snakelilith
28.01.24, 12:54
Problem na razie teoretyczny, ale możliwy. Mieszkanie pode mną, w którym do tej pory mieszkała najpierw para seniorów, a potem samotna kobieta w średniem wieku z kotem, kupiła rodzina z dwójką dzieci. Dziewczynki, jedna wygląda na 5-6 lat, druga może 8-9. Do tej pory się jeszcze nie wprowadzili, ale dziś byli tam ciut dłużej i przez tą godzinkę była masakra. Dzieci biegały po mieszkaniu z takim przytupem, że u mnie na górze wibrował stół, a ojciec wydzierał się jak King Kong na amfie. Kompletnie nieznana dla nas sytuacja, bo średnia wieku w naszej kamienicy jest wysoka, ludzie do tego są bardzo spokojni i starają się sobie na włazić na głowę. Od lat, nawet jaki niektórzy mieli dzieci, było relatywnie cicho.
I co robi teraz ematka? Profilaktycznie smaruje jakiś grzeczny list o niezbyt grubych ścianach i dobrych sąsiedzkich relacjach licząc na dobrą wolę pomyleńców, czy wali za każdym razem w kaloryfer i wieczorami gdy dzieci idą do łóżka włącza na zmianę Marię Callas i Brucknera? Którą wersją jesteście i która faktycznie się u was sprawdziła? Jeżeli w ogóle.