k.messi
30.07.24, 17:12
Pytam tu, bo macie gigantyczne doświadczenie w sprawach medycznych.
Pytam teraz, bo nie dzieje się (jeszcze) nic poważnego.
Od czwartku jestem chora - zapalenie górnych dróg oddechowych, ale osobie mieszkającej ze mną z takimi samymi objawami podczas wizyty u lekarza wyszedł COVID. Ja u lekarza nie byłam, leczę się tym samym, co moja współlokatorka - działało.
Gorączki już nie mam, został katar i kaszel (odrywa się).
Od wczoraj nie mogę swobodnie odetchnąć pełną piersią, udaje się co którąśtam próbę nabrania powietrza. Oddech mam taki skrócony.
Jest mi słabo, jestem niedotleniona i taka... apatyczna. Odrealniona jakby? Czasami przez głowę przebiegają mi takie "mrówki w szpilkach", sorry za porównanie, nie mogę się wysłowić (brakuje słów, wiem co chcę powiedzieć, ale nie mogę się wygadać), mam opóźnione reakcje. Jestem bardzo słaba.
Czy to są podstawy, by udać się do szpitala?
Celem nie wiem - wykonania RTG klatki, albo głowy, albo nie wiem... martwi mnie ten krótki oddech.
Jeżeli to są podstawy: wzywać karetkę czy jechać samemu na SOR?
Jestem daleka od wzywania pogotowia do byle pierdoły, nie chcę zawracać doopy nikomu. Martwi mnie to oddychanie, jak nie mogę za długo odetchnąć to zaczynam panikować.
Poradźcie coś proszę.