Moi rodzice znowu zapomnieli o moich urodzinach. Niby żaden wielki dramat. Nie jestem już dzieckiem i nie świętuję tego dnia, jakoś szczególnie hucznie. Ale rusza mnie to bardziej, niż bym chciała.
To zresztą nie pierwszy raz. I generalnie nasze relacje są kiepskie.Nasz dom był dysfunkcyjny.
Rodzice nigdy nie byli razem szczęścliwi, a pobrali się, bo mama zaszła ze mną w ciążę. I gdzieś tam podświadomie to mnie (!) winiła, za za swoje nieudane życie. To mój brat był tym kochany i wyczekanym dzieckiem. Do tego synem. Zawsze czułam, że to ich trójka jest prawdziwą rodziną, a ja krążyłam wokół jak satelita, czekając na okruchy uwagi i miłości.
Jestem po terapii i dużo już przepracowałam. Wiem, że nie jestem w stanie ich zmienić. Ani zmusić żeby dali mi to, czego nie mają. A jednak boli.
Zwłaszcza, że wiem, że potrafią się postarać. Mama co i rusz opowiada mi, że dzwoniła do jakieś ciotki czy koleżanki, bo miały urodziny czy imieniny. Tylko o własnej córce jakoś nie pamięta.

Wyszło ckliwie, ale mam ostatnio gorszy okres.
Zastanawiam się po prostu, czy da się dość do momentu, że takie rzeczy już nie bolą? Do akceptacji, że rodzic tak ma i już? Świętowałam z moją rodziną i miałam naprawdę miły dzień. Ale to tkwi we mnie jak zadra i to już od paru dni.