Na fali wątków wyborczych przyszło mi coś do głowy. Narzekamy, że mamy pierwszą paprotkę zamiast damy. A teraz wyobraźcie sobie w tej roli memcenową.

Myślicie, że w czasie np. kolacji z inną parą prezydencką mogła by się sama odezwać, czy najpierw mąż musiałby zgody udzielić? A może, starym zwyczajem, panie jadłyby w kuchni? Gorzej jak głową państwa byłaby kobietą 🤔