celandine
10.09.25, 15:46
Mój mąż opublikował ogromną książkę (naukową ale taką, którą można kupić w normalnych księgarniach), nad którą pracował sześć lat. Podczas, gdy powstawała napomknęłam, że liczę na to, że mi ją zadedykuje (miałam przeczucie, że sam na to nie wpadnie). Dzisiaj przyszła książka, leży na stole, zaglądam do środka i nie zrobił tego, podziękował kilku osobom za konsultację naukową i tyle. Poczułam straszny smutek i cały dzień zbierają mi się w oczach łzy a jestem osobą, która nigdy nie płacze. Po prostu nie wiem, jak mógł mi to zrobić, skoro wiedział, że mi na tym zależało, nawet, jeśli uważa dedykacje za glupoty. Dodam, że podczas pisania tej książki na mnie spadło dużo domowych obowiązków, oprócz tego w zasadzie całe moje życie od 22 lat zostało podporządkowane jego pracy, bo mieszkamy w miejscu, które jest jemu potrzebne do pracy, moja, że tak powiem kariera naukowa mocno ucierpiała na tym, że głównie ja zajęłam się wychowaniem dzieci i pewnie nigdy nie dojdę do pozycji, którą on ma. Nie umiem się kompletnie pozbierać i mam wrażenie, że to koniec mojego małżeństwa, że już nigdy nie będzie tak samo, ponieważ jest to jasny sygnał, że ma mnie w poważaniu. Powiedzcie, czy to jest głupota i coś mi się dzieje z głową i jak sobie z tym poradzić.