Dzień dobry, wczoraj kolega obraził się śmiertelnie bo dzwonił do mnie trzy razy jakoś w przeciągu dwóch tygodni...a ja nie raczylam oddzwonić. Fakt,zapomniałam..bo non stop cos mam na głowie,ale to nie powód żeby fochem strzelać.
1 raz byłam w pracy, później zwyczajnie zapomnialam oddzwonic, minął jakis czas, zadzwonił znowu,ale nie odebralam bo nie mialam komorki przy sobie a byłam kilka dni na wyjeździe i nie jestem przykuta do telefonu.
Wczoraj mi napisał obrażony,że to nie jest normalne, że mam prawie 40 lat,że jak mówię,że oddzwonię to mam oddzwaniać a jak nie, to on "oczekuje,ze mu napisze,że jestem zajeta".
Generalnie obraził się, ja uważam,że przesadza, tymbardziej,że nasze rozmowy są stricte luźne a dramat jakby tęsknił.bog wie.jak

Jestem z tych osób, które nie są super przywiązane do kom. Jak gdzieś wychodzę z psem to ja zostawiam, jak trzeba ważny telefon zrobić w sprawie pracy to dzwonię, ale nie będę na każde skinienie kolegi odbierać kiedy mi nie pasuje, kiedy jestem na kolacji, na urlopie. Wkurzył mnie..bo zrobił dramę na całego,fakt..mogłam oddzwonić, ale wyleciało mi to z głowy zwyczajnie