,
            woń cia­sta droż­dżo­we­go i sza­re­go my­dła.
            Nie sły­chać wy­cia psów i kro­ków prze­zna­cze­nia.
            Na­uczy­ciel hi­sto­rii roz­luź­nia koł­nie­rzyk
            i zie­wa nad ze­szy­ta­mi.
          • le.fay Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 20:06
            noc_na_pustyni napisała:

            > - Zasadniczo mam problemy w relacjach przez sprawę więzi wczesnodziecięcych, it
            > d. Przez kilka lat zastanawiałam się nad tym, czemu skoro wiele się na ten tema
            > t dowiedziałam i szanuję innych, staram się być otwarta, itp. nadal nie jestem
            > dobrze odbierana. Odpowiedź znalazłam w książce, z której wynikało, że ludzie w
            > yczuwają mój lęk przed nimi, taki głęboki jakby instynktowny, pomimo fasady wyu
            > czonej otwartości - może nie umieliby tego nazwać, ale wychwytują niespójność,
            > którą odbierają jako fałsz.
            O czy mogłabyś rozwinąć ten temat? Chyba mam podobny problem i chętnie suę czegoś dowiem. Czy udało Ci sue cis z tym zrobic czy po prostu zaakceptowałaś siebie taką? I jaka to książka? Może polecisz coś jeszcze? Będę wdzięczna za odpowiedz.
            • noc_na_pustyni Re: To czego nie wiemy 07.07.22, 00:27
              Tytuł już podałam wcześniej.

              Raczej siebie zaakceptowałam i przestałam się starać. I to chyba robi dobre wrażenie. W sumie logiczne - bo jak się nie staram, to się mniej stresuję, więc ten dysonans może być mniejszy.

              Tylko że ze mną jest jeszcze tak, że doskonale się czuję sama ze sobą i mam zwykle więcej pomysłów, co bym chciała robić, niż czasu. To też może mieć jakieś znaczenie, bo po prostu nie potrzebuję bujnego życia towarzyskiego, żeby mi było dobrze na świecie.

              Poza tym u mnie sprawdziły się techniki relaksacyjne, joga, nawet medytacja. To ogólnie uspokaja i nawet zaczęłam czasem słyszeć, że korzystanie wyglądam, bla, bla... że się zmieniłam. To miłe.

              A przede wszystkim odczułam wielką ulgę, kiedy wreszcie, po latach, odkryłam, co jest grane. Bo wcześniej to jednak frustrowało - że się człowiek stara, a i tak nic z tego nie wynika. A tu nagle jasno napisane: to nie twoja wina, że tak się dzieje - jakby ktoś zdjął spory ciężar z pleców.
      • nenia1 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 14:00
        primula.alpicola napisała:

        > Powiem przekornie i cynicznie- mniej wiesz, lepiej śpisz.
        > Staram się żyć tak, żeby robić mało szkód, ale nie chcę i nie mogę żyć pustelni
        > czym życiem w puszczy i nie korzystać z osiągnięć cywilizacji. Próbuję zachować
        > umiar.


        Mam chyba tak samo, nie chcę popaść w skrajność i stać się oceniaczem innych.

        Im dłużej żyję tym bardziej widzę, że człowiek jest naturą skomplikowaną. Istotą biologiczną
        z różnymi potrzebami na którą nakładają się wciąż zmieniające się normy kulturowe i oczekiwania
        społeczne.
        Sztuką jest chyba po prostu poznać siebie i wsłuchiwać się w siebie, zachować trochę zdrowego egoizmu
        a jednocześnie nie ulegać różnym presjom jak leci, czy to z jednej strony "kupuj, kupuj, kupuj" czy to z drugiej
        "nie kupuj, nie kupuj, nie kupuj". Starać się być człowiekiem świadomym, ale też bez biczowania siebie i innych,
        bo i tak nie da się być idealnym.

        Wydaje mi się, że dwie oczywiste rzeczy zrobiły na mnie wrażenie, gdy się zetknęłam z nimi osobiście.
        Pierwsza to topniejące lodowce w Norwegii, niby się o tym słyszy, ale zobaczyć na własne oczy skalę zjawiska
        to jednak coś innego, przeraził mnie postęp z jakim to się dzieje, było to coś bardzo przygnębiającego i zatrważającego.
        Druga to zetknięcie z ludźmi chorymi z przerzutami na oddziale onkologicznym, niby każdy wie, że zdrowie najważniejsze.
        Czy - często powtarzane - każdy problem jest ważny. Otóż nie, jednak nie każdy, nagle człowiek bardzo namacalnie uzmysławia sobie, że większość tych codziennych problemów to tak faktycznie pierdoły i marnuje się życie martwią się czy walcząc z tysiącami nieistotnych w gruncie rzeczy spraw.

    • yuka12 Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 13:41
      Od kilku lat odkrywam, jak wiele zależy od sprawnie funcjonującego mózgu. To kim jesteśmy, jak postrzegamy siebie i innych, nasze reakcje, myśli i emocje, jak odbieramy to, co widzimy i słyszymy i jak wypowiadamy się oraz wiele innych aspektów zależą od pracy głowy. Niesamowite jest, choć i tragiczne dla chorych i otoczenia, jak zmiany w mózgu mają na to wpływ.
      • lilia.z.doliny Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 13:51
        To fakt. Możesz więcej, jeśli uwierzysz, że możesz. Czuję wstręt do siebie, bo mam wrażenie że cytuje jakieś gówna "jak osiągnąć sukces i Zjednac przyjaciol", ale ważne jest jednaj, by nie być dla siebie kamieniem w bucie.
      • noc_na_pustyni Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 15:22
        Tak. A z drugiej strony równie niestety fascynujące, dlaczego zdrowi fizycznie ludzie nie chcą sobie pomóc, choć możliwości przy dzisiejszym stanie wiedzy i dostępności do niej są w zasięgu ręki...
    • bo_jestem_jedna Re: To czego nie wiemy 06.07.22, 18:25
      Ze popyt wcale nie jest dobry; ze ludzie popelniaja mase powtarzalnych bledow; ze mowimy w tym samym jezyku, ale sie nie rozumiemy; ze popieramy wolnosc mowy, ale duzo tresci chcemy kontrolowac, jako ‘szkodliwych’; ze wymagamy empatii od kogos kto jej zupelnie nie ma i dziwimy sie, ze postepuje zgodnie z jej brakiem; ze dziwi nas ze mozna lubic przemoc/dominacje; ze tak wielu histeryzuje na punkcie ‘wiernosci’. Moglabym wymieniac i wymieniac.