pechowa
28.12.04, 19:18
Przed chwila skontaktowal sie ze mna pewien pan i zaproponowal mi prace,
ktora mialaby polegac na sprzedazy informatora i dostepy do serwisu
interetowego w moim wojewodztwie.
Sama glupia zdeklarowalam sie, ze dam mu odpowiedz w ciagu godziny. I teraz
mam metlik w glowie.
Portal jest z branzy edukacyjnej, informator dotyczy wyzszych uczelni. Mozna
wykupic dostep do bibliotegi skladajacej sie glownie z gotowych opracowan
czyli brykow-daja tez mozliwosc jakis konsultantow, internetowych kursow i
takich tam.
Przyznam sie szczerze, ze jest to sprzeczne z moja etyka, nie lubilam i
nielubie roznego rodzajow brykow, gotowych opracowan, boli mnie, ze nie czyta
sie ksiazek i idzie na gotowca. Poniewaz sama sie ciagle ksztalce to czasami
rece mi opadaja nad poziomem kolegow/kolezanek studentow i chyba bym umarla
gdyby sie okazalo, ze sama przykladam do tego reke.
Po drugie firma istnieje od pazdziernika.
Po trzecie pan najchetniej przyjechalby do mnie jutro dal narzedzia pracy,
mam skojarzenia z jakimis piramidami i socjotechnika.
No i mam dylemat, bez pracy teoretycznie jestem miesiac [placa mi do konca
roku] ale juz jakis czas temu podjelam decyzje, ze zmieniam rodzaj pracy, nie
chce miec za wiele wspolneho z handlem czy tez tego rodzaju dzialanoscia.
tutaj pracowalabym ze siwezym produktem, bylabym sama w swoim wojewodztwie,
musialabym sama sobie stworzyc rynek i wypromowac produkt.
jestem pelna watpliwosci i wewnetrznej zgryzoty.