bardzo_wredna_dziewucha
29.11.23, 03:03
Mam psa, który niezbyt lubi (niektóre!) obce psy i w zasadzie każde podejście obcego psa to jest moja wnikliwa obserwacja, czy będzie ok czy może niekoniecznie. Średniej wielkości, taki do kolan.
5 lat mam tego mojego gamonia, więc moje obserwacje nie są jednostkowe, zaznaczam. Do tego kilka razy się przeprowadziłam w tym czasie.
Właściciele psów średnich/większych zwykle trzymają je na dość krótkiej smyczy, często też widzę, że obserwują czy będzie ok i generalnie nie ma żadnych problemów z przytrzymaniem jeśli coś jest nie tak. Doceniam, bo nie muszę się szarpać z moim, jeśli się kolega nie spodoba (udało mi się ogarnąć mojego tak, że pierwszy się absolutnie nie rzuca, ale reaguje na warczenie/szczekanie).
Najgorsi są właściciele małych psów, serio, przez 5 lat, razy 3-4 spacery dziennie nie spotkałam ŻADNEGO małego psa, który byłby na krótszej smyczy. Zwykle są puszczane na rozwiniętym fleksie albo w ogóle puszczone luzem i ja mam stres, że mój pies się wreszcie na takiego gówniaka wkurzy i kłapnie zębami. Ostatnio stałam z moim na krótkiej smyczy i 5 razy musiałam bardzo głośno i stanowczo powtórzyć, żeby pani łaskawie zabrała swojego joreczka, który starał się obgryzać łapy mojemu psu. I z komentarzem "przecież nic mu nie zrobi". No może, ale ja nie chcę, żeby mój pies zeżarł innego.
Znaczy ja rozumiem, że mały pies nie zrobi krzywdy, ale właściciele nie boją się, że coś się mu stanie? Przecież w starciu z większym psem, te małe mają marne szanse. Ktoś mi to wytłumaczy?